Tamborek i CBA

„Wołam kiedyś, Tamborek, mówię do ciebie! Mówię, kiedy zrobisz tę politykę energetyczną, bo jak dzieci we mgle, nie wiadomo: łupki, atom? Nie wiadomo, w co ręce włożyć. A on mówi, teraz ku…a to idę do domu. Pier..lę wszystko” – to jedna z wielu cennych informacji o kulisach rządów PO, które poznaliśmy dzięki taśmom prawdy. Mimo że minister Paweł Tamborski nie lubił ciężko pracować (a może właśnie dlatego?), powierzono mu sprawy kluczowe dla skarbu państwa, m.in. dwie strategiczne prywatyzacje: Azotów i Ciechu. O tej pierwszej rosyjski oligarcha Wiaczesław Mosze Kantor mówił: „Konsultowaliśmy się z wiceministrem Pawłem Tamborskim, który osobiście… określił próg cenowy”. Dzięki temu Rosjanie mogli stać się poważnymi akcjonariuszami Azotów. W drugiej prywatyzacji „Tamborka” Jan Kulczyk po niezwykle korzystnej cenie nabył 51 proc. Ciechu. Szybko się okazało, że był to jego kolejny złoty interes z rządem: akcje Ciechu poszły w górę i jego portfel wzbogacił się o kilkaset milionów. Tamborski umiał zatem pomóc i rosyjskim, i polskim oligarchom. Teraz sprawę Ciechu bada prokuratura, a „Tamborka” odwiedziło CBA. Ciekawe, czy okaże się kolejnym chętnym do emigracji po 25 października?

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Sztuka kapitulacji

Jest o wiele trudniejsza od sztuki zwyciężania. Każdy przecież widzi, kto wygrał, a kto przegrał spór. W sztuce kapitulacji chodzi o to, by tak skapitulować, aby nikt tego nie zauważył, i by można było ogłosić wygraną. Dlatego kapitulacja musi być maksymalnie rozciągnięta w czasie i rozłożona na etapy. Za każdym razem ogłaszamy zwycięstwo, a ustępstwa – za nic nieznaczące i ostateczne.

Ludzie lubią słuchać, że wygraliśmy, że jest dobrze i nie trzeba kiwnąć nawet palcem, nie mówiąc już o jakimś narażaniu się czy mobilizacji narodowej. Dostarczamy więc klientom – wyborcom – upragnionej przez nich strawy. Większość nie zauważy, a ci, którzy uprzedzali – to przecież malkontenci i frustraci, nierozumiejący złożoności świata. Najważniejszy jest podział przekazu. Dla zagranicy mówimy o niedojrzałym narodzie, który nie dorósł jeszcze do nowoczesności, bo pańszczyzna, zabory, komunizm, ale jak mu dać czas, to zrozumie konieczność dziejową. Tylko pomału, pomału. W ten sposób zyskujemy czas. Na użytek krajowy po ogłoszeniu zwycięstwa, po cichu przystępujemy do kolejnego etapu ustępstw. Możemy jeszcze, wyłącznie po polsku, ogłosić, jacy jesteśmy pryncypialni i nawet guzika nie oddamy, a po cichu szybko przegłosujemy kolejne poprawki. Można by było wykorzystać jeden z mało znaczących etapów kapitulacji do zmiany postępowania o 180 stopni i ogłosić, że zostaliśmy napadnięci i musimy bronić Ojczyzny, przejść do kontrataku i odzyskać utracone pozycje, ale pokonanie przeciwnika wymagałoby mobilizacji narodowej. Odwołania się do narodu i otwartego konfliktu wbrew duchowi dziejów. Narodu jednak politycy boją się najbardziej i dlatego wolą pozostać w swoim gronie. I w ten sposób niejeden minister nawet nie zauważy, gdy stanie się ugotowaną żabą.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl