Polska bezsilna ws. Nord Stream

  

Nie było żadnych szans na powstrzymanie budowy Gazociągu Północnego. Polskie protesty w ogóle się nie liczyły.

Największy szwedzki dziennik "Dagens Nyheter" opublikował za portalem internetowym Wikileaks wypowiedzi amerykańskich dyplomatów, którzy analizowali przygotowania koncernu Nord Stream do realizacji Gazociągu Północnego.

Według nich nie było szans na powstrzymanie budowy. Rosja celowo w 2009 roku zakręciła zawór gazociągu lądowego, aby pozyskać poparcie opinii publicznej do realizacji nowego projektu po dnie Morza Bałtyckiego. Do rozpracowania przeciwników nie zawahano się użyć oficerów wywiadu, a strategia działań PR miała wyeliminować oponentów.

Początkowo amerykańscy dyplomaci sądzili, że procedura związana z pozwoleniem na budowę gazociągu będzie trwać latami. Okazało się jednak, że jego budowa rozpocznie się bez większych przeszkód administracyjnych.

"Dagens Nyheter" cytuje rosyjskiego dyplomatę Dmitrija Polanskiego, który w 2007 roku stwierdził, że "gazociąg zostanie zbudowany bez względu na głośne protesty, w szczególności Polski, Estonii oraz Szwecji". "Nie może być zatrzymany nawet przez jeden z dużych krajów UE, jak Polska" - mówił Rosjanin.

W tajnym raporcie ambasada amerykańska wspomina, że szefowie Nord Stream lobują wśród przywódców innych krajów na rzecz gazociągu, szukają odbiorców gazu, a także pozyskują poparcie niezależnych organizacji.

Amerykanie twierdzą, że sukces Nord Stream to odpowiedni dobór ludzi z polityczną przeszłością. Oprócz byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera na rzecz koncernu pracują m.in. były premier Finlandii Paavo Lipponen, była współpracowniczka szwedzkiego premiera Ulrica Schenstroem, a nawet była asystentka obecnego szwedzkiego ministra rolnictwa Tora Leifland Holmstroem. Jest ona dziś odpowiedzialna za PR gazociągu w Szwecji.

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

„Samozaoranie” Durczoka. Tak się zagalopował w krytyce PiS, że dołożył... rządowi PO-PSL

/ Marcin Pegaz/Gazeta Polska

  

"I niech ktoś jeszcze zacznie bredzić, że mamy w Polsce wolność słowa" – napisał na Twitterze redaktor Kamil Durczok. Dziennikarz myślał, że skrytykuje PiS, ale... coś poszło nie tak – nie doczytał daty i dopiekł rządowi PO-PSL, bo link, który udostępnił ze wspomnianym komentarzem pochodzi z lutego 2014 roku, a wtedy władzy w Polsce na pewno nie sprawował PiS.

Prokuratura wszczęła postępowanie przeciwko Szczepanowi Twardochowi za wpis na Facebooku "pier... się Polsko" - poinformował "Tygodnik Powszechny". Pisarz umieścił taki wpis tuż po decyzji Sądu Najwyższego, który ocenił, że Ślązaków nie można uznać za odrębny naród

– brzmi nagłówek tekstu, który na Twitterze zamieścił Durczok.

Redaktor artykuł skomentował słowami:

I niech ktoś jeszcze zacznie bredzić, że mamy w Polsce wolność słowa. 

Dziennikarz tak zagalopował się w krytykowaniu obecnej władzy, że z rozpędu aż nie doczytał daty tekstu, który udostępnia. Artykuł ten pochodzi z 25 lutego 2014 r., a jak łatwo się domyślić, nie rządził wówczas PiS, tylko koalicja PO-PSL...

Na szczęście internauci okazali się bystrzejsi od pana redaktora i szybko wyłapali jego wpadkę:

 

Źródło: twitter.com, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl