Ćwiczenia z demokracji

Dzięki akcji „Rodzice chcą mieć wybór” w sposób kliniczny zobaczyliśmy, jak władza gardzi demokracją. Zamiast argumentów – logika siły.

Polska pod rządami koalicji PO–PSL jest krajem, w którym służby specjalne zajmują się śledzeniem i podsłuchiwaniem funkcjonariuszy i szefów służb, sądy rozpatrują protesty wyborcze i sądzą szefów wojewódzkich komisji wyborczych, którymi są sędziowie z tych samych sądów. Prezydent z poparciem prezydentów miast prowadzi prezydencką kampanię wyborczą, natomiast dziennikarze zajmują się dramatem dziennikarek, które molestował znany dziennikarz. W tym - zdawałoby się - sprawnie domkniętym systemie od czasu do czasu pojawiają się zakłócenia. Mechanizm zaczyna trzeszczeć, zgrzytać, a elektorat, na chwilę wytrącony z codziennego kieratu, zostaje zmuszony, by stanąć wobec kłopotliwych pytań.

Jednym z takich zakłóceń było skuteczne zebranie 300 tys. podpisów pod obywatelską inicjatywą „Rodzice chcą mieć wybór”. Tej akcji, zrealizowanej przez Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców, nie dało się zamilczeć, a złożenie w sejmie projektu ustawy uruchomiło procedury zmuszające marszałka do wprowadzenia inicjatywy pod obrady parlamentu. Oczywiście system natychmiast zwarł szyki, by ograniczyć straty, ale tzw. pierwsze czytanie musiało się odbyć. Karolina i Tomasz Elbanowscy pojawili się na sejmowej mównicy, posłowie musieli wysłuchać argumentów rodziców, a i debaty nie dało się uniknąć. Mimo że prorządowe media starały się sprawę zmarginalizować, wystąpienia Elbanowskich zostały zrelacjonowane przez niezależne telewizje i gazety (obszerne fragmenty zamieściła „Gazeta Polska Codziennie”), a przebieg debaty jest zachowany w archiwum telewizji sejmowej. Obecny obywatelski projekt był chyba najbardziej ugodowy ze wszystkich poprzednio postulowanych. Tu nie chodziło już o cofnięcie przymusu szkolnego dla sześciolatków, lecz o możliwość wyboru. Rodzice walczyli o pozostawienie im decyzji, o wolność do tego, by w razie potrzeby, gdy okoliczności rozwojowe dziecka za tym przemawiają, można było posłać malucha do szkoły według dotychczasowych zasad, rok później. Odrzucenie wniosku ma charakter symboliczny. Dla partii, która nazwała się „obywatelską”, obywatelski wniosek, nawet tak koncyliacyjny, okazał się nie do przyjęcia. Rodziców walczących o wolność wyboru i o dobro swoich dzieci władza potraktowała z właściwą sobie arogancją. Minister edukacji nie pokwapiła się nawet na obrady. Kluzik-Rostkowska, której dzieci chodzą do prywatnej szkoły, wysyła pod przymusem sześciolatki do przepełnionych publicznych molochów. Ex-minister Katarzyna Hall, współwłaścicielka elitarnego liceum, nie starała się nawet odpowiedzić na argumenty wnioskodawcy, a marszałek Sikorski wobec Karoliny Elbanowskiej nie ukrywał lekceważenia. Wracam do tego wydarzenia, ponieważ dzięki akcji rodziców w sposób kliniczny zobaczyliśmy, jak władza gardzi demokracją. Zamiast argumentów, logika siły. Wobec walki o wolność – przymus i partyjna dyscyplina. Kilka lat temu jeden z tabloidów zamieścił zdjęcie zrobione ukradkiem w gabinecie lekarskim, na którym widać minister Hall z opuszczonymi do połowy spodniami. Choć wtedy faktem publikacji byłem zniesmaczony, dziś widzę, jak celnie ta scena oddaje sytuację, w jakiej znalaźli się autorzy złej reformy, a z nimi cała Platforma. Rodzice-obywatele powiedzieli władzy „sprawdzam!”, a władza stoi ze ściągniętymi do połowy portkami. Mimo że wniosek przepadł, z punktu widzenia odzyskiwania państwa przez republikańską wspólnotę walka o sześciolatki ma ogromne znaczenie. „Nie jesteśmy poddanymi (...). Jesteśmy obywatelami tego kraju, jesteśmy suwerenem, i to Państwo tutaj mają rolę służebną wobec nas, obywateli. To my was wybraliśmy, nie po to, byście nam rozkazywali, byście nami rządzili, tylko byście nam służyli” – mówiła Elbanowska w sejmie. Miliony ludzi usłyszało ten głos. Teraz czas, by wyciągnąć wnioski. Choćby takie, by przypilnować nadchodzące wybory. By ci, którzy dostaną władzę, nam służyli. Ale przede wszystkim, by władzę dostali ci, na których oddaliśmy nasze głosy.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Pieniądze z Moskwy i Berlina w obronie polskich sądów

Na głowę prezydenta Dudy spadły gromy za kilka oczywistych słów na temat stanu Unii Europejskiej. Prymat interesów narodowych nad interesami wspólnoty narodów jest i powinien być sprawą oczywistą, zwłaszcza jeśli rzekome interesy wspólnoty narodów w istocie oznaczają jedynie maskowanie korzyści największego spośród członków wyimaginowanej wspólnoty. Kolejnego przykładu dostarczył w minionym tygodniu Schwab. Poseł Schwab.

Niemiecki socjaldemokrata postanowił zorganizować w Bundestagu spotkanie, w trakcie którego pochylał się nad łamaniem w Polsce praworządności. Gościem tego spotkania postanowił uczynić świetnie znaną w naszym kraju panią Ludmiłę Kozłowską, która ledwie miesiąc temu otrzymała od Polski zakaz wjazdu na teren Unii Europejskiej. Zastrzeżenie jej europejskiej wizy w europejskim systemie wizowym jest działaniem, do którego Polska ma pełne prawo. Nasze służby uznały, że jej aktywność w naszym kraju finansowana jest ze źródeł, co do których istnieją wątpliwości. Na czym one polegają? Nie wiemy. Wiemy jednak, co na temat finansów Otwartego Dialogu pisał zajmujący się białym wywiadem Marcin Rey z bloga „Rosyjska V kolumna w Polsce”: „Całkowicie sprzeczny z pro-ukraińskim wizerunkiem fundacji jest fakt, że wyroby firmy jej głównego darczyńcy, za pośrednictwem dwóch przedstawicielstw w Sankt-Petersburgu, trafiają przede wszystkim do rosyjskich państwowych stoczni obsługujących marynarkę wojenną. Dyrektorzy tych przedstawicielstw, handlujący na co dzień z rosyjską generalicją, należą do największych darczyńców fundacji”. Polska uznała, że próba wpływania na naszą scenę polityczną – w tym na spór dotyczący reformy sądownictwa – przez szefową fundacji finansowanej przez ludzi związanych z otwarcie wrogim Polsce państwem, jest sprzeczna z naszym bezpieczeństwem. Skoro jednak coś niezgodne jest z interesem Polski – bardzo często zbieżne jest z interesem naszych sąsiadów. W tym zwłaszcza dwóch. Rosji i Niemiec. Nie należy się zatem dziwić, że Niemcy na prośbę posła Schwaba wydały specjalną wizę uprawniającą do poruszania się po terenie Niemiec pani Kozłowskiej. Nasi szczerzy partnerzy zza Odry w dokumentach wpisali również, że ta wiza przyznana została właśnie ze względu na interes bezpieczeństwa Niemiec. Pan Poseł Schwab przywitał swojego gościa, odnosząc się do polskiej decyzji o niewpuszczaniu pani Kozłowskiej do systemu wizowego strefy Schengen: „To, co widzieliśmy, to poważne naruszenie mechanizmu Schengen, jestem więc bardzo szczęśliwy, że państwo niemieckie zdołało dostarczyć specjalną wizę, dzięki czemu może pani uczestniczyć w tym spotkaniu w budynku niemieckiego parlamentu. Chciałbym również nakłonić inne państwa do obchodzenia zakazu wprowadzonego przez Polskę”. Skandal? Na pewno nie jest to pierwszy raz, kiedy niemieckie instytucje włączają się w polski spór. W podobny sposób włączyła się w niego niedawno, organizując manifestację przeciwko reformie sądów, Akcja Demokracja. W „Gazecie Polskiej” pisaliśmy, że ta fundacja finansowana była przez człowieka, który z ramienia kolegów partyjnych posła Schwaba pełnił funkcję... wiceministra finansów Niemiec, a kiedy pracował w Deutsche Banku, zajmował się kredytowaniem budowy rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream. Jak więc widzimy, w ramach europejskiej wspólnoty w sprawie reformy polskiego sądownictwa na polskich ulicach spotykają się pieniądze płynące z jednej strony z rosyjskiej armii i przemysłu zbrojeniowego, z drugiej – z niemieckich banków. W naszej historii tego typu interesy kończyły się tak jak 20 września 1939 roku, kiedy to Wehrmacht spotkał się z Armią Czerwoną, defilując wspólnie w polskich miastach. I właśnie dlatego dbając o własny, a nie wyimaginowanej wspólnoty interes bezpieczeństwa, powinniśmy zwalczać taką współpracę z całych sił. 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl