Fundacja „Łączka” czeka na poparcie

III etap ekshumacji Żołnierzy Wyklętych-Niezłomnych na warszawskiej Łączce jest zagrożony. Dlatego Fundacja „Łączka” wystosowała list do Prezydenta RP. Popierają nas historycy IPN u, Zofia Pilecka-Optułowicz, a apel do Bronisława Komorowskiego skierował też Klub „Gazety Polskiej” im. Rotmistrza Witolda Pileckiego w Kobyłce.

Czekamy na kolejne głosy poparcia środowisk patriotycznych, kombatanckich, młodzieżowych, klubów „GP”, Solidarnych 2010 i wszystkich Polaków, którym bliski jest etos II Rzeczypospolitej i żołnierzy, którzy walczyli o wolność ojczyzny i oddawali za nią życie. Pomóżmy Niezłomnym, aby dłużej nie pozostawali Wyklęci. W tej chwili decyduje się ich los. Od Was zależy, czy na zawsze zostaną w ziemi, czy po pół wieku PRL-owskiego kłamstwa i ćwierć wieku niepamięci III RP będą wydobyci z dołów śmierci i godnie pochowani. Bo dopóki IPN nie ekshumuje z Łączki wszystkich żołnierzy niepodległości – a w ziemi pozostało jeszcze ok. 100 zamordowanych – nie będziemy mogli mówić o ich tegorocznym pogrzebie, bo po prostu nie będzie kogo chować.

Niepokojący marazm

Ekipa badawcza ma wrócić do kwatery „Ł” na wiosnę br. Ten ostatni, trzeci etap ekshumacji będzie wyjątkowo trudny. W tej części cmentarza na Powązkach Wojskowych na dołach śmierci w latach 70. i 80. postawiono groby często funkcjonariuszy komunistycznego państwa. Ponieważ teraz okazało się, że nie można wkopać się pod te nagrobki tzw. metodą kopalnianą (są one ustawione zbyt blisko siebie), jedyną szansą, aby dostać się do znajdujących się pod nimi dołów śmierci, jest chwilowy demontaż grobów. Na to powinny zgodzić się rodziny. Tymczasem o jakichkolwiek przygotowaniach do prac ekshumacyjnych nie słychać.

Dlatego w liście do Prezydenta RP (całość dostępna na stronie www.fundacjalaczka.pl) napisaliśmy, „aby zobowiązał IPN, ROPWiM i Ministerstwo Sprawiedliwości do przeprowadzenia na wiosnę tego roku III etapu prac ekshumacyjnych oraz wystosował prośbę do wszystkich Polaków, w tym rodzin pochowanych na Powązkach Wojskowych, o wsparcie dla tego priorytetowego dla państwa projektu, przywracającego prawdę historyczną”. Panie prezydencie, czekamy na odpowiedź!

Fundację Łączka poparł Klub „Gazety Polskiej” w Kobyłce z jej przewodniczącym Bogdanem Grzenkowiczem: „Z niepokojem obserwujemy marazm w podejmowanych decyzjach związanych z koniecznością chwilowego demontażu znajdujących się na miejscu ekshumacji pomników zbudowanych w kwaterze „Ł” w latach 80. W pełni przyłączamy się do apelu Fundacji „Łączka”, prosząc Pana Prezydenta jako Głowę Państwa, oraz zwierzchnika Sił Zbrojnych o wsparcie III etapu prac ekshumacyjnych”.

Modliliśmy się za patriotów

Popierają nas też rodziny „łączkowców”. Wśród nich Grażyna Chojecka, córka siostrzenicy majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, cichociemnego, oficera AK, Delegatury Sił Zbrojnych i Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. W wieku 31 lat, po wyroku krzywoprzysiężnego sądu, został rozstrzelany na Mokotowie 7 marca 1949 r. Z panią Grażyną Chojecką spotkaliśmy się podczas pierwszej mszy trydenckiej odprawionej we wrześniu 2013 r. na Łączce. Modliliśmy się za wszystkich zamordowanych przez komunę patriotów. Po tej przepięknej, wzruszającej uroczystości rozmawialiśmy o moim apelu z sierpnia ub.r. do prezydenta Komorowskiego o godny państwowy pochówek w kwaterze „Ł” Żołnierzy Wyklętych-Niezłomnych. Pani Grażyna zgodziła się, że adresat nie jest może najwłaściwszy, ale innego wyjścia nie mamy, bo któż inny, jak nie głowa państwa, a zarazem zwierzchnik polskich sił zbrojnych ma nie tylko prawo, ale i obowiązek patronować uroczystościom. Okazało się również, że szeroko pojęta rodzina „Zapory” nie jest przeciwna pochówkowi jego doczesnych szczątków w Warszawie. Plany zabrania Dekutowskiego do Lublina uznała za nieporozumienie, uzurpację niektórych środowisk, bo jeśli gdzieś go przenosić, to raczej do rodzinnego Tarnobrzega. Ponieważ „Zapora” nie pozostawił dzieci (w konspiracji zerwał zaręczyny ze studentką medycyny Teresą Partyką-Gaj, sanitariuszką AK i łączniczką WiN u), identyfikacja jego szczątków była możliwa dzięki ekshumacji z cmentarza w Tarnobrzegu rodziców – Jana i Marii Dekutowskich oraz pobrania od nich DNA.

Wrócił do nas teraz

Grażyna Chojecka weszła w skład Komitetu Honorowego Fundacji „Łączka”. Ten sam zaszczyt spotkał nas ze strony pani Elżbiety Smolińskiej, córki zamordowanego na Rakowieckiej Eugeniusza Smolińskiego. Smoliński to wybitny chemik, którego wiedza z zakresu materiałów wybuchowych służyła Komendzie Głównej AK. W 1945 r. komunistyczne władze zgodziły się na jego plan uruchomienia fabryki zbrojeniowej w Łęgozowie koło Bydgoszczy. W lipcu 1947 r. rozpoczął produkcję trotylu. Miesiąc później zatrzymano go pod fałszywym zarzutem sabotażu. Wyrokiem krzywoprzysiężnego sądu został skazany na karę śmierci i stracony na Mokotowie 9 kwietnia 1949 r. Miał 44 lata.

– Gdy aresztowano ojca, siostra miała 11 miesięcy, a ja miałam niespełna trzy lata – mówiła Elżbieta Smolińska podczas uroczystości identyfikacji szczątków jej ojca w Instytucie Pamięci Narodowej. – Mama czekała na powrót ojca przez całe swoje długie życie. Ona nie wierzyła, że nie żyje. Zawsze nam mówiła, że on do nas wróci, bo jej to obiecał. Wrócił do nas teraz. O odnalezieniu szczątków Eugeniusza Smolińskiego IPN poinformował latem 2012 r.

Łzy „Sarenki”

W Komitecie Honorowym Fundacji „Łączka” znalazła się również Danuta Szyksznian-Ossowska, żołnierz wileńskiej AK w latach 1939–1945, dziś Honorowa Prezes Zarządu Okręgu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Szczecinie. Wilnianka po tacie, a góralka (z Suchej Beskidzkiej) po mamie. I niech nikogo nie zmyli niewinny konspiracyjny pseudonim „Sarenka” ani nazwa „Kozy” – kryptonim grupy 12 młodych wilnianek, które wykonywały najbardziej niebezpieczne zadania. Za udział w powstaniu wileńskim, znanym częściej pod kryptonimem „Operacja Ostra Brama”, w wieku 19 lat odznaczono ją srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami. A potem było już tylko gorzej – śledztwo w sowieckiej katowni na Łukiszkach i wywózka do obozu w dalekim Saratowie. Po powrocie do Polski wciąż kłopoty i szykany. Władze komunistyczne utrudniały jej pracę nawet jako nauczycielce. W III RP jest inicjatorką odsłonięcia w Szczecinie pomnika żołnierzy AK zamordowanych przez Niemców w Ponarach i ronda niezłomnego żołnierza Kresów – Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. W 2009 r. uzyskała tytuł „Honorowego Obywatela Międzyzdrojów”, a w 2011 r. została „Szczecinianką Roku”.

W ubiegłym roku Danuta Szyksznian-Ossowska wystosowała list otwarty do Prezydenta RP, protestując przeciw niemieckiemu serialowi „Nasze matki, nasi ojcowie”. Przypomniała historię swojej rodziny: „»Konsultanci historyczni« serialu nie mogąc pochwalić się swoimi matkami i ojcami, za wszelką cenę chcą opluć i znieważyć naszych. A moja mama i mój tata również walczyli w Armii Krajowej, a kiedy mnie po powstaniu wileńskim aresztowano i uwięziono, mojej mamie z rozpaczy pękło serce. Moja mama odeszła w wieku 39 lat. Teraz moje serce pęka, kiedy oglądam serial i widzę bierność, a nawet przyzwolenie organów państwa na ten proceder”.

Pani Danuta przypomniała też historię rodziny Bronisława Komorowskiego: „Pana ojciec jako żołnierz AK z 6. Brygady brał udział w powstaniu wileńskim. Pan, Panie Prezydencie, nie może milczeć! […] Obowiązkiem Pana jest stanąć w obronie honoru żołnierzy i Pana ojca. W moich najczarniejszych snach nie wyobrażałam sobie, że w Wolnej Polsce, zamiast cieszyć się wnukami i rozkwitem Ojczyzny, znów muszę stanąć do walki o honor moich dowódców i towarzyszy broni”. Swój apel zakończyła słowami: „Śp. Prezydent prof. Lech Kaczyński nie pozwoliłby, by nasz naród tak opluwano. Tego samego oczekuję od Pana, Panie Prezydencie”. Apel pozostał bez odpowiedzi.

Teraz Danuta Szyksznian-Ossowska wspiera Fundację „Łączka”. „To dla mnie wielki zaszczyt” – mówi ze łzami w oczach.
 
Tadeusz Płużański. Pisarz, publicysta, szef działu opinie „Super Expressu”, autor książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2”, „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”, prezes Fundacji „Łączka”.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Podwójna natura wojskowego eksperta

Czy warto poświęcać uwagę zasadom etyki w dziennikarstwie, gdy milionowe rzesze użytkowników mediów atakowane są co chwila rozmaitymi, sensacyjnymi informacjami – nierzadko po prostu wyssanymi z palca, bądź zdobywanymi bez jakiegokolwiek sprawdzania wiarygodności źródeł ich pochodzenia? Gdy coraz częściej poklask i uznanie zdobywają „prawdy”, które na rynku medialnym po prostu sprzedają się łatwo i szybko?

A jednak, wbrew pozorom, dopóki zawód dziennikarza wciąż istnieje, i wciąż funkcjonują w obiegu publicznym osoby, które tę profesję wykonują, powinny obowiązywać je określone zasady przedstawiania treści, które docierają do opinii publicznej. Dla dużej części moich kolegów po piórze zasady te są jasne i nikomu nie trzeba tłumaczyć, że należy ich przestrzegać.

Bowiem tekst, zwłaszcza informacyjny (w odróżnieniu od odpowiednio zaznaczanego komentarza) oprócz tego, że ma przyciągać uwagę odbiorców, a więc być odpowiednio atrakcyjnie „przyrządzony”, musi spełniać kryteria obiektywizmu, być napisany z uwzględnieniem różnych punktów widzenia. Tak, by nie sprawiał wrażenia, że został stworzony „pod potrzeby” określonego podmiotu (biały piar): danej firmy, bądź osoby, lub przeciw nim (czarny piar).

Przekładając to na konkretne przykłady, można sobie np. wyobrazić, że w mediach pojawia się informacja o faworytach do zwycięstwa na festiwalu piosenki, z której wynika, że tym „murowanym” jest X. I to pomimo, że zyskał najmniej oklasków i nie wzbudził większego zainteresowania na żadnym z portali społecznościowych. Za to – o czym nie wiedzą czytelnicy owej „informacji” - za tym wykonawcą stoi określony koncern muzyczny, z którym współpracuje jej autor.

W realu wygląda to nierzadko tak, że następuje pomieszanie ról dziennikarza i PR-owca, lub – co może jeszcze gorsze – pełnienie ich przez jedną osobę. Co więcej, występują już przypadki, że taka osoba się z tym stanem rzeczy specjalnie nie kryje. Np. Marcin Górka, znany ekspert w dziedzinie przemysłu zbrojeniowego i branży wojskowej.

„Polska zbrojeniówka w Paryżu”, „Polski sprzęt w Ostrawie, czyli jak promujemy się w NATO”, „”Polskie kły” na morzu, czyli pływające muzeum” (Onet.pl); „Błękitna Brygada wyruszyła do Hohenfels”, „Komandosi po raz dziewiąty w Dziwnowie”, „Poligonowa premiera Raków 12 brygady”, „Licytacja na rzecz weteranów” (Polska Zbrojna) – to tylko niektóre tytuły tekstów z ostatnich miesięcy, autorstwa Górki, współpracującego z zarówno z portalem Onet.pl, jak i „Polską Zbrojną” – miesięcznikiem wydawanym przez Wojskowy Instytut Wydawniczy, utworzonym przez MON.

Co ciekawe, red. Górka – wcześniej m.in. dyr. ds. marketingu Polskiego Holdingu Obronnego – działa równolegle w innej roli, choć wciąż w tej samej branży. Od kilku lat (data wpisu do KRS: grudzień 2014 r.) jest bowiem właścicielem agencji PR MGPR, zarejestrowanej w Szczecinie. Niestety w roli dziennikarza, w swoich tekstach promuje nierzadko produkty firm, w których promowanie zaangażowany jest jako PR-owiec. Tak jest w przypadku produkującej dla wojska pojazdy firmy Concept (jest jej rzecznikiem), a także Griffin Group Defence.

Jak nietrudno się domyślić w żadnym z tekstów nie zaznaczono, że Górka pracuje na rzecz tych firm.

Przykładowo w tekście o wspomnianym tytule „Polska zbrojeniówka w Paryżu”, z czerwca br. pisanym dla Onet.pl dowiadujemy się, m.in., że „Z Bielska-Białej po raz pierwszy do Paryża przyjechała prywatna firma Concept, przywożąc ze sobą trzy przeznaczone dla wojska pojazdy wspólnie z państwowym Polskim Holdingiem Obronnym. To Wirus IV(…). 118 takich pojazdów ma trafiać do rozpoznawczych pułków polskiego wojska od 2020 roku. (…)Po raz pierwszy do Paryża przyjechały też zbudowane w bielskiej firmie pojazdy „Dino”. To auta, które potencjalnie zastąpić mogą wysłużone w naszym wojsku honkery. (…) Podwozie „Dino” skonstruował Mercedes a specjalny napęd austriacki Oberaigner. Cała reszta to dzieło polskiego producenta.”

W całym tekście padają też informacje o innych polskich producentach uczestniczących w paryskich targach – jednak ta o pojazdach firmy, z którą związany jest red. Górka, jest jakoś szczególnie obszerna. Podobnie wygląda to m.in. w tekście sprzed roku dla Polski Zbrojnej (Zwiadowcy będą jeździć Wirusami): „118 pojazdów Wirus IV trafi w najbliższych latach do jednostek rozpoznawczych. To polska konstrukcja, przystosowana do poruszania się w trudnym terenie, którą można przetransportować śmigłowcem i desantować na spadochronie. Umowę na dostawę podpisano w środę na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach” – itd. itp.

A o to post z FB agencji MGPR z kwietnia br.: „Wybuchowo było dzisiaj w WITU w Zielonce. Pokaz nowoczesnych granatów, dymów i innych materiałów wybuchowych zorganizował Griffin Group Defence. Plus piękna pogoda. I cudowne „barwy walki”. MGPR zaprosił na to wydarzenie dziennikarzy z branżowych mediów”.

Kto wie, czy wyjątkowo „ciepły” tekst o ofercie niemieckiego koncernu TKMS dotyczący przetargu na dostawę okrętów podwodnych dla polskiej Marynarki Wojennej, także napisany przez Górkę, nie powstałby, gdyby okazało się, że autor nie jest w jakiś sposób powiązany z tą firmą.

Oto fragment tekstu: „Niemcy: okręty podwodne chcemy budować w Polsce” (portal Onet.pl), z 15 września 2017 r. „Polska Marynarka Wojenna gwałtownie domaga się nowoczesnych okrętów podwodnych, bo pierwsze z użytkowanych obecnie już ponad 50-letnich typu Kobben trzeba jeszcze w tym roku wycofać ze służby. (…)Niemcy zapowiadają, że polscy pracownicy mogliby szkolić się w niemieckiej stoczni w Kilonii przy budowie okrętów dla innych kontrahentów. Przeszkoleni wróciliby do kraju, by już pierwszy okręt dla naszej Marynarki Wojennej powstawał w polskiej stoczni. Niemiecki tkMS odkrył karty ujawnił plan zbudowania w Polsce linii produkcyjnej”.

Podobnie, nie wiadomo czy red. MG nie powiązany jest z agencją fotografii wojskowej (strona www.comcam.pl), której fotografiami bardzo często ozdabia swoje teksty (także ten powyżej) w mediach.

Sam red. Marcin Górka nie dostrzega niczego specjalnie niestosownego w swej „dwutorowej” działalności. Na wysłane mu pytania odpowiedział: „Prowadząc działalność gospodarczą jako MGPR nie jestem zatrudniony w Onet.pl. Nie widzę wewnętrznego konfliktu w swojej działalności zawodowej, gdyż w Onet.pl publikuję wyłącznie artykuły o charakterze informacyjnym i relacjonującym oraz dostarczam fotografie”.

Jak widać, czytając rozmaite teksty prasowe, zwłaszcza przedstawiane jako „fachowe” – zawsze warto stawiać pytania pochodzące, ze starej, wydawałoby się minionej epoki: kto za tym stoi i czemu to służy? Unikniemy wówczas niepotrzebnych rozczarowań.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl