​Ambicje II Rzeczypospolitej - przypadek Liberii

Obecny rząd grzeszy małymi ambicjami międzynarodowymi. Nie tylko nie chce być głównym podmiotem polityki w Europie Środkowo-Wschodniej, swoistym zwornikiem politycznym i liderem pozostałych państw postkomunistycznych tego obszaru, ale nawet nie chce, by siła i znaczenie naszego państwa odpowiadały jego potencjałowi. Mamy obecnie całkowite wycofanie w polityce międzynarodowej i brak pomysłu na realizację polskiej Racji Stanu w relacjach z innymi państwami. Nasza obecna polityka to raczej zaspokajanie ambicji innych państw i gwarantowanie ich interesów w Polsce, szczególnie Niemiec i Rosji.

Tymczasem rządy w II Rzeczypospolitej szukały możliwości rozwoju i ekspansji, zgodnie z ówczesnymi standardami i możliwościami. Wśród różnych rozwiązań brały pod uwagę włączenie się w wyścig o nowe ziemie, co prawda spóźniony z racji pojawienia się Polski na mapie świata dopiero w 1918 r. Celem było głównie szukanie nowych rynków, co miało przyczynić się do rozwoju gospodarczego naszego kraju. Organizacją, która miała w tym zakresie realizować politykę rządu, była Liga Moska i Kolonialna, która przygotowała propozycje kierunków polskiej ekspansji politycznej i gospodarczej na świecie. Jednym z nich była niepodległa Liberia, kraj leżący w Afryce Zachodniej. Co ciekawe, to rząd tego murzyńskiego państewka pierwszy zauważył Polskę i zwrócił się do naszego rządu, aby reprezentował Liberię w Lidze Narodów.
 
Liberia raziła europejskie mocarstwa swoją niezależnością. Ponieważ przynajmniej kilka państw miało ochotę na jego skolonizowanie, w europejskich gabinetach narodził się plan narzucenia Liberii pomocy gospodarczej (uchwalonej 31 października 1931r.), a także uczynienia z tego kraju faktycznego protektoratu Ligi Narodów. Rząd w Monrovii, stolicy Liberii nie chciał tego wsparcia, wiążącego mu ręce. W 1933 r. ostatecznie odrzucił propozycje Ligi Narodów i jednocześnie zwrócił się do polskiego rządu, aby w tym konflikcie reprezentował Liberię i był rzeczywistym rozjemcą. Polska została obiektywnym sprawozdawcą sprawy liberyjskiej w Radzie Ligi Narodów, której zresztą Liberia była jednym z założycieli.

W 1933 r. rząd niepodległej Liberii złożył rządowi premiera Janusza Jędrzejewicza (BBWR) nieoficjalną propozycję daleko idącej współpracy gospodarczej i kulturalnej. Rząd polski, ze względu na nieoficjalność propozycji, wydelegował do rozmów i zawarcia umowy Ligę Morską i Kolonialną, której przedstawiciele (w tym Jan Dmochowski z Ministerstwa Przemysłu i Handlu) udali się do Liberii w 1934 r. 28 kwietnia została zawarta umowa gospodarcza między LMiK a rządem Liberii, następnie ratyfikowana przez parlament tego kraju. Umowa miała charakter umowy handlowej, gwarantującej znaczne przywileje stronie polskiej. M.in. przyznano Polsce możliwość wydzierżawienia z dużymi upustami 50 plantacji kauczuku, bawełny i kawy, a także strefę wolnocłową w porcie, prawo do zorganizowania żeglugi kabotażowej oraz poszukiwań geologicznych (złota). W celu realizacji umowy zostało powołane Polskie Towarzystwo Handlu z Afryką Zachodnią, a Liga planowała uruchomienie regularnej linii żeglugowej na trasie z Gdyni do Monrovii, nie tylko w celu przesyłania towarów dla celów handlowych, ale też możliwości przywożenia polskich osadników.

Jednak, jak pisał we wspomnieniach Janusz Makarczyk, stojący na czele delegacji LMiK w 1934 r., "rządowi polskiemu nie chodziło wcale o nawiązanie stosunków gospodarczych z Liberią, lecz o jej przekształcenie w swoją kolonię". Miała o tym świadczyć druga umowa, tajna i nigdy nie ogłoszona, w której Liberia powierzyła Polsce zmodernizowanie swoich sił zbrojnych. Natomiast Polska w razie konfliktu w Europie miała prawo powołać do armii pomocniczej kilkadziesiąt tys. czarnoskórych mieszkańców Liberii. W wyniku porozumienia Liberia otworzyła w Warszawie Konsulat Generalny, a Polska w Monrowii Konsulat Honorowy. 4 grudniu 1934 r. prezydent Liberii Edwin Barclay zaakceptował listę plantacji wybranych do dzierżawy.

Podpisanie umowy gospodarczej między LMiK a Liberią wywołało zaniepokojenie rządu USA, który nie zamierzał tolerować w swojej strefie wpływów jeszcze jednego konkurenta, zwłaszcza o ambicjach kolonialnych. W 1936 r. Amerykanie rozpętali w Liberii i na arenie międzynarodowej antypolską kampanię prasową, i zaczęli dyskredytować akcję LMiK w oczach rządu liberyjskiego. W kolejnym roku Departament Stanu USA kilkakrotnie naciskał na rząd polski, przez Ambasadora RP w Waszyngtonie, aby Polska wycofała się z Liberii. Pod wpływem USA pod koniec 1937 r. polski MSZ zdecydował się na zakończenie akcji LMiK, zaś rząd liberyjski wycofał się z zawartego porozumienia. W 1938 r. Liberia, po podpisaniu szeregu traktatów z USA, została przekształcona w faktyczną kolonię amerykańską. Niemniej, choć tę rywalizację z USA przegraliśmy, sytuacja pokazuje, że byliśmy realnym podmiotem na arenie międzynarodowej, realizującym własną, niezależną politykę, politykę ambitną, której dziś możemy tylko pozazdrościć.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

List otwarty przedsiębiorców

Sz. P. Henryk Kowalczyk, Minister Środowiska. W imieniu przedsiębiorców zrzeszonych w Radzie Gospodarczej Strefy Wolnego Słowa, reprezentujących branżę elektroodpadów, z ogromną satysfakcją i nadzieją przyjęliśmy zapowiedzi rządu w sprawie zaostrzenia przepisów związanych z gospodarką odpadami i likwidacji mafii śmieciowej w Polsce.

Polscy przedsiębiorcy, działający uczciwie i odpowiedzialnie na rynku elektroodpadów, apelują o to od lat. Dlatego z entuzjazmem wspieraliśmy wszelkie działania resortu środowiska, nastawione na likwidację patologii na rynku przetwarzania odpadów i przynoszące poprawę stanu środowiska w Polsce. W dalszym ciągu może Pan liczyć w tym względzie na nasze wsparcie i współpracę. Jednocześnie apelujemy do Pana Ministra o objęcie zdecydowanymi działaniami naprawczymi także rynku elektroodpadów. 

Według raportu NIK z czerwca 2017 roku polski system zbiórki i przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego funkcjonuje nieprawidłowo i wymaga naprawy. „Podmioty zaangażowane w system gospodarowania zużytym sprzętem, w tym m.in. zajmujące się jego zbieraniem i przetwarzaniem, nie przestrzegają przepisów w zakresie swojej działalności. Brakuje standardów przetwarzania elektroodpadów, a system sprawozdawczy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym nie jest źródłem rzetelnych i wiarygodnych danych. Częsta wymiana sprzętu elektrycznego i elektronicznego powoduje znaczny wzrost strumienia elektroodpadów, które ze względu na zawartość wielu niebezpiecznych substancji stanowią ogromne zagrożenie dla środowiska naturalnego oraz dla zdrowia i życia ludzi” – czytamy w raporcie.

Sprzęt ten zawiera bardzo wiele substancji chemicznych, takich jak azbest, brom, kadm, ołów, rtęć, freony czy cyklopentany, które muszą zostać w procesie przetwarzania odpadów wychwycone i unieszkodliwione. Inaczej przedostają się do atmosfery, gleby i wody, a następnie do organizmów ludzi, zwierząt, i roślin. 

Jednak zebrany sprzęt przetwarzany jest, według NIK, w sposób pozostawiający wiele do życzenia. Według Izby „stan techniczny większości polskich zakładów przetwarzania zdecydowanie odbiega od standardów podobnych podmiotów działających w innych krajach Unii Europejskiej. Wiele zakładów przetwarzania opiera swoją działalność na ręcznym demontażu zużytego sprzętu, do którego wykorzystuje narzędzia ręczne oraz elektronarzędzia”. 

Powyższa sytuacja wynika według raportu NIK „z braku wymagań dla procesów przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego lub dla instalacji do przetwarzania tych odpadów oraz wymagań dla odpadów powstających w wyniku tych procesów” oraz niskich wymagań technicznych dla zakładów przetwarzania. Co warte podkreślenia, Polska, jako jedyny kraj UE, nie ma standardów technologicznych dla zakładów przetwarzania elektroodpadów. „Przerabiać” je może więc praktycznie każdy, kto posiada kawałek placu, nawet w centrum miasta, oraz młotek lub strzępiarkę do złomu.

Powyższa sytuacja to okazja dla przestępców i szarej strefy – bardzo atrakcyjna finansowo, gdyż w polskim systemie zbiórki występuje permanentny niedobór zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego w legalnym systemie zbierania oraz w zakładach przetwarzania, przy jednocześnie rosnącym zapotrzebowaniu ze strony producentów i sprzedawców sprzętu elektrycznego i elektronicznego na potwierdzenie wykonania obowiązku zbiórki i przetworzenia elektroodpadów. Tworzy to z kolei rynek „lewych kwitów”, skutkujący przestępczymi fortunami. Tym większymi, im bardziej rabunkowo i prymitywnie, przy niższych kosztach i inwestycjach, dokonuje się pozornego lub fikcyjnego przetworzenia elektroodpadów.

Obecna sytuacja blokuje z kolei inwestycje rzetelnych polskich przedsiębiorców w unowocześnianie zakładów przetwarzania – inwestowanie w poprawę jakości jest bowiem nieracjonalne. Powoduje wzrost kosztów i może doprowadzić przedsiębiorcę do upadłości – musi on bowiem konkurować z przestępcami i pseudoprzetwórcami, którzy nie ponoszą żadnych kosztów i nakładów na przetwarzanie zużytego sprzętu w zgodzie z wymogami środowiska.

Z poważaniem

Piotr Hofman
Prezes Zarządu Rady Gospodarczej SWS

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl