Upadek ze szczytu (klimatycznego) – i po co nam to było?

  

Rząd wydał na obrady szczytu klimatycznego ok. 100 mln zł. Organizatorzy liczą, że „to się jakoś zwróci", ale nie mówią, kiedy i jak. Za szczególny sukces uznają, że polskie pierogi tak bardzo smakowały uczestnikom, że kuchnia wydała ich w sumie trzy tony.

Wydano też trzy tony mięsa oraz  tonę ryb. Ponadto uczestnicy obrad zjedli 25 tys. tabliczek czekolady i 12 tys. jabłek. PAP doniosła, że tabliczki czekolady cieszyły się szczególną popularnością wśród dziennikarzy, bo ceny napojów i posiłków z ich punktu widzenia były zbyt wysokie (i niektórzy przychodzili na Stadion z własnym wyżywieniem). Szczyt trwał 12 dni i przez Stadion Narodowy przewinęło się 12 tys. osób – codziennie było ich tam ok. 5,5 tys. Dbało o nich 2,5 tys. pracowników: ochroniarzy ONZ-etowskich, pracowników obsługi technicznej, informatyków i kucharzy.

Jako sukces organizatorzy podali, że „aż 70 proc. uczestników" pozytywnie oceniło lokalizację obrad oraz że delegaci „docenili" warunki, w jakich musieli pracować. „Bardzo wysoko" ocenili bezpieczeństwo na Stadionie i czystość.

Dziwny sukces

Gospodarz obrad COP-19 minister środowiska Marcin Korolec, podsumowując obrady, stwierdził, że finałowe negocjacje, trwające 11 godz. i zakończone w nocy z soboty 23 na 24 listopada, zwieńczył sukces. Że było trudno, ale osiągnięto „dobry rezultat" i „położono fundament pod przyszłe kluczowe decyzje". Nie ulega wątpliwości, że obrady skończyły się specyficznym sukcesem osobiście dla pana ministra. Zgodnie z ustaloną praktyką został wybrany na „szefa światowej ekologii" z zadaniem współpracy przy przygotowaniu kolejnego szczytu, tym razem w Ameryce Łacińskiej. Specyfika sukcesu polegała na tym, że właśnie w dniach trwania obrad został odwołany ze stanowiska ministra. To raczej się nie zdarza – zazwyczaj rząd kraju gospodarza robi wiele, by raczej umacniać, a nie osłabiać pozycję swojego przedstawiciela i uzgodnionego prezydenta konferencji. Musiały być po temu poważne powody.

I łatwo się domyślić, jakie. Pierwszy to nieopatrzne uzgodnienie daty rozpoczęcia obrad na 11 listopada. Groziło to wybuchem niesłychanej awantury w wyniku spięcia między „ekologami", „antyglobalistami" oraz „antyfaszystami" z uczestnikami patriotycznych pochodów w Święto Niepodległości. Zapewne za jakiś czas dowiemy się, ile wysiłku kosztowało, by do takiej konfrontacji nie doszło. Ale i tak awantury towarzyszące tym obchodom miały bardzo szeroką międzynarodową widownię. Dobrej sławy Polsce to nie przysporzyło. Tłumaczenia, że gospodarz nie miał żadnego wpływu na konkretną datę rozpoczęcia obrad, są mało wiarygodne. Zwłaszcza gdy chodziłoby o przesunięcie terminu o dzień lub dwa.

Europejska hipokryzja

Ale nawet i bez tego Polska jako gospodarz szczytu klimatycznego musiała narazić się na ostrą ocenę swojej polityki gospodarczej z punktu widzenia skutków ekologicznych. Szczególnie dotkliwą krytykę zyskało (co było do przewidzenia) znaczne uzależnienie naszej energetyki od węgla i wynikającej stąd wysokiej emisji CO2. Nic to, że Polsce udało się z nadwyżką spełnić wymogi protokołu z Kyoto, wzywającego do redukcji dwutlenku węgla o 6 proc. od roku 1988. Zmniejszyliśmy emisję tego gazu aż o 32 proc., w warunkach dość silnego (średnio) w ciągu minionych 25 lat tempa wzrostu gospodarczego. Ale to dla ekologicznych radykałów skupionych w organizacjach „proekologicznych" jest bez znaczenia. Polska została uznana za „wielkiego truciciela" i postawiono przed nią alternatywę: albo zmniejszy radykalnie emisję dwutlenku węgla i zahamuje wzrost gospodarki, zwiększy bezrobocie, doprowadzi do ruiny Śląsk – albo będzie kontynuowała politykę systematycznego ograniczania emisji, ale w warunkach poniżającej krytyki i awantur międzynarodowych organizacji ekologicznych. I nic to, że spośród krajów europejskich znacznie większe „grzechy" na sumieniu mają np. Niemcy. Media (w tym także niemieckie) za najbardziej „zatwardziałego truciciela" uważają Polskę.

Prawdą też jest, że swoista „awantura o węgiel" wzbudziła tak wielkie poruszenie na Śląsku, że Donald Tusk na kilka dni przed otwarciem szczytu musiał w Katowicach uspokajać niepokój o przyszłość tego regionu i jego mieszkańców. Zapewniał, że „polska energetyka stała, stoi i będzie stała na węglu". Odnotowały tę wypowiedź i zagraniczne media (z „Financial Times" na czele) i organizacje ekologiczne. Zamiast prestiżu gospodarza ważnej międzynarodowej konferencji, rząd Tuska naraził się na ostrą krytykę awanturniczych gości. W kuluarach konferencji zaczęła krążyć złośliwa opinia, że nie da się osiągnąć postępu, bo „Warszawa jest stolicą węgla, a nie Polski". Premier doczekał się nawet wywieszenia baneru z pytaniem „Czy Polską rządzi rząd, czy węgiel?" na gmachu Ministerstwa Gospodarki. Dobrze, że nie na gmachu Kancelarii Premiera.

Pogromca łupków

Pojawił się w następstwie problem oboczny: jak karać za ten wybryk? Policja wypełniła swoje zadania skrupulatnie, zatrzymując sprawców. Ale sądy… Trudno dociec, kto wpadł na pomysł, by ukarać Polaków, a obcokrajowcom odroczyć rozprawy do stycznia. Nie trzeba dużej wyobraźni, by przewidzieć skutki takiego rozumienia sprawiedliwości i praworządności. Pierwszy skutek był natychmiastowy: zachęceni faktyczną bezkarnością obcokrajowcy-działacze ekologiczni wywiesili jeszcze większy baner – wręcz olbrzymi – tym razem na frontonie Pałacu Kultury i Nauki. Na dłuższą metę przekaz jest jeszcze gorszy. Po pierwsze okazuje się, że gmachy pub­liczne w Polsce (w tym ministerstwa) są tak źle strzeżone, że można do nich wejść, wnosząc bez problemu wielkie pakunki. Następnym razem być może – kilka kilogramów trotylu albo karabin maszynowy. Po drugie – że sprawiedliwość jest u nas wybiórcza. I za ten sam czyn może „krajowców" karać, a „gości" – nie. Musiało to wszystko sfrustrować Donalda Tuska – bo przecież nie po to miała być światowa konferencja, by go kompromitować w kraju i za granicą. Wszak miała poprawiać jego image.

Minister Korolec na szczycie szedł „od sukcesu do sukcesu". Tak przynajmniej wynikało z jego oświadczeń i komentarzy. Byłbym niesprawiedliwy, gdybym wskazywał tu tylko na wspomniane już pierogi. Bo do sukcesów należy i to, że jednak nas nie potępiono w żadnym oficjalnym dokumencie ani nie zmuszono do przyśpieszenia marszu odchodzenia od węgla (przynajmniej nic o tym nie wiadomo). Ustalono także, że czas zrealizować obietnice z Kopenhagi, iż bogatsze kraje przeznaczać będą 10 mld dol. na walkę ze zmianami klimatu w krajach uboższych (i ta kwota ma wzrosnąć do 2020 r. do poziomu 100 mld dol.). Oraz że będą premie z funduszów ONZ-etu za powstrzymanie wycinki lasów tropikalnych.

Niewątpliwie sukcesem osobistym min. Korolca jest objęcie prezydentury ekologicznej. Trwają dywagacje, czy obstrukcja programu wydobycia gazu z łupków przez ministra środowiska nie wynikała z jego starań o przyjazną akceptację jego prezydentury COP? Bo faktem jest, że za jego urzędowania nie udało się uzgodnić projektu ustawy regulującej kwestie związane z eksploatacją złóż łupkowych na terenie Polski. A następca w pierwszym zdaniu po nominacji obiecał to przyśpieszyć. Coś więc na rzeczy było. Wziąwszy to wszystko pod uwagę, trudno się dziwić, że Tusk „się wściekł" i ogłosił odwołanie ministra Marcina Korolca, zanim jeszcze szczyt się skończył.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

Malkontentom do sztambucha

  

Obchody będą trwały jeszcze przynajmniej dwa i pół roku. Zamiast narzekać, mamy szansę się włączyć.

Denerwują mnie narzekania (szczególnie te ze strony różnych patriotów), że rząd nie przygotował wielkich i godnych wydarzeń z okazji setnej rocznicy odzyskania Niepodległości. Być może jest w tym nieco racji, bo oczekiwania były ogromne. Niestety nie odsłonięto Łuku Triumfalnego, o którym marzy Jan Pietrzak. Muzeum Historii Polski  ciągle w budowie. Nie powstała też porywająca, filmowa superprodukcja o marszałku Piłsudskim, Dmowskim czy Paderewskim. Nie odbył się w Warszawie wielki zjazd koronowanych głów i możnych tego świata. To wszystko racja. Polska jest osamotniona i do świętowania z nami wielcy się nie garną. Ale paradoksalnie to dowód, że Polska dziś poważnie traktuje Niepodległość. Bo suwerenność kosztuje. Kto miał przyjechać? Ci, którzy nie są w stanie znieść, że po latach uległości Polska wreszcie obrała kurs na podmiotowość? Ile trzeba mieć złej woli, by nie dostrzec mnóstwa mniejszych i większych (inicjowanych przez instytucje państwa i społeczne organizacje) wydarzeń: kulturalnych, naukowych, sportowych i religijnych. Od miesięcy w wielu europejskich centrach kultury, na deskach najważniejszych sal koncertowych, grana jest polska muzyka, występują polscy soliści, orkiestry i dyrygenci. W wielu prestiżowych miejscach prezentowane są wystawy. W kościołach całej Polski i za granicą, wszędzie, gdzie mieszkają Polacy, odprawiane są msze dziękczynne. Najwybitniejsi kompozytorzy – Agata Zubel, Krzysztof Penderecki, Paweł Łukaszewski, Paweł Szymański i inni – uczcili jubileusz okolicznościowymi dziełami. Inicjatyw jest tyle, że nie sposób ich ogarnąć, bo powstawały i powstają oddolnie, w wielu środowiskach. W tym narzekaniu jest postawa „weźmy – zróbcie!”. To tak jakby na urodziny mielibyśmy przyjść bez prezentu, za to z oczekiwaniem wykwintnej wyżerki i super zabawy. Obchody będą trwały jeszcze przynajmniej dwa i pół roku, bo przecież 11 listopada to data umowna. Zamiast narzekać, mamy szansę się włączyć. Czas wielkiego święta trwa! Szanujmy nasze państwo. Może nie jest doskonałe, ale jest niepodległe, a tej niepodległości w minionym stuleciu nie zaznaliśmy za wiele.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl