Joanna i Andrzej Gwiazdowie o umowie CETA i TTIP

Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

"Oni, u siebie, różnymi procesami sądowymi i kampaniami medialnymi uciszają osoby, np. naukowców, którzy prezentują negatywne skutki działania GMO. Nie dajemy sobie rady z marketami zachodnioeuropejskimi, a co dopiero z takimi gigantami z USA czy Kanady" - ostrzegają Joanna i Andrzej Gwiazdowie w rozmowie z Adrianną Garnik.

Ostatnio głośno zrobiło się wokół umów gospodarczo-handlowych CETA i TTIP? Podniosły się głosy ostrzegające. Jak Państwo oceniają te dokumenty?
Joanna Duda-Gwiazda: Muszę przyznać, że ja w samej procedurze prawnej się nie orientuję. Nie wiem, kiedy się zaczęła, jak długo trwały prace nad umowami, kto dokładnie się tym zajmował i co my, jako Polska, rząd, parlament możemy zrobić. Czy już jest, jak to się mówi „po ptakach”, czy też jeszcze mamy szanse, i jakie mamy szanse, by to zmienić lub odrzucić.

Umowę negocjowano za czasów rządów Platformy Obywatelskiej, teraz pojawiają się głosy, że powinniśmy przyjąć umowę wstępnie pod określonymi warunkami, a jeżeli okaże się, że jest niekorzystna dla Polski, zrezygnować.
Joanna Duda-Gwiazda: Uważam takie podejście jako całkowitą utopię. Myśmy z mężem zapoznali się z podobnym procederem wiele lat temu. Wtedy zaczęliśmy się interesować procesami globalnymi m.in. umową MAI (Multilateral Agreement on Investment - Multilateralnego Porozumienia o Inwestycjach).
Andrzej Gwiazda: Według mnie trzeba zacząć od tego, że wszystko jest wprowadzane na zasadzie manipulacji i dopiero w końcowej fazie negocjacji ujawnia się to społeczeństwu, dopiero wtedy, kiedy trzeba powiadomić parlamenty. Natomiast nie wiem, na ile prawdziwe są opinie na temat zawartości tej umowy, bo jeżeli rzeczywiście ten dokument liczy tysiące stron, to jest oczywiste, że powinno się ten dokument odrzucić, dlatego, że jest to manipulowanie społeczeństwami.
Joanna Duda-Gwiazda: Groźne jest też wyrugowanie z procesu również parlamentów państw, bo przecież w przypadku MAI w USA parlamentarzyści byli już gotowi do głosowania, a okazało się, że nikt z nich tego dokumentu nie przeczytał.
Andrzej Gwiazda: W Stanach Zjednoczonych to hakerzy dotarli do treści dokumentu, zrobili wielki alarm i dlatego korporacjom wtedy nie wyszło.
Joanna Duda-Gwiazda: I ja uważam, że to powtórka tej sytuacji. Rozważania na temat, czy my będziemy mieli kogoś w komisji arbitrażowej, nie ma sensu. To, w jaki sposób Amerykanie załatwiają interesy swoich koncernów, zbadałam bardzo dokładnie. Kiedyś prowadziłam badania na temat bezpieczeństwa zbiornikowca, dotyczyło to także potencjalnego zanieczyszczenia środowiska ropą. Wzięłam pod lupę katastrofę z 1978 r. tankowca „Amoco Cadiz” u wybrzeży Francji, podczas której wyciekło do morza ponad 200 tys. ton ropy i skażeniu uległo 230 km przepięknego wybrzeża Bretanii z różowego granitu. Zanieczyszczenie było duże i trudne do usunięcia przez wiele lat. Oprócz zanieczyszczenia środowiska również ogromne straty poniosła turystyka. W następnym roku po katastrofie nie przyjechali turyści, którzy przed wypadkiem tłumnie odwiedzali ten region. Firma Amoco miała, zgodnie z przepisami, fundusz na tego typu wypadki, ale odmówiła jakichkolwiek rekompensat. W związku z tym Francuzi zorganizowali się i oskarżyli firmę, do której należał statek, o zwrot poniesionych kosztów oczyszczania wybrzeża z ropy, strat ekologicznych i gospodarczych. Firma była amerykańska i dlatego sprawa toczyła się przez sądem w USA. Szybko okazało się, że odzyskanie pieniędzy nie jest proste. Trzeba było wziąć adwokatów amerykańskich, którzy są potwornie drodzy. Francuzi mieli dostarczyć twarde dowody, że gdyby w razie nierozlania ropy mieliby określoną liczbę turystów. Poza tym okazało się, że straty środowiska są niepoliczalne, po prostu nie istnieje pojęcie materialnej straty środowiska. Nie można określić, ile kosztuje wyginięcie jakiegoś gatunku zwierząt. Sytuacja wyglądała fatalnie. Część francuskich burmistrzów, reprezentantów oskarżenia, nie zostało wpuszczonych do Stanów Zjednoczonych ze względu na rzekomą przynależność do partii komunistycznej, a trzeba przypomnieć, że w tym czasie z Polski Ludowej wielu partyjnych wyjeżdżało do Stanów Zjednoczonych, jak Leszek Balcerowicz. Wszystko wyglądało beznadziejnie, firma stanowczo odmawiała zapłaty wnoszonych roszczeń. Dopiero w 1989 r., kiedy u wybrzeży Alaski rozbił się zbiornikowiec „Exxon Valdez” [przyp. red. - dopiero w 2008 r. zapadł ostateczny wyrok w sprawie wysokości odszkodowań dla mieszkańców Alaski], podniósł się wielki krzyk, że piękna przyroda czystej Alaski została zanieczyszczona ropą. I na tej fali oburzenia społeczeństwa amerykańskiego, wobec opieszałości konsorcjum w ponoszeniu kosztów związanych z ratowaniem skażonego środowiska, Francuzom udało się wygrać proces.Ta historia pokazuje, jak wygląda sprawa walki z wielkim konsorcjum przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. I tutaj nic nie pomoże, że będziemy mieli jednego sędziego w komisji arbitrażowej.

Czy uważają Państwo, że może być problem z kontrolą jakości towarów przywożonych do Polski na podstawie tych umów?
Andrzej Gwiazda: Tu dochodzi problem z genetycznie modyfikowaną żywnością. Przecież to właśnie w Kanadzie rozpoczęła się produkcja rzepaku genetycznie modyfikowanego. Problem z organizmami transgenicznymi polega na tym, że mają one cechy niestałe i ta roślina ciężko uszkodzona próbuje się reperować. Szkodliwość GMO można by stwierdzić dopiero statystycznie, jak w przypadku skażenia promieniowaniem. Tam też cząstki energii powodują zmiany w strukturze łańcucha DNA. Mechanizm podstawienia tych genów pokazuje, jak to jest przerażające. Przede wszystkim na cząsteczkach wolframu lub złota dokleja się gen i tym się mechanicznie bombarduje komórki, zupełnie przypadkowo - gdzie trafi, tam się wmontowuje. Jednak komórka ma mechanizm naprawczy, który odcina niepasujący łańcuch w DNA, dlatego trzeba doczepić gen odporności na antybiotyk i dodatkowo białka, które zablokują mechanizm naprawczy. I to jest żywe, i co raz bardziej poza naszą kontrolą. To ma wpływ również na inne organizmy, w których środowisko wprowadza się roślinność i zwierzęta transgeniczne. Trzeba wiedzieć, że ten przemysł, bo trudno nazwać to rolnictwem, wiąże się również z wielkim przemysłem chemicznym. Ta żywność, nie tylko roślinna, ale również mięso, jest w dużo większym stopniu nafaszerowana hormonami i antybiotykami. A potem jest gender.
Joanna Duda-Gwiazda: Właśnie Kanadzie był proces farmera, któremu cofnięto certyfikat na niemodyfikowaną genetycznie żywność, po tym jak jego uprawy zostały skażone przez rośliny z pól sąsiada. A firma, która handluje nasionami GMO i ma na nie certyfikat, oskarżyła go o to, że on bezprawnie używa modyfikowany zasiew. To, co wyprawiają ludzie z chciwości, przekracza nasze wyobrażenie. Myślę, że powinniśmy się tego wystrzegać i położyć tamę tym zjawiskom.

Politycy i analitycy ekonomiczni twierdzą jednak, że to jest też dla nas szansa. Polskie firmy uzyskają ogromny rynek zbytu. Czy zgadzają się Państwo z tym twierdzeniem?
Joanna Duda-Gwiazda: To byłoby bardzo pięknie, tylko obawiam się, że jest to mało realne. Jest mało prawdopodobne, że uda nam się tutaj zablokować żywność GMO. Tym bardziej, o ile jest mi wiadomo, to ani w Kanadzie, ani w USA nie oznaczają specjalnie żywności genetycznie modyfikowanej.
Andrzej Gwiazda: Może znajdziemy sobie skrawek z żywnością wolną od GMO, tak jak teraz mają swój rynek wegetarianie, ale będzie to niszowa sprawa. W Stanach Zjednoczonych koncerny zablokowały bardzo skutecznie informacje dotyczące czystej żywności. A nasze rolnictwo nie ma takich możliwości, przy naszych finansach na inwestycje, żeby wyjść na rynek 200-milionowego kraju, na rynku którego funkcjonują ogromne koncerny rolnicze i handlowe.
Joanna Duda-Gwiazda: Jak będą dostawy żywności tańszej od naszej, bo produkowanej przemysłowo, to ja się obawiam, że my nie obronimy naszego rynku. Przecież klient w supermarketach już kupuje niższej jakości żywność, byle taniej, więc nie oczekuję, że będzie się jakoś specjalnie zastanawiał, mogąc kupić tańsze produkty kanadyjskie. Oni, u siebie, różnymi procesami sądowymi i kampaniami medialnymi uciszają osoby, np. naukowców, którzy prezentują negatywne skutki działania GMO. Nie dajemy sobie rady z marketami zachodnioeuropejskimi, a co dopiero z takimi gigantami z USA czy Kanady. We wspomnianej przeze mnie umowie MAI usunięto pojęcie katastrofy żywiołowej lub strajku jako sytuacji, w których wstrzymywano wszelkie roszczenia korporacji do odszkodowań z tytułu strat nimi spowodowanymi. A MAI w takiej sytuacji miało zagwarantować wielkim firmom możliwość wnoszenia roszczeń z tytułu strat wobec państw, których np. nawiedziło trzęsienie. MAI miała regulować globalną gospodarkę, jej zakres ustalano bez wiedzy społeczeństwa. Podniosła się awantura i ludzie wyszli na ulice protestować. Okazało się, że parlament amerykański był gotów zagłosować za podpisaniem tej umowy, której nikt właściwie nie przeczytał. To był obszerny dokument, kilka tysięcy stron i nikt nie wiedział do końca, co w sobie kryje. Te protesty organizacji pozarządowych i zwykłych ludzi zablokowały dalsze działania w tej sprawie. Teraz naprawdę nie wiemy, co z poprzednich dokumentów, takich jak MAI, zostało w CETA i TTIP.

Czyli utrudnieniem w zapoznaniu się z treścią oprócz tajności negocjacji była również jego wielkość?
Andrzej Gwiazda: Mieliśmy próbkę tego typu dokumentów już podczas negocjacji w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Ania Kurska dostarczyła nam wtedy dokumentację akcesyjną. Takie dokumenty otrzymał każdy senator. To było 22,5 kg papierów, a to tylko z jakiegoś okresu, nawet nie całość. We dwójkę nie daliśmy rady przeczytać nawet 1/4, bo było to napisane przedziwnym językiem. W tym gąszczu pustosłowia co jakiś czas pojawiało się zdanie wiążące, szczególnie, jak się wychwyciło związek z innym zdaniem, który jest o 3 kg dalej. Trzeba było czytać słowo po słowie, żeby znaleźć kluczowe fragmenty.
Joanna Duda-Gwiazda: Znaleźliśmy np. coś takiego jak Unia Zachodnioeuropejska. To jest ilustracja tego, co się może kryć w takim druku.
Andrzej Gwiazda: W pewnym miejscu traktatu akcesyjnego była wymieniona Unia Europejska (UE) i Unia Zachodnioeuropejska (UZ), i tylko ta druga miła pewne prerogatywy, np. w sprawie obronności UE może zwrócić się do UZ. Były takie sformułowania, które wskazywały, że UZ może poważnie ingerować w sprawy wewnętrzne jakiegoś kraju.
Joanna Duda-Gwiazda: Dlatego napisaliśmy do Danuty Hübner, wtedy sekretarza Komitetu Integracji Europejskiej, z zapytaniem o to, czym jest Unia Zachodnioeuropejska. Zakwestionowaliśmy w swoim piśmie praworządność zbliżającego się referendum, ponieważ nie napisano, do której Unii wstępujemy. Wprowadzenie do tekstu traktatu dwóch Unii i dwóch Rad przed poszerzeniem Unii o państwa Europy Środkowowschodniej budziło uzasadnione podejrzenie, że prawnie ustanowiono podział Europy w ramach rzekomo jednolitej struktury. Hübner odpisała nam, że mamy rację, ale nie mamy, bo wprawdzie te zapisy rzeczywiście pozostały po poprzednich traktatach, ale nie będą wykorzystywane.
Andrzej Gwiazda: Jeszcze jeden przykład dziwnych zapisów w takich umowach. Do umowy w sprawie offsetu związanego z zakupem amerykańskich samolotów F-16 dołączono część dotyczącą budowy kilkudziesięciu chlewni na terenie Polski. Jak się okazało, były to urządzenia wycofane z rynku USA ze względu na niespełnianie wymogów określonych prawem, m.in. chodziło o niehumanitarne traktowanie zwierząt. To wszystko pokazuje, jak przedziwne mogą być ukryte zobowiązania wewnątrz tak skomplikowanych dokumentów.
Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

10 lat temu nad Mazurami przeszedł biały…

USA ogranicza usługi wizowe dla Rosjan

Kolejny cios dla Legii

Kolejna śmiertelna ofiara ataków w…

Prezydent Andrzej Duda spotka się z…

Timmermans, wyjaśnij, o co ci tak naprawdę chodziło

Frans Timmermans; fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Szef MSZ Witold Waszczykowski napisał kolejny list do wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa. Minister domaga się kolejnych wyjaśnień w sprawie prowadzonej przez KE procedury praworządności. To już drugie pismo, jakie szef polskiej dyplomacji skierował do pierwszego wiceprzewodniczącego KE w ostatnim czasie. Na początku sierpnia Waszczykowski zwrócił się do Timmermansa o doprecyzowanie zaleceń, jakie KE wydała 26 lipca pod adresem władz w Warszawie.

Minister prosił m.in. o wskazanie aktów, które są podstawą do oceny zgodności z prawem unijnym wprowadzanej w Polsce reformy sądownictwa. W wysłanej odpowiedzi Timmermans wskazał, że unijne traktaty mówią o wymogu niezależności sądownictwa, a praworządność jest jedną ze wspólnych wartości, jakie się w nich wymienia.

Przypomnijmy, Komisja Europejska poinformowała pod koniec lipca o wszczęciu postępowania wobec Polski o naruszenie unijnych przepisów w następstwie publikacji w Dzienniku Ustaw ustawy o ustroju sądów powszechnych. Główne zastrzeżenie prawne dotyczyło dyskryminacji ze względu na płeć z powodu wprowadzenia odmiennego wieku przejścia w stan spoczynku dla kobiet (60 lat) i mężczyzn (65 lat) sprawujących urząd sędziowski.

Czytaj też: Kuriozalny list z Komisji Europejskiej. Chcą podwyższenia wieku emerytalnego Polek?

Najnowszy list ministra Waszczykowskiego to kontynuacja tej korespondencji. Według źródeł PAP w KE strona polska chce doprecyzowania kolejnych kwestii, które wiążą się z prowadzoną przez KE procedurą praworządności wobec naszego kraju oraz kwestionowanymi przez KE zmianami w sądownictwie.

Zaraz po odpowiedzi KE na pierwszy list Waszczykowskiego MSZ oceniło, że odpowiedź ta pozostaje "na wysokim stopniu ogólności", nie rozwiewa wskazywanych przez Polskę wątpliwości i "tym samym nie przyczynia się do poprawy efektywności dialogu z Komisją".

W komunikacie resortu spraw zagranicznych zaznaczono, że list szefa MSZ motywowany był "potrzebą usunięcia wątpliwości interpretacyjnych, które rzutować mogłyby w negatywny sposób na przygotowywaną odpowiedź na zalecenie Komisji Europejskiej".

Wymiana pism nie zmienia miesięcznego terminu, jaki polska dostała, aby odpowiedzieć na zastrzeżenia KE. Przyjęte 26 lipca zalecenie w sprawie praworządności to już trzecie z kolei, które Komisja wydała wobec polskich władz. Bruksela oceniła, że Warszawa nie podjęła działań, które miałyby usunąć jej zastrzeżenia z dwóch pierwszych zaleceń (chodzi głównie o sprawę Trybunału Konstytucyjnego), a teraz dodatkowo podejmuje kroki budzące dalszy niepokój.

Najnowsze zalecenia w sprawie praworządności dotyczą czterech ustaw przyjętych przez polski Sejm, które - zdaniem Komisji - mogą zwiększyć systemowe zagrożenie dla praworządności. Chodzi o ustawę o Sądzie Najwyższym, ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa (zostały zawetowane przez prezydenta), Prawo o ustroju sądów powszechnych (podpisane 25 lipca przez prezydenta), oraz ustawę o Krajowej Szkole Sądownictwa (opublikowaną i obowiązującą od 13 lipca).

Czytaj również: O prawdziwych powodach unijnej presji

Zdaniem KE ustawy te "doprowadzą do strukturalnego osłabienia niezależności sądów i niezawisłości sędziów w Polsce oraz będą miały natychmiastowy i znaczny negatywny wpływ na niezależne funkcjonowanie całego sądownictwa".

Poza procedurą praworządności KE uruchomiła też 31 lipca postępowanie o naruszenie prawa UE w odniesieniu do ustawy o ustroju sądów powszechnych.

Po ostatnich zamachach w Zachodniej Europie wielu publicystów zwracało uwagę na absurdalność zarzutów KE wobec Polski w obliczu tak poważnych zagrożeń jak islamski terroryzm.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Efekt nawałnic. ZOBACZ WIDEO

Komisja śledcza wcześniej wznowi…

Zaćmienie Słońca w USA - TRANSMISJA

Marsylia: samochód wjechał w wiaty…

Znaleziono niemal 100kg materiałów…

Wendy Lands zaśpiewa w Gdyni piosenki Szpilmana. WYWIAD

/ www.wendylands.com

Magdalena Jakoniuk

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

Jestem z tej płyty bardzo dumna i cieszy mnie, że teraz Polacy mogą posłuchać znanych sobie piosenek Szpilmana w nieco innej, nowej odsłonie - mówi w rozmowie z "Gazetą Polską Codziennie" Wendy Lands, kanadyjska wokalistka, która niebawem wystąpi podczas Ladies' Jazz Festival w Gdyni.

Często nieufnie podchodzimy do muzycznych hołdów i nowych wersji tego, co już dobrze znamy i do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Raz na jakiś czas zdarza się jednak , że artystyczna reinterpretacja znanego nam materiału staje się niejako objawieniem. I tak też dzieje się w przypadku cieszącej się dużą popularnością w rodzimej Kanadzie wokalistką Wendy Lands, która na fali oscarowego „Pianiasty” Romana Polańskiego w 2002 roku wzięła na swój subtelny warsztat piosenki Władysława Szpilmana. W zeszłym roku Agencja Muzyczna Polskiego Radia wydała reedycję albumu pt. „Songbook”, który podbił serca Polaków. Specjalnie dla „Gazety Polskiej Codziennie” i portalu Niezalezna.pl artystka zdradza szczegóły projektu.

Co cię skłoniło do nagrania płyty z piosenkami Władysława Szpilmana?

To było dla mnie zupełnie niespodziewane. Pracowałam w Los Angeles z moim producentem Johnem Leftwichem nad czymś zupełnie innym i pewnego dnia poprosił mnie o nauczenie się jednej z piosenek Szpilmana. Nagraliśmy to wstępnie, „na surowo”. Kiedy to wykonanie usłyszał Andrzej Szpilman, natychmiast poprosił mnie o nagranie całej płyty z piosenkami jego ojca. To były dla mnie wielki zaszczyt i wyróżnienie. Poza tym te utwory rzeczywiście mnie zachwyciły.

Jaka była Twoja pierwsza myśl, kiedy dowiedziałaś się, że Polskie Radio planuje reedycję tego albumu?

Oczywiście była to dla mnie wielka i miła niespodzianka. Jestemz  tej płyty bardzo dumna I cieszy mnie, że teraz Polacy mogą posłuchać znanych sobie piosenek Szpilamana w nieco innej, nowej odsłonie.

Jaka piosenka polskiego  kompozytora przypadła Ci szczególnie do gustu i dlaczego?

To bardzo trudne pytanie. Ale waham się pomiędzy dwoma tytułami - „Without You” oraz „Dancing With My Antonio”. Oba utwory mają zachwycająco piękne linie melodyczne, wzbogacone dodatkowo tekstami dwóch najlepszych amerykańskich tekściarzy – pierwsza z nich słowami Michaela Ruffa, a druga Larry'ego Johna McNally'ego. Obie piosenki są bardzo plastyczne i ekspresyjne – uwielbiam je śpiewać i chyba nigdy mi się nie znudzą.

Wendy Lands wystąpi 27 sierpnia podczas Ladies' Jazz Festival w Gdyni.

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Dolnośląskie: Maczetą ranił dwie osoby

Fiskus ostro bierze się za oszustów

Prezes PiS odpoczywa w Karpatach ZDJĘCIA

Pamiętamy! Dziś śp. Maria Kaczyńska…

Zderzenie niszczyciela z tankowcem

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl