Polska pamięta o każdym rodaku za granicą - zapewnia Adam Kwiatkowski, szef gabinetu Prezydenta

Igor Smirnow/Gazeta Polska

Jeśli Polakom gdziekolwiek na świecie będzie groziło niebezpieczeństwo, to Polska przyjdzie im z pomocą i zapewni bezpieczeństwo – z Adamem Kwiatkowskim, szefem gabinetu Prezydenta RP odpowiedzialnym za kontakty z Polonią i Polakami za granicą, rozmawia Sabina Treffler.

Jak wygląda na co dzień praca biura ds. kontaktu z Polonią i Polakami za granicą?
To biuro działające jak każde inne w całej Kancelarii Prezydenta, ale zajmujące się tylko sprawami związanymi z naszymi rodakami żyjącymi za granicą. To m.in. korespondencja, która spływa do nas od Polaków z całego świata, w której opisują oni problemy, z jakimi się borykają. Statystyki mówią, że za granicami kraju mieszka 20 mln Polaków lub osób polskiego pochodzenia. Sporo jest więc problemów do rozwiązania. Biuro przygotowuje również propozycje nowelizacji aktów prawnych oraz poprawek do ustaw i samych ustaw, które w ramach inicjatywy ustawodawczej może zgłosić pan prezydent. Kolejny aspekt naszej pracy to utrzymywanie stałych relacji z Polakami za granicą.

To chyba najbardziej widoczny wymiar pracy biura?
Tak, to prawda. Utrzymujemy kontakty z organizacjami i instytucjami zajmującymi się sprawami Polaków za granicą i tutaj, w Polsce, jak np. Fundacja Wolność i Demokracja, Wspólnota Polska i wiele innych. Również za granicą działa wiele podmiotów, które gromadzą Polonię i Polaków wokół siebie, na czele z Radą Polonii Świata. Obejmuje ona swoją działalnością wszystkie wspomniane organizacje. Patrząc globalnie, najwięcej naszych rodaków gromadzi się wokół kościołów, misji katolickich oraz przy polskich szkołach. Są również organizacje społeczne, jak kluby „Gazety Polskiej” czy Rodziny Radia Maryja. Relacje zbudowane z organizacjami, w których działają nasi rodacy, owocują szczególnie w trakcie podróży zagranicznych pana prezydenta.

Prezydent Andrzej Duda przy okazji wyjazdów zagranicznych chętnie spotyka się z Polonią i Polakami. Wielu jest zainteresowanych takimi spotkaniami?
Zainteresowanie spotkaniami jest ogromne. Bardzo często do proponowanych przez ambasadę czy konsulat list gości dopisujemy kolejne nazwiska osób z niedocenianych lub niedostrzeganych do tej pory środowisk. Słyszymy potem od nich, że mimo iż od lat aktywnie pracują na rzecz Polski i Polonii, nigdy nie zaproszono ich do polskiej placówki. Przy okazji wizyt zagranicznych bardzo często prezydent wręcza odznaczenia niedocenionym i pomijanym do tej pory ludziom, którzy za swoje zasługi dla Polski zasługują na wielkie podziękowanie. Muszę przyznać, że to są bardzo wzruszające momenty.

Czy utkwiły Panu ministrowi w pamięci jakieś szczególne sytuacje związane z tymi spotkaniami?
Nie uczestniczę we wszystkich wyjazdach zagranicznych prezydenta, ale zapamiętałem kilka wyjątkowych chwil. W większości wypadków słyszymy, że „jeszcze nie było tutaj takiej uroczystości” czy „jeszcze nie było tylu ludzi w ambasadzie czy konsulacie”. Choćby wizyta w Kijowie, gdzie ambasada nie była w stanie pomieścić wszystkich zaproszonych gości, więc wynajęła dużo większe pomieszczenie. Bardzo często ludzie przybywają z całego kraju, by spotkać się z prezydentem kraju swojego pochodzenia. Polacy z Bukowiny jechali na spotkanie w Bukareszcie prawie siedem godzin w jedną stronę. Największe dotychczas spotkanie z Polonią miało miejsce podczas wyjazdu do Stanów Zjednoczonych we wrześniu 2015 r. i odbyło się po mszy św. na nowojorskim Greenpoincie. Kilka tysięcy Polaków zebrało się w parku. Wyjątkowym wydarzeniem była też wizyta w Stolicy Apostolskiej na początku listopada 2015 r. Wtedy na prośbę prezydenta Dudy na spotkanie w polskiej placówce zostali zaproszeni wszyscy Polacy pracujący w Watykanie. Przybyli na nie zarówno kardynałowie, jak i ci, którzy na co dzień wykonują prace fizyczne.

Oprócz spotkań i odznaczeń prezydent odwiedza też miejsca związane z historią Polski w danym państwie.
Tymi sprawami także zajmuje się nasze biuro. Staramy się zaplanować wizyty w miejscach szczególnych. Prezydent swoją obecnością podkreśla rolę tych miejsc i instytucji jako ważnych dla historii Polski. Na przykład Instytut Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku, Instytut Władysława Sikorskiego w Londynie czy Instytut i Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Paryżu. Często pan prezydent przywraca pamięci miejsca nieco zapomniane, jak choćby tablicę poświęconą Solidarności w Paryżu.

Warto również wspomnieć o symbolicznych spotkaniach, które wielu zapadną w pamięć.
Szczególnym momentem było spotkanie pary prezydenckiej z wnuczkami Jana Baczewskiego, współzałożyciela Związku Polaków w Niemczech, w ich domu. Dla pana prezydenta i jego małżonki szczególnie ważne jest nauczanie języka polskiego. Podczas wizyty w Londynie towarzyszyłem Pierwszej Damie w spotkaniu ze środowiskiem nauczycielskim w Ognisku Polskim. Panią prezydentową interesują problemy polskiej młodzieży.

Jaki jeszcze wkład ma biuro w przygotowanie wizyt zagranicznych prezydenta?
Staramy się dostarczać informacje dotyczące problemów, z jakimi mieszkający w danym kraju Polacy mają do czynienia. Często prezydent wspomina o tym podczas rozmów dwustronnych z gospodarzami spotkań. To najczęściej kwestie nauczania języka polskiego czy – jak w wypadku Ukrainy – temat zwrotu trzech polskich kościołów.

Biuro ds. Polonii i Polaków za granicą uczestniczyło również w ewakuacji Polaków z Mariupola.
Miałem przyjemność i zaszczyt współpracować z prezesem Stowarzyszenia Polaków w Mariupolu Andrzejem Iwaszką. To w dużej mierze jego determinacja doprowadziła do tej ewakuacji. Już po sprowadzeniu Polaków z Ukrainy do Polski odwiedziłem ich w ośrodku Caritas w Rybakach. Wręczyliśmy drobne upominki dla dzieci i młodzieży przekazane przez pana prezydenta. To był wyraźny sygnał: jeśli Polakom gdziekolwiek na świecie będzie groziło niebezpieczeństwo, to Polska przyjdzie im z pomocą i zapewni bezpieczeństwo. Będzie z nimi solidarna.

Pokazanie, że się dba o swoich rodaków również za granicą, to także budowanie prestiżu Polski w oczach obcokrajowców i obcych rządów. Czy biuro wykonuje zadania, które można zaliczyć do sfery dyplomacji?
Staramy się wspierać polonijne inicjatywy upamiętniania polskich rocznic obchodzonych za granicą. Pan prezydent bądź ja, w zależności od rangi wydarzenia, jeśli nie możemy udać się gdzieś osobiście, wysyłamy list, który jest czytany podczas takich uroczystości. To gesty, które powodują, że nagle Polacy przestają być dla władz lokalnych anonimowi. Pokazuje się, że Polska liczy się ze swoimi obywatelami na całym świecie i docenia ich działalność. Budujemy relacje na różnych poziomach. Przez ostatnie pół roku gabinet, w którym siedzimy, odwiedziły setki ludzi. Nie zawsze są to prezesi organizacji. W miejscu, w którym siedzi pani redaktor, ostatnio siedziała nauczycielka języka polskiego z Kazachstanu. Gościłem również Polaków i osoby identyfikujące się z Polską, które zasiadają w parlamentach krajowych państw, w których mieszkają.

Jakie są najbliższe plany biura?
Oczywiście przygotowujemy kolejne spotkania z Polakami za granicą, do których dojdzie już niebawem. W kancelarii trwają także prace nad propozycjami inicjatyw ustawodawczych pana prezydenta. Ponadto w tym roku w Polsce będzie miało miejsce kilka wyjątkowych międzynarodowych wydarzeń. Szczególnym momentem będą Światowe Dni Młodzieży, na które do Krakowa przyjadą również młodzi ludzie pochodzenia polskiego z całego świata. Wśród nich będzie wielu, którzy odwiedzą Polskę po raz pierwszy. To będą bez wątpienia bardzo wzruszające spotkania.
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Stoch wielkim mistrzem! "Mogę mu tylko pozazdrościć"

Magdalena Fularczyk-Kozłowska / by Cezary Piwowarski, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Magdalena_Fularczyk.jpg

Wielka radość ze złota olimpijskiego Kamila Stocha w Pjongczangu miała miejsce nie tylko w wielu polskich domach, ale również w studiu TVP Sport. Jedna z obecnych polskich mistrzyń olimpijskich podkreśliła, że Stoch może być wzorem dla wielu sportowców, a ona sama może mu tylko pozazdrościć sukcesów.

Magdalena Fularczyk-Kozłowska to mistrzyni olimpijska w wioślarstwie z Rio de Janeiro, a także brązowa medalistka z igrzysk w Londynie. Podczas zimowych igrzysk w Pjongczangu zasiadła w studiu TVP jako ekspert. Miała szczęście, bo Kamil Stoch zdobył złoty medal na dużej skoczni, a to była wielka chwila dla wszystkich Polaków. Przy tej okazji zdradziła co myśli sportowiec chwilę po zdobyciu olimpijskiego złota.

To jest po prostu wyczyn tak historyczny, że mogę tylko pozazdrościć. To co się dzieje w głowie sportowca w takiej chwili to nie do opisania. W takim momencie sportowiec chciałby chociaż chwilę zostać sam, żeby przyjąć do wiadomości, że zrobił to na co tyle lat pracował. 

- mówiła.

Kamil Stoch prowadził po pierwszej serii, więc w drugiej odsłonie skakał jako ostatni. Rywale Stocha oddali bardzo dobre skoki, więc skok po trzecie w karierze olimpijskie złoto musiał być perfekcyjny. Stoch wytrzymał presję, skoczył doskonale i wpadł w objęcia kolegów z reprezentacji, którzy razem z nim na zeskoku świętowali pierwszy medal dla Polski na tych igrzyskach. Jakie były elementy składowe tego wielkiego sukcesu?

Wola mistrza, charakter mistrza. Tym Kamil dziś wygrał. Radzi sobie z presją, jest doświadczonym zawodnikiem, który zna swoją wartość. Wszystko dziś zagrało, ale chyba ten pierwszy konkurs też miał znaczenie. Ta złość sportowa widoczna była w skokach i w zachowaniu.

- zauważyła Magdalena Fularczyk-Kozłowska.

Źródło: TVP Sport, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl