niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
30 maja 2016

Pisarzy nagonka na podziemie narodowe. Żołnierze Wyklęci w powojennej literaturze

Dodano: 24.10.2014 [21:27]
Pisarzy nagonka na podziemie narodowe. Żołnierze Wyklęci w powojennej literaturze - niezalezna.pl
foto: Wikipedia
Klasyk literatury dziecięcej, autor „Akademii Pana Kleksa” oraz wierszy chętnie słuchanych i czytanych przez młodych czytelników, bywał także Brzechwą dla dorosłych. W 1947 r., w tomie satyrycznych utworów „Palcem w bucie”, zamieścił „Balladę o dwóch facetach”. Tekst szczególny, bo ukazujący żołnierzy NSZ jako pedofilów („W życiu radząc sobie świetnie, / Zniewolili dwie nieletnie”).

Na tę drogę zohydzania antykomunistycznego podziemia nie odważył się wstąpić żaden z grona polskich pisarzy, biorących udział w propagandowej nagonce przeciwko Żołnierzom Wyklętym, walczącym z komunistami pod szyldami Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

Większości z politruków literackich wystarczyła propagandowa sztampa, tj. pomawianie żołnierzy NSZ o bandytyzm, bez tego fundamentu nie mógł obejść się też Brzechwa w „Balladzie o dwóch facetach”: „Zrabowali sto tysięcy, / Żałowali, że nie więcej (…). Gdy przyjechał sędzia z Warki, / Pokrajali go w talarki”.

Bahdaj o „polskich faszystach spod znaku NSZ”

Najpierw Brzechwa, a teraz Bahdaj? Niestety, trzeba będzie przewartościować swoje dzieciństwo, innym okiem spojrzeć nie tylko na „Entliczek, pentliczek”, „Kaczkę Dziwaczkę” etc., ale i na „Podróż za jeden uśmiech”, „Wakacje z duchami” etc.

Adam Bahdaj w 1952 r. wydał powieść „Skalista ubocz” – dość inteligentny produkcyjniak, dziś trudno dostępny, zapomniany dokument trzymania sztamy z silniejszymi. Głównym bohaterem negatywnym pisarz uczynił kpt. Hieronima Sękalskiego ps. Rębacz, dowódcę oddziału NSZ operującego w rejonie Muszyny i Krynicy na przełomie lat 1946 i 1947. Po kilku miesiącach – oczywiście bandyckiej – aktywności partyzanci „Rębacza” zostali rozbici, a on sam stanął przed czerwonym trybunałem, oskarżony o podwójną kolaborację: „Zbir faszystowski Hieronim Sękalski, pseudonim Rębacz (...) zorganizował oddział NSZ i w porozumieniu z gestapo i Abwehrą mordował żołnierzy AL i członków PPR (...). »Rębacz« nie oszczędzał nawet swoich ludzi. Zamordował członka bandy Zdyba za to, że chciał się ujawnić. Członkowie bandy mordowali funkcjonariuszy władz bezpieczeństwa, napadali na urzędy pocztowe i sklepy spółdzielcze. Terrorem chcieli zmusić chłopów osiedleńców do opuszczania ziemi. W toku śledztwa ujawniono, że »Rębacz« kontaktował się z faszystowskimi bandami ukraińskimi UPA. Wiernego sprzymierzeńca znaleźli polscy faszyści spod znaku NSZ w niektórych sferach Mikołajczykowskiego stronnictwa (...). Akt oskarżenia ujawnia kontakty NSZ z polskimi faszystami na wychodźstwie. Fundusze na podziemie w Polsce szły z banków angielskich i amerykańskich. Do wykrycia bandy przyczyniła się ludność okoliczna, która nie mogła już dłużej patrzeć na terror i zbrodnie” („Skalista ubocz”, s. 329).

Terminy „eneszetowiec”, „narodowiec” nie gwarantowały komunistom społecznego przyzwolenia na eksterminację Żołnierzy Wyklętych. By je uzyskać, wykorzystali w odniesieniu do nich wyraz powszechnie znienawidzony przez naród, boleśnie doświadczony okupacją niemiecką – „faszysta”. Faszysta po bestialstwach, jakich się dopuścił, zasługuje na najwyższy wymiar kary, a może nawet na konanie w mękach. Nikt z Polaków nie stanie w jego obronie. Dlatego „Rębacz” to „faszystowski zbir”. Nic go nie uratuje, jego miano skazuje go na zagładę. Z iście lucyferyczną inteligencją wymyślili ten trik pojęciowy czerwoni PR-owcy.

Zapewne nie ma przypadku i w tym, że fikcyjny Sękalski dzieli dwie cechy wspólne z realnymi postaciami: z komendantem zgrupowania oddziałów WiN na Lubelszczyźnie, mjr. Hieronimem Dekutowskim „Zaporą” – imię i wzrost, z kpt. Janem Morawcem, szefem IV Wydziału (Pogotowie Akcji Specjalnej) KG NZW – co najmniej trzy: stopień wojskowy, pseudonim i przynależność organizacyjną.

Putrament o „bandytach z NSZ”

W 1954 r. Jerzy Putrament, czołowy stalinista nadwiślańskiej literatury, opublikował powieść „Rozstaje”, w której cierpliwi czytelnicy znajdą wątpliwe rewelacje o „bandytach” z oddziału płk. „Turonia” – eneszetowcach.

„Turoń” to modelowy typ spod ciemnej gwiazdy. Takich kreacji Żołnierzy Wyklętych trzeba było komunistom do usankcjonowania prowadzonej wobec nich eksterminacji.

Ilekroć oficer pojawia się w „Rozstajach”, budzi odrazę, zgrozę albo potępienie – niekiedy wszystko naraz. Jego biografia, mężczyzny po czterdziestce, niemal w całości składa się z bezeceństw. We wczesnej młodości był pijakiem, bumelantem, donosicielem. Z czasem wyszedł na ludzi, ale nie na takich, z jakimi chcielibyśmy się spotykać w trakcie naszej wędrówki przez ziemię – gdzieś na Kresach został przodownikiem policji, karnie zesłanym do miejsca odosobnienia w Berezie Kartuskiej za uduszenie prostytutki. Podczas I okupacji splamił się kolaboracją, „gdy przyszło mu w imieniu Obszaru udawać się na pertraktacje do jakiegoś sturmbahnführera wojsk SS, aby omówić swoisty plan podziału Lubelszczyzny na »strefy wpływów« i uzgodnić zasady »nieinterwencji« na okres wzrostu bolszewickiego niebezpieczeństwa” („Rozstaje”, s. 102). Nie koniec na tym – gdy zbliżał się front wschodni, „Turoń”, planował wycofać się z Niemcami na zachód…

Chyba wystarczy powyższych argumentów, by w przesłaniu „Rozstajów” rozpoznać imperatywny slogan jednego z komunistycznych plakatów – „Tęp bandytów z NSZ” (1946 r.). „Turoń” i jego żołnierze z organizacji Narodowe Siły Zbrojne zostali z premedytacją ukazani w utworze Putramenta w jak najgorszym, bandycko-demonicznym świetle; jako formacja zbrodnicza, zdradziecka, antypolska, faszystowska, odpowiedzialna za rozpętanie terroru w Polsce pod nowymi rządami („wojna domowa, którą rozhuśtać usiłował leśny bandyta”, por. s. 152). Tymczasem szkalowani przez prozaika członkowie „band eneszetowsko-faszystowskich” (por. s. 151) to najbardziej bezkompromisowi, najbardziej oddani sprawie suwerennej Polski żołnierze antykomunistycznego podziemia, gotowi na wszystko, dlatego stanowiący największe zagrożenie dla aparatczyków „ustroju sprawiedliwości społecznej”. Tacy nie zasiadali z komunistami do okrągłego stołu, tacy do nich strzelali. Zasługiwali więc na jedno – na starcie z powierzchni ziemi. A ponieważ niektórzy z narodowców do końca pozostali fizycznie nieuchwytni dla systemu pseudosprawiedliwości państwa dyktatury proletariatu, jak np. płk Antoni Szacki „Bohun-Dąbrowski”, należało zniszczyć patriotyczną prawdę o nich. Autor „Rozstajów” w tym haniebnym procederze miał spory udział.

Relatywnie dobra AK, bezwzględnie zły NSZ

Spod jednej ręki wyszły teksty biegunowe, głos sprzeciwu wobec totalitaryzmu i jego afirmacja: scenariusz filmu „Człowiek z żelaza” i powieść „Styczeń” (1956 r.). Ich autorem był Aleksander Ścibor-Rylski, akowiec, powstaniec warszawski.

W świecie przedstawionym w „Styczniu” wyraźnie odróżnia się żołnierzy Armii Krajowej od członków Narodowych Sił Zbrojnych. Naturalnie obie formacje niepodległościowe wartościowane są pejoratywnie, jednak na korzyść akowców. Stanowią oni bowiem potężną siłę, z którą muszą się liczyć rodzimi realizatorzy dyktatu Moskwy, ba! – której autentycznie boją się wciąż nieliczni milicjanci w Świętokrzyskiem (por. s. 99). Akowcom nie odmawia się miana wojska, co prawda reakcyjnego i bandyckiego (por. s. 99), ale nieschodzącego poniżej pewnego poziomu, gdzie zaczyna się zwykłe rezuństwo. To ostatnie jest domeną eneszetowców, pogardzanych, notowanych niżej niż folksdojcze (por. s. 96).

Za Niemca w okolicach wsi Szczerce pojawiał się oddział NSZ „Toporka”. Niektóre tamtejsze gospodarstwa stanowiły jego zaplecze noclegowo-aprowizacyjne. Ponieważ partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych zwalczali obu okupantów – nazistowskiego i komunistycznego – wizerunkowo zagrażali władzom z moskiewskiego nadania. Narodowcy bezkompromisowymi patriotami? Chyba po ich trupie. Nie można im było puścić płazem zwłaszcza tłumienia prosowieckich tendencji. Toteż szanujący się sympatyk rządów proletariatu insynuował kolaborację NSZ-owców z faszystami i topienie w morzu bratniej krwi „inicjatyw demokratycznych” (czytaj: sprzyjanie stalinowskiej Rosji). Z takim propagandowym wieszaniem psów na żołnierzach NSZ stykamy się też niestety w trakcie lektury „Stycznia”. Wspomniany „Toporek” – jakże by inaczej – ma na koncie ogrom potwornych czynów. To on odpowiada za śmierć w niewyobrażalnych mękach komunizującego starego Dyla ze wsi Szczerce („na haku go wlekli, za żebro!”; s. 63), a także za wymyślne torturowanie i mordowanie zwolenników czerwonej ideologii: „(...) kiedy Toporek szalał po powiecie [Wierzchock] (...) parobkom dziurawił wargi i spinał (…) kłódką, a do komuny strzelał nie gorzej od Niemców (...)” (s. 105).

U progu 1945 r. „Toporek” znajdował się jeszcze poza zasięgiem młodej władzy ludowej na Kielecczyźnie. Było kwestią czasu, kiedy go dopadną. NKWD zapewne tam nie próżnowało, ale o tym naturalnie ani słowa w powieści Ścibora-Rylskiego. Za to wystarczająco dużo o tym, jak to zawzięty milicjant Łukasz Otryna wyłapał wszystkich narodowców ze swojej rodzinnej wsi Szczerce, na czele z wachmistrzem Tatarczukiem, którego prał po twarzy z niekłamaną satysfakcją klasową, z wzorcową bolszewicką nienawiścią. A wielki był podlec z wachmistrza. Bicie należało się za: znęcanie się nad służbą (Tatarczuk pracował na stanowisku rządcy w miejscowym majątku dziedzica nazwiskiem Wołoka), kolaborację z Niemcami („Polakami handlował, chłopską krew sprzedawał na litry”; s. 48), wydawanie komunistów „Toporkowi”.

Podobną aluzyjną ekwilibrystyką aksjologiczną (relatywnie dobra AK, bezwzględnie zły NSZ), przyjętą przez Ścibora-Rylskiego, posługiwali się inni byli akowcy, wydający swoje utwory w oficjalnym obiegu PRL: Roman Bratny i Tadeusz Różewicz. U Bratnego zabieg ten najłatwiej prześledzić na przykładzie „Kolumbów”, których narrator łączył zrozumienie dla, jak sugerował, tragicznej walki prowadzonej po wojnie przez przedstawicieli formacji poakowskich z potępieniem czynów żołnierzy podziemia obozu narodowego (Wierzchowiny). U niekombatanckiego Różewicza konfrontowanie AK z NSZ, na niekorzyść tej drugiej formacji, dochodzi do głosu w dramacie „Do piachu” (1979 r.), którego bohater, akowiec, tak wyraża się o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych: „Sienkiewicz w grobie się przewraca, jak słyszy, że bandziory z NSZ imiona z jego książki biorą [idzie o Kmicica] i tak się przedstawiają jako rycerze, na szyi ryngraf z Matką Bożą zamiast hitlerowskiej swastyki...”.

***

Prawda o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych czy też Narodowego Zjednoczenia Wojskowego jest zupełnie inna niż ta lansowana przez PRL-owskich opluwaczy: „Byli najtwardsi i walczyli najdłużej, i – co ważne – walczyli samotnie. Oni nie byli aliantami rosyjskich aliantów, o nich nie upomniał się, nawet nieśmiało, ani rząd Anglii, ani rząd polski w Anglii. Byli więc jednocześnie i trudniejszym, i łatwiejszym przeciwnikiem niż AK” (B. Urbankowski, „Czerwona msza…”).

O chłopcach twardych jak stal miał odwagę wypowiedzieć się przychylniej niż jego poprzednicy Józef Morton w monumentalnym, czterotomowym „Całopaleniu” (1980–1987). Być może stało się tak dlatego, że reżim wchodził w fazę agonalną. Po jego upadku, a więc od ponad dwóch dekad, niewiele uczyniono, by Żołnierze Wyklęci z oddziałów NSZ/NZW stali się bohaterami kultury masowej. Do zaistnienia takiego stanu rzeczy potrzeba spełnienia jednego warunku. Musi powstać koniunktura do zekranizowania choć jednej z powieści odkłamujących propagandowy wizerunek antykomunistycznego podziemia narodowego: „Z cienia” (2010 r.) Sebastiana Reńcy, „Lamentu nad Babilonem” (2003 r.), „Opowiem ci o wolności” (2012 r.) Wacława Holewińskiego, „Legionu” (2013 r.) Elżbiety Cherezińskiej. Trudności z finalizacją „Historii Roja…” świadczą o tym, że jeszcze na nią poczekamy.
 

Autor artykułu w październiku 2013 r. wydał książkę „Literackie portrety żołnierzy wyklętych. Esej o literaturze polskiej lat 1948–2010”, LTW, Łomianki 2013, ss. 416.
"Chcesz zabrać głos w ważnej sprawie? Chcesz podzielić się z nami swoją opinią, swoim zdaniem? Wyślij darmowy SMS o treści GPC na 8068 (0 PLN). Wasz głos jest dla nas cenny. Regulamin na www.gpcodziennie.pl/SMS"
POLECANE WIDEO
Opinie użytkowników
Regulamin Forum:
Na forum niezalezna.pl publikujemy opinie użytkowników naszego portalu. Wszystkie posty podlegają moderacji. Bezwzględnie usuwane będą wpisy zawierające groźby karalne i wszelkie prowokacje godzące w Niezależną. Nie publikujemy wpisów wulgarnych, zwalczamy trollowanie. Nie tolerujemy spamu i postów pisanych wyłącznie Caps – Lockami. Ze względu na ograniczoną do 1500 znaków długość komentarzy zastrzegamy sobie prawo do usuwania obszernych artykułów wklejanych w postach w sytuacji, kiedy można wykorzystać link. Wszelkie zastrzeżenia natury regulaminowej prosimy zgłaszać na: pocztę strażnika forum

Walczyli najdluzej, walczyli samotnie I co najwazniejsze walczyli przeciwko Polakom I za to poszli do ziemi: za zabijanie rodakow. Dzis takich bandytow nazywa sie terrorystami albo separystami. Skonczcie z dorabianiem ideologii do faktow wybielajac mordercow.

a ja pamietam jak moi rodzice unikali dla nas bajek Brzechwy. Nigdy nie powiedzieli dlaczego a jednak musieli byc uswiadomieni co do zaprzanstwa brzechwy.

https://www.youtube.com/watch?v=qiRzZNJjcO0

Inny interesujący życiorys ma redaktor Tadeusz Mazowiecki/premier/..
Nienawiść do żołnierzy niezłomnych wyssał z mlekiem matki?
http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=15405

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl