Duma Wielkopolski i „Gazeta Wyborcza”

  

Na jeszcze niedawno wszechwładne w Poznaniu środowisko „Gazety Wyborczej” padł blady strach. Przez miasto przeszedł zorganizowany przez kibiców Marsz Zwycięstwa w rocznicę Powstania Wielkopolskiego. Wojciech Bartkowiak w ogólnopolskiej „GW” brak sprzeciwu „mieszczańskich” poznaniaków wobec „zawłaszczania” tradycji powstania przez kibiców porównał do... afery pedofilskiej.

Twierdzę, że przyczyną histerycznego ataku byłego redaktora naczelnego wielkopolskiej „GW” nie jest tylko sama nienawiść do kibiców, spowodowana stratami, jakie gazeta ta poniosła w wyniku zorganizowanego przez nich bojkotu jej tytułu.

Uważam, że powodem najważniejszym jest strach przed odrodzeniem historycznych tradycji wielkopolskiego patriotyzmu. Przed tym, że jeśli młodzi poznaniacy za swój wzór uznają postawę przodków z czasów Powstania Wielkopolskiego, zapytają, czy system wartości bohaterów tamtych dni był bliski temu wyznawanemu przez ideologów „Gazety Wyborczej”. Spytają też o rodowód ludzi mających największe w mieście fortuny i zobaczą, że ich życiorysy raczej nie przypominają ks. Piotra Wawrzyniaka, Hipolita Cegielskiego czy Karola Marcinkowskiego.

Stadion tylko dla gejów?
„Tak jak kibole zawłaszczyli stadion, tak samo chcą zawłaszczyć pamięć powstania” – napisał Wojciech Bartkowiak. Po pierwszej części zdania można by wzruszyć ramionami. Melomani zawłaszczyli filharmonię, kinomani zawłaszczyli kino, czytelnicy zawłaszczyli czytelnię – brzmiałoby równie sensownie. Kto inny niż kibice miałby niby „zawłaszczyć” stadion? Aha, już wiem, geje ze swoim pomysłem Tęczowej Trybuny – wtedy byłoby to zawłaszczenie właściwe. Fakt, że to ludzie związani ze stowarzyszeniem kibiców „Wiara Lecha” zajmują się na stadionie ochroną, sprzedażą kiełbasek czy parkingiem uważam za znakomity przykład oddolnego organizowania się społeczeństwa obywatelskiego.

Natomiast pytanie o zawłaszczanie historii powstania wydaje się jak najbardziej zasadne. 2008 rok, 90. rocznica powstania. Na Placu Wielkopolskim organizowane jest widowisko, którego reżyserem jest Filip Bajon, cytowany przez redaktora Bartkowiaka z uznaniem. Pamiętam, jak tuż po nim rozmawiałem ze znajomym z jednej z grup rekonstrukcyjnych. Był wściekły. Wysiłek, by jak najwierniej zrekonstruować historyczne wystąpienie Wielkopolan, wpleciony został w bełkotliwe widowisko propagandowe czołowymi autorytetami „GW” w roli głównej. W jego ramach pokazano Tadeusza Mazowieckiego padającego w ramiona Helmutowi Kohlowi. Daniel Olbrychski cytując Witolda Gombrowicza zademonstrował swoją znaną od lat nieufność wobec polskich tradycji patriotycznych. W końcu puszczono hymn UE, „Odę do radości”. To było właśnie – panie Bartkowiak - manipulowanie faktami historycznymi. ZAWŁASZCZANIE.

Ocenzurowany Peja
Przy okazji tamtej okrągłej rocznicy poznański raper Peja nagrał utwór „Poznańczyk”, który teraz reklamował marsz organizowany przez kibiców. Ale początkowo miał on być częścią wspomnianego widowiska z 2008 r. Napisany był z sercem i – w przeciwieństwie do widowiska Bajona – można było się z niego dowiedzieć, jakie wartości wyznawali jego uczestnicy. Dla tych którzy nie znają (wstyd!), kilka fragmentów:

W godzinach wieczornych pierwsze strzały, huk nad miastem
Szósty pułk Grenadierów i koszary na Jeżycach
Zbrojny przez miasto przemarsz, Niemca
A w okrzykach czuć prowokację, depczą barwy narodowe
Nie nadstawim policzka, nie pójdziem na ugodę
Człowiek chwycił za oręż w obronie polskości
Niepodległości i wywalczył ją
A prości ludzie dumnie wybiegli na poznańskie ulice
Podjęli przez wroga rzuconą rękawicę (...)

Twardzi, waleczni, zdolni do ofiar
Na śmierć i życie za to mój Poznań kocham
Więc przestańcie się naśmiewać, nie słyniemy ze skąpstwa
Bo nikt tu nie poskąpił krwi i łez, w spokoju zostaw nas




Ładnie? Tyle, że utwór ten został wyrzucony ze wspomnianego widowiska. Bo oddawał wartości przodków, a nie „Gazety Wyborczej”. Poza wszystkim, celnie rozprawiał się z kwestią rzekomego skąpstwa poznaniaków. Pisarz Adolf Nowaczyński zwracał uwagę, że powstanie było szczególnym czynem patriotycznym także dlatego, iż poznaniacy walczyli mimo świadomości, że w Polsce będą żyć biedniej, bo „rolnicza dzielnica, utraciwszy olbrzymie, chłonne rynki zbytu, musiała przestawić cały swój system gospodarczy”. (...)

Idiota z cenzusem
Polityczne układy w Poznaniu są nietypowe. Środowisko dawnej Unii Wolności podzieliło się na dwie frakcje. Jedna to ekipa prezydenta Ryszarda Grobelnego, druga – ludzie „Gazety Wyborczej”. Bartkowiak w swoim tekście zaatakował środowisko Grobelnego za to, że jest niedostatecznie zdyscyplinowane ideologicznie, bo potrafi pragmatycznie dogadywać się ze wstrętnymi kibolami.
Myślę, że ekipą prezydenta Grobelnego, którą uważam za polityczną wydmuszkę oligarchii, kieruje przekonanie, że poznaniacy od 20 lat oddający władzę w mieście środowisku dawnej Unii Wolności w rzeczywistości nie podzielają jej ideologii. Podobnie zdaje się myśleć Bartkowiak, gdy pisze, że Poznaniowi w rozwoju szkodzą „mieszczańskie uprzedzenia”: „Dziś coraz bardziej liczy się otwartość miasta, otwartość jego elit, zdolność do dialogu, autentyczna akceptacja odmienności: kulturowej, wyznaniowej, rasowej czy seksualnej... Ale dopóki jego elity będą skrępowane mieszczańskimi uprzedzeniami, pozostanie Poznań tylko przystankiem na drodze z Berlina do Warszawy”.
Cóż, pewien poznaniak z krwi i kości, a i z profesorskim tytułem, pisał:

Czasem ogarnia mnie wściekłość,
Gdy słucham, jak pseudointelektualiści
Na Wschodzie i na Zachodzie
Wygadują na drobnomieszczaństwo.
Mój dziadek był drobnomieszczaninem
I zajmował się skupem drobiu i świń


To zdaje się ta sama branża, co kiełbaski lidera kibiców Lecha „Litara”. I kawałek dalej o swym ojcu, który miał garbarnię:

I chociaż czasem niejeden idiota z cenzusem
Lub wzdęciak-pyszałek z akademickim dyplomem
Patrzał z pogardą na takie węchowo niezbyt atrakcyjne zajęcie,
To ja, gdy się sortował skóry pierwszego gatunku
Do okrętowego transportu, byłem tak dumny z tego
Jak ci, co budowali Gdynię.


Autor tych słów to Bogumił Andrzejewski, poznaniak i światowiec, brytyjski profesor zwyczajny. W Wielkiej Brytanii został niedobrowolnie – wygnała go tam, jako dzielnego żołnierza spod Tobruku, PRL. Nigdy na światowych uniwersyteckich salonach nie wstydził się rodowodu - ciężkiej pracy poznańskich kupców, mieszkań z niskimi drzwiami na Jeżycach, babci chodzącej do kościoła i dbającej o skromne, ale schludne mieszkanie.

Jak PRL zniszczył pozytywistyczny patriotyzm
„Pohukują, aż drżą szyby w kamienicach: <<Wielkopolska duma! Duma! Duma!>>” – napisał Bartkowiak. „Pohukują” - co to w ogóle za słowo? Brzmi jak z Gomułki. I dlaczego duma jest zła? Nie wolno być dumnym, z tego, co w naszej historii wielkie?
Atak Bartkowiaka na mentalność poznaniaków należy odebrać właśnie jako strach. Rozumuje on, że zaczyna się od niby niekontrowersyjnego powstania, a skończy się na tym, że jak przed wojną wybory wygrywać będzie w moim mieście endecja. I że zwykli poznaniacy w gruncie rzeczy nie zmienili się od tamtych czasów, a nieprzerwane rządy Unii Wolności w mieście opierają się tylko na gigantycznej przewadze finansowej i medialnej „elit”.

Podzielam ten ostatni pogląd. Twierdzę, że rządy te są możliwe wyłącznie dzięki dewastacji poznańskich tradycji patriotycznych. Pozytywistyczny patriotyzm, który zaowocował Powstaniem Wielkopolskim, nie miał prawa przetrwać jako postawa duchowa w PRL. Paradoksalnie, łatwiej było tam, gdzie miał on romantyczne oblicze. Kolejne zrywy pozwalały przetrwać romantycznym legendom. Poznański pozytywizm mógł przetrwać zabory, ale nie PRL. Budowanie siły poprzez pracę organiczną i działalność gospodarczą, było w totalitaryzmie abstrakcją. W komunizmie bogacić się można było za cenę wyrzeczenia się patriotyzmu – donosicielstwa i kolaboracji z okupantem.

Dlatego patriotów poznańskich można spotkać dziś głownie na społecznych dołach. A te doły instynktownie trzymają się tradycji przodków. Póki są rozdrobnione i niepewne swoich racji, specjaliści od zawłaszczania mogą rządzić Wielkopolską. Każda inicjatywa pokazująca tym dołom, że mogą być dumne ze swojej tradycji, jest dla tamtych śmiertelnie niebezpieczna.


Cały tekst w „Gazecie Polskiej” dostępnej aktualnie w kioskach.

Film Niezależnej.tv z Marszu Zwycięstwa:

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Praktyki i staże szansą na lepszy zawodowy start

  

Wakacje to czas przeznaczony na odpoczynek, jednak nie dla wszystkich. Wielu studentów głodnych wiedzy szuka jej również w okresie przerwy akademickiej i wykorzystuje na udział w programach stażowych i praktykach letnich. Są również tacy, którzy w trakcie rozpoczynającego się lada moment roku akademickiego będą kontynuować swoją przygodę z biznesem, uczestnicząc w różnorodnych programach proponowanych przez firmy z różnych branż. 

Obecny rynek pracy zmusza kandydatów do większej aktywności i zaangażowania. By być bardziej skutecznym w poszukiwaniu zatrudnienia, już na progu drogi zawodowej warto pomyśleć o tym, jak stać się bardziej atrakcyjnym dla pracodawców już na etapie przeglądania przez nich CV. Niezależnie od stanowiska, niezwykle istotne jest zawodowe doświadczenie. Warto zdobywać je jeszcze na etapie edukacji, poprzez praktyki i staże. Oprócz tych obowiązkowych, odbywanych w toku studiów, warto również postarać się o praktyki i staże dodatkowe, które można zrealizować we własnym zakresie.

– Praktykę warto traktować jak swoją pierwszą pracę – tłumaczy Magdalena Krysta, ekspert rynku pracy z agencji zatrudnienia Manpower. – To okazja nie tylko na zdobycie cennego doświadczenia, lecz także niejednokrotnie możliwość uzyskania stałego zatrudnienia. Po odbyciu praktyk kandydaci często otrzymują propozycję pracy i decydują się nawet zmienić tryb studiów na zaoczny, wiedząc, jak cenne jest doświadczenie zawodowe na dzisiejszym rynku pracy. Ta forma zatrudnienia daje możliwość na zaistnienie w danej firmie, pozyskanie kluczowych kompetencji i oswojenie się ze środowiskiem pracy – zauważa ekspert. – To również możliwość skonfrontowania wyobrażeń o pracy na danym stanowisku oraz sprawdzenia wiedzy teoretycznej nabytej na studiach z rzeczywistością, dzięki czemu można uniknąć błędnych decyzji zawodowych w przyszłości lub utwierdzić się w przekonaniu, że wybrana przez nas ścieżka kariery jest słuszna.

Często po odbyciu praktyk czy stażu studenci włączani są do bazy potencjalnych kandydatów do pracy w danej firmie i brani pod uwagę podczas rekrutacji na nowe stanowiska. Tak dzieje się m.in. w Grupie Maspex, która zaprasza do współpracy najlepszych praktykantów z Programu Letnich Praktyk. 

Firmowy ambasador na uczelni

Studenci mogą zdobywać doświadczenie zawodowe w ramach wdrażanych przez firmy programów realizowanych nie tylko w wakacje, ale także przez cały rok. Wśród nich są specjalne programy ambasadorskie, adresowane do studentów aktywnie działających w stowarzyszeniach lub organizacjach akademickich. Jako ambasador student staje się łącznikiem między firmą a swoją uczelnią, kołami naukowymi i innymi organizacjami z akademickiego kręgu. Grupa Maspex, realizująca m.in. Program Ambasadorski, uważa, że tacy reprezentanci środowiska studenckiego wiedzą najlepiej, czego oczekują obecni studenci od przyszłych pracodawców, a to wiedza bardzo przydatna. Jednocześnie student–ambasador ma okazję poznać firmę od środka. Wyposażony w taką wiedzę jest odpowiedzialny za kreowanie wizerunku firmy wśród innych studentów. Wspólnie z firmą planuje, organizuje i promuje wydarzenia, które kierowane są do uczelni wyższych.

Program ambasadorski wdraża również katowicka firma JCommerce. Jest on skierowany do studentów pierwszych lat kierunków związanych z nowymi technologiami ze śląskich uczelni. Zadaniem ambasadora jest prowadzenie komunikacji między nowoczesną firmą IT a uczelnią. Firmie zależy na tym, aby ambasador utożsamiał się z nią, dlatego studenci są zapraszani nie tylko do katowickiej siedziby firmy, ale także na firmowe spotkania integracyjne. 

Udział w programach ambasadorskich pozwala studentom rozwinąć kompetencje potrzebne obecnie na rynku pracy, takie jak planowanie i dobra organizacja, praca zespołowa, umiejętności komunikacyjne.

Praktyka czyni mistrza zatrudnienia

Wadowicki Maspex organizuje również warsztaty na uczelniach, czyli Akademię Umiejętności. Są to cykle spotkań, które stają się okazją do sprawdzenia swojej wiedzy i skonfrontowania jej z praktyką. W każdej edycji Akademii odbywa się kilka szkoleń przygotowanych specjalnie dla studentów przez pracowników firmy. Jedno szkolenie to dla uczestnika możliwość spróbowania swoich sił w konkretnej dziedzinie. Do wyboru są trzy obszary tematyczne realizowane w trakcie całego roku akademickiego. Maspex obecny jest m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim, Akademii Górniczo-Hutniczej i Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. 

Lider branży spożywczej w Polsce proponuje studentom także udział w tzw. „Spotkaniach z biznesem”, organizowanych na uczelniach wyższych. Mają one różną formę – prezentacji, wykładów czy paneli dyskusyjnych i są prowadzone przez pracowników firmy Maspex, którzy w ich trakcie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem oraz mierzą się z pytaniami studentów.

Firmowe poligony dla przyszłych inżynierów

Akademia Inżyniera Maspex to kolejny program skierowany do studentów chcących połączyć teorię z praktyką biznesu. Przyszli inżynierowie mają okazję bezpośredniego spotkania z wykorzystywanymi przez firmę technologiami. W ramach Akademii studenci mają możliwość pracowania w zakładach m.in. w Lublinie, Tychach czy Tymbarku oraz kilku innych lokalizacjach w Polsce. Podobny program nauki poprzez praktykę w zakładach wdraża Corning Optical Communications, dostawca rozwiązań optycznych dla przemysłu telekomunikacyjnego. Od wielu lat firma angażuje się w kształcenie młodych inżynierów poprzez m.in: wykłady prowadzone przez pracowników firmy, możliwość pisania prac dyplomowych we współpracy z przedsiębiorstwem czy odbywania staży. Dzięki wsparciu firmy powstało na Politechnice Łódzkiej Laboratorium Technik Światłowodowych. 

Z myślą o absolwentach szkół średnich technicznych, studentach ostatnich lat studiów oraz absolwentach szkół wyższych w PKN Orlen przygotowano program płatnych staży w strukturach Grupy Kapitałowej ORLEN. Uczestnicy rozpoczynają je w drugiej połowie roku i pod okiem ekspertów przygotowują się do wykonywania zadań w wybranej specjalności zawodowej. Staż trwa sześć miesięcy, odbywa się w Płocku lub Warszawie, a jego najlepsi uczestnicy mają szansę na zatrudnienie.

Jak widać, możliwości zdobywania pierwszych doświadczeń zawodowych jeszcze podczas studiów jest wiele. Warto z nich skorzystać, bo nabyta wiedza i umiejętności na pewno zaprocentują po ich zakończeniu.


Artykuł przygotowany pod patronatem Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”.
 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl