Jürgen Roth przed podkomisją smoleńską

Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Piotr Jackowski

Kontakt z autorem

Myślę, że prokuratura na podstawie informacji, które przekazała „Gazeta Polska Codziennie” powinna zająć się z urzędu badaniem treści notatki. Jednocześnie byłoby dobrze, gdyby w tej sprawie podkomisja dr. Berczyńskiego przesłuchała Jürgena Rotha - mówi mecenas Stefan Hambura, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej w rozmowie z Piotrem Jackowskim.

W sobotę „Gazeta Polska Codziennie” opublikowała skany raportu agenta niemieckich służb wywiadowczych odnoszącego się do przyczyn katastrofy Tu-154M pod Smoleńskiem. Czy publikacja skanów w stosunku do publikacji samej treści raportu przez Jürgena Rotha może wnieść coś nowego? 

- Tak, oczywiście. Dla mnie niezwykle ciekawe są zdjęcia wplecione w tekst. Szczególnie dwa. Jednym z nich jest strona z paszportu gen. Jurija Desinowa. A drugim zdjęcie niezidentyfikowanego wojskowego. To ciekawe, bo jeżeli mamy paszport Desinowa, to wydaje się, że polskie służby mają konkretną podstawę do weryfikacji, czy na przykład taka osoba znajdowała się kiedykolwiek w Polsce, czy przekraczała granice Polski. I czy na przykład rzeczywiście przypomina postać ze zdjęcia w paszporcie. Ponadto są pytania o podróże samolotem, bo w raporcie są pokazane związki Desinowa z Niemcami, mam tu na myśli wątek zakonu św. Łazarza – zaproszenie zakonu św. Łazarza dla Desinowa do Niemiec – i drugi wątek to działalność Desinowa związana z Afganistanem, gdzie proponował ochronę dla Bundeswehry za chyba 200 tys. euro. To wszystko pokazuje, że Desinow miał konkretne kontakty z Niemcami pod przykrywką zakonu św. Łazarza.

Zna pan Jürgena Rotha. To bardzo aktywny dziennikarz, który niemal co roku publikuje nową książkę. Na ile w Pana opinii jest to dziennikarz wiarygodny?

- Jürgen Roth uchodzi w Niemczech za jednego z najbardziej solidnych dziennikarzy śledczych. Oczywiście, i w jego wypadku nie obyło się bez procesów, ale w działalności dziennikarza śledczego, rzec można, to ryzyko zawodowe. Bywa tak, że dziennikarz dociera do źródła osobowego, które potwierdza daną informację, a później, gdy dochodzi do procesu, wycofuje się z wcześniejszych twierdzeń. Rozróżnić zatem trzeba sprawę wiarygodności dziennikarskiej i wiarygodności procesowej. Nie wszystko, co wcześniej udało się udokumentować, daje się skutecznie obronić procesowo. Fakt, że dziennikarz miewa procesy, które nie zawsze kończą się dla niego korzystnie, nie oznacza braku wiarygodności. Książki Rotha są w sprzedaży. Gdyby je często wycofywano z rynku, wtedy moglibyśmy się nad tym zastanawiać, ale np. jego pierwsza książka dotycząca Smoleńska „Tajne akta S” jest dla mnie swoistym papierkiem lakmusowym, bo gdyby notatka BND rzeczywiście nie istniała, na pewno w Niemczech jego książka zniknęłaby z rynku.

Czytaj też: Sensacyjny raport BND nt. Smoleńska. "Gazeta Polska Codziennie" ujawnia dokumenty​

W jaki sposób?

- BND wniósłby w postępowaniu zabezpieczającym wniosek, by tę książkę wycofać z rynku, bo takiej notatki nie ma. Słyszy się opinię, że urząd nie chciał rozgłosu i dlatego nie wszczął stosownego postępowania. W moim przekonaniu gorzej mogłoby być dla BND, gdyby się okazało, że wytoczono sprawę, a w jej trakcie np. okazało się w sądzie, że Roth posiada taką notatkę, wtedy przegrana BND byłaby dotkliwa i sromotna. 

Jednym słowem, fakt istnienia notatki jest bezsporny. Jedyna wątpliwość może dotyczyć jej treści.

- Oczywiście. I nad badaniem jej zawartości powinny się pochylić stosowne urzędy.

Jakie są szanse, że informacje będące w posiadaniu Jürgena Rotha zostaną wzięte pod uwagę przez prokuraturę i czy sam Roth powinien stanąć przed podkomisją sejmową kierowaną przez dr. Berczyńskiego?

- Myślę, że prokuratura na podstawie tych informacji, które przekazała „Gazeta Polska Codziennie”, badaniem treści notatki powinna się zająć z urzędu. Jednocześnie byłoby dobrze, gdyby w tej sprawie podkomisja dr. Berczyńskiego przesłuchała Jürgena Rotha.
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
"Iustitia" atakuje ministra…

"Iustitia" atakuje ministra…

Zmarła dziedziczka fortuny L'Oreal

Zmarła dziedziczka fortuny L'Oreal

Wystawa „Picasso 1932 - miłość, sława,…

Wystawa „Picasso 1932 - miłość, sława,…

Trump mocniej uderza w Koreę Północną

Trump mocniej uderza w Koreę Północną

Francuzi protestują przeciwko reformom…

Francuzi protestują przeciwko reformom…

"Iustitia" atakuje ministra Piebiaka

Telewizja Republika

Zebranie członków stołecznego oddziału Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" uchwaliło usunięcie wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka ze swych szeregów - poinformował dzisiaj sędzia Sebastian Ładoś z warszawskiego zarządu "Iustitii". Najwyraźniej przedstawicielom korporacji puszczają nerwy.

Nie podał uzasadnienia tej nieprawomocnej jeszcze decyzji, które - jak wyjaśnił - będzie sporządzone na piśmie w ciągu dwóch tygodni. Piebiak może odwołać się do ogólnokrajowego zebrania delegatów "Iustitii" (odbywa się ono raz do roku). Dopiero decyzja tego gremium byłaby prawomocna.

Wcześniej podawano, że do końca września zarząd "Iustitii" ma zdecydować, czy wystąpić o usunięcie sędziego Dariusza Drajewicza, powołanego niedawno na wiceprezesa Sądu Okręgowego w Warszawie w miejsce wiceprezes odwołanej w trakcie kadencji przez ministra sprawiedliwości.

"Będziemy się zastanawiać, jakie konsekwencje wyciągnąć wobec członków "Iustitii", którzy zajęli miejsca osób odwołanych - wbrew naszemu stanowisku, żeby tak nie robić" - mówił kilka dni temu PAP Bartłomiej Przymusiński z zarządu "Iustitii". Dodał, że podstawą wyciągnięcia konsekwencji może być złamanie celów działania stowarzyszenia. "Uważamy, że ta nowa ustawa o ustroju sądów powszechnych narusza odrębność władzy sądowniczej, a do celów działania naszego stowarzyszenia należy dbanie o jej zachowanie" - zaznaczył.

 

12 sierpnia w życie weszła nowelizacja Usp, która m.in. zwiększyła uprawnienia ministra. Odstąpiła od modelu powoływania i odwoływania prezesów oraz wiceprezesów sądów apelacyjnych i okręgowych przez ministra po uzyskaniu opinii zgromadzeń ogólnych sądów. Przepis przejściowy ustawy przewiduje, że prezesi i wiceprezesi sądów "mogą zostać odwołani przez ministra sprawiedliwości, w okresie nie dłuższym niż 6 miesięcy od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy" - bez zachowania wymogów w niej określonych, czyli m.in. bez uzasadnienia.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Zmarła dziedziczka fortuny L'Oreal

/ francois schnell \ CC BY 2.0

Dziedziczka fortuny koncernu kosmetycznego L'Oreal, Liliane Bettencourt, będąca według magazynu „Forbes” najbogatszą kobieta świata, zmarła w nocy ze środy na czwartek w wieku 94 lat - podała jej rodzina.

Bettencourt zmarła w swoim domu. 21 października ukończyłaby 95 rok życia - podała w komunikacie córka zmarłej, Francoise Bettencourt Meyers.

„Forbes” w tegorocznym rankingu ocenił fortunę Liliane Bettencourt na około 40 mld dolarów, co stawiało ją na czele najbogatszych kobiet świata i na 14. miejscu wśród bogaczy. Według indeksu miliarderów Bloomberga jej majątek netto to 42,5 mld dolarów.

Chorowała na chorobę Alzheimera i ze sceny publicznej wycofała się w 2012 roku, ale pozostała większościowym udziałowcem L'Oréal (posiadając, wg stanu z 31 grudnia 2016 r., 33,05 proc. akcji, podczas gdy jej rodzina zachowała 33 proc.). W zarządzie koncernu zastąpił ją wnuk, Jean-Victor Meyers.

Bettencourt Meyers twierdziła, że matką z łatwością manipulowali ludzie z jej otoczenia. Zwłaszcza jeden z przyjaciół, któremu dała około miliarda euro w gotówce i prezentach. W 2011 roku zarząd jej interesami francuski sąd przyznał córce i wnukom.

Nielegalnym pieniądzom jakoby przyjętym od miliarderki 10 lat temu miał zawdzięczać swoje zwycięstwo wyborcze w 2007 roku prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Współpracownicy rodziny Bettencourtów mówili o „wypchanych gotówką” kopertach przekazywanych na kampanię. Sarkozy'ego oficjalnie oskarżono o nadużycie zaufania Bettencourt, ale wobec braku dostatecznych dowodów jesienią 2013 roku został on uniewinniony.

Miliarderka miała również straciła cześć pieniędzy w piramidzie finansowej Bernarda Madoffa.

Za życia Liliane niewielka paryska firma produkująca farby do włosów przekształciła się w wielki koncern kosmetyczny obejmujący ponad 30 sławnych marek, m.in. Lancome i Garnier.

Miliarderka, której mąż zmarł w 2007 roku, rzadko udzielała wywiadów. W wypowiedzi dla francuskiego magazynu literackiego „L'Egoiste” w 1988 roku stwierdziła: „Przyjaźń, apetyt na życie, wiedza, zdrowie - powiedziałabym, że to właśnie są rzeczy najcenniejsze. Wszystko, co nie da się zmierzyć, jest tym, co się liczy najbardziej”.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl