niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
30/08/2014
-

Nadzieje i zagrożenia dla Polski

Dodano: 27.03.2014 [16:56]
Nadzieje i zagrożenia dla Polski - niezalezna.pl
foto: GP
Miejsce Polski jest w Europie, z nową siłą przekonujemy się o tym dzisiaj, gdy trwa kryzys na Ukrainie. W Europie nie tylko w sensie geograficznym czy kulturowym, ale w sensie wspólnoty politycznej, w sensie przynależności do Unii.

Trudno zaprzeczyć, że dzięki tej przynależności odnosimy spore korzyści gospodarcze i polityczne, że jesteśmy bezpieczniejsi i że – cokolwiek byśmy mówili – cywilizacja zachodnia umożliwia większe możliwości rozwoju, swobody, ochrony praw narodu i jednostek, naszej polskiej swoistości niż cywilizacja rosyjska, że Unia jest związkiem politycznym, w którym Polska może trwać i rozwijać się nieporównanie lepiej niż w strefie wpływów posowieckiego imperium rosyjskiego, które wcale nie zamierza zejść ze sceny dziejowej.

Końca historii nie widać

Nie jest wcale rzeczą oczywistą, czym jest Unia, a zwłaszcza nie jest oczywiste, czym będzie w przyszłości. Nie jest pewne, czy nie zacznie ewoluować w kierunku, który będzie dla nas niepomyślny, a może nawet groźny – czy to pod względem politycznym, czy gospodarczym, czy kulturowym. Dlatego uczestnictwo w Unii wymaga od nas, od Polski, działania – aktywnej polityki – a nie bierności, kierowania się wolą i rozumem najsilniejszych państw Europy, ograniczania się do czekania na strumień pieniędzy z Brukseli czy reagowania dopiero w skrajnych sytuacjach kryzysowych, kiedy często jest już zbyt późno, by działać skutecznie.

Wbrew temu, co często w Polsce się mówi, Unia nie jest rozwiązaniem wszystkich problemów, nie jest spełnioną utopią, nie jest końcem historii. Nie wiadomo, w którym kierunku potoczy się historia, jak trwałe okażą się istniejące struktury. O tym, że są to uzasadnione wątpliwości, świadczą ostatnie wydarzenia, ale świadczy o tym również cała ostatnia dekada. Dzisiaj Unia jest inna niż wtedy, gdy wstępowaliśmy do niej 10 lat temu. Inna w sensie instytucjonalnym i w sensie realnej formy politycznej. W wielu aspektach są to zmiany negatywne.

W interesie narodu

Unia Europejska jest, jak wiadomo, organizacją międzypaństwową z ponadnarodowymi instytucjami. Problemem zasadniczym jest wyważenie proporcji między tym, co jest międzyrządowe, a tym, co ponadnarodowe, problem stanowią też zmieniające się relacje sił między poszczególnymi państwami. Nie jest przy tym tak, by integracja europejska odbywała się i miała się odbywać kosztem stopniowego osłabiania państw narodowych, aż do ich zaniku.

Wręcz przeciwnie – integracja europejska miała służyć „ratunkowi państwa narodowego”, jak pisał w swojej słynnej książce brytyjski historyk Alan Milward. Francuscy politycy formułujący idee integracji po 1945 r. byli przekonani, że jest ona niezbędna, by Francja przeżyła jako silne państwo mogące rywalizować z największymi potęgami. Politycy i myśliciele francuscy rozumieli Unię jako poszerzenie Francji, jako strefę promieniowania francuskich wpływów. Inny wielki kraj europejski – Niemcy – głównie dzięki integracji europejskiej wróciły do grona szanowanych państw i narodów, odzyskały suwerenność i ponownie stały się mocarstwem, przynajmniej, jak się mówi, mocarstwem geoekonomicznym.

Interesy narodowe, zwłaszcza silnych państw, zawsze były motorem procesów integracyjnych, jak pokazywał w swojej podstawowej dla badań integracji europejskiej pracy „Choice for Europe” amerykański politolog Andrew Moravcsik.

Zagrożenia z Zachodu

Dziś wyraźnie widać, że nie wszystkie państwa się wzmocniły. Ostatnie lata przyniosły głęboką zmianę geografii politycznej Europy. Wyraźniej zarysowała się różnica między europejskim centrum a peryferiami. Jedni urośli w siłę, inni osłabli.

Jak pokazują przeprowadzone w tamtym roku badania Pew Research Center, wielu Europejczyków jest przekonanych, że członkostwo w UE nie tyle wzmocniło, co osłabiło ich państwa. Dotyczy to głównie państw południa Europy, w tym także Francji i Włoch, a więc krajów, które należały do grona sygnatariuszy traktatów rzymskich.

Mówi się wręcz o tym, że Grecja de facto utraciła suwerenność – nie w sensie międzynarodowego uznania swojego bytu państwowego, ale w sensie możliwości kontroli podstawowych procesów kształtowania rozwoju na swoim terytorium, i to w stopniu wynikającym nie tylko z traktatowego powierzenia części owej suwerenności instytucjom unijnym. Ale zagrożenie suwerenności dotyczy nie tylko Grecji.

Wbrew więc twierdzeniu, że „nikt na nas nie czyha”, istnieje również wiele zagrożeń dla Polski, przy czym nie płyną one tylko ze wschodniej strony, choć bywają innej natury i inną przebierają postać. Są wśród nich zagrożenia kulturowe – na przykład promowanie takiego obrazu przeszłości Europy, w którym rola i dokonania Polski są albo pomijane, albo przedstawiane w bardzo niekorzystnym świetle, czy walka z chrześcijaństwem.

Ograniczone kompetencje PE

Parlament Europejski uchodzi za tę instytucję unijną, która w sposób najbardziej wyrazisty reprezentuje charakter ponadnarodowy UE. Dlatego tyle nadziei wiążą z nim federaliści europejscy.

Mimo wzrastających uprawnień PE nie jest oczywiście parlamentem w ścisłym sensie – i jak długo Unia będzie związkiem państw, nigdy się nim nie stanie. W Unii nie rządzi większość parlamentarna, kontrolowana przez mniejszość, która może ją zastąpić w kolejnych wyborach, PE nie ma także inicjatywy ustawodawczej. I nie jest jedyną instytucją prawodawczą. Wszystkie decyzje o historycznym, strategicznym znaczeniu podejmuje Rada Europejska. Regulacje prawne przygotowuje Komisja i Rada Unii Europejskiej w swoich różnych składach.

I choć mówi się, że zgodnie z traktatem lizbońskim Rada Europejska powoła przewodniczącego Komisji przy uwzględnieniu rezultatów wyborów, już słyszymy, między innymi z ust kanclerz Merkel, że nie może to ograniczać swobody decyzji Rady.

Mimo tych ograniczeń PE jest jednak bardzo ważną instytucją, w której Polska musi być aktywna i dobrze reprezentowana, nie przez celebrytów, ale ludzi kompetentnych, znających politykę i Europę. Nie tylko chodzi o jego współudział w procesie legislacyjnym, o jego wpływ na kształt budżetu czy na Komisję Europejską, ale także o to, że PE jest miejscem, gdzie kształtuje się europejska opinia polityczna, miejscem, w którym wypracowuje się koncepcje polityczne, zawiązuje polityczne więzi, konstruuje się obraz Europy, buduje pamięć europejską, tworzy dominujące narracje polityczne i historyczne.

Całość artykułu w "Gazecie Polskiej Codziennie"
Opinie użytkowników
Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Uwagi i reklamacje kierowane do nas należy kierować na adres: straznik(at)niezalezna.pl Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych. Komunikaty ukazujące się na blogu Morusa są rozwinięciem niniejszego regulaminu.

Euro politycy PO realizują i wprowadzają interesy Unii Europejskiej w Polsce bez względu na interesy Polski i Polaków. Natomiast euro politycy PiS-u realizują i wprowadzają w miarę możliwości interesy Polaków w Unii Europejskiej. Przy takiej polityce Polska będzie skazana na porażkę. Unia Europejska jest szansą dla Polski, ale euro politycy muszą bronić i walczyć o interesy Polaków i Polski w Europie.

nie dostanie pan mojego głosu, byłem przeciwny temu kłamstwu i jeszcze bardziej jestem.

chociaż jestem powiązany z pisem - w tych wyborach głosuję na narodowców

wskutek czego cierpimy na chorobę popromienną a trzeba zdrowej Polski.
"Naród żyje kulturą i jeśli zniszczy się źródła tej kultury, zniszczy się również naród. specyfika kultury polskiej wynika z religii jako tej, która syntetyzuje całokształt dorobku kulturowego. Powrót do kultury narodowej może dokonać się tylko przez religię." - tak mówił o. Albert M. Krąpiec
To fundament, a potem Polska będzie nie tylko potęgą gospodarczą.

We wszystkim co Pan pisze ma pan rację tylko, że żeby zaistnieć w UE skoro już jesteśmy musimy mieć tam odpowiedzialnych i mądrych przedstawicieli i tak samo odpowiedni rząd, a jeżeli ludek nabierze się znów na lep tuskowej i lewackiej propagandy i powybiera różnej maści celebrytów, cwaniaczków i dziwolągów to niestety ale z naszym krajem nikt liczyć się nie będzie.

chcecie rubla czy euro? chcecie kultury Zachodu czy chcecie kultury mongolskiej? chcecie silnej Europy, ktora jest w stanie sama ze soba dojsc do ladu czy chcecie Europy, ktora, aby istniec w pokoju nieustannie potrzebuje interwencji wojsk amerykanskich? chcecie panstwa federacyjnego, w ktorym wiadomo - jak w USA - kto za co odpowiada i w ktorym zyje kilkadziesiat narodowosci uzywajac swoich jezykow, ale tylko dwoch urzedowych czy chcecie luznej unii niezaleznych panstw, z ktorych kazde dziala egoistycznie? Nie mozna w nieskonczonosc wisiec w prozni!

Obecna akcja Putina to proba rozbicia europejskiego ukladu, sklocenia europejskich panstw, odciagniecia Niemiec w swoja strone w celu wykorzystania ich potencjalu do odbudowy Zwiazku Sowieckiego pdo nazwa Unii Euroazjatyckiej. Tylko czy to naprawde jest nam POtrzebne? Chyba jak psu piata noga. Niemcy spisuja sie znakomicie w roli moderatora Unii, chociaz byc moze nie perfekcyjnie. Ktoz inny mialby to robic? Nieudolny i sprzedajny Tusk? Gapowaty Komorowski? Karierowicz Sikorski? ... To juz lepiej niechaj to robia Niemcy!

"To już lepiej niechaj to robią Niemcy!" - Słowa te to jawna ZDRADA folksdojczu! Widać wyraźnie, że nie tylko premier miał dziadków w wermachcie.

Ty za to chyba miales w Klewkach

... trafił Pan tym znakomitym felietonem w samo sedno problemu. Rzeczywiście tzw. Unia Europejska to przedziwny twór, zarówno potrzebny Polsce i jej racji stanu, jak i jednocześnie niosący ze sobą (dla owej racji stanu) wiele problemów, które trzeba nie tylko uważnie kontrolować, ale także umiejętnie korygować - zgodnie z interesami naszego państwa. Dziś nie jest już bowiem żadną tajemnicą, że oficjalni przywódcy unijni są w niej jedynie swego rodzaju aktorami, za których plecami ukrywa się prawdziwy ośrodek władzy "starszych i mądrzejszych" Europejczyków. Ośrodek - dążący do wyrugowania instytucji solidarnej ekonomicznie "Europy Narodów", wg projektu jej ojców założycieli (np. Roberta Schumana), a urzeczywistnienie (skorygowanej oczywiście) utopijnej wizji tzw. „PANEUROPY” - pomysłu masona Richarda Coudenhove-Kalergi. Czyli stworzenia federalnego państwa na wzór jakichś nowych "Stanów Zjednoczonych" pod przywództwem przede wszystkim Niemców i Francuzów, a w domyśle z czasem także i Rosjan, jednakowoż te nowe superpaństwo miałoby się podobno rozciągać od Lizbony, aż po Władywostok!
... No cóż, po ostatnim rewolucyjnym przewrocie na Ukrainie i aneksji przez Rosjan Krymu, tzw. "końca historii" rzeczywiście nie widać! Co nie oznacza, że należy popadać w przesadną i schizofreniczną histerię, jak to czyni w przedwyborczym amoku Platforma na niby Obywatelska, strasząca lemingów imperialistyczną Rosją i rzekomo nad wyraz "eurosceptycznym" PiS-em, a w rzeczywistości - bojąca się przecież o koniec własnej historii! Tym bardziej, iż wielki "cudotwórca" Donald Tusk zapomniał był o tym, o czym wiedzą już niemalże wszyscy rozumni Polacy, że w europejskiej polityce nie ma nic za darmo! Jeśli bowiem dostaje się jakieś realne pieniądze, to sprzedaje się też i realny „towar”, czyli suwerenność państwową! No, a za darmo to można zostać jedynie poklepanym po plecach w ramach kłamliwej, choć poprawnej politycznie propagandy unijnej.

Niby kraje południa Europy najbardziej są poszkodowane uczestnictwem w UE i eurozonie, a z drugiej strony kurczowo się ich trzymają i w żadnym z tych krajów nawet nie zająkną się o referendum, jak np. w Anglii.

Bo kraje południa Europy zdają sobie sprawę z tego że bez Unii nie istnieją

W niektorych mniej.
Dlatego jest b. wazne, zeby rzetelnie zweryfikowac stwierdzenie, cytat: "Trudno zaprzeczyć, że dzięki tej przynależności odnosimy spore korzyści gospodarcze i polityczne, że jesteśmy bezpieczniejs".

Jak na razie potezne sily rowniez na prawicy robia wszytko, zeby do tej weryfikacji nie doszlo, blokuja weryfikacje rzetelna.

W wyniku wyryfikacji moze sie okazac ze straty gospodarcze sa nieporownywalnie wyzsze niz zyski, a narod w swoim istnieniu jest w najwyzszym stopniu zagrozony z powodu wymuszonej przez Niemcy deindustrializacji, z powodu zawieranie wrecz samobojczych umow gospdarczych (np. o emisji CO2 z rokiem odniesienia poziomu emisji 2005 zamiast 1989) czy tez katastrofalnego obnizenia poziomu edukacji do poziomu dla mlodziezy lekko niedorzwinietej umyslowo.

Do tego dochodza bezposrednie imparialistyczne aspiracje Niemiec uzywajacych KE do kontrolowania Polski, np. do blokowanie reindustrializacji Polski, a narod bez przemyslu ginie.

Innymi slowy, tylko rzetelny bilans zyskow i strat pozwoli odpowiedziec na pytanie, czy Unia bedaca teraz dyktatura kierowana przez jeden narod (b. wazna przytoczona wypowiedz Merkel olewajaca calkowicie PE), przynosi wiecej strat czy zyskow.

Mam nadzieje ze pan Prof. zrobi wszystko, zeby doprowadzic do prac nad takim bilansem.
Bo bezwolne akceptowanie tego co sie dzieje, poddanie sie dyktaturze, oznacza zaglade.

Ruskie wola zostac cepami, niz dolaczyc do wolnego swiata.Jak zachod przestanie brac ich rope i gaz to beda wegetowac jak czerwona kuba.Powodzenia Ruskie cepy.

żeby ta część naszej prawicy, która na dźwięk słów "Unia Europejska" pluje dalej niż widzi, to zrozumiała. Bez UE dałbym Polsce kilka lat istnienia, nie więcej.

Bez UE istniało PRL, z UE istnieje Polin.

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl