Podejrzana prywatyzacja. „Rzeczpospolita” pod lupą śledczych

Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

Prokuratura Regionalna w Krakowie prowadzi śledztwo w sprawie prywatyzacji „Rzeczpospolitej”. Jak ustaliła „Gazeta Polska”,  śledczy kończą właśnie analizę dokumentacji i postępowanie będzie przedłużone. Jeżeli potwierdzą się zarzuty zawarte w zawiadomieniu do prokuratury, wiele wskazuje na to, że będzie podstawa do unieważnienia transakcji sprzedaży dziennika obecnemu właścicielowi Grzegorzowi Hajdarowiczowi.

Zawiadomienie do Prokuratury Krajowej w sprawie nieprawidłowości przy prywatyzacji złożył w maju tego roku ówczesny minister skarbu Dawid Jackiewicz. W zawiadomieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa minister wskazał na ewentualne zaniżenie wartości udziałów oraz na nieprawidłowości przy rozłożeniu na raty płatności za transakcję. Sprawa trafiła do Prokuratury Regionalnej w Krakowie, gdzie w czerwcu zadecydowano o wszczęciu śledztwa.

– Aktualnie postępowanie toczy się w sprawie i na razie nikomu jeszcze nie postawiono zarzutów – mówi „GP” prokurator Włodzimierz Krzywicki, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Krakowie.


Skandal z opóźnionym zapłonem
Historia sprzedaży „Rzeczpospolitej” zakończyła się w październiku 2011 r.,  kilka dni po wygranych przez Platformę Obywatelską wyborach parlamentarnych. Wtedy to  firma krakowskiego biznesmena Grzegorza Hajdarowicza – Gremi Grzegorz Hajdarowicz Zakład Pracy Chronionej – kupiła od skarbu państwa za 55 mln zł 49 proc. udziałów Presspubliki od należącego do skarbu państwa Przedsiębiorstwa Wydawniczego „Rzeczpospolita”. Trzy miesiące wcześniej, w lipcu 2011 r., firma Hajdarowicza wykupiła od brytyjskiego funduszu Mecom pakiet 51 proc. udziałów Presspubliki za 80 mln zł.

– Cieszy mnie, że tak ważny, opiniotwórczy tytuł jest dziś w polskich rękach. Transakcja zakończyła 22-letnią historię prywatyzacji polskiej prasy. Ostatni tak znaczący tytuł stał się w całości prywatny i niezależny. Wykorzystamy tę imponującą paletę tytułów, ogromne doświadczenia i wiedzę naszych dziennikarzy do zbudowania synergii i niepowtarzalnej na polskim rynku multimedialnej oferty – mówił Grzegorz Hajdarowicz, zapowiadając stworzenie potężnego koncernu medialnego i wejście na giełdę.

W momencie sprzedaży „Rzeczpospolitej” ministrem skarbu był Aleksander Grad, poseł Platformy Obywatelskiej,  i była to jedna z ostatnich podpisanych przez niego umów – odszedł z tego stanowiska  w listopadzie 2011 r.

Grzegorz Hajdarowicz nie wpłacił całej sumy – Skarb Państwa rozłożył mu płatność na  siedem rat – ostatnia ma być zapłacona do 31 sierpnia 2017 r. W  marcu 2013 r. „Gazeta Wyborcza” opublikowała sensacyjny artykuł na temat sprzedaży „Rz”, w którym  m.in. czytamy: „oprocentowanie [rat – przyp. red.]  jest niskie – 8,26 proc. rocznie. (…) Zgoda skarbu państwa na sprzedaż udziałów z odroczoną płatnością w tak ważnej politycznie transakcji może dziwić. Kto i dlaczego ją podjął – resort nam nie odpowiedział”.

Straty skarbu państwa
Z audytu przeprowadzonego przez ministra Dawida Jackiewicza wynikało, że  w związku z planowaną sprzedażą przyjęto, iż wartość akcji Presspublica wynosi 60 mln zł. Zaproszenie do negocjacji opublikowano w sierpniu 2011 r. i wyznaczono bardzo krótki termin składania ofert. W efekcie zainteresowanie wyraził tylko jeden podmiot, czyli  firma Grzegorza Hajdarowicza, który zaoferował 40 mln zł w ośmiu ratach. Przebieg transakcji nie był należycie udokumentowany, a w wyniku niesformalizowanych negocjacji pierwotna oferta nabycia udziałów została podwyższona z kwoty 40 mln zł do 55 mln zł. Krótko po tym, gdy oferta nabycia została podwyższona, z nieznanych przyczyn skarb państwa dokonał autokorekty. W jej wyniku wartość całego pakietu – 48,99 proc. udziałów Presspublica – wyceniono na kwotę 51 mln zł, czyli 9 mln 419 tys. zł niższą, niż wskazano w pierwotnej wycenie.

– Istnieje uzasadnione podejrzenie, że nastąpiło nadużycie uprawnień, polegające na doprowadzeniu do zaniżenia pierwotnej wyceny sprzedawanych udziałów w taki sposób, aby wartość tej wyceny odpowiadała ofercie Gremi Grzegorz Hajdarowicz Zakład Pracy Chronionej – mówił w maju tego roku minister skarbu Dawid Jackiewicz.

Presspublica jest wydawcą dzienników „Rzeczpospolita”, „Parkiet”, tygodników „Przekrój” i „Uważam Rze”, miesięczników „Sukces” i „Uważam Rze Historia”, „Bloomberg Businessweek Polska” oraz serwisów internetowych Rzeczpospolitej, Parkietu i Uważam Rze.

Krakowscy śledczy od czterech miesięcy drobiazgowo analizowali dokumenty związane ze sprzedażą „Rz”. Z naszych informacji wynika, że potwierdziły się m.in. zarzuty dotyczące braku dokumentacji negocjacyjnej. Mimo braku części dokumentów prokuratura ustala m.in., dlaczego doszło do tak niskiego oprocentowania rat spłacanych przez Grzegorza Hajdarowicza i dlaczego skarb państwa zadecydował o tak korzystnych dla przedsiębiorcy warunkach sprzedaży „Rz”.

Polityczne koneksje
Ze zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej dokumentów Służby Bezpieczeństwa wynika, że Grzegorz Hajdarowicz w czasach PRL był działaczem opozycji, należał do Konfederacji Polski Niepodległej (KPN), zajmował się też publikacjami w drugim obiegu. Z tego czasu datują się znajomości z politykami, którzy po latach trafili do Platformy Obywatelskiej, w tym z Pawłem Grasiem, jednym z najbliższych współpracowników Donalda Tuska.

Jedną z pierwszych decyzji Hajdarowicza po kupnie „Rzeczpospolitej” było zwolnienie Pawła Lisickiego z funkcji redaktora naczelnego dziennika. Było to odebrane jako zapowiedź nowej polityki redakcyjnej pisma. Odsunięcie Lisickiego miało być gwarancją, że w „Rz” nie będą się ukazywały teksty uderzające w Platformę Obywatelską. Paweł Lisicki został naczelnym tygodnika „Uważam Rze”.  Gdy 30 października 2012 r. na łamach „Rz” miał się ukazać tekst Cezarego Gmyza o trotylu na wraku tupolewa, Grzegorz Hajdarowicz o 1.30 zadzwonił do  Pawła Grasia, a  później obaj spotkali się przy śmietniku na ul. Wiejskiej. Rano artykuł wywołał polityczną burzę. Kolejne dni przyniosły nowe odsłony – Hajdarowicz publicznie skrytykował Cezarego Gmyza, a zarząd Presspubliki zatrudnił specjalnego pełnomocnika do spraw dziennikarskiej etyki. Okazał się nim Andrzej Sabatowski – znajomy Hajdarowicza z Krakowa.

Artykuł w całości ukazał się w najnowszym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska"
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Ryanair ma poważne kłopoty. „Nikt nie…

Ryanair ma poważne kłopoty. „Nikt nie…

Komisja Europejska nie może ukarać Polski

Komisja Europejska nie może ukarać Polski

Czarnecki i doradcy Trumpa

Czarnecki i doradcy Trumpa

Trump zaoszczędził budżetowi 645 mln dol.

Trump zaoszczędził budżetowi 645 mln dol.

Silne trzęsienie ziemi w Meksyku WIDEO

Silne trzęsienie ziemi w Meksyku WIDEO

Dorota Kania UJAWNIA: Działania Fundacji „Niezłomni” budzą sporo kontrowersji

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Litwa, Ejszyszki, czerwiec 2017 r. Przy mogiłach obok kościoła kilka osób rozkopuje ziemię i robi sobie zdjęcia. Odjeżdżają po niedbałym zasypaniu grobów. Wkrótce okazuje się, że byli to przedstawiciele Fundacji „Niezłomni” im. Zygmunta Szendzielarza ps. Łupaszka, której działalność niemal od początku jej powstania w 2013 r. budzi kontrowersje. W rozmowie z Dorotą Kanią w programie „Koniec Systemu” dr Jacek Pawłowicz - dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych podkreśla, że to właśnie IPN, a nie fundacja powinien zajmować się wydobywaniem szczątków „Żołnierzy Wyklętych”. Jego zdaniem to właśnie „osoba prof. Szwagrzyka jest absolutnym gwarantem tego, że wykonywane prace są profesjonalne i transparentne ”, czego nie można powiedzieć o działaniach wspomnianej fundacji.

Poniżej publikujemy rozmowę Doroty Kani z dr. Jackiem Pawłowiczem - dyrektorem Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie.

Fundacja „Niezłomni” zajmuje się wydobywaniem, ekshumacjami i poszukiwaniami szczątków żołnierzy wyklętych. Zarzucają oni, że IPN jest ich naturalnym przeciwnikiem, że szkaluje ich dobre imię. Jak to jest dokładnie? Dlaczego to IPN powinien zajmować się wydobywaniem szczątków „wyklętych”?
Ustawa to zwyczajnie nakazuje. Poza tym zespół poszukiwawczy prof. Krzysztofa Szwagrzyka jest doskonale przygotowany do swojej pracy. W zespole znajdują się najlepsi w kraju antropologowie, archeologowie i specjaliści z innych dziedzin. Sama osoba prof. Szwagrzyka jest absolutnym gwarantem tego, że wykonywane prace są robione w sposób bardzo profesjonalny. Proszę pamiętać, że chodzi tu o nie było co. Mówimy o wydobywaniu szczątków polskich bohaterów. Krzysztof Szwagrzyk już od kilkunastu lat zajmuje się poszukiwaniami ofiar zbrodni komunistycznych.
 
2003 r. pierwsze poszukiwanie bestialsko zamordowanych polskich bohaterów przez zespół prof. Szwagrzyka.
Od samego początku tymi poszukiwaniami zajmował się prof. Szwagrzyk, który jeszcze przed powstaniem IPN odnosił sukcesy w badaniu zbrodni komunistycznych i odnajdywaniu ofiar. W momencie kiedy powstał IPN był on naturalną osobą do tego, by kierować tymi poszukiwaniami.
 
Wspomniana fundacja zajmuje się kwestowaniem i zbieraniem funduszy. Zawsze gdy do gry wchodzą pieniądze pojawiają się wątpliwości, czego nie można powiedzieć w kierunku IPN, który jest prawnie usankcjonowany i publicznie finansowany.
Według mojej wiedzy nie potrzeba prowadzić żadnych zbiórek na poszukiwania, ponieważ fundusze na prowadzenie badań IPN posiada i wydaje je w sposób nad wyraz uczciwy.
 
Pytam dlatego, że właśnie na terenie Muzeum Żołnierzy Wyklętych niegdyś aresztu śledczego przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie byli po wojnie przetrzymywani żołnierze wyklęci. Będą również tam wznowione prace?
Tak będzie to już trzeci etap prac na terenie byłego aresztu śledczego, które prowadzi IPN. W tym roku przed wakacjami były prowadzone prace w dołach śmierci z okresu Powstania Warszawskiego, gdzie Niemcy wymordowali więźniów Mokotowa.
 
Skąd wiedza, że akurat tam właśnie znajdują się doły śmierci?
Ta wiedza była znana historykom, chociażby z relacji kilku osób, które w tamtym czasie uciekły z mokotowskiego więzienia. Trzeba było jednak te informacje sprawdzić i dokładnie zlokalizować położenie wspomnianych dołów. Na Mokotowie były 3 wielkie rowy, do których byli wrzucani na oczach kolegów patrzących z cel ciała zamordowanych. Te doły śmierci zostały ekshumowane w roku 1945, natomiast podczas naszych ostatnich ekshumacji znaleźliśmy tam szczątki ludzkie. Pojawiały się przez lata informacje, że podczas zwykłych prac budowlanych na terenie Mokotowa znajdowane są fragmenty ciał. Z ziemi wystają czaszki i kości, ale mimo to żadne organy nie rozpoczęły czynności w kierunku sprawdzenia pochodzenia tych szczątków. Wydobyte szczątki podobno były palone, ale te informacje nie mają żadnego oficjalnego potwierdzenia. Prace IPN i zespołu prof. Szwagrzyka mają na celu potwierdzić te informację, albo odnaleźć szczątki pomordowanych
 
Udało się już coś odnaleźć?
Tak to jest nieprawdopodobna historia, ponieważ w przestrzeni, która jest badana gdzie kiedyś znajdował się wielki dół śmierci z okresu Powstania Warszawskiego odnaleziono szczątki ludzkich ciał
 
Czy to znaczy, że ciała musiały znaleźć się w tym dole już po roku 1945?
Absolutnie tak, ponieważ odnalezione szczątki leżały mniej więcej w połowie głębokości jaką miał ten rów.
 
Czyli jak dobrze rozumiem zasypano ten grób powstańczy, po czym go częściowo rozkopano i chowano w nim kolejne szczątki ofiar nowego już reżimu.
Myślę, że głównym powodem tego jest fakt, iż była tam miękka niedawno naruszona ziemia. Nie trzeba było głęboko kopać i pospiesznie w nocy można było załatwić sprawę. Odnaleziony człowiek był wrzucony do dołu śmierci jakoś bokiem głową w dół. Zespół badawczy odnalazł tylko połowę jego ciała, ponieważ reszta została rozkopana przez koparkę.
 
Czy zachowały się jakieś rzeczy, które pozwolą zidentyfikować do kogo należy to ciało?
Jedyną nadzieją są badania genetyczne. Od najbliższego poniedziałku rozpoczyna się kolejny etap prac. Ponownie wchodzą historycy z biura poszukiwań, aby kopać i poszukiwać dalej. Do tej pory został zbadany tylko nieduży fragment przestrzeni, o której wiemy, że znajdowały się tam doły śmierci. Przed nami jest jeszcze kilka miesięcy prac, aby sprawdzić całą przestrzeń więzienia mokotowskiego również w miejscach gdzie wiemy na pewno, że nie było tam egzekucji niemieckich.


Materiał dotyczący działania Fundacji „Niezłomni” ukazał się w programie „Koniec systemu”, który jest emitowany w każdy wtorek o g. 21.30 na antenie Telewizji Republika – powtórki środa oraz niedziela. Odcinki tego programu można obejrzeć na stronie www.telewizjarepublika.pl oraz na Facebooku: Koniec systemu.
 
Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”:

 

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Ryanair ma poważne kłopoty. „Nikt nie może liczyć na taryfę ulgową”

/ JanClaus; pixabay.com / Creative Commons CC0

Włoski Urząd Lotnictwa Cywilnego wezwał w trybie pilnym przedstawicieli linii Ryanair w związku z odwołaniem przez nią w tym kraju 700 lotów. Włoskie media podają, że urząd uświadomi przewoźnikowi powagę sytuacji, w jakiej znaleźli się pasażerowie.

Z zapowiedzi wynika, że w trakcie spotkania podjęte też zostaną rozmowy na temat poszukiwania takich rozwiązań obecnej sytuacji, aby najmniej odbiły się one na podróżnych, którzy dowiadują się obecnie, że ich loty zaplanowane na wrzesień i październik zostały odwołane.

Rezygnację z lotów firma tłumaczy problemami wynikającymi z urlopów członków załóg.

- Nikt nie może liczyć na taryfę ulgową. Pasażer to obywatel, który ma swoje prawa, chronione przez przepisy. Zatem jeśli Ryanair je złamał, zapłaci za tego konsekwencje - oznajmił minister transportu Graziano Delrio, komentując zaistniałą sytuację.

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl