TYLKO U NAS! Upupianie dzieci? Ekspert odpowiada na "argumenty" minister edukacji

Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

- Przykra jest wypowiedź szefowej MEN-u o upupianiu dzieci. Rozumiem, że to nowomowa nowego ministra, która ma zrobić wrażenie, ale na kim? To nie argument, ale farsa; nie pedagogiczne pojęcie, ale dziwny neologizm, na który pozwolić sobie mogą dzieci w przedszkolu, a nie osoba dorosła pełniąca funkcję ministra edukacji - komentuje dzisiejsze wypowiedzi minister edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Dorota Dziamska, ekspert Stowarzyszenia Praw Rodziców.
 
- Rozumiem, że priorytetem nie jest dobro dziecka, priorytetem jest postawienie na swoim
- powiedziała minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska, odnosząc się do zamieszczonej na stronie internetowej stowarzyszenia "Ratuj maluchy" instrukcji informującej, jak można odroczyć obowiązek szkolny dla sześciolatków. - Z całym szacunkiem dla różnych losów dziecka i dla ich indywidualnych predyspozycji, bo to trzeba szanować, nie upupiajmy dzieci, tzn. nie pokazujmy, że są mniej dojrzałe, niż w rzeczywistości są. W Wielkiej Brytanii dzieci rozpoczynają edukację szkolną w wieku lat 5, w bardzo wielu krajach w wieku lat 6 – dodała i podkreśliła, że nauczyciele będą mieli dużą swobodę w prowadzeniu lekcji dla sześciolatków. - Bardzo chciałabym, żeby nauczyciele nie przywiązywali się do tych 45 minut lekcji; naprawdę powinni pracować w swoim rytmie. Również marzy nam się sytuacja, w której dzieci będą mogły korzystać z pomocy nauczycieli w odrabianiu lekcji - podkreśliła Kluzik-Rostkowska.
 
Dorota Dziamska, pedagog, ekspert Stowarzyszenia Praw Rodziców, zapytana przez portal niezalezna.pl, odpowiedziała minister Kluzik-Rostkowskiej:
 
- Przykra jest wypowiedź szefowej MEN-u o upupianiu dzieci. Rozumiem, że to nowomowa nowego ministra, która ma zrobić wrażenie, ale na kim? To nie argument, ale farsa; nie pedagogiczne pojęcie, ale dziwny neologizm, na który pozwolić sobie mogą dzieci w przedszkolu, a nie osoba dorosła pełniąca funkcję ministra edukacji. Dodam jeszcze, że pojawienie się takiego niekulturalnego tworu w ustach przedszkolnych dzieci każdy rozumny nauczyciel wykorzystałby do pracy wychowawczej, aby dzieci odwodzić od chęci korzystania z takich wypowiedzi. Rozumiem zatem, że jeżeli przyjmiemy, iż upupianie dzieci to zaniżanie dziecięcej dojrzałości, aby nie poszły do szkoły, to jakim neologizmem zatem Pani minister nazwać powinna uczenie wszystkich dzieci jedynym słusznym podręcznikiem w klasie pierwszej? Według mnie to także zaniżanie i zawężanie tkwiącego w nich potencjału, czyli upupianie. Oczywiście traktuję tę wypowiedź jako brak w wykształceniu Pani minister. Przestrzeń edukacji to dla niej nowy grunt, po którym nadal porusza się po omacku, a na dodatek bez wyobraźni. Poradnie psychologiczno-pedagogiczne to nie instytucje z gumy. Nie mamy ich wiele i nawet w normalnych warunkach (poza okresem badania dojrzałości szkolnej ) są przepełnione, a na wizytę do specjalisty rodzice czekają po kilka miesięcy. Nie widzę zatem nic dziwnego, iż rodzice już teraz zgłaszają się do poradni z chęcią przebadania dziecka. Pani minister zapomniała lub zupełnie nie wie, ile dzieci mamy w systemie, a także nie rozumie, że poradnie nie zajmują się wyłącznie badaniem dojrzałości szkolnej, ale mają jeszcze wiele innych zadań do wykonania oraz ogrom dzieci, korzystających z ich usług. Dwa miesiące: maj i czerwiec to stanowczo za krótki czas, aby każde dziecko z rocznika objętego obowiązkiem szkolnym od przyszłego roku zdążyło spotkać się ze specjalistą. 

         Pozostaje jeszcze kolejny raz infantylna argumentacja powtarzana jak mantra przez wszystkich zwolenników reformy, a więc teraz przez Panią Kluzik także (wcześniej mówiła inaczej, czyli punkt widzenia zmienił się w zależności od punktu siedzenia). Kraje, w których 5-,6-latki są w szkołach,  nie „upupiają w nich dzieci” – nie uczą jedynie słusznym podręcznikiem, nie ograniczają ich aktywności zmuszając do realizacji programu nieadekwatnego do ich możliwości, nie narzucają akademickiego stylu uczenia, nie trzymają dzieci w świetlicach po 120 osób, nie wyrywają 5,6 latka o 5.00 rano ze snu, aby doszedł do gimbusa i czekał po kilka godzin na lekcje, wreszcie nie organizują 6 latkom zajęć szkolnych na drugą  lub trzecią zmianę. 


     Sugestia, iż nauczyciele nie muszą uczyć dzieci podczas 45-minutowych lekcji jest wręcz kuriozalna. Pani minister zatem nie umie sobie wyobrazić, iż obowiązują w Polsce wdrożone przez jej poprzedniczki ramowe plany nauczania oraz podstawa programowa, które kształcenie zintegrowane cofnęły – zamiast rozwinąć. W wielu szkołach dyrektorzy – choćby chcieli – nie są wstanie zapewnić nauczycielom możliwości realizacji kształcenia w jednej sali. Maluchy chodzą zatem od sali do sali, reagując na dzwonek po każdych 45 minutach. Nauczyciele bardzo skarżą się, że reforma cofa ich do systemu klasowo-lekcyjnego. Zamiast postępu – powrót do przeszłości. Oczywiście, tak nie jest wszędzie, ale w wielu placówkach, które uczyły już w systemie zajęć zintegrowanych, dyrektorzy z uwagi na dodatkowa liczbę dzieci młodszych część zajęć realizować muszą w systemie klasowo-lekcyjnym. 

      A co do marzenia Pani Kluzik o tym, aby nauczyciele pomagali w odrabianiu lekcji -  może Pani nie wie, ale w świetlicach szkolnych polskiego systemu oświaty zatrudnieni są właśnie nauczyciele, którzy zajmują się tym, o czym Pani marzy. Jeżeli realizują zatem Pani marzenie, to czas, aby MEN i rząd zrealizował nareszcie marzenie rodziców: możliwość wyboru momentu pójścia ich dzieci do szkoły. To także marzenie nauczycieli – uważa Dziamska.
 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: tokfm.pl,niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Ambasada w USA uczciła 100 lat niepodległości

/ twitter.com/PolishEmbassyUS

  

Przyjęcie wydane w Waszyngtonie przez ambasadora RP w Stanach Zjednoczonych Piotra Wilczka uświetniło we wtorek (dzisiaj czasu polskiego) obchody 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Przyjęcie zgromadziło przedstawicieli władz federalnych, korpusu dyplomatycznego i oficerskiego oraz Polonii.

Ponieważ zaproszonych gości było zbyt wielu jak na możliwości zarówno polskiej ambasady, zakupionej w 1920 roku przez Kazimierza Lubomirskiego, pierwszego polskiego ambasadora (wtedy „posła” ) w Waszyngtonie, jak i rezydencji ambasadora RP, przyjęcie odbyło się w przestronnych salach modernistycznej siedziby Instytutu Pokoju Stanów Zjednoczonych (USIP). Instytut, którego siedziba oddalona jest o zaledwie kilka kroków od Departamentu Stanu, powstał w 1984 roku w celu wypracowywania i promowania pokojowych metod rozwiązywania konfliktów.

Tablice informacyjne wywieszone podczas przyjęcia w USIP przedstawiały historię zmagań Polaków o odrodzenie ich ojczyzny i rolę, jaką w tych wysiłkach odegrał plan pokojowy prezydenta USA Woodrowa Wilsona i uwielbiany przez Amerykanów wirtuoz, kompozytor i mąż stanu Ignacy Jan Paderewski.

Podczas uroczystości, poprowadzonej przez mającą polskie korzenie Luizę Chwialkowską Savage - szefową działu komentarzy portalu informacyjnego Politico, obok ambasadora RP Piotra Wilczka wystąpili m.in. minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, który przebywa w Waszyngtonie z oficjalną wizytą na zaproszenie szefa Pentagonu Jamesa Mattisa, a także pełnomocniczka prezesa Rady Ministrów ds. dialogu międzynarodowego, senator Anna Maria Anders oraz ze strony władz amerykańskich Wess Mitchell - asystent sekretarza stanu ds. Europy i Eurazji, odpowiedzialny za kształtowanie polityki zagranicznej USA wobec Polski i innych państw regionu.

Przyjęcie w Instytucie Pokoju wzbogacił koncert fortepianowy w wykonaniu specjalizującego się w interpretacji kompozycji Fryderyka Chopina Briana Gentza, występy wokalistki Magdaleny Wór oraz jazzowe interpretacje starych polskich szlagierów w wykonaniu mieszkającego w Nowym Jorku Kuby Cichockiego. Specjały kuchni polskiej, na czele z pierogami, cieszącymi się niezmiennie popularnością wśród Amerykanów, przygotował kuchmistrz ambasady RP w Waszyngtonie Jan Górszczyk-Kęcik.

W środę (czwartek czasu polskiego) po Waszyngtonie rocznicowe obchody odbędą się w Nowym Jorku, gdzie w renomowanej sali koncertowej Carnegie Hall odbędzie się koncert Teatru Wielkiego – Opery Narodowej „Głosy gór”, przedstawiający wpływy muzyki i folkloru góralskiego na polskich kompozytorów takich jak Karol Szymanowski, Henryk Mikołaj Górecki, Mieczysław Karłowicz czy Wojciech Kilar.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl