Zachód nie istnieje

W mediach pojawiły się nieoficjalne wypowiedzi przedstawicieli służb USA, którzy twierdzili, że Rosjanom nie udałoby się tak sprawnie opanować Krymu, gdyby nie pomoc niemieckich dostawców sprzętu wojskowego. Taka aktywność Niemiec, będących członkiem Paktu Północnoatlantyckiego, może niektórych dziwić, trzeba jednak pamiętać, że NATO prowadzi politykę, która wynika z wypracowanych jednogłośnie decyzji członków Sojuszu. Dziś współpraca w NATO wygląda zupełnie inaczej niż w czasach zimnej wojny. Gdy 400 km od Paryża stały rosyjskie czołgi, a Niemcy były podzielone, zachodnie firmy ulegały reaganowskim groźbom embarga na technologie amerykańskie w razie jakiejkolwiek współpracy z Sowietami. Teraz, przy słabym przywództwie USA, które zaczęło się załamywać w 2008 r., kiedy odrzucono przystąpienie Gruzji i Ukrainy do natowskiego The Membership Action Plan, i braku poczucia realnego zagrożenia państw Europy Zachodniej ze strony Rosji, wojskowa współpraca między Putinem a Niemcami, Francją oraz Włochami kwitnie. Można zatem powiedzieć, że Zachód w rozumieniu zimnowojennym przestał istnieć.

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Przebudzenie reżimu

Stało się – po dwóch latach rządów „państwo PiS” sięgnęło i po mnie! Było to kilka dni temu na placu Reagana w krakowskiej Nowej Hucie, a atak był tak podstępny i niespodziewany, że nie miałem najmniejszych szans, aby go uniknąć. W słoneczne przedpołudnie szedłem chodnikiem i rozanielony rozmawiałem przez telefon, gdy nagle zobaczyłem cukiernię po drugiej stronie ulicy. Skręciłem na przejście dla pieszych, rozejrzałem się niedbale i stwierdziwszy, że nic nie jedzie, przemaszerowałem przez jezdnię na czerwonym świetle. 

I wtedy dopadli mnie dwaj okrutni siepacze nasłani przez ministra Joachima Brudzińskiego. Jeden strażnik systemu, prześliczna drobna blondynka w stopniu sierżanta policji, po uprzednim zasalutowaniu i przedstawieniu się poprosiła mnie o dokumenty. Jej kolega, funkcjonariusz odziany w mundur z dystynkcjami aspiranta, z wyraźnie rozbawioną miną słuchał moich nieskładnych tłumaczeń, że się spieszyłem i nie zauważyłem koloru na sygnalizatorze. Pani sierżant zapytała uprzejmie, czy przyjmuję mandat karny, na co skwapliwie przystałem, aby nie skończyć w wilgotnym lochu zakuty w brzęczące kajdany. Po wypisaniu i wręczeniu mi blankietu mandatu oraz zwróceniu dokumentów dwójka policjantów pożegnała się ze mną bez większego żalu, a ja, z wielką ulgą wypisaną na twarzy odszedłem w przeciwną stronę ze świdrującą z tyłu głowy myślą: to musi być przebudzenie reżimu.

Niewybaczalne maniery

Przebudzenie reżimu, tak samo groźne i straszne jak sytuacja opisana wyżej, dosięgło również legendarnego opozycjonistę z czasów PRL-u – Władysława Frasyniuka. 14 lutego rano kilku funkcjonariuszy policji zapukało do drzwi domu Państwa Frasyniuków i dokonało zatrzymania pana Władysława. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że państwo totalitarne zaczęło dokonywać czystek – zatrzymanie Frasyniuka było wynikiem jego niestawiania się na pisemne wezwania prokuratora, które ten wystosowywał do „legendarnego działacza”, aby postawić mu zarzuty związane z naruszeniem nietykalności cielesnej dwóch policjantów. Takich czynności dokonuje się pewnie w Polsce dziesiątki miesięcznie więc i ten wypadek nie byłby nadzwyczajny, gdyby nie postawa zarówno samego zatrzymanego, jak i jego połowicy.

Dzięki opresyjnemu systemowi, jaki obecnie panuje w naszym kraju, Frasyniuk mógł sobie podyskutować z zatrzymującymi go funkcjonariuszami, z których każdy przyjaźnie się uśmiechał, a zakładający mu kajdanki pogodny policjant szczegółowo wyjaśniał, że musi skuć go z rękoma do tyłu, bowiem tego wymagają przepisy. Jakby tego było mało, autorytarna władza zastraszyła najbliższych członków rodziny zatrzymanego tak skutecznie, że wszystkie serwisy informacyjne zaroiły się tego dnia od mniej lub bardziej mądrych wypowiedzi pani Magdaleny Dobrzańskiej-Frasyniuk, żony Władysława, która największe pretensje miała o to, że czynności dokonywano tuż po godz. 6 rano. Ja dodałbym od siebie, że pani Magdalena ucierpiała również ze względu na brak francuskich rogalików, których policjanci nie zabrali ze sobą, aby ją poczęstować, a tak nieludzka pora być może zmusiła ją do wystąpienia bez makijażu i przed kilkugodzinną wizytą u stylisty fryzur, czego wybaczyć nie można.

Zgodnie z literą

Do wystąpienia bez makijażu zmuszony został kilka godzin później sam Frasyniuk, który w świetle telewizyjnych kamer opowiadał o tym, że przesłuchujący go prokurator poświęcił mu raptem 10 minut swojego cennego czasu, ograniczając się jedynie do przeczytania przywołanych wyżej zarzutów. I tyle! Koniec! Żadnych kazamatów, zrywania paznokci, przypiekania żywym ogniem i innych tortur. Kazali Władysławowi iść do domu. Wszystkich dopadło zwątpienie i problem związany z zatrzymaniem absurdalnej machiny medialnej, która została uruchomiona od Bałtyku po Tatry. No bo jak teraz ludziom wytłumaczyć, że Frasyniuka nie doprowadzono przed prokuratorskie oblicze za walkę o wolność i trójpodział władzy, a jedynie za to, że szarpał się z wynoszącymi go na rękach policjantami? Tak, 10 czerwca 2017 r. „legenda” sięgnęła bruku i z tego ulicznego bruku szarpiąca się, agresywna „legenda” została podjęta przez kilku funkcjonariuszy i przeniesiona w bezpieczne miejsce, gdzie odwdzięczyła się proszącemu ją o okazanie dokumentów funkcjonariuszowi serią idiotycznych, aroganckich pseudożartów i odzywek. Nie wiem, kim był młody człowiek próbujący wylegitymować Frasyniuka, ale mam nadzieję, że jego olimpijski spokój, opanowanie oraz profesjonalizm znalazły uznanie w oczach przełożonych i zostały sowicie nagrodzone. Żałować jedynie należy, że trud policjanta poszedł na marne, bo eskalacja agresji Frasyniuka postępowała.

Eskalacja agresji Frasyniuka postępowała i osiągnęła apogeum miesiąc później, 16 lipca roku 2017, kiedy podczas ulicznej demonstracji wzywał do walki z panującym systemem. Pomimo upływu czasu wciąż mam przed oczyma tamte wydarzenia – stojący na scenie, wydobywający z siebie mniej lub bardziej artykułowane dźwięki, zachrypnięty Frasyniuk, nawołujący do działania policjantów i żołnierzy oraz publicznie oskarżający Antoniego Macierewicza o powiązania z rosyjskimi służbami specjalnymi. Nie wiem, kiedy pan Władysław poddawał się okresowym badaniom lekarskim, ale w tamtym momencie bardzo obawiałem się o stan jego zdrowia, ze szczególnym uwzględnieniem równowagi emocjonalnej. Dodatkowo uderzyła mnie potężna furia towarzysząca całemu wystąpieniu opozycjonisty.

Siłą rzeczy przypomniałem sobie sejmowe przemówienie śp. Andrzeja Leppera sprzed kilkunastu lat, w którym zarzucił on Frasyniukowi pobicie Antoniego Stryjewskiego. Wprawdzie prokuratura umorzyła wówczas śledztwo, ale to wydarzenie jest kolejnym dowodem na to, że Frasyniuk jest człowiekiem krewkim, impulsywnym i wraz z pojawieniem się jego osoby często pojawiają się również zachowania konfliktowe. Mam nadzieję, że sąd rozpatrujący sprawę naruszenia nietykalności cielesnej policjantów weźmie pod uwagę całokształt jego działalności i przypomni panu Władysławowi, że żyjemy w cywilizowanym kraju, gdzie również demonstracje polityczne muszą przebiegać zgodnie z literą prawa.

Drżymy wszyscy

Zgodnie z literą prawa Frasyniuk powinien stawić się teraz na wezwanie niezawisłego sądu i mam nadzieję, że to nastąpi pomimo wątpliwości, jakie wyartykułował jego pełnomocnik mecenas Piotr Schramm zaniepokojony faktem, że nie wie, kto będzie sprawę rozpatrywał, po zmianach w sądownictwie, jakich dokonał minister Zbigniew Ziobro. Czyżby adwokaci byli przygotowani do wystąpień jedynie przed znanymi sobie składami sędziowskimi i tylko wtedy byli w stanie skutecznie argumentować? Mam nadzieję, że pomimo braku komfortu, na który powołał się pan Schramm, namówi on jednak swojego klienta do zaprezentowania obywatelskiej postawy, co wszystkim nam zaoszczędzi oglądania żenujących spektakli w wykonaniu zarówno samego Frasyniuka, jak i sprzyjających mu polityków oraz mediów.

Spodziewam się, że przed obliczem sądu opozycjonista wyrazi skruchę, przeprosi za swoje zachowanie i z godnością przyjmie ewentualną nałożoną karę tak jak autor niniejszego tekstu przyjął mandat. Nie ukrywam, że od kilku dni przechodzę jezdnię tylko na zielonym świetle, uważnie rozglądając się wokół siebie, czy aby nie dybie na mnie jakiś policyjny patrol, gdyż kolejna wizja pustki w portfelu budzi we mnie obawy przed powtórnym przebudzeniem reżimu.

Howgh!

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl