Na spotkanie z autorami książki „Konfidenci” zaproszono Wałęsę. Przyjdzie czy stchórzy?

Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

rz

Kontakt z autorem

Na 15 stycznia w Gdańsku oraz Gdyni zaplanowano dwa spotkania ze Sławomirem Cenckiewiczem, Witoldem Bagieńskim i Piotrem Woyciechowskim – autorami książki „Konfidenci”. Na spotkanie w Gdyni oficjalnie zaproszony został Lech Wałęsa. Czy wystarczy mu odwagi na wzięcie udziału w spotkaniu i rozmowę o przeszłości, do której kilka dni temu na łamach mediów tak ochoczo nawoływał?

Wydawnictwo Editions Spotkania oraz Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni organizują 15 stycznia o godz. 17 spotkanie z Witoldem Bagieńskim, Sławomirem Cenckiewiczem i Piotrem Woyciechowskim, autorami książki „KONFIDENCI. ARCHIWA UJAWNIAJĄ PRAWDĘ”. Jak dowiedział się portal niezalezna.pl, oficjalne zaproszenie na spotkanie otrzymał również Lech Wałęsa. Jego obecność cały czas nie została jednak jeszcze potwierdzona.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że Wałęsa sam nawoływał ostatnio na łamach mediów do debaty dotyczącej „TW Bolka”. Były prezydent skierował nawet w tej sprawie list do gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej; wzywa w nim do organizacji takiej dyskusji z udziałem historyków, którzy zajmowali się analizowaniem jego przeszłości.

- Liczyłem na to, że historycy, pisarze dojdą do prawdy. Wygrałem wszystkie sprawy sądowe, ale jest kilka kwestii niewyjaśnionych. Miałem nadzieję, że oni to wyjaśnią, ale okazuje się, że nie. Albo nie potrafią, albo nie chcą. Dlatego włączam się jeszcze raz, żeby udowodnić. Wszyscy moi najgorsi wrogowie - proszę bardzo. Jak Kargul mówię: zapraszam do płotu

– tłumaczył w TVN24 Wałęsa.

Książka „Konfidenci” nawiązuje do wydanej zaraz po obaleniu rządu Jana Olszewskiego w 1993 r. niskonakładowej książki „Konfidenci są wśród nas” autorstwa Michała Grodzkiego (pseudonim Tomasza Tywonka, rzecznika ówczesnego ministra spraw wewnętrznych), ukazującej kulisy wprowadzenia uchwały lustracyjnej z maja 1992 r. Nad ponad 700-stronicową pozycją „Konfidenci” pracowali historycy Sławomir Cenckiewicz, Witold Bagieński oraz ekspert ds. służb Piotr Woyciechowski.

- Ze względu na olbrzymie luki w dokumentacji, prowadzenie badań jest znacząco utrudnione. Nie jest ono jednak całkowicie niemożliwe. Wbrew pozorom nawet ze szczątkowej i rozproszonej dokumentacji można odtworzyć część tego, co próbowano zatrzeć i bezpowrotnie wymazać z historii

- tłumaczy Witold Bagieński, jeden z autorów książki „Konfidenci”.

Spotkanie z autorami książki odbędzie się również w Gdańsku. Spotkanie ze Sławomirem Cenckiewiczem, Witoldem Bagieńskim i Piotrem Woyciechowskim połączone z promocją książki „Konfidenci” zaplanowano na 15 stycznia, g. 20, NOT, sala B.
Źródło: TVN24,niezalezna.pl,muzeummw.pl

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Chcieli wjechać do Polski na fałszywych…

Chcieli wjechać do Polski na fałszywych…

Ekshumacja ofiary katastrofy smoleńskiej

Ekshumacja ofiary katastrofy smoleńskiej

Śląskie – nie ma zagrożenia powodzią

Śląskie – nie ma zagrożenia powodzią

Plaga kradzieży… oliwek i migdałów

Plaga kradzieży… oliwek i migdałów

Wielka akcja straży granicznej

Wielka akcja straży granicznej

Chcieli wjechać do Polski na fałszywych dokumentach

M E/ sxc.hu

Pięcioosobowa rodzina z Turcji z dwiema małymi córkami próbowała wjechać do Polski na podstawie podrobionych francuskich dowodów osobistych – podała rzeczniczka Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu mjr Elżbieta Pikor.

Fałszywe dokumenty rodzina miała kupić jeszcze w Turcji łącznie za 10 tys. euro.

Tureckie małżeństwo z dwiema córkami (mające rok i 8 lat) oraz ich 28-letni kuzyn podróżowali międzynarodowym pociągiem relacji Kijów-Przemyśl. W trakcie kontroli paszportowej na granicy z Polską cudzoziemcy okazali funkcjonariuszom francuskie dowody osobiste i tureckie paszporty.

"Twierdzili, że posiadając francuskie dokumenty, mogą wjechać legalnie do państw UE. Próbę udaremnił funkcjonariusz SG, który już w trakcie rutynowej kontroli zauważył, że dowody osobiste są fałszywe" – poinformowała rzeczniczka.

Dodała, że cudzoziemcy ostatecznie sami przyznali, że dowody kupili jeszcze w Turcji od handlarzy dokumentów, płacąc po 2 tys. euro za jeden francuski dowód osobisty. Wyjawili też, że celem ich podróży były Niemcy, gdzie mężczyźni mieli otrzymać pracę.

Straż Graniczna wszczęła wobec obywateli Turcji postępowanie karne dotyczące usiłowania przekroczenia granicy państwa na podstawie podrobionych dokumentów. Wydano im decyzję o odmowie wjazdu do Polski i zawrócono na Ukrainę.

Od początku roku na podkarpackiej granicy państwowej znaleziono 82 fałszywe dokumenty, w tym m.in. 58 wiz Schengen 12 dowodów osobistych, 13 paszportów i 5 dokumentów pobytowych.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Minister Macierewicz ujawnia nowe fakty ws. BBN. Już ponad rok temu alarmował prezydenta

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Szef MON Antoni Macierewicz powiedział, że ponad rok temu zwracał uwagę m.in. prezydentowi Andrzejowi Dudzie na "pewne nieprawidłowości" w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Dodał, że szef BBN Paweł Soloch nie zwrócił się ani do MON, ani do SKW ws. "weryfikacji członków BBN".

W sobotę BBN poinformowało, że Soloch zwolnił pułkownika rezerwy Czesława Juźwika, z departamentu zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi w BBN, po uzyskaniu informacji o służbie Juźwika w Wojskowej Służbie Wewnętrznej w latach 1983-90. O służbie Juźwika w WSW napisała "Gazeta Polska".

Cała dokumentacja musiała się w BBN w tej sprawie znajdować. Trudno mi sobie wyobrazić żeby pan minister Soloch zaakceptował obecność takiej osoby bez przyjrzenia się jego życiorysowi, który przecież musi być w dokumentacji BBN

 - powiedział dziś Macierewicz pytany o sprawę Juźwiaka w Polskim Radiu 24.

Minister obrony dodał, że szef BBN w tej sprawie, ani w sprawie "weryfikacji członków BBN", nie zwrócił się ani do MON, ani do Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Warto sobie uświadomić, że akurat w wypadku pana Juźwika, to jest osoba, która ma status cywilny od dawna i jemu poświadczenie bezpieczeństwa wydała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w 2011 roku

 - powiedział Macierewicz.

Ale oczywiście jeżeli nam zostanie przekazana dokumentacja, czy też spis osób, które pracują w BBN, to w ramach naszych kompetencji chętnie, zawsze, pomożemy i wszystko zostanie wyjaśnione. Szkoda, że się do nas o to nie zwrócono

 - dodał szef MON.

Gdy ponad rok temu zwracałem uwagę urzędnikom, ale także panu prezydentowi, na pewne nieprawidłowości jakie mają miejsce w BBN, to nazwano to próbą dezawuowania pracowników BBN, więc trudno żebyśmy się narzucali po czymś takim z naszymi opiniami, z naszym stanowiskiem wtedy kiedy nie mamy formalnych uprawnień

 - powiedział Macierewicz.

Dopytywany o jakie nieprawidłowości chodziło, szef MON odparł, że zostało to przekazane "właściwym osobom w Pałacu Prezydenckim".

Jak napisała w sobotę "Gazeta Polska", Juźwik od 1983 r. do 1990 r. był oficerem WSW (kontrwywiadu wojskowego), nagradzanym finansowo za zasługi przez szefów tej służby. Według "GP" Juźwik zgłaszał akces do WSW, gdy szefem tej służby był gen. Edward Poradko, który w 1981 r. zastąpił na tym stanowisku Czesława Kiszczaka.

Według "GP”, Juźwik został delegowany przez BBN do konsultacji raportu ze Strategicznego Przeglądu Obronnego, przeprowadzonego przez MON, a jego bezpośrednim przełożonym był gen. bryg. Jarosław Kraszewski, wobec którego 24 czerwca 2017 r. Służba Kontrwywiadu Wojskowego wszczęła kontrolne postępowanie sprawdzające, co oznacza odmowę dostępu do informacji niejawnych.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl