niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
29 maja 2016

Cenckiewicz i Woyciechowski dla niezalezna.pl: Witold Kieżun - życie oficjalne

Dodano: 06.10.2014 [14:28]
Cenckiewicz i Woyciechowski dla niezalezna.pl: Witold Kieżun - życie oficjalne  - niezalezna.pl
foto: Marcin Pegaz
W pełnym nieprawdy, przekłamań i fikcji wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” (27-28 września 2014 r.) prof. Witold Kieżun zapytany przez Roberta Mazurka o pseudonim agenturalny „Tamiza” odparł jednoznacznie: „O takim pseudonimie dowiedziałem się dopiero teraz”. Z kolei w równie oderwanym od rzeczywistego przebiegu zdarzeń – bo już po publikacji akt TW ps. „Tamiza” – wywiadzie dla „W Sieci” (29 września – 5 października 2014 r.), profesor pytany o Wiesława Chrzanowskiego odesłał czytelników do swojej zbeletryzowanej książki wspomnieniowej „Niezapomniane twarze”, która od lat 90. doczekała się już kilku wydań.

Pracując od dłuższego czasu nad sprawą „Tamizy” przeczytaliśmy zdecydowaną większość jego publikacji książkowych, choć przyznać musimy, że zbiór jego opowiadań, w których literacka fikcja miesza się z przeżyciami autora, uznaliśmy w tym dorobku za najmniej istotny. Skoro jednak Witold Kieżun z takim uporem powraca w wywiadach do „Niezapomnianych twarzy”, zwłaszcza do opowiadania zatytułowanego „Władek”, pochyliliśmy się i nad tą lekturą. Nie ma co ukrywać – po batalii medialnej ostatnich dwóch tygodni, fali wrogości z którą w części środowisk patriotycznych spotkał się nasz tekst w „Do Rzeczy”, a zwłaszcza po tak jednoznacznych deklaracjach samego Witolda Kieżuna, lektura „Niezapomnianych twarzy” była dla nas niemałym szokiem.
 
„Tamiza” po raz pierwszy

W opowiadaniu „Władek”, Witold Kieżun – na użytek książki przybierający postać Teofila – w zawoalowany sposób opisuje swoje relacje z Wiesławem Chrzanowskiemu (w książce występuję jako Władysław Ciechanowski). W końcowej części tej opowieści Kieżun opisał swój wstrząs związany z umieszczeniem „Władka” na tzw. liście Macierewicza jako tajnego agenta bezpieki. Później „Teofil” (Kieżun), który właśnie po wielu latach wrócił do kraju, miał spotkać załamanego „Władka” (Chrzanowski). W ten sposób opisał ich spotkanie: „Teofil wkrótce spotkał Władka. Był zaskoczony jego wyglądem. Mocno postarzały, przygarbiony wyglądał na złamanego człowieka. Wyjaśnił Teofilowi, że udało mu się uzyskać zgodę na przeglądnięcie jego „teczki” przez trzech najbardziej godnych zaufania ludzi, cieszących się powszechnym szacunkiem. Stwierdzili oni, co było oczywiste, że są to raporty sporządzane przez pułkownika Śliwickiego z kilkunastu przesłuchań, o których Władek opowiadał Teofilowi. Był on uważany za jednego z bardziej niebezpiecznych dysydentów. Nazwano go „Tamiza” i poddano okresowej inwigilacji, stosując stałą kontrolę jego kontaktów bezpośrednich i pisemnych. – Widzisz – powiedział Teofil – przewidziałem, że te wezwania do pałacu Mostowskich mogą być jakąś formą prowokacji, żałuj teraz, że nie uciekłeś z kraju tak jak ja”. Swoją opowieść o Chrzanowskim, Kieżun kończy informacją o nagłej śmierci kolegi opatrując go słowami przyjaciółki: „nie dał się komunistom, zabili go koledzy w Niepodległej Polsce”.

Będąc pod wrażeniem lektury opowiadania „Władek”, zadaliśmy sobie pytanie,  kiedy pseudonim „Tamiza” mógł zostać wprowadzony do wspomnień, i czy ewentualnie autor posłużył się w różnych wydaniach książki innym pseudonimem przypisanym Wiesławowi Chrzanowskiemu. W naszym posiadaniu znajdują się trzy wydania  „Niezapomnianych twarzy”: pierwsze z 1997, drugie z 2008 i trzecie z 2014 r. We wszystkich wydaniach „Władkowi” przypisano pseudonim TW „Tamiza”.

Wydanie najnowsze, opublikowane nakładem wydawnictwa Poltext w 2014 roku, jeden z autorów niniejszego artykułu otrzymał z rąk profesora Kieżuna wraz z dedykacją w maju bieżącego roku podczas pierwszego (z czerech) spotkań poprzedzających publikację artykułu „Tajemnica Tamizy”.

Wniosek logiczny może być tylko jeden: Witold Kieżun o istnieniu TW o pseudonimie „Tamiza” nie dowiedział się od Piotra Woyciechowskiego, ani z dokumentów mu wówczas przedstawionych do weryfikacji. Wbrew swoim późniejszym niespójnym i chaotycznym wypowiedziom prasowym znał pseudonim „Tamiza” oraz jego znaczenie. Witold Kieżun poznał swój pseudonim w czasie swojej współpracy z SB.

Przypomnijmy: pomiędzy nami a profesorem Kieżunem nie ma już sporu, co do charakteru jego relacji ze Służbą Bezpieczeństwa. Podczas naszego ostatniego spotkania, które odbyło się na kilka dni przed publikacją artykułu „Tajemnica Tamizy” – nastąpił przełom i Witold Kieżun potwierdził, iż miała miejsce współpraca z SB. To przyznanie się  uznajemy za kończące dyskusję o charakterze spotkań profesora z oficerami bezpieki.

Przypomnijmy także, co wynika z analizy materiałów źródłowych TW ps. „Tamiza” (jednej teczki personalnej i dwóch teczek pracy): w latach 1973-1980 TW Tamiza odbył 87 spotkań ze swoimi oficerami prowadzącymi; przekazał 76 doniesień, z czego 54 sporządzone własnoręcznie oraz dobył 36 spotkań w lokalach kontaktowych i w mieszkaniach konspiracyjnych SB.
 
Strukturalne zakłamanie

W świetle powyższego cytatu moglibyśmy w zasadzie zakończyć wszelkie dyskusje i rozważania na temat Witolda Kieżuna, który w ostatnich tygodniach zapewniał wszystkich publicznie, że aż do maja 2014 r., czyli pierwszej rozmowy z Piotrem Woyciechowskim, nigdy nie słyszał o pseudonimie „Tamiza”. Okazało się po raz kolejny, że nas oszukał. Ale nawet nie to zasługuje w tym miejscu na największe napiętnowanie. Szczególnie bolesny jest w naszym mniemaniu fakt, że Witold Kieżun, który zwłaszcza przez pierwsze dwa lata swojej współpracy z SB (1973-1974) był zadaniowany do inwigilowania Wiesława Chrzanowskiego, na kartach „Niezapomnianych twarzy” przebiera się w moralistę ubolewającego nad niedolą skrzywdzonego przyjaciela przypisując mu w dodatku własny pseudonim agenturalny „Tamiza”! Warto w tym miejscu ponownie przypomnieć, że kiedy SB przekwalifikowywała sprawę operacyjną „Spółdzielca” w sprawę agenturalną Chrzanowskiego o tym samym kryptonimie, kpt. Szlubowski chwalił Kieżuna pisząc: „Uzyskane od „Tamizy” informacje (pisemne) i ustne w znacznym stopniu dopomogły rozpracować figuranta i zakończyć sprawę „Spółdzielca””. Innymi słowy, według bezpieki, działalność Kieżuna przyczyniła się do zwerbowania Chrzanowskiego przez SB jako TW ps. „Spółdzielca”. Po latach profesor Kieżun o tym wszystkim już nie wspomina, i kreśląc wspomnienia o Chrzanowskim przypisuje własnej ofierze swój pseudonim agenturalny!     
 
„Wsteczne tendencje” katolickiego kleru?

Wśród dowodów na prawdomówność prof. Witolda Kieżuna przywołuje się też czasem argument związany z naszym rzekomo bezkrytycznym cytowaniem donosów „Tamizy”. Dowodem tego ma być fragment donosu „Tamiza” z 4 lipca 1973 r., w którym padły następujące słowa: „Przypuszczam, że grubiaństwo Chrzanowskiego w stosunku do mnie ma związek z tym, że w ubiegłym roku na imieniny przekazałem Chrzanowskiemu w prezencie napisaną przeze mnie książkę, w której ostro skrytykowałem kler katolicki, za jego wsteczne tendencje”. W związku z powyższym, profesor Kieżun wyjaśniał w „Do Rzeczy”: „Autorzy  mnie dyskredytujący bezkrytycznie  cytują zupełnie nonsensowne  insynuacje np.  kapitana Szlubowskiego , że Chrzanowski niechętnie odnosi się do Kieżuna ze względu na jego książkę wrogą w stosunku do kleru. Jestem skłonny dać natychmiast 10 000 złotych temu kto pokaże mi taką moją książkę”. Kilka dni później, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, powtórzył niemal to samo: „Czytam te łgarstwa Cenckiewicza i Woyciechowskiego i pytam: jakim cudem mogłem pisać takie donosy? Twierdzą, że skarżyłem się SB na chłodne stosunki z Wiesławem Chrzanowskim ze względu na moją książkę, krytyczną wobec księży, którą mu podarowałem. Przecież ja nie mogłem nikomu tego powiedzieć i dać Chrzanowskiemu książkę, bo takiej książki nie ma! Nigdy jej nie napisałem! Dam 10 tys. zł nagrody każdemu, który znajdzie taką książkę”.

Jednak w książce Witolda Kieżuna „Zagadnienia teorii organizacji i zarządzania”, wydanej w 1972 r. przez Zakład Polityki Przemysłowej Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, znaleźliśmy fragment, który prawdopodobnie związany jest z treścią donosu z 4 lipca 1973 r. Na stronie 260 prof. Kieżun poddał krytyce XIV-wiecznego scholastyka, filozofa i logika, znanego najbardziej z krytyki koncepcji heliocentryzmu, ojca Jeana Buridana w kontekście rozważań na temat decyzyjności i zarządzania: „Jeden z najbardziej znanych średniowiecznych wywodów dotyczy zasady niedostatecznej racji. Jean Buridan w pierwszej połowie XIV wieku wymyślił osła, znanego dotąd jako „osioł Buridana”. Osioł ten miał znajdować się dokładnie w środku pomiędzy dwoma identycznymi stertami siana. Buridan twierdzi, że osioł musi paść z głodu, gdyż nie ma żadnego powodu, by poszedł do jednej sterty zamiast do drugiej”. Dalej pisze Pan Profesor również o ojcu Buridanie w kontekście jego przywiązania do heliocentryzmu: „Inne słynne stare zastosowanie dotyczyło położenia ziemi w przestrzeni. Wywód ten prowadził do wniosku, że ziemia nie może się znajdować w jakimś przypadkowym punkcie przestrzeni, bo gdyby tak było, Bóg nie miałby żadnego powodu, aby ją umieścić w jednym takim punkcie zamiast w innym. Nie umieściłby jej zatem nigdzie. Wychodząc z takiego założenia, dowodzono dalej, że ziemia musi się znajdować w centrum wszechświata”.   


książka autorstwa Witolda Kieżuna wydanej nakładem WSNS przy KC PZPR w 1972 roku

Niewątpliwie, w propagandzie komunistycznej, lewicowej i liberalnej, długie przywiązanie Kościoła katolickiego do koncepcji geocentrycznej, obalonej ostatecznie przez Mikołaja Kopernika w początku XVI wieku, uchodzi – używając słów z donosu „Tamizy” – za przejaw „wstecznych tendencji” i do dziś jest często powtarzanym argumentem przeciwko Kościołowi.
 
„Wybitny ekonomista”?

Często pojawiającym się „argumentem” w obronie prof. Witolda Kieżuna jest odwołanie się do jego bohaterstwa z okresu Powstania Warszawskiego, ale również do jego kompetencji zawodowych. W polemikach z nami, okrzyknięto profesora „wybitnym ekonomistą”, choć on sam nigdy nie studiował ekonomii (skończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim), zaś w swoich publikacjach – tych z okresu PRL – ekonomią zajmował się bardzo pobieżnie i to w kontekście prakseologii czyli teorii sprawnego działania. Czytając jego książki z czasów PRL mieliśmy silne poczucie dysonansu poznawczego, w którym marksistowskie teorie na temat zarządzania i organizacji pracy wykładane specyficzną nowomową przez Witolda Kieżuna rozmijały się z powtarzanymi bez opamiętania sloganami o nim, jako „wybitnym ekonomiście”. Nadmierne przywoływanie cytatów z Marska, Engelsa i Lenina, powoływanie się na osiągnięcia literatury sowieckiej zestawianej z podręcznikami wydawanymi w Anglii czy Stanach Zjednoczonych, tworzyły często trudną do pokonania pisaninę z której nie wiele w istocie mogło wynikać.     

Wystarczy sięgnąć po jego sztandarową książkę zatytułowaną „Dyrektor”, wznawianą od lat 60. w formie kolejnych wydań, by bez trudu zauważyć, iż podstawowym dylematem badawczym ówczesnego docenta Kieżuna była kwestia pogodzenia anglosaskich teorii na temat sprawnego zarządzania przedsiębiorstwem (zaczerpniętych głównie z myśli Taylora) z marksistowsko-leninowską koncepcją kolektywu i roli w niej dyrektora, jako przedstawiciela partyjnej nomenklatury oddelegowanego na funkcję kierowniczą. Powoływał się przy tym na myśl Lenina, który wielokrotnie chwalił system Taylora postulując jego zastosowanie w bolszewickiej Rosji („Ewolucja systemów zarządzania. Zasadnicze kierunki rozwoju myśli organizacyjnej po II wojnie światowej”, Bydgoszcz 1973, str. 5). Stąd też Kieżun – w wydaniu książki „Dyrektor” z 1974 r. – zgodnie z doktryną Gierka rozwodzi się na temat pogodzenia funkcji społecznych i politycznych z rolą dyrektora dochodząc do przekonania, że łączone w ten sposób 3-4 funkcje pełnione w PZPR, ZSL czy SD lub Powiatowych i Miejskich Radach Powiatowych powinny zostać diametralnie ograniczone, gdyż nie tylko ma to zgubny wpływ na kierowanie przedsiębiorstwem, ale również na „ograniczenie rzeczywistej aktywności poszczególnych działaczy i tempa wzrostu aktywu społeczno-politycznego w kraju” („Dyrektor. Z problematyki zarządzania instytucją (na przykładzie banku)”, Warszawa 1974, str. 377).

O „profetyczności” jego myśli prakseologiczno-ekonomicznej świadczy również przekonanie, wyrażone chociażby w książce „Tendencje zarządzania w warunkach rewolucji naukowo-technicznej” (Rzeszów 1973), w której Witold Kieżun przewidywał, że gospodarka PRL będzie się tak dynamicznie rozwijać, że w 2000 r. Polska wejdzie do Klubu Państw Rozwiniętych pod warunkiem, że zrealizuje „konkretne kierunki rozwoju nakreślone w wytycznych gospodarczych Partii i Rządu” (str. 24).   
 
Rozprawa z „autonomizacją” i „dyrektor-kolega”

Jednak swoje koncepcje na tym polu najlepiej wyłożył Witold Kieżun w jednej ze swoich sztandarowych książek – „Autonomizacja jednostek organizacyjnych. Z patologii organizacji” (Warszawa 1971). W tej nużącej książce, pełnej cytatów z traktatów i przemówień Lenina w rodzaju „Imperializmu jako najwyższym stadium kapitalizmu”, prof. Kieżun rozprawia się ze zjawiskiem „autonomizacji monopolistycznego kapitału” upatrując je we zachowawczych i „wielowiekowych tradycjach kulturowych” akcentujących silne przywiązanie do prywatnej własności, w tym „prywatnej własności środków produkcji”. W warunkach polskich chodzi więc przede wszystkim o „admirację szlachcica dla hierarchii społecznej i związanego z nią rytuału”, co miało również odegrać negatywne konsekwencje nawet wówczas, gdy w drabinie społecznej – jak w okresie PRL – piął się urzędnik pochodzenia chłopskiego, gdyż starał się on wzorować na swoim ciemiężycielu „stylizując się na pana” („Autonomizacja…”, str. 212-213). Zdaniem Kieżuna, ta zgubna szlachecko-własnościowa tradycja jest trudna do przełamania nawet po blisko 30-latach komunizmu w Polsce Ludowej, gdyż „wytworzyło się przywiązanie do „swego”, do sfery autonomicznego działania na własnym kawałku ziemi, oddzielonym od sąsiada wyraźnie wykopaną miedzą. Idea współdziałania, szerszego interesu całej wnioski, przy indywidualnym systemie gospodarowania i indywidualnym zaspokojeniu swoich potrzeb (własny wypiek chleba, przędzenie lnu, szycie ubrania), nie mogła się rozwinąć przechodząc w nawyk myślenia kategoriami społecznymi”. I dalej: „Postawy wykształcone w wielowiekowym oddziaływaniu określonych wzorców kulturowych nie zostały zniwelowane w procesie industrializacji i rozwoju zespołowych form pracy, tak jak to miało miejsce w innych społeczeństwach europejskich. Wynikało to przede wszystkim z opóźnienia w rozwoju przemysłu i wskutek tego wejścia w okres socjalistycznej industrializacji z pominięciem wcześniejszych stadiów rozwojowych” („Autonomizacja…”, str. 214-215).


fragment książki Witolda Kieżuna dotyczący Jean Buridan

Jednak do niezbędności zmian kulturowych w społeczeństwie, warunkujących przecież prawdziwy rozwój socjalistycznej gospodarki, Witold Kieżun powracał także później w swoich wykładach i skryptach wydawanych „do użytku wewnętrznego” przez Wyższą Szkołę Nauk Społecznych przy KC PZPR. Rozważając problem zmiany kulturowej we wspomnianych już „Zagadnieniach teorii organizacji i zarządzania” uzależnił od tego kwestię „przeciwdziałania procesowi koncentracji i centralizacji kapitałów” polemizując w tym miejscu ze znanym teoretykiem kapitalizmu Fridrichem A. Hayekiem nazywając jego myśl mianem „utopijnej próby zatrzymania rozwoju społecznego” („Zagadnienia teorii organizacji…”, str. 91).     

W tej socjalistycznej dialektyce, tak rozumianą „autonomizację” postaw mógł przełamać wśród pracowników nowy typ w pełni uświadomionego „dyrektora-kolegi”, który powinien znać swoich pracowników, poznać ich „warunki rodzinne i mieszkaniowe”, „pozostający w bliskim nieformalnym kontakcie z pracownikiem („byłoby wskazane, by kierownik mógł z każdym pracownikiem w odpowiedniej chwili w koleżeńskiej formie porozmawiać o jego warunkach życiowych, troskach czy radościach”)” i promujący „uniformizację” ubioru jako „element poprawy atmosfery pracy” („Dyrektor…”, str. 407). Nie znaczy to jednak, że „dyrektor-kolega” miałby funkcjonować poza kontrolą. W komunizmie nikomu wierzyć nie można więc kilka lat później prof. Kieżun sprecyzował swoją koncepcję kontroli „dyrektora-kolegi”: „należy tu wymienić przede wszystkim oddziaływanie wewnętrznych organów politycznych i społecznych, a mianowicie: podstawowej organizacji partyjnej, innych organizacji politycznych (koła ZSL i SD), rady zakładowej, samorządy robotniczego, SZMP i innych. Wiele z tych organizacji posiada konkretne uprawnienia władcze w stosunku do dyrektora, że wspomnimy tylko kontrolny charakter działalności POP i określone uprawnienia samorządu robotniczego. Sposób postępowania z pracownikami i metody motywacji dyrektora są przedmiotem stałej uprawnionej obserwacji i ingerencji innych czynników” („Elementy socjalistycznej nauki o organizacji i zarządzaniu” (Warszawa 1978, str. 229).   
 
Stalin i „elementy socjalistycznej nauki”…

Bodaj najbardziej znaną książką Witolda Kieżuna w PRL były właśnie wspomnienie powyżej „Elementy socjalistycznej nauki o organizacji i zarządzaniu” (Warszawa 1978). Napisał ją już jako w pełni dojrzały naukowiec, profesor i prakseolog korzystający z przywilejów władzy. W czasie, gdy wielu byłych marksistów i komunistów porzucało dialektykę na rzecz wolności nauki, a nawet wiązało się z ruchami antykomunistycznymi, profesor Kieżun brnął w jedynie słuszną ideologię tłumacząc cały sens prakseologii marksizmem: „Prakseologiczna interpretacja pojęcia organizacji jako całości składającej się z części podporządkowanych określonym regułom postępowania w interesie całości jest zbieżna z pojęciem całości w dialektyce marksistowskiej. Klasycy marksizmu wielokrotnie akcentowali znaczenie ustroju jako całości. Marks pisał, że „stosunki produkcji każdego społeczeństwa tworzą jedną całość”. Podobnie Lenin traktował społeczeństwo jako całość integralnie rozwijającą się. Czynnikiem integrującym poszczególne części są stosunki produkcji wytwarzające się między ludźmi w procesie produkowania. Ważne jest więc widzenie całości. „(…) socjaliści powinni umieć odróżnić cząstkę od całości, powinni wysuwać jako swoje hasło całość, a nie cząstkę (…)” – pisał Lenin. Oskar Lange również uważał pojęcie całości za jedno z najważniejszych w materializmie dialektycznym. Pisał: „Jednym z kluczowych zagadnień materializmu dialektycznego jest sprawa całości oraz kwestia charakteru dialektycznych procesów rozwojowych. Materializm dialektyczny stwierdza istnienie układów, których elementy powiązane są łańcuchami zależności przyczynowo-skutkowych” („Elementy socjalistycznej nauki…”, str. 16-17).

Był na tyle w tym gorliwy, że w rozważaniach na temat kontroli pracy wprowadził do nich aprobatywnie cytat nieprzywoływanego już wówczas Stalina z jego dzieł (t. 4, Warszawa 1951): „Kontrola staje się przede wszystkim środkiem wyzwalania konfliktów nieantagonistycznych, czynnikiem zorganizowanej krytyki, mającym na celu ulepszenie pracy. W lapidarny sposób ujął istotę kontroli socjalistycznej J. Stalin, pisząc, że: „Najważniejszą rzeczą jest nie łapanie poszczególnych przestępców, lecz poznawanie rewidowanych instytucji, wnikliwe i poważne zapoznawanie się z nimi, poznawanie ich wad i zalet oraz posuwanie naprzód sprawy doskonalenia tych instytucji”. Te teoretyczne założenia nie zawsze były jednak jednoznacznie realizowane w praktyce, w której czasem występowało zjawisko patologii kontroli stającej się instrumentem biurokracji” („Elementy socjalistycznej nauki…”, str. 43).
 
Powrót do wielkości Lenina

Ale to, co wypaczyli uczniowie Stalina naprawić miał powrót do czystości idei Lenina i jego modelu równowagi pomiędzy centralnym zarządzaniem i kolektywem demokratycznym: „Dla naszych rozważań ważne jest, że w leninowskiej koncepcji wypracowano nowy model równowagi, w którym element centralnej decyzji wiąże się z demokratyczną jej preparacją i samodzielną realizacją. Zasada centralizmu demokratycznego, która zgodnie z założeniami funkcjonować ma zarówno w skali makro-, jak i mikroorganizacyjnej, staje się podstawową cechą tego systemu. Należy tu zwrócić szczególną uwagę na fakt, że przy jednoznacznym widzeniu potrzeby centralizacji kładzie się silny nacisk na partycypację, na rozwój demokracji” („Elementy socjalistycznej nauki…”, str. 46-47). W swoim skrypcie wydanym przez KC PZPR ujął to profesor nieco dobitniej: „stanowczo zwalczając kolegialność konkretnych decyzji gospodarczych i domagając się przeprowadzenia zasady jednoosobowego kierowania, Lenin nie odrzucał jednak kolegialności tam, gdzie jest jej właściwe miejsce. Z równą siłą stwierdzał, że „każdemu obywatelowi powinno się stworzyć takie warunki, by mógł uczestniczyć i w omawianiu ustaw państwowych, i w wyborze swych przedstawicieli, i w wprowadzaniu ustaw państwowych w życie, a oceniając projekt dekretu o trybunałach rewolucyjnych stwierdził, iż „niesłuszne jest wprowadzenie urzędy jednoosobowego trybuna” („Zagadnienia teorii organizacji…”, str. 195).        

W czym Witold Kieżun upatrywał ową „partycypację” i „rozwój demokracji” w warunkach PRL? Nie tylko w stosunkach pracowniczych, ale w samej istocie ustrojowej państwa komunistycznego, którego poszczególne gremia kierownicze (w PZPR) i urzędy (np. Rada Ministrów) pochodziły – według profesora Kieżuna – z wolnego wyboru. W swoim podręczniku o socjalistycznej nauce o organizacji i zarządzaniu bez zająknięcia tłumaczył ową „partycypację” społeczeństwa w demokracji ludowej: „źródłem władzy jest ta część społeczeństwa, która ma pełnię praw obywatelskich, w tym również przodująca grupa członków partii. W obrębie tej części społeczeństwa mieszczą się i grupy społeczne reprezentujące poszczególne zakłady pracy. Wyborcy wybierają Sejm, a delegaci wybrani na zjazd partii wybierają Biuro Polityczne i Komitet Centralny (analogicznie wybiera się i Centralną Radę Związków Zawodowych), Sejm, w którym podstawową grupą są członkowie Poselskiego Klubu PZPR, powołuje rząd, którego poszczególni członkowie (ministrowie) mianują dyrektorów zjednoczeń i przedsiębiorstw. Dyrektor kieruje określoną grupą społeczną, posiadającą bezpośrednie instrument bieżącego kontrolowania jego czynności i wpływania na jego decyzje. W produkcyjnym zakładzie pracy będzie to konferencja samorządu robotniczego i organizacja partyjna, w instytucji administracyjnej – rada zakładowa i egzekutywa organizacji partyjnej. Organa te mają określony wpływ od wewnątrz na działalność dyrektora. Do tego dochodzi zewnętrzna instancja partyjna i związkowa, które sprawują kontrolę nad bieżącą działalnością dyrektora” („Elementy socjalistycznej nauki…”, str. 159-160).       

Cytując przy tym dzieła i mowy Lenina, również te z okresu wojny z Polską z lat 1919-1921, Witold Kieżun przekonywał o wyższości socjalistycznego modelu pracy nad stosunkami panującymi w kapitalizmie. Na tym polu dawał tu popis swojej szczególnej lojalności wobec obowiązującej ideologii: „Pełny rozwój osobowości człowieka jest możliwy przy określonym, wysokim poziomie dobrobytu i realizacji modelu dezalienacji pracy. Wynika stąd waga operacyjnych, pośrednich celów socjalizmu – rozwój bazy przemysłowej i stworzenie systemu organizacji umożliwiającego twórczy, kreatywny udział każdego pracownika w procesie pracy i w pełni zabezpieczającego jego zdrowie fizyczne i psychiczne. Chodzi o takie zorganizowanie pracy, które umożliwi osiągnięcie maksymalnej wydajności pracy przy minimalnym wysiłku, największym komforcie pracy i zadowoleniu z niej, przy jednoczesnym zapewnieniu optymalnych warunków zdrowia fizycznego i psychicznego. Człowiek epoki socjalizmu określa więc swój stosunek do pracy w kategoriach pełnej identyfikacji. Praca staje się celem samym w sobie, źródłem satysfakcji, przestaje być ciężarem, znojem, czymś obcym naturze człowieka. Człowiek identyfikuje się również z szeroką sferą aktywności społecznej, uczestniczy w procesach zarządzania, przestaje być przedmiotem manipulacji, a staje się podmiotem współdecydującym o losach mikro- i makroorganizacji. Dezalienacja oznacza też pełne zaangażowanie osobiste w funkcjonowanie makroorganizacji, odczuwanie satysfakcji z osiągnięć zbiorowych i przejmowanie się porażkami” („Elementy socjalistycznej nauki…”, str. 58).
 
Kariera obieżyświata  

Aleksander Wierzejski, dziennikarz i redaktor prowadzący RadiaWnet jako jeden z nielicznych komentatorów najtrafniej określił Witolda Kieżuna mianem „członka PRL-owskiego establishmentu”. Zauważyć należy, że profesor Kieżun nie dość, że w żaden sposób nie włączał się w jakikolwiek nurt opozycji w latach 70., to na dodatek nie może być dzisiaj uznany za osobę represjonowaną po powrocie z sowieckiego gułagu w 1946 r. Nie ulega wątpliwości, że jego życiorys w PRL nie jest reprezentatywny dla żołnierzy AK, zwłaszcza tych, których osobiście odznaczył Virtuti Militari sam Komendant Główny AK gen. Tadeusz Bór-Komorowski. Zaledwie kilka miesięcy po powrocie z zesłania w Związku Sowieckim Kieżun (w październiku 1946 r.) wstąpił do Związku Uczestników Walki Zbrojnej o Niepodległość i Demokrację (późniejszy ZBOWiD) otrzymując – jak sam deklarował – Odznakę Grunwaldu (prawdopodobnie chodzi Order Krzyża Grunwaldu bądź o Odznaką Grunwaldzką), a miesiąc później – będąc jeszcze studentem Wydziału Prawa UJ (ukończył studia w 1949 r.) – został stypendystą-praktykantem w Narodowym Banku Polskim w Krakowie. Późniejsza jego kariera w kierowanym przez stalinistów NBP jest wręcz oszałamiająca – we wrześniu 1949 r. był już kierownikiem działu w Wydziale Inspekcji i Kontroli NBP w Warszawie (1949-1953), zaś od kwietnia 1953 r. Zastępcą Głównego Rewidenta w Biurze Głównego Rewidenta NBP (1953-1959). Już wówczas miał utrzymywać bliżej nieokreślone kontakty z SB, które „sprawiły, że w środowisku (Banku Narodowego) miał wiele z tego powodu przykrości”. Kolejne szczeble kariery Witolda Kieżuna w NBP to wyłącznie stanowiska kierownicze i dyrektorskie, z których w 1971 r. zrezygnował na rzecz kariery naukowej w PAN, Uniwersytecie Warszawskim, SGPiS, Uniwersytecie Łódzkim czy KC PZPR.

Miarą korzystania przez profesora Kieżuna z przywilejów ludzi władzy są przyznane mu odznaczenia państwowe oraz w istocie nieskrępowana możliwość podróżowania (w tym jego najbliższej rodziny) po świecie, zwłaszcza do krajów kapitalistycznych. Z jego akt paszportowych, różnych kwestionariuszy osobowych i własnoręcznych życiorysów wynika, że od lat 50. Witold Kieżun zwiedził niemal całą zachodnią Europę i Amerykę Północną, nie wspominając o krajach arabskich, afrykańskich i socjalistycznych ze Związkiem Sowieckim na czele. W latach 1955-1981 prof. Kieżun przebywał za granicą 26-krotnie, z czego 17 razy wyjeżdżał do krajów kapitalistycznych (najczęściej do Francji i USA, ale odwiedzał także Kanadę, Wielka Brytanię, RFN, Hiszpanię i Turcję oraz Grecję). Pozostałe wyjazdy dotyczyły tzw. demoludów. W latach 1967-1979 pięciokrotnie przebywał w ZSRS, dwukrotnie odwiedzał Czechosłowację (1955 i 1967 r.) i Bułgarię (1973 i 1975 r.). Tylko jeden raz władze komunistyczne – wedle dostępnych dokumentów SB – odmówiły profesorowi Kieżunowi prawo wyjazdu do krajów kapitalistycznych. Stało się to 1959 r. i miało związek z planowanym wyjazdem do Anglii.
 
„Pełna identyfikacja”  

Już w 1946 r. Witold Kieżun został odznaczony Odznaką Grunwaldu (prawdopodobnie chodzi Order Krzyża Grunwaldu bądź o Odznaką Grunwaldzką), ustanowioną najpierw przez dowództwo Armii Ludowej a później przejętym przez władze Polski Ludowej. Na kolejne odznaczenie państwowe czekał blisko dziewięć lat. Najpierw dostał Medal 10-lecia Polski Ludowej a później, uchwałą Rady Państwa PRL z 10 lipca 1954 r., za zasługi w pracy zawodowej w dziedzinie finansów, otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi. W 1962 r. udekorowano Kieżuna Odznaką m. st. Warszawy a kilka lat później Odznaką 1000-lecia Państwa Polskiego (1966 r.). Co więcej, w 1968 r. Witold Kieżun otrzymał od Ministra Obrony Narodowej gen. Wojciecha Jaruzelskiego PRL Brązowy Medal Zasługi dla Obronności Państwa. Trzy lata później władze PRL przyznały mu Srebrny Medal za Zasługi dla Obronności PRL. Później były kolejne odznaczenia, m. in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1972 r.) i Medal Komisji Edukacji Narodowej (1976 r.). Z różnych dostępnych dokumentów wynika, że całym okresie PRL Witold Kieżun otrzymał co najmniej 15 odznaczeń państwowych. I co najciekawsze – nie wymienia ich wszystkich w swojej książce wspomnieniowej „Magdulka i cały ten świat” (str. 560).



Jego lojalność wobec Polski Ludowej została też potwierdzona uchwałą Rady Państwa z 17 stycznia 1980 r. o powołaniu Witolda Kieżuna w skład 16-osobowej Państwowej Komisji Wyborczej, w związku z wyznaczonymi na 23 marca 1980 r. wyborami do Sejmu PRL. Ich wynik był z góry przesądzony i nasz „wybitny ekonomista” nie musiał zbyt długo liczyć głosów. Już dzień po wyborach Państwowa Komisja Wyborcza, w której zasiadał, ogłosiła wyniki głosowania: w wyborach wzięło udział 98,87 % wyborców, a na listy Frontu Jedności Narodu oddano aż 99,52 % ważnie oddanych głosów. To była świetnie wykonana praca, bo jak pisał przecież Witold Kieżun dwa lata wcześniej w „Elementach socjalistycznej nauki o organizacji i zarządzaniu”: „Człowiek epoki socjalizmu określa więc swój stosunek do pracy w kategoriach pełnej identyfikacji”.

Na szczęście kilka miesięcy później zakłamany gmach Polski Ludowej zaczął się trząść w posadach. Nastał Sierpień ’80, a później „Solidarność” – masowy narodowo-wyzwoleńczy ruch antykomunistyczny. Droga do wolnej Polski została otwarta. Ale nawet wówczas Witold Kieżun nie stał się twarzą tego ruchu i tej drogi. W 1981 r. państwo Kieżunowie na paszportach PRL wyjechali służbowo do Nowego Jorku, by w ramach misji ONZ w Burundi realizować projekt szkolenia kadr na potrzeby krajów afrykańskich.

Pozostał do końca lojalnym obywatelem Polski Ludowej, której służył przez znaczną część okresu jej istnienia. Ta służba miała zarówno swój wymiar konfidencjonalny – jako TW „Tamiza”, jak i jawny, ujęty najpełniej w dialektycznych rozważaniach książkowych na temat socjalistycznego zarządzania i organizacji pracy.
"Chcesz zabrać głos w ważnej sprawie? Chcesz podzielić się z nami swoją opinią, swoim zdaniem? Wyślij darmowy SMS o treści GPC na 8068 (0 PLN). Wasz głos jest dla nas cenny. Regulamin na www.gpcodziennie.pl/SMS"
POLECANE WIDEO
Opinie użytkowników
Regulamin Forum:
Na forum niezalezna.pl publikujemy opinie użytkowników naszego portalu. Wszystkie posty podlegają moderacji. Bezwzględnie usuwane będą wpisy zawierające groźby karalne i wszelkie prowokacje godzące w Niezależną. Nie publikujemy wpisów wulgarnych, zwalczamy trollowanie. Nie tolerujemy spamu i postów pisanych wyłącznie Caps – Lockami. Ze względu na ograniczoną do 1500 znaków długość komentarzy zastrzegamy sobie prawo do usuwania obszernych artykułów wklejanych w postach w sytuacji, kiedy można wykorzystać link. Wszelkie zastrzeżenia natury regulaminowej prosimy zgłaszać na: pocztę strażnika forum

Wierzącym W. Kieżunowi, że nie pisał donosów i nie wiedział, że jest Tamizą polecam popatrzeć na następujące strony w linku 2 (przypominam, że to ten co ma 472).

298, 334, 352, 355, 357, 358.

A tak, str. 416, SB sygnowała Tamizą, gdy sam się nie podpisał, tak dla siebie, informacyjne.

----------
PanAndrzej

Znam ksiazki Cenckiewicza, wypowiedzi w innych mediach. Przyjmuje do wiadomosci jego ( & consortes ) argumenty. Tylko jakos dziwnie brzmia. Za duzo wszystkiego - agresywnego tonu i nieeleganckich chwytow,za glosno, za gorliwie. Jak gdyby nagle zabraklo precyzji naukowca, nie przystaje do wczesniejszego stylu. Nie bardzo mam ochote na dywagacje na temat jego motywacji, ale cos tam jednak w pierwszym odruchu jednak sie nasuwa. Przedobrzyl w wysilkach na rzecz kariery? Bo wrazenie, ze strzelil sobie w stope z kazda chwila coraz bardziej widoczne. Zwlaszcza w kontekscie wypowiedzi profesora Zaryna w Klubie Ronina - jasnej, nienapastliwej,logicznej.

NIETRAFIONE CYTATY JAKO ARGUMENTY.

1. Jeśli panowie Cenckiewicz i Woyciechowski rzeczywiście uważają, że przytoczony przez nich cytat (dotyczący ojca Jeana Buridana) ma być dowodem, że prof. Kieżun „ostro skrytykował kler katolicki, za jego wsteczne tendencje”, to MANIPULUJĄ CZYTELNIKAMI LUB MAJĄ ICH ZA BEZMYŚLNYCH.
Aby przekonać się co to jest ostra krytyka, proszę zapoznać się z propagandą PRL-u atakującą Kościół i to nie tylko do 1956 r. ale także później. Panom Cenckiewiczowi i Woyciechowskiemu -jako historykom - prace na ten temat powinny być znane.
PRZEDSTAWIAJĄC ŁAGODNY CYTAT JAKO OSTRĄ KRYTYKĘ, NIECHCĄCY POTWIERDZAJĄ PANOWIE PODEJRZENIE O NACIĄGANIE SWOJEJ TEZY PRZEZ MANIPULOWANIE CYTATAMI.
Jeśli nie potrafią panowie podać dowodów na ostrą krytykę kleru przez prof. Kieżuna, to po prostu przyznajcie się do tego, a nie wyciskajcie cytatów na siłę.

2. Natomiast cytowanie klasyków marksizmu w celu przemycenia sensownych treści było w naukach społecznych PRL-u zjawiskiem powszechnym. Dlatego wszyscy (którzy chcieli) umieli takie prace czytać. Panowie jako historycy powinni o tym wiedzieć.
DLATEGO LEPIEJ BYŁOBY, GDYBY ZA ANALIZĘ FACHOWYCH PRAC PROF. KIEŻUNA WZIĘLI SIĘ JEDNAK SPECJALIŚCI OD ORGANIZACJI I ZARZĄDZANIA, KTÓRZY NIE ZATRZYMAJĄ SIĘ NA ZLICZANIU CYTATÓW Z KLASYKÓW MARKSIZMU.

Cenię dobry humor, więc polecam wszystkim poniższy kawał literatury bezsensfikszyn:

>>Ewa Gilles | 07.10.2014 [23:18]

Moja koncepcja "Tamizy" z opowiadania "Władek" była tożsama z tym, co sugerował Pan Roch Baranowski. Napisałam nawet kilka komentarzy tej treści na ostatniej stronie. Była - wczoraj.
Dziś - po wszystkim co usłyszałam i zobaczyłam - nie wykluczam "teorii spiskowej". Może pseudonim "Tamiza" nadano Profesorowi już PO PUBLIKACJI JEGO OPOWIADAŃ? Jeżeli nawet SB nie fałszowało akt, to niewykluczone, że po 1989 roku robili to "godni następcy". A może "Władek" został napisany na tyle wcześnie, że w ramach rutynowej inwigilacji lub po prostu indywidualnego "odchamiania się" czytała je także (w rękopisie, bądź maszynopisie) gierkowska bezpieka? Pan Profesor Kieżun pisał swoje "Opowiadania" całymi latami.
Badania akt w kierunku ich zaśmiecania i modyfikowania mają być podobno przeprowadzone przez IPN. Pisał o tym w swoim komentarzu "Fritz" i oby tak się stało.<<

PanAndrzej

Sporo tu na tym forum wpisów chyba agentury Sbeckiej,której się bardzo nie podobają dokumenty ujawniające niechlubną przeszłość Kieżuna i obrażają Cenckiewicza.Otóż nikt nie neguje,że udział w powstaniu za Ojczyznę Kieżuna to był wspaniały wyczyn i za to jesteśmy wdzięczni,ale następny rozdział jego życia uznajemy za niechlubny ,bo nie wiadomo z jakich pobudek działał na rzecz komuchów,a to już zasługuje na potępienie.Wiadomo,że został popełniony błąd nie rozliczenia komuny i lustracji i to pokutuje do dzisiaj,bo komuna z powrotem odrosła w siłę i mamy PRL-bis,dlatego też widać jazgot w komentarzach ,bo będą usilnie bronić swoich towarzyszy,albo też sami towarzysze się bronią.Może w niektórych sprawach Cenckiewicz nie ma racji,ale w tej akurat popartej dokumentami ma.Trzeba poczekać na dalszy przebieg sprawy ,żeby na tej podstawie udowodnić kto ostatecznie ma rację.

Od niedawna obserwuję na Niezależnej (a jestem tu bez przerwy od ponad czterech lat - od 10 kwietnia 2010) pewne "odstępstwa od niezależności", nie tylko w sprawie Prof. Kieżuna.
Uważam, że jeśli jest to nadal ten sam portal, to pokaże drugie spotkanie w Klubie Ronina nt Prof. Kieżuna, z udziałem Prof. Żaryna, Red. Agnieszki Romaszewskiej i p. Rocha Baranowskiego. Będzie to dla mnie i innych stałych czytelników bardzo cenną informacją, co dzieje się z tym, dotychczas lubianym przez nas, środowiskiem.

Autorom należą się gratulacje i podziękowania za cierpliwość i wnikliwość w przeprowadzeniu analizy osiągnięć pana profesora Kieżuna. No cóz, to przykre, ale niestety trzeba przyznać, że stary Litwin przechytrzył.

Smutna, bardzo smutna opowieśc o człowieku. Czy to jednak powinno ujmowac mu wczesniejsze, powstańcze dokonania? Czy jego postawa w PRL przekreśla go CAŁKOWICIE jako czlowieka? Czy nie możemy korzystac z jego, jakże róznych i głebokich doswiadczeń? Nie ma gorszych od niego, ktorzy JAWNIE I BARDZIEJ JASKRAWIE słuzyli (i niejednokrotnie dalej służą) komunie?
Sa oczywiscie ludzie, którzy za NIC, za żadne pieniadze, NIGDY nie splamili sie JAKĄKOLWIEK działalnoscia społeczną w czasach PRL-u. Znałem i znam takich osobiscie. Cisi, anonimowi bohaterowie, których rodziny w czasach przedwojennych stanowili "sól tej ziemi" i gospodarcze koło zamachowe naszego kraju. Zwykli obywatele; wcale nie tzw. elita w potocznym mniemaniu. Ale dla mnie sa elitą moralną. Zapłacili za postawy swoje i swoich rodziców rózną cenę; pauperyzacją swojej rodziny, brakiem mozliwosci swojego rozwoju, czasami upadkiem, alkoholizmem, biedą, więzieniem, zepchnieciem na margines przez ludnośc "myślącą poprawnie". Nie wspominam juz nawet o utraconych majątkach w czasie wojennej i powojennej zawieruchy. Stara, przedwojenna, anonimowa Warszawa. Warszawa rzemieślników, robotników, przedsiebiorców, także kamieniczników, szlacheckich rodzin, różnych mieszkańców - po prostu zwykłych chłopaków i dziewczyn z róznych środowisk, którym kiedys Mama i Tata wpoili pewne ZASADY. Oni i ich krewini tez walczyli w Powstaniu (choc oczywiście nie wszyscy), przeszli przez bombardowania Warszawy, okupacje, łapanki, ucieczki ze swoich domów, obozy Niemieckie i Ruskie, potem karne kompanie i kopalnie dla NIEPOPRAWNEJ POLITYCZNIE ELEMENTÓW KLASOWYCH, itp, itd. A często nie byli to synowie profesorów i bankierów.
Gdy wszyscy wstępowali po wojnie do partii a ich pociechy do czerwonego "harcerstwa", ONI stali z boku plując propagandzie czerwonych pod nogi. Zwykli ludzie. Częśc parała sie później róznymi rzeczami; często na pograniczu prawa, często poniżej kwalifikacji, zdolnosci i możliwości ale nigdy nie stracili fasonu. Ekipa nie do zdarcia. Mogli wpieprzac do końca zycia kiszke z musztardą, na wakacje jeżdzic do Zalesia pod namiot, na mieszkanie czekac 30 lat, ale nie dali sie nabrac komunie na bajeczki o przyjaźni Polsko-Radzieckiej i przewodniej roli.
Co mamy teraz? Jak łatwo obecna władza "solidarnościowa" (hihihi-chichot historii) wyprała mózgi zamieszkujacym obecnie nasz kraj jamochłonom? Co ci ludzie sobą reprezentują? Jakie maja ZASADY wpojone przez Rodziców? A gdzie w tej Polskiej masie klasyfikuje sie prof.Kieżun? Nie jestem w stanie wydawac jednoznacznych ocen jego postepowania. Nie czuje sie kompetentny w tym temacie. I niech tak zostanie.

Szanowny Panie, woj,
Bardzo ładnie Pan to wszystko napisał, natomiast jak mamy działać? - nigdy nie będzie prawdziwe patriotycznej i wolnej Polski, jeżeli będą nami rządzić "dzieci i wnuki resortowe", a więc pozostaje nam jedno usunąć ich od władzy, w jaki sposób? - tylko skuteczna i dogłębna lustracja odniesie skutek. To nieprawda, że akta są poniszczone i spalone, najważniejsze z nich w dalszym ciągu funkcjonują, są nie tylko w Moskwie, ale są również w rękach mafii, która w sposób skuteczny wpływa na tzw. lobbing. A więc, w tej chwili dla mnie najbardziej wiarygodną opozycją jest Prawo i Sprawiedliwość, ale przede wszystkim osobowość Pana premiera Jarosława Kaczyńskiego, Pan Bóg ochronił go, od zamachu w Smoleńsku, miał w tym swój cel, wierzę, że Matka Boża poprowadzi go do zwycięstwa - wybory już blisko.

100/100 racji.

Gazeta Wyborcza broni wszystkich agentów SB/WSW/IW z niejakim Grossem, fałszującym relacje polsko-Żydowskie, na czele, a Prof. Kieżuna, dziwnym trafem, NIENAWIDZI.
WROGOWIE GAZETY WYBORCZEJ SĄ MOIMI PRZYJACIÓŁMI.

Gazeta Wyborcza broni wszystkich agentów, w tym załganego Grossa z jego kłamliwą retoryką nt relacji Polaków i Żydów, a Prof. Kieżuna uważa za jednego z największych swoich wrogów.
WROGOWIE GAZETY WYBORCZEJ SĄ MOIMI PRZYJACIÓŁMI.

Juz Pilsudski mawial,ze Polacy to narod idiotow.
Dmowski byl natomiast czlowiekiem bardziej kulturalnym,i nie tak w stylu sarmackim jak Pilsudski,wiec mowil tylko,ze charakter Polakow jest dziecinny,sentymentalny i infantylny,latwy i podatny na wszelkie manipulacje i prowokacje.
Obaj wzywali do gruntownej przemiany Polakow w duchu trzezwosci,realizmu i odpornosci na klamstwa i manipulacje, czyli jak bysmy dzisiaj powiedzieli,na PIJAR i propagande.
XXXXXXX
Z dyskusji na temat Kiezuna widac niezbicie,ze z projektow przenicowania zdziecinnienia i sentymentalizmu Polakow nie pozostaly nawet resztki.
Jedni WIERZA w Kiezuna,drudzy WIERZA w Cenckiewicza i Woyciechowskiego.
Jedni WIERZA w Do Rzeczy,drudzy w Wsieci i wpolityce.
Okazuje sie,ze jedni WIERZA po prostu w Kaczynskich,a drudzy WIERZA w Tuska i w Komune.
Wszyscy modla sie do swoich swietych plemiennych idoli i bozkow.
Argumenty i dowody,dokumenty i nagrania, nie trafiaja do nikogo i z pewnoscia,jesli chce sie zachowac chocby resztke szacunku do samego siebie, nie warto wypowiadac sie w tym sporze.
"Wierze w UBECJE,lub nie wierze w UBECJE ",a idzcie mi wszyscy w cholere !!!
Ja wierze tylko w JEZUSA Chrystusa,Maryje i Trojce Swieta.
Natomiast Cenckiewicz i Kiezun przedmiotem WIARY nijak byc nie moga.
Wspolczesni Polacy poszukuja i potrzebuja WIARY,bo racjonalne i krytyczne myslenie jest zbyt klopotliwe i meczace.
Nic dziwnego,ze istnieja w Polsce takie cudenka ,jak Gazeta Wyborcza,TVN,i NIE...
Podstawowym dazeniem i zadaniem Obozu Patriotycznego byla lustracja kadr komunistycznych.
Trudno sobie wyobrazic wieksza kompromitacje tego postulatu,niz to co nastapilo teraz wlasnie w dyskusji o Kiezunie.
Samo juz istnienie Obozu Patriotycznego stoi obecnie pod znakiem zapytania.
Cenckiewicz i Woyciechowski to przeciez kierownicy Komisji,ktora rozwiazala WSI !!!
Nie ma wyzszego poziomu kompetencji zawodowych i politycznych w calej Polsce !!!
I zostali do tego starannie wybrani przez Antoniego Macierewicza i Jaroslawa Kaczynskiego !!!
Po trzesieniu ziemi spowodowango Sprawa Kiezuna,nalezy oczekiwac dlatego nastepnych.
Polacy sa na potege i na wielka skale manipulowani przez razwiedke,i prowadzeni tam,gdzie komuchy ich chca prowadzic.
Poniewaz wojne psychologiczna mamy wiec juz calkowicie przegrana,komuch bedzie dalej tylko dazyl,zebysmy sie sami siebie pokonali i zwyciezyli...
I wyglada na to,ze im sie to uda.
ZWYCIEZYMY !!!

Agenci czy TW SB i WSI będą zaprzeczali do samego końca, bo "wstydzą się" tej współpracy i chcą uchodzić za innych niz w rzeczywistości byli i są.
Mozna uznać, że prawie wszyscy lub wszyscy , którzy osiągnęli jakieś sukcesy za PRL byli uwikłani we współpracę z SB , Wojskowa bezpieką lub wywiadami, bo bez tego nie można było zrobić żadnej znaczącej kariery.
Opowiadania różnych ludzi uwikłanych i karierowiczów tylko to potwierdzają.

Miejsce : bantustan
Waga : musza

Wynik sporu : 50/50 [zważono poniżej około 200 wpisów]

Co mówi jedna strona : mówi ona BEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE
Argumenty drugiej strony : MMMEEEEEEEEEEEEEEEEEE

"Wybitny" naukowiec p. Kieżun brał udział w zarządzaniu PRL-em przez 45 lat. Wynik tej i innych "profesur" : CAŁKOWITE BANKRUCTWO,
PRL rozleciał się jak domek z kart. I jedna strona, i druga opowiada bajki. Waga wyniku sporu : bez znaczenia.

I MEEEEE i BEEEEE jęczą, że Polska została skolonizowana. Kto głosował za wejściem do UE, kto do tej pory jęczy
i błaga, by kapitał napływał do Polski i tworzył miejsca pracy ? Jak kapitał napływa : dobrze. Jak inwestorzy zabierają
swoje zarobione pieniądze : źle. Najlepiej by było, gdyby Zachód wszystko co ma po prostu podarował tubylcom, by nic nie
musieli robić, tylko się bawić. To byłoby : bardzo dobrze.

Zważona inteligencja tubylcza : zważyć się nie daje, wskazówka się nie wychyla

(waga najwyraźniej się zepsuła)

CDN

Myślę, iż obaj panowie autorzy zrobili by bardziej wartościową dla współczesności pracę, gdyby zajęli się lustracją współojców naszej genialnej demokracji, a mianowicie: A. Michnikiem, J Kuroniem, B Gieremkiem, T Mazowieckim i kilkunastoma innymi obok takich tuzów ojcostwa jak: W Jaruzelski, Kiszczak, A. Kwaśniewski, M. Rakowski, J. Oleksy, i sporo innych z tamtej strony "siatki". Czego Wam Panowie brakuje, odwagi, przyzwolenia, czy imperatywu ze strony społeczeństwa.

Do"darzbor" Tak,to jest zastanawiajace,ale moze byc i tak,ze teczki tych panow sa wyczyszczone,
albo dla autorow,niedostepne i ci panowie maja za soba rozgrzane sady,a p.Kierzun,jest bezbronny.
Pierwszego dnia,bronilem p.Kiezuna,ale po obejrzeniu spotkania w klubie Ronina,zmiekla mi troche
moja opinia i stoje w rozkroku,szkoda mi go jako czlowieka,jak on teraz sie czuje.Zeby ta sprawa
nie odbila sie na jego zdrowiu.Pospiech,moze bylby uzasadniony,jak w przypadku Jaruzelskiego,czy
Kiszczaka,zeby nie uciekli przed wiezieniem.Tylko patrzec,jak drugi ucieknie,ale chyba p.Kiezunowi
nic takiego nie grozi.To po co,ten pospiech? I tu,zaczyna smierdziec.

Biedne osły Buridana niewiele z PRL-u rozumiały!!!! MIchnik, Modzelewski, Kuroń, a nawet Geremek byli w opozycji w latach siedemdziesiątych i co z tego? Świetlane postacie do dzisiaj, czy nie tak? Zgadzacie się Panowie? Byli akowcy tak łatwo sie w opozycję i rewizjonizm nie angażowali, dopiero później. Sądze, że prof. Kieżun nieźle z ówczesna władzą pogrywał. Tej władzy byli potrzebni różni specjaliści i można było to wykorzystać. A odznaczenia typu Medal Edukacji Narodowej lub zasłuzony dla czegoś tam otrzymywały tysiące ludzi, niekoniecznie związanych ścisle z władzą. Natomiast wytaczanie argumentu z teorii heliocentrycznej i osłów Buridana zakrawa na satyre. Opanujcie się Panowie!! I po pierwsze odpowiedzcie na pytanie - dlaczego prof. nie otrzymał paszportu do Anglii. Sądze, że skomplikowanie spraw zarówno prof. Chrzanowskiego, jak i prof. Kiezuna przekracza kompetencje zajadłych tropicieli, którzy w dodatku mieszaja wszystko ze wszystkim. Wyjazdy do Bułgarii, czy nawet do ZSRR nie były czymś nadzwyczajnym.Wstąpienie do ZBOWIDu jest oczywiscie problematyczne, ale dla niektorych zagrożonych ludzi było w ówczesnym czasie ratunkiem, inaczej skończyliby na Łączce. I najważniejsze - wypowiedzi prof. Kieżuna świadczą o tym, że świetnie rozumie sytuację Polski teraz; wydaje się, że i wówczas rozumiał ją lepiej niż inni. BYło w PRLu grono ludzi, którzy usilowali mimo wszystko działać; czesto tak, jak przeciwnik pozwalał. Nie sadze, żeby prof. Kiezuna mozna było wrzucić do jednego worka z ks. Czajkowskim, Bolkiem czy Maleszką. Ta sprawa pewnie poczeka jeszcze na bardziej wnikliwego i kompetentnego badacza i będzie można kiedyś ocenić zarówno zaslugi profesora, jak i pomyłki, i błędy. Bez odoru sensacji, uderzającego teraz w ponad 90-letniego człowieka, ktoremu niewątpliwie trudno już jest żyć, nie mówiąc o tym, że zmuszony jest do intensywnej obrony przed dziarskimi oskarżycielami.

Cóż - nobody is perfect, ale myślę, że prof. Kieżun, jeśli to oczywiście prawda, odpokutowuje swą powojenną przeszłość. Jeśli już nie odpokutował. No a teraz czas, żeby duet Cenckiewicz/Wojciechowski (mam oczywiście do nich szacunek), wzięli się za naprawdę grube ryby, "elity" III RP i tzw. koncesjonowaną opozycje

... Znawca tajemnic masonerii i utopii komunizmu George Orwell w "Folwarku zwierzęcym" pisał: "Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł rozpoznać, kto kim jest". Jednakowoż to istotne zatarcie różnicy między dobrem a złem i uczynienie z kłamstwa "racji stanu" było zawsze cechą charakterystyczną działań "przewodniej siły narodu" i jej służb specjalnych, w dziele budowy raju nie dla Polaków, a dla siebie! Ponadto nie trzeba przecież przypominać, że służby działające w komunistycznej Polsce były całkowicie podległe służbom sowieckim.
... Trzeba więc nam jak mantrę powtarzać, że gdyby w Polsce przeprowadzono lustrację na początku tzw. "transformacji ustrojowej", podobne problemy jak np. celowa pomyłka lustracyjna z arcybiskupem Wielgusem, czy aktualnie dzikie zlustrowanie prof. Kieżuna - nie miałyby miejsca. Było więc wielkim, acz zamierzonym błędem, że nasz kraj nie poszedł podobną drogą, jaką poszły np. Niemcy czy Czechy i nie ujawniono wszystkich ubeckich teczek, oraz nie przeprowadzono gruntownej dekomunizacji! Oczywiście, że zdecydowane leczenie tej dolegliwości byłoby może i bolesne dla prominentnych towarzyszy spod znaku sierpa i młota, ale z czasem te rany by się przecież i u nich zagoiły dla dobra ogółu Polaków. Niestety, kolejne rządy III RP (za wyjątkiem rządu Olszewskiego i Kaczyńskiego) inspirowane interesem postkomunistów (tzw. michnikowszczyzny) wolały jednak śmieci pozamiatać pod dywan (tzw. gruba kreska Mazowieckiego) i przyklejać kolejne opatrunki na wybiórczo otwierane rany, zamiast raz na zawsze zerwać więzy, którymi do dziś krępuje się przecież Polaków.
... No cóż, dziś te rany coraz to bardziej boleśnie krwawią! Nie dajmy się jednak zwieść wybiórczo-lustracyjnym opowieściom wyreżyserowanych na podstawie ubeckich kwitów, że z czasem rany te same niejako się zagoją. One bowiem co jakiś czas celowo są rozdrapywane przez naszych POstpolitycznych - wybiórczo wyselekcjonowanych historyków, by m.in. w ten właśnie sposób dzielić polskich patriotów i utrzymywać stary układ u władzy - w kolejnych odsłonach kolejnych mutacji PRL-u bis! Dzikie zlustrowanie bohatera Powstania Warszawskiego prof. Kieżuna, który obudził patriotyzm i stał się autorytetem dla wielu młodych Polaków, i to w przededniu wyborów gdzie może wygrać PiS - służy właśnie temu antypolskiemu celowi.

Z rękopisu Profesora Kieżuna:

"Warszawa 25 IV 1973

Oświadczam, że całą treść rozmowy przeprowadzonej ze mną dnia 25 IV 1973 w KSMO zachowam w pełnej tajemnicy"

Wie kto, czego dotyczyła ta rozmowa, krótko przez pozyskaniem jako TW?

Po raz dziesiąty ten troll zadaje to samo pytanie, na które 10x uzyskał odpowiedź w poprzednich dyskusjach na ten temat. Rozmowa dotyczyła prośby niejakiego Szlubowskiego o protekcję przy załatwieniu pracy dla jego syna.

W moralnej ocenie Kiezun-Tamiza i Walesa-Bolek rownaja sie sobie. Kiezun-Tamiza jest zdrajca pozno ujawnionym. A Walesa-Bolek
jest zdrajca wczesnie ujawnionym. Dzis laczy ich to ze ida w zaparte i atakuja tych ktorzy zdjeli im maski. Kiezun-Tamiza nigdy nie byl poddany lustracji, bo nie bylo lustracji nauczycieli akademickich i naukowcow z zakladow naukowych PRLu. Historycy maja obowiazek wskazac zrodla i polaczyc dla nas prawdziwe zdarzenia w jeden logiczny ciag i podac rozpracowanie czy opracowanie zgodnie z wymogami stawianymi niezaleznym historykom. Cenckiewicz i Wojciechowski to uczynili. Co chcecie od historykow? Maja zaprzeczyc sobie i odrzucic wszystko to, co jest w oryginalnych donosach napisanych przez Kiezuna-Tamize?
Kiezun-Tamiza byl obwieszany komunistycznymi orderami i tytulami przez caly okres trwania PRLu. Chce tu zapytac tych, ktorzy go bronia: ktory prawdziwy niezlamany Powstaniec Warszawski przyjalby tyle komunistycznych dekoracji i tytulow i podjal swiadoma wspolprace z przesladowcami Powstancow Warszawskich czyli UB i SB? Macie jakies przyklady z tych ktorzy nie zyja lub tych ktorzy zyja? Ci co zyja mowia, ze Kiezun-Tamiza za taka zdrade zostal by rozstrzelany przez AK. Kiezun-Tamiza byl "profesorem" zrobionym. Jego zaslugi dla nauki albo dla Polski sa zadne a jego badania bez znaczenia i nie do uzycia w dzisiejszych warunkach. Jakby ktos dal czas i postudiowal jego dziela naukowe, to by sie okazalo,ze to sa teksy zsciagniete od innych autorow. Kiezun-Tamiza w l. 1973-80 doreczyl ubekom 54 donosy wlasnorecznie napisane i odbyl 87 spotkan z oficerami UB i SB. A w roku 1975 otrzymal w nagrode tytul profesora zwyczajnego od...Henryka Jablonskiego, przew. Rady Panstwa i zarazem czlonka Biura Politycznego KC PZPR. Nikt, powtarzam nikt nie mogl otrzymac w PRLu tytulu profesora nadzwyczajnego lub zwyczajnego bez pisemnej zgody podstawowej organizacji partyjnej PZPR w szkole wyzszej czy zakladzie naukowym PRL. Te tytuly byly przyznawane i uroczyscie wreczane w Belwederze w swietle kamer TVP i Polskiej Kroniki Filmoej. Tu w Ameryce zaden ze starszych znanych economistow nie slyszal o jakims Kiezunie. Zatem dajcie spokoj z tym profesorem. Gierek mial tytul magistra inz. z AGH w Krakowie a mial tylko zaliczona podstawowke. Jego zona byla lekarzem medycyny na szczecie ktos madry dopisal bez "prawa wykonywania zawodu". Dla zyjacych i niezyjacych Powstancow Warszawskich Kiezun-Tamiza najlepiej by zrobil gdyby odszedl zaraz w niepamiec. Dal by im wielka ulge.
Andrzej Mikolaj Gasienica

Ales sie napracowal. W moralnej ocenie Profesor Kiezun jest Bohaterem, a Bolek-Walesa i Cenckiewicz pozytecznymi idiotami, podcinajacymi galaz na ktorej siedza.

Szanowny Panie JerzyP.
Zaskoczyl mnie Pan troche. Moj kolega Jerzy Piekarski, ktory byl w redakcji Nowego Dziennika w Nowym Yorku czesto sie tak podpisywal jak Pan. Jurek zmarl w 2005 pisal o Ameryce na wzor Johna Steinbecka czyli podrozowal i pisal o tym co widzial. To pierwsze zdanie jest takie jakby on powiedzial do mnie. Ja nie napisalem ani tak nie mysle, ze Kiezun nie byl bohaterem w Powstaniu Warszawskim. Ja napisalem, ze zdradzil i przeszedl na druga strone. Prosze pomyslec ilu Powstancow Warszawskich po wojnie zginelo w Polsce Ludowej a ilu komuna celowo torturowala i trzymala w biedzie, bo nie chcieli sie zapisac do komunistycznej partii, pojsc na wspolprace z UB czy SB. Ci prawdziwi Powstancy Warszawscy nie zapisywali sie do komunistycznego ZBOWIDu a Kiezun-Tamiza sie zapisal i byl aktywnym czlonkiem. Ja mysle, ze dokumenty powinny do nas przemawiac a nie opinie. Jesli chodzi o idiotow to prosze mi powiedziec kto to sa ci ludzie, ktorzy glosowali na Walese, na Kwasniewskiego dwa razy i komunistyczna partie wybrali dwa razy. To oni glosowali dwa razy na partie platfusow, ktora doprowadzila panstwo polskie do rozkladu. To ci ludzie glosowali za niewazna konstytucja kwasniewskiego w 1997 i za wejsciem do UE, ktora wykonczy Polske tak jak wykonczyla Grcje. Szanowny Panie, to z tymi idiotami trzeba walczyc i wylaczyc ich z dzialalnosci szkodzacej Naszej Ojczyznie.
Andrzej Mikolaj Gasienica

A WYBORCZA ZACIERA RECE WIDZAC; JAK tu wszyscy zlapali sie za czuby z powodu jednego SB-eckiego agenta ...
ha ha ha ha ha ....
cczy was wszystkich juz tu permanrntnie pogielo?
tu chyba nigdy takiego pobojowiska nie bylo ...

najbardziej chyba szaleje tu niejaka "Ewa Gilles" ....

..krew leje sie strumieniami....
a psychiatra tuz za rogiem ....

...to bardzo przygnębiające: Cenckiewicz musi się tłumaczyć swojemu (?) środowisku, bo prowadzi lustrację. Tracicie resztki moralnego prawa do krytykowania jakiegokolwiek przeciwnika lustracji. Już nawet nie ukrywacue - lustrować "naszych" nie wolno. My poważemy, kogo zgnoić... ups, zlustrować. Dno.

Lustrować było można w 1992, ale nie było wolno dzięki Tuskowi, Pawlakowi i Wałęsie. A teraz Cenckiewicz nagle obudzony, bo może zaszkodzić prawicy przed 3 wyborami...
BRAWO i dno od prawdy takich jak Ty, to bardzo przygnębiające.

Cóż, tylko prawda jest ciekawa. Nauczka dla nas - nie twórzmy sobie cielców, nie szukajmy na siłę autorytetów, bo mogą być podstawione. Nie wiadomo, czy przed wyborami prof Kieżun nie poparłby PO albo np Korwina, częstego gościa ruskiej ambasady. Może nie, może się zmienił i dziś jest szczerym patriotą. Ale to nie ma znaczenia, bo nie możemy oglądać się na innych. Po prostu róbmy swoje, uczmy dzieci patriotyzmu i historii najnowszej, organizujmy się, pilnujmy wyborów, a nawet zapisujmy się do związków strzeleckich, bo ONI nas rozbroili, skasowali edukację patriotyczną, Sienkiewicza i Mickiewicza z kanonu lektur, historii coraz mniej w szkołach, a najnowszej się w ogóle nie uczy. Nie zrobili przez 7 lat nic żeby uniezależnić nas od ruskiego gazu. Demoralizują społeczeństwo. To jest wojna. Musimy być uważni, stworzyć coś na kształt kontrwywiadu obywatelskiego, bo teraz wojna to już nie czołgi a propaganda i oddziaływanie psychologiczne. Dlatego tacy ludzie jak Cenckiewicz i Woyciechowski też są nam potrzebni. W końcu piszą o faktach, przytaczają dowody i cytaty. Bez sensu atakować jest posłańca niosącego złe wieści, bo w końcu niesie informację, a to bardzo cenne dobro.

Jednemu nie mogę się nadziwić:
Za co potępiacie Cenckiewicza? Zbadał i opubliwał kwity dotyczące prof Kieżuna. Taką ma już Cenckiewicz robotę.
Jeżeli rozumiecie, Szanowni Państwo, tzw okoliczności, czasy, w których przyszło prof Kieżunowi żyć, to wyślijcie do Niego list ( bardzo tego potrzebuje i ucieszy się) z " wyrazami". Cóż innego możecie zrobić?
Żyjemy w czasach, w których "czołowi politycy" okazują się być szmatami, złodziejami, szumowiną trudną do opisania tzw literackim językiem pomimo, że nikt ich do tego nie zmusza, niczym nie ryzykują, i pomimo tego ( a może właśnie dlatego) ich postawy nie budzą odrazy aż tak wielkiej, aby doświadczyć odrzucenia przez społeczeństwo.

Cenckiewicz jest dla mnie historykiem i tylko historykiem. Nie jest i nie będzie tzw autorytetem moralnym, "drogowskazem", wyrocznią nawet w kwestiach przez siebie badanych. Krytycyzm i dystans. Tych umiejętności Szanownemu Państwu życzę!

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl