Z czego cieszy się Donald Tusk?

  

Zdjęcia, na których widać radość Donalda Tuska i Władimira Putina na miejscu katastrofy - nie są dowodem na zamach. Nie mamy pewności co ich rozbawiło. Mógł to być "zwykły" żart Putina, albo jakaś gra słowna, która Tuska ubawiła. Nawet jeśli przyjąć taką korzystną dla premiera RP interpretację, to trzeba powiedzieć mocno: doszło do sytuacji, do której nie powinno nigdy dojść.

Donald Tusk był w niedalekiej odległości od fragmentów wraku samolotu i ciał ofiar. Cokolwiek by się działo, jak niesamowicie zabawny żart by mu Władimir Putin opowiedział, to premier dużego europejskiego kraju w żadnym wypadku nie może sobie pozwolić na uśmiech w takim miejscu, w takich okolicznościach. Całkiem możliwe, że była to specjalna zagrywka Putina - rozbawić Tuska, by później mieć na niego "haka". Szczególnie, że jako były pułkownik KGB doskonale wyczuwa psychologiczne słabości, takie jak dziecinne podejście do poważnych spraw, które u Tuska jest nad wyraz częste. Polityka w krótkich spodenkach - ta postawa Donalda Tuska irytuje nas bardzo często, a w wypadku Władimira Putina jest to świetna okazja, z której wielokrotnie korzystał. Choćby ostatnio przy okazji podpalenia policyjnej budki przy rosyjskiej ambasadzie i racach które trafiły na teren polskiej ambasady w Moskwie. Pisałem o tym szerzej w tekście "Dyplomacja w krótkich spodenkach".

To jednak w żaden sposób premiera Rzeczpospolitej nie usprawiedliwia. Cokolwiek byśmy o Tusku nie myśleli, on jest naszym przedstawicielem, reprezentuje nasz kraj. W takich chwilach szczególnie. Cały świat był patrzył na to miejsce, na tę tragedię.

Niestety, żarty po Smoleńsku, to domena nie tylko Donalda Tuska. Przypomnę choćby wypowiedź Jacka Sasina z jesieni 2011 r. dla "Naszego Dziennika":
Sami słyszeliśmy z Maciejem Łopińskim od personelu obsługującego gości w jednej z placówek prezydenckich w Warszawie, jak niedługo po katastrofie świetnie bawili się na zakrapianym alkoholem spotkaniu Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski. Według relacji byli wówczas w doskonałych nastrojach i w pewnym momencie Komorowski miał podobno powiedzieć do Sikorskiego: "Lecha nie ma, ale został nam jeszcze ten drugi". Na co Sikorski: "Nie martw się, Bronek, mamy jeszcze jedną tutkę". Jak nam mówiono, takie słowa tam wtedy padały.

Prezydent złożył sprawę do sądu i sędzia Ewa Dietkow nakazała Jackowi Sasinowi przeprosić Komorowskiego. Zarzucono Bronisławowi Komorowskiemu dwulicowość i cynizm. Jaki to prezydent, który publicznie prezentuje postawę poważną i współczującą, a prywatnie upija się i żartuje? - mówiła sędzia. Świetne pytanie. Jaki to prezydent który żartuje sobie czekając na trumny ofiar katastrofy smoleńskiej? A przecież taką sytuację zarejestrowały kamery.

Zarówno Donald Tusk, jak i Bronisław Komorowski doskonale wiedzą, że jakiekolwiek ujawnienie ich emocji w tamtych dniach - emocji które we współpracy z nimi ubierał w słowa ich przyjaciel Janusz Palikot - skończyć się może zaprzepaszczeniem konsekwentnie budowanego wizerunku ludzi pokoju i narodowej zgody. Wizerunku, który oparty jest na nieprawdzie. Prawdziwy Donald Tusk to ten, który wyciera buty o marynarkę kolegi, gdy ten wychodzi z pokoju i robi to przy wszystkich, by upokorzenie było większe. Prawdziwy Donald Tusk to Stefan Niesiołowski. Prawdziwy Donald Tusk to ten, który cieszył się, że zginął jego polityczny konkurent. W telewizji widzimy jedynie jego maskę.

To dlatego, gdy powinien się tłumaczyć ze zdjęć, które przeczą temu sztucznemu wizerunkowi - wysyła do mediów osobę o jakże niesamowitej kulturze osobistej, Pawła Grasia. Jednego z najbliższych świadków tej sytuacji, jak widać na zdjęciach. - Pamiętam tamte emocje, przerażenie, smutek i żal, ale nie przypominam sobie ani takiego wyrazu twarzy premiera Tuska i premiera Putina, ani takich gestów. To są brednie. Nie bardzo wiem jak komentować to zdjęcie czy ten fotomontaż. To jest insynuacja, że premier polskiego rządu cieszył się, iż zginęło 96 Polaków w tym jego przyjaciele. Ta insynuacja jest podła i skandaliczna nie krył oburzenia rzecznik rządu w TVP1. Było to jeszcze zanim "Do Rzeczy" opublikowało całą sekwencję zdjęć.

Panie ministrze, sam pan opisuje zdjęcia jako radość Tuska z tego że zginęło 96 Polaków w tym jego przyjaciele. Radość, która ujrzała światło dzienne.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Wczytuję komentarze...

Malkontentom do sztambucha

  

Obchody będą trwały jeszcze przynajmniej dwa i pół roku. Zamiast narzekać, mamy szansę się włączyć.

Denerwują mnie narzekania (szczególnie te ze strony różnych patriotów), że rząd nie przygotował wielkich i godnych wydarzeń z okazji setnej rocznicy odzyskania Niepodległości. Być może jest w tym nieco racji, bo oczekiwania były ogromne. Niestety nie odsłonięto Łuku Triumfalnego, o którym marzy Jan Pietrzak. Muzeum Historii Polski  ciągle w budowie. Nie powstała też porywająca, filmowa superprodukcja o marszałku Piłsudskim, Dmowskim czy Paderewskim. Nie odbył się w Warszawie wielki zjazd koronowanych głów i możnych tego świata. To wszystko racja. Polska jest osamotniona i do świętowania z nami wielcy się nie garną. Ale paradoksalnie to dowód, że Polska dziś poważnie traktuje Niepodległość. Bo suwerenność kosztuje. Kto miał przyjechać? Ci, którzy nie są w stanie znieść, że po latach uległości Polska wreszcie obrała kurs na podmiotowość? Ile trzeba mieć złej woli, by nie dostrzec mnóstwa mniejszych i większych (inicjowanych przez instytucje państwa i społeczne organizacje) wydarzeń: kulturalnych, naukowych, sportowych i religijnych. Od miesięcy w wielu europejskich centrach kultury, na deskach najważniejszych sal koncertowych, grana jest polska muzyka, występują polscy soliści, orkiestry i dyrygenci. W wielu prestiżowych miejscach prezentowane są wystawy. W kościołach całej Polski i za granicą, wszędzie, gdzie mieszkają Polacy, odprawiane są msze dziękczynne. Najwybitniejsi kompozytorzy – Agata Zubel, Krzysztof Penderecki, Paweł Łukaszewski, Paweł Szymański i inni – uczcili jubileusz okolicznościowymi dziełami. Inicjatyw jest tyle, że nie sposób ich ogarnąć, bo powstawały i powstają oddolnie, w wielu środowiskach. W tym narzekaniu jest postawa „weźmy – zróbcie!”. To tak jakby na urodziny mielibyśmy przyjść bez prezentu, za to z oczekiwaniem wykwintnej wyżerki i super zabawy. Obchody będą trwały jeszcze przynajmniej dwa i pół roku, bo przecież 11 listopada to data umowna. Zamiast narzekać, mamy szansę się włączyć. Czas wielkiego święta trwa! Szanujmy nasze państwo. Może nie jest doskonałe, ale jest niepodległe, a tej niepodległości w minionym stuleciu nie zaznaliśmy za wiele.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl