Prezydent i zwykli Polacy

Szukając ratunku po przegranej I turze wyborów, sztab Bronisława Komorowskiego postanowił wysłać swojego kandydata na spacery ulicami Warszawy: najpierw Nowym Światem, a potem na Powiśle. Obie te wyprawy skończyły się dla Komorowskiego wizerunkowymi wpadkami. Prezydent nie potrafił odpowiedzieć na poważne pytania zadawane mu przez różnych ludzi (w tym przeze mnie). Prawdę mówiąc, nie było trudno przewidzieć, że opuszczenie przez niego Belwederu musi się zakończyć katastrofą. Komorowski przez lata – szczelnie chroniony przez przyjazne media – omijał rafy kłopotliwych tematów. W efekcie jednak rafą stał się dla prezydenckiego okrętu każdy napotkany na drodze niezależnie myślący człowiek. Teraz jego sztab szuka winnych – i znajduje tych samych co zawsze: przebiegłych PiS-owców. Zdaniem ludzi prezydenta to PiS rozmieścił na trasie spaceru swoich „agentów”. W tej logice sztabowcy nie biorą jednak pod uwagę jednego: nawet gdyby pytania zadawał sam Jarosław Kaczyński w przebraniu – to przecież Komorowski skompromitował się sam swoimi nieporadnymi reakcjami. Tropienie spisków nie pomoże, gdy ma się takiego kandydata.

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze opinie
Kto wkręcił Überalla?

Kto wkręcił Überalla?

Bez Tuska nie byłoby Smoleńska

Bez Tuska nie byłoby Smoleńska

Jestem molestowany seksualnie

Jestem molestowany seksualnie

Ku gwiazdom, pod wiatr

Ku gwiazdom, pod wiatr

Rozczarowanie

Rozczarowanie

Kto wkręcił Überalla?

„Dziennikarze zwalniani są z pracy, nie mają możliwości tworzenia opinii publicznej dla wymiany krytycznych poglądów i to jest jednoznaczne z naruszeniem podstawowej zasady wolności mediów” ‒ powiedział szef Niemieckiego Związku Dziennikarzy Frank Überall w wywiadzie, którego udzielił niemieckiemu serwisowi Deutsche Welle przeznaczonemu dla Polaków.

Wywiad był kontynuacją troski, jaką niemiecka organizacja dziennikarska wyraziła w rezolucji dotyczącej... polskiej przestrzeni medialnej. Cóż, wolność słowa to również wolność robienia z siebie idioty. Zarówno pan Frank Überall, jak i jego organizacja postanowili w pełni skorzystać z tego prawa. Pan Überall z pewnością miał na myśli kilka oczywistych zdarzeń, które niewątpliwie świadczą o zagrożeniu wolności dziennikarskiej, wolności głoszenia poglądów i wolności sumienia. Bez wątpienia były również dowodem na istnienie brutalnej cenzury w obu jej wydaniach: represyjnym i prewencyjnym. W ramach cenzury represyjnej znany publicysta Matthias Matussek stracił pracę w „Die Welt”, należącym do aktywnego przecież na polskim rynku koncernu Axel Springer.

Grono miłujących wolność słowa redaktorów tego pisma uznało, że umieszczona na prywatnym koncie na Fb opinia, iż zamachy w Paryżu, w których zginęło ponad 120 osób, powinny spowodować dyskusję w Niemczech na temat polityki migracyjnej i statusu ćwierć miliona niezarejestrowanych imigrantów, to zbyt dużo jak na standardy demokratycznej debaty. Do tęgich dziennikarskich głów nie przyszła co prawda refleksja, że wpis Matusseka całkowicie spełnia wszelkie definicje pojęcia „publicystyka”, był on bowiem autorską opinią wyrażoną na temat obiektywnego faktu. No, ale skoro pracę stracił, to przecież nie ma o czym mówić. W ostatnich latach mieliśmy również do czynienia z oczywistym przykładem cenzury prewencyjnej. Oto Michael Stürzenberger skazany został przez sąd za umieszczenie w sieci historycznego zdjęcia, na którym Wielki Mufti Jerozolimy wita się z niemieckim nazistą w czasie II wojny światowej. Sąd skazał Stürzenbergera na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata i sześć miesięcy, uznając, że epatował symboliką nazistowską, oraz przestrzegł go, że jeśli w okresie próby będzie obrażał islam, to pójdzie do paki. To ostrzeżenie nosi wszelkie znamiona próby cenzury prewencyjnej. W ramach innej formy cenzury prewencyjnej ten sam sąd, zanim ogłosił wyrok, zalecił staranne przeszukanie wszystkich 40 świadków jego wygłaszania w poszukiwaniu nie tylko urządzeń, które mogłyby wygłaszanie wyroku zarejestrować, ale na wszelki wypadek również ołówków i długopisów. Jeśli dołożyć do tego wielokrotnie opisane próby ocenzurowania przez kolektyw medialny gwałtów i masowego molestowania seksualnego kobiet przez imigrantów w Kolonii, to jesteśmy w stanie zrozumieć powody, dla których pan Frank Überall zrobił z siebie idiotę, pisząc o zagrożeniu wolności słowa w Polsce.

Po prostu ktoś musiał go wkręcić i powiedzieć mu, że zwolnienie Matusseka, skazanie Stürzenbergera i przemilczenie Sylwestra z Kolonii miało miejsce w polskich, a nie niemieckich mediach.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl