Pisarzy nagonka na podziemie narodowe. Żołnierze Wyklęci w powojennej literaturze

Wikipedia

Mariusz Solecki

Kontakt z autorem

Klasyk literatury dziecięcej, autor „Akademii Pana Kleksa” oraz wierszy chętnie słuchanych i czytanych przez młodych czytelników, bywał także Brzechwą dla dorosłych. W 1947 r., w tomie satyrycznych utworów „Palcem w bucie”, zamieścił „Balladę o dwóch facetach”. Tekst szczególny, bo ukazujący żołnierzy NSZ jako pedofilów („W życiu radząc sobie świetnie, / Zniewolili dwie nieletnie”).

Na tę drogę zohydzania antykomunistycznego podziemia nie odważył się wstąpić żaden z grona polskich pisarzy, biorących udział w propagandowej nagonce przeciwko Żołnierzom Wyklętym, walczącym z komunistami pod szyldami Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

Większości z politruków literackich wystarczyła propagandowa sztampa, tj. pomawianie żołnierzy NSZ o bandytyzm, bez tego fundamentu nie mógł obejść się też Brzechwa w „Balladzie o dwóch facetach”: „Zrabowali sto tysięcy, / Żałowali, że nie więcej (…). Gdy przyjechał sędzia z Warki, / Pokrajali go w talarki”.

Bahdaj o „polskich faszystach spod znaku NSZ”

Najpierw Brzechwa, a teraz Bahdaj? Niestety, trzeba będzie przewartościować swoje dzieciństwo, innym okiem spojrzeć nie tylko na „Entliczek, pentliczek”, „Kaczkę Dziwaczkę” etc., ale i na „Podróż za jeden uśmiech”, „Wakacje z duchami” etc.

Adam Bahdaj w 1952 r. wydał powieść „Skalista ubocz” – dość inteligentny produkcyjniak, dziś trudno dostępny, zapomniany dokument trzymania sztamy z silniejszymi. Głównym bohaterem negatywnym pisarz uczynił kpt. Hieronima Sękalskiego ps. Rębacz, dowódcę oddziału NSZ operującego w rejonie Muszyny i Krynicy na przełomie lat 1946 i 1947. Po kilku miesiącach – oczywiście bandyckiej – aktywności partyzanci „Rębacza” zostali rozbici, a on sam stanął przed czerwonym trybunałem, oskarżony o podwójną kolaborację: „Zbir faszystowski Hieronim Sękalski, pseudonim Rębacz (...) zorganizował oddział NSZ i w porozumieniu z gestapo i Abwehrą mordował żołnierzy AL i członków PPR (...). »Rębacz« nie oszczędzał nawet swoich ludzi. Zamordował członka bandy Zdyba za to, że chciał się ujawnić. Członkowie bandy mordowali funkcjonariuszy władz bezpieczeństwa, napadali na urzędy pocztowe i sklepy spółdzielcze. Terrorem chcieli zmusić chłopów osiedleńców do opuszczania ziemi. W toku śledztwa ujawniono, że »Rębacz« kontaktował się z faszystowskimi bandami ukraińskimi UPA. Wiernego sprzymierzeńca znaleźli polscy faszyści spod znaku NSZ w niektórych sferach Mikołajczykowskiego stronnictwa (...). Akt oskarżenia ujawnia kontakty NSZ z polskimi faszystami na wychodźstwie. Fundusze na podziemie w Polsce szły z banków angielskich i amerykańskich. Do wykrycia bandy przyczyniła się ludność okoliczna, która nie mogła już dłużej patrzeć na terror i zbrodnie” („Skalista ubocz”, s. 329).

Terminy „eneszetowiec”, „narodowiec” nie gwarantowały komunistom społecznego przyzwolenia na eksterminację Żołnierzy Wyklętych. By je uzyskać, wykorzystali w odniesieniu do nich wyraz powszechnie znienawidzony przez naród, boleśnie doświadczony okupacją niemiecką – „faszysta”. Faszysta po bestialstwach, jakich się dopuścił, zasługuje na najwyższy wymiar kary, a może nawet na konanie w mękach. Nikt z Polaków nie stanie w jego obronie. Dlatego „Rębacz” to „faszystowski zbir”. Nic go nie uratuje, jego miano skazuje go na zagładę. Z iście lucyferyczną inteligencją wymyślili ten trik pojęciowy czerwoni PR-owcy.

Zapewne nie ma przypadku i w tym, że fikcyjny Sękalski dzieli dwie cechy wspólne z realnymi postaciami: z komendantem zgrupowania oddziałów WiN na Lubelszczyźnie, mjr. Hieronimem Dekutowskim „Zaporą” – imię i wzrost, z kpt. Janem Morawcem, szefem IV Wydziału (Pogotowie Akcji Specjalnej) KG NZW – co najmniej trzy: stopień wojskowy, pseudonim i przynależność organizacyjną.

Putrament o „bandytach z NSZ”

W 1954 r. Jerzy Putrament, czołowy stalinista nadwiślańskiej literatury, opublikował powieść „Rozstaje”, w której cierpliwi czytelnicy znajdą wątpliwe rewelacje o „bandytach” z oddziału płk. „Turonia” – eneszetowcach.

„Turoń” to modelowy typ spod ciemnej gwiazdy. Takich kreacji Żołnierzy Wyklętych trzeba było komunistom do usankcjonowania prowadzonej wobec nich eksterminacji.

Ilekroć oficer pojawia się w „Rozstajach”, budzi odrazę, zgrozę albo potępienie – niekiedy wszystko naraz. Jego biografia, mężczyzny po czterdziestce, niemal w całości składa się z bezeceństw. We wczesnej młodości był pijakiem, bumelantem, donosicielem. Z czasem wyszedł na ludzi, ale nie na takich, z jakimi chcielibyśmy się spotykać w trakcie naszej wędrówki przez ziemię – gdzieś na Kresach został przodownikiem policji, karnie zesłanym do miejsca odosobnienia w Berezie Kartuskiej za uduszenie prostytutki. Podczas I okupacji splamił się kolaboracją, „gdy przyszło mu w imieniu Obszaru udawać się na pertraktacje do jakiegoś sturmbahnführera wojsk SS, aby omówić swoisty plan podziału Lubelszczyzny na »strefy wpływów« i uzgodnić zasady »nieinterwencji« na okres wzrostu bolszewickiego niebezpieczeństwa” („Rozstaje”, s. 102). Nie koniec na tym – gdy zbliżał się front wschodni, „Turoń”, planował wycofać się z Niemcami na zachód…

Chyba wystarczy powyższych argumentów, by w przesłaniu „Rozstajów” rozpoznać imperatywny slogan jednego z komunistycznych plakatów – „Tęp bandytów z NSZ” (1946 r.). „Turoń” i jego żołnierze z organizacji Narodowe Siły Zbrojne zostali z premedytacją ukazani w utworze Putramenta w jak najgorszym, bandycko-demonicznym świetle; jako formacja zbrodnicza, zdradziecka, antypolska, faszystowska, odpowiedzialna za rozpętanie terroru w Polsce pod nowymi rządami („wojna domowa, którą rozhuśtać usiłował leśny bandyta”, por. s. 152). Tymczasem szkalowani przez prozaika członkowie „band eneszetowsko-faszystowskich” (por. s. 151) to najbardziej bezkompromisowi, najbardziej oddani sprawie suwerennej Polski żołnierze antykomunistycznego podziemia, gotowi na wszystko, dlatego stanowiący największe zagrożenie dla aparatczyków „ustroju sprawiedliwości społecznej”. Tacy nie zasiadali z komunistami do okrągłego stołu, tacy do nich strzelali. Zasługiwali więc na jedno – na starcie z powierzchni ziemi. A ponieważ niektórzy z narodowców do końca pozostali fizycznie nieuchwytni dla systemu pseudosprawiedliwości państwa dyktatury proletariatu, jak np. płk Antoni Szacki „Bohun-Dąbrowski”, należało zniszczyć patriotyczną prawdę o nich. Autor „Rozstajów” w tym haniebnym procederze miał spory udział.

Relatywnie dobra AK, bezwzględnie zły NSZ

Spod jednej ręki wyszły teksty biegunowe, głos sprzeciwu wobec totalitaryzmu i jego afirmacja: scenariusz filmu „Człowiek z żelaza” i powieść „Styczeń” (1956 r.). Ich autorem był Aleksander Ścibor-Rylski, akowiec, powstaniec warszawski.

W świecie przedstawionym w „Styczniu” wyraźnie odróżnia się żołnierzy Armii Krajowej od członków Narodowych Sił Zbrojnych. Naturalnie obie formacje niepodległościowe wartościowane są pejoratywnie, jednak na korzyść akowców. Stanowią oni bowiem potężną siłę, z którą muszą się liczyć rodzimi realizatorzy dyktatu Moskwy, ba! – której autentycznie boją się wciąż nieliczni milicjanci w Świętokrzyskiem (por. s. 99). Akowcom nie odmawia się miana wojska, co prawda reakcyjnego i bandyckiego (por. s. 99), ale nieschodzącego poniżej pewnego poziomu, gdzie zaczyna się zwykłe rezuństwo. To ostatnie jest domeną eneszetowców, pogardzanych, notowanych niżej niż folksdojcze (por. s. 96).

Za Niemca w okolicach wsi Szczerce pojawiał się oddział NSZ „Toporka”. Niektóre tamtejsze gospodarstwa stanowiły jego zaplecze noclegowo-aprowizacyjne. Ponieważ partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych zwalczali obu okupantów – nazistowskiego i komunistycznego – wizerunkowo zagrażali władzom z moskiewskiego nadania. Narodowcy bezkompromisowymi patriotami? Chyba po ich trupie. Nie można im było puścić płazem zwłaszcza tłumienia prosowieckich tendencji. Toteż szanujący się sympatyk rządów proletariatu insynuował kolaborację NSZ-owców z faszystami i topienie w morzu bratniej krwi „inicjatyw demokratycznych” (czytaj: sprzyjanie stalinowskiej Rosji). Z takim propagandowym wieszaniem psów na żołnierzach NSZ stykamy się też niestety w trakcie lektury „Stycznia”. Wspomniany „Toporek” – jakże by inaczej – ma na koncie ogrom potwornych czynów. To on odpowiada za śmierć w niewyobrażalnych mękach komunizującego starego Dyla ze wsi Szczerce („na haku go wlekli, za żebro!”; s. 63), a także za wymyślne torturowanie i mordowanie zwolenników czerwonej ideologii: „(...) kiedy Toporek szalał po powiecie [Wierzchock] (...) parobkom dziurawił wargi i spinał (…) kłódką, a do komuny strzelał nie gorzej od Niemców (...)” (s. 105).

U progu 1945 r. „Toporek” znajdował się jeszcze poza zasięgiem młodej władzy ludowej na Kielecczyźnie. Było kwestią czasu, kiedy go dopadną. NKWD zapewne tam nie próżnowało, ale o tym naturalnie ani słowa w powieści Ścibora-Rylskiego. Za to wystarczająco dużo o tym, jak to zawzięty milicjant Łukasz Otryna wyłapał wszystkich narodowców ze swojej rodzinnej wsi Szczerce, na czele z wachmistrzem Tatarczukiem, którego prał po twarzy z niekłamaną satysfakcją klasową, z wzorcową bolszewicką nienawiścią. A wielki był podlec z wachmistrza. Bicie należało się za: znęcanie się nad służbą (Tatarczuk pracował na stanowisku rządcy w miejscowym majątku dziedzica nazwiskiem Wołoka), kolaborację z Niemcami („Polakami handlował, chłopską krew sprzedawał na litry”; s. 48), wydawanie komunistów „Toporkowi”.

Podobną aluzyjną ekwilibrystyką aksjologiczną (relatywnie dobra AK, bezwzględnie zły NSZ), przyjętą przez Ścibora-Rylskiego, posługiwali się inni byli akowcy, wydający swoje utwory w oficjalnym obiegu PRL: Roman Bratny i Tadeusz Różewicz. U Bratnego zabieg ten najłatwiej prześledzić na przykładzie „Kolumbów”, których narrator łączył zrozumienie dla, jak sugerował, tragicznej walki prowadzonej po wojnie przez przedstawicieli formacji poakowskich z potępieniem czynów żołnierzy podziemia obozu narodowego (Wierzchowiny). U niekombatanckiego Różewicza konfrontowanie AK z NSZ, na niekorzyść tej drugiej formacji, dochodzi do głosu w dramacie „Do piachu” (1979 r.), którego bohater, akowiec, tak wyraża się o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych: „Sienkiewicz w grobie się przewraca, jak słyszy, że bandziory z NSZ imiona z jego książki biorą [idzie o Kmicica] i tak się przedstawiają jako rycerze, na szyi ryngraf z Matką Bożą zamiast hitlerowskiej swastyki...”.

***

Prawda o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych czy też Narodowego Zjednoczenia Wojskowego jest zupełnie inna niż ta lansowana przez PRL-owskich opluwaczy: „Byli najtwardsi i walczyli najdłużej, i – co ważne – walczyli samotnie. Oni nie byli aliantami rosyjskich aliantów, o nich nie upomniał się, nawet nieśmiało, ani rząd Anglii, ani rząd polski w Anglii. Byli więc jednocześnie i trudniejszym, i łatwiejszym przeciwnikiem niż AK” (B. Urbankowski, „Czerwona msza…”).

O chłopcach twardych jak stal miał odwagę wypowiedzieć się przychylniej niż jego poprzednicy Józef Morton w monumentalnym, czterotomowym „Całopaleniu” (1980–1987). Być może stało się tak dlatego, że reżim wchodził w fazę agonalną. Po jego upadku, a więc od ponad dwóch dekad, niewiele uczyniono, by Żołnierze Wyklęci z oddziałów NSZ/NZW stali się bohaterami kultury masowej. Do zaistnienia takiego stanu rzeczy potrzeba spełnienia jednego warunku. Musi powstać koniunktura do zekranizowania choć jednej z powieści odkłamujących propagandowy wizerunek antykomunistycznego podziemia narodowego: „Z cienia” (2010 r.) Sebastiana Reńcy, „Lamentu nad Babilonem” (2003 r.), „Opowiem ci o wolności” (2012 r.) Wacława Holewińskiego, „Legionu” (2013 r.) Elżbiety Cherezińskiej. Trudności z finalizacją „Historii Roja…” świadczą o tym, że jeszcze na nią poczekamy.
 

Autor artykułu w październiku 2013 r. wydał książkę „Literackie portrety żołnierzy wyklętych. Esej o literaturze polskiej lat 1948–2010”, LTW, Łomianki 2013, ss. 416.
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Zmarł popularny w latach 70. aktor i…

Zmarł popularny w latach 70. aktor i…

"To lotnisko będzie jak miasto".…

"To lotnisko będzie jak miasto".…

Władze USA ostrzegają. Podróż do Arabii…

Władze USA ostrzegają. Podróż do Arabii…

Prezydent Ukrainy zwołał gabinet…

Prezydent Ukrainy zwołał gabinet…

Polski arcybiskup obejmie wysokie stanowisko…

Polski arcybiskup obejmie wysokie stanowisko…

Sejm zajmie się projektami o KRS i SN. „Zależy nam, aby zmiany uchwalić jak najszybciej”

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Zależy nam na tym, aby zmiany w KRS i SN zostały uchwalone jak najszybciej - powiedział szef komisji sprawiedliwości Stanisław Piotrowicz. Zaznaczył, że do końca roku zaplanowano są trzy posiedzenia Sejmu. Dołożymy starań, by tę sprawę załatwić jak najszybciej - dodał.

Według wstępnego harmonogramu obrad dziś w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie prezydenckich projektów zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa oraz w Sądzie Najwyższym.

Zależy nam na tym, żeby stało się jak najszybciej. Również nalega na to pan prezydent, słychać to w jego wypowiedziach. Do końca tego roku zaplanowane są trzy posiedzenia Sejmu. Myślę, że dołożymy wszelkich starań, żeby tę sprawę załatwić jak najszybciej

 - powiedział Piotrowicz w radiowej Jedynce pytany, czy zmiany w KRS i SN uda się uchwalić do końca tego roku.

Pytany, czy projekty, zawierają, dokładnie te ustalenia, które podjęto podczas jego spotkań z wiceszefem Kancelarii Prezydenta Pawłem Muchą, Piotrowicz powiedział, że projekty są znane, bo nie uległy zmianie.

Natomiast nasze rozmowy sprowadzały się do szczegółowego omówienia projektów o rozważenia ewentualnych możliwości zmian, gdzie można wykazać pewną elastyczność tak, żeby kompromis mógł być osiągnięty, a jednocześnie, żeby nie została wypaczona cała idea reformy wymiaru sprawiedliwości

 - powiedział.

Pytany o możliwość zmian w projektach, zaznaczył, że "proces legislacyjny to nie jest rozmowa dwóch osób".

To jest wielu posłów, nie tylko z mojego ugrupowania. Mogą być autopoprawki ze strony Kancelarii Prezydenta. Na pewno będzie miało swoje uwagi Biuro Legislacyjne

 - powiedział szef sejmowej komisji sprawiedliwości.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl