Sikorski o "rosyjskiej winie" ws. Smoleńska. Za co odpowiada Moskwa? Publikujemy listę

twitter.com

  

"Panie Ministrze uważałbym z tym tłumaczeniem ws. wraku, bo skoro za politykę zagraniczną odpowiada Macierewicz to dlaczego Panu płacą?" - napisał do ministra spraw zagranicznych dziennikarz "Codziennej" i portalu niezalezna.pl. "Opozycja może pomagać lub przeszkadzać. Macierewicz teoriami zamachowymi zdejmuje odpowiedzialność za faktyczne rosyjskie winy" - odpowiedział Radosław Sikorski. Co miał na myśli szef MSZ?

Tłumaczenie Radosława Sikorskiego w związku z przetrzymywaniem dowodów rzeczowych w śledztwie smoleńskim przez Rosję, jest niezmienne od kilku miesięcy. Winą za ten stan rzeczy szef dyplomacji obciąża... Antoniego Macierewicza.

- Mnie wysokiej rangi dyplomata rosyjski powiedział, że (Rosjanie) boją się oddać wraku, bo jak oddadzą wrak, to (Antoni) Macierewicz znajdzie na nim ślady po bombie atomowej - powiedział na antenie I programu Polskiego Radia, minister Sikorski. Jak tłumaczył, gdyby u władzy była inna ekipa niż PO-PSL, to i tak prawdopodobnie nie udałoby się przyspieszyć powrotu wraku Tu-154M do Polski. Skąd ta pewność? Nie wyjaśnił.

Ten sam tajemniczy "wysoki rangą dyplomata rosyjski", z którym Radosław Sikorski tak narzekał na Antoniego Macierewicza, pojawił się w ustach ministra ponad pół roku temu. - Rosjanie nam powiedzieli, iż boją się, że gdy oddadzą wrak, Macierewicz znajdzie na nim ślady bomby atomowej - tłumaczył w TVP Info minister.

Do tematu odniósł się nasz dziennikarz i zasugerował, że skoro za politykę zagraniczną Polski odpowiada Antoni Macierewicz, to niepotrzebnie podatnicy opłacają ministra Sikorskiego. W odpowiedzi szef MSZ zasugerował, że opozycja mu przeszkadza, i co interesujące: przyznał że istnieją "faktyczne rosyjskie winy".



Radosław Sikorski dopytywany jakie rosyjskie winy ma na myśli - nie odpowiedział. Postaramy się więc pomóc ministrowi, by nie musiał sobie wszystkiego przypominać:

1. Rozdzielenie wizyt
Za decyzję o przeprowadzeniu oddzielnej wizyty w Katyniu, 7 kwietnia odpowiada przede wszystkim jego główny pomysłodawca: Władimir Putin. To jemu uległ Donald Tusk, gdy najpierw 1 września 2009 r. na sopockim molo, a następnie telefonicznie 3 lutego ustalali szczegóły katyńskich obchodów. Rzecznik rządu, Paweł Graś, po telefonie Władimira Putina (po którym ogłoszono nagle 7 kwietnia, jako datę spotkania Tusk-Putin) chwalił się nawet, że Katyń był tematem rozmowy premierów Polski i Rosji już „podczas ich ubiegłorocznego, wrześniowego spotkania w Sopocie”.

2. Sprowadzenie samolotu na śmierć

Nawet przedstawiciele kancelarii polskiego premiera z zespołu Laska, skupiający się głównie na atakowaniu tych, co w Polsce badają przyczyny tragedii, przyznają, że "działania rosyjskich kontrolerów zaliczają się do czynników mających wpływ na zdarzenie lotnicze" oraz że "przekazywane przez kontrolerów błędne informacje, iż samolot znajduje się „na kursie i na ścieżce”, mogły utwierdzić załogę w przekonaniu o prawidłowym wykonywaniu podejścia". Z niewiadomych przyczyn ani rządowa komisja ministra Jerzego Millera, ani rządowy zespół z kancelarii premiera, nie widzą potrzeby badania nacisków z Moskwy na metodę naprowadzenia samolotu.

- Pod czyim kierownictwem idzie teraz polski samolot?
- Moskwa kieruje


Tak brzmiała rozmowa rosyjskich kontrolerów lotu w Smoleńsku. W uwagach do raportu MAK nawet polska komisja przy MSWiA stwierdza, że na kontrolera lotów ppłk. Pawła Plusnina wywierał naciski zwierzchnik płk Nikołaj Krasnokutski, który też był w wieży. Jak wykazała polska komisja, w swoich poprawkach do raportu MAK, płk Krasnokutski bezprawnie sprowadzał w dniu 10 kwietnia 2010 roku polskiego Tu-154M, gdyż nie miał prawa rozmawiać z załogą rządowego tupolewa, a jednak to robił. Mimo kilkakrotnych sugestii kontrolera lotów, aby przerwać podejście do lądowania o godz. 08:26:17, a więc 15 minut przed katastrofą, płk Krasnokutski jednoznacznym rozkazem: „Doprowadzamy do 100 m, 100 m i koniec rozmowy”.

„Wszystko gotowe, towarzyszu generale, do trawersu podchodzi, wszystko włączone” - tymi słowami miał składać meldunek tajemniczemu generałowi z Moskwy płk. Krasnokutski. Rozmowę nagrał otwarty mikrofon na wieży lotniska w Smoleńsku. - Rosyjska komisja MAK całą winą za katastrofę smoleńską obarczyła stronę polską a żeby był pełny obraz przyczyn katastrofy powinniśmy opublikować stenogramy rozmów w wierzy kontrolnej - mówił akredytowany polskiego rządu przy MAK, płk Edmund Klich. Oczywiście, tych zapisów Rosja nam nie przekazała.

Brak profesjonalizmu, manipulacja, tendencyjność - takie słowa pojawiają się w raporcie Edmunda Klicha odnośnie projektu raportu MAK, który we wrześniu tego roku ujawniła "Gazeta Polska". Akredytowany był zdania, że należy odrzucić raport MAK w całości. Według dokumentu, to Rosjanie doprowadzili do śmierci 96 osób na pokładzie Tu-154.

Maciej Lasek uznał, że nie ma potrzeby ujawniać tego raportu, ponieważ część uwag akredytowanego zostało zapisanych w polskich uwagach do MAK.

3. Niszczenie dowodów
Od 10 do 15 kwietnia 2010 roku rosyjskie służby niszczyły co zostało z Tu-154M. Piłami, łomami, a nawet koparkami, samolot był najpierw rozbijany, a później bez ładu przeniesiony na płytę lotniska. Jako pierwsza proces niszczenia wraku ujawniła we wrześniu 2010 roku Anita Gargas w programie „Misja Specjalna”. To nie wszystko. Teren katastrofy zalano betonem, drzewa wycięto, a zdjęcia nagich ciał ofiar wykonane przez rosyjskich funkcjonariuszy rok temu pojawiły się na stronie rosyjskiego blogera.

W dokumencie z polskimi uwagami do rosyjskiego raportu MAK, zapisane są wnioski dowodowe, o które do strony rosyjskiej zwracała się strona polska. Mimo deklaracji o "wspaniałej współpracy" jakie pojawiały się w przestrzeni medialnej, w zatrważającej większości odpowiedź była odmowna. Cała lista tych wniosków dowodowych zajmuje 20 stron tego dokumentu.

4. Propaganda rosyjska
„Pijany gen. Błasik” to była główna strategia MAK-u – przyznał Igor Mintusow, rosyjski gigant PR, doradca m.in. Władimira Putina. Mintusow był doradcą szefowej MAK, Tatiany Anodiny w trakcie prac nad raportem oraz nad konferencjami prasowymi nadawanymi na cały świat. "Z dobrych źródeł wiem, że czołowy polityk PO były minister, opowiadał w kuluarach jednej ze stacji o nagranych słowach Lecha Kaczyńskiego", "GS [Grzegorz Schetyna] do ZS [Zygmunt Solorz]. Mieli puścić nagranie i na słowach się zakończyło" - takiej treści rozmowy między polskimi dziennikarzami w kwietniu 2010 r. relacjonowała blogerka kataryna. Rosyjska wrzutka prawdopodobnie została przekazana do Polski przez płk. Klicha.

"W rozmowach z dziennikarzami zdarzało mu się mówić rzeczy niedopuszczalne. To przecież Klich m.in. ujawnił tuż po rozbiciu się tupolewa, że szef sił powietrznych gen. Andrzej Błasik był w kokpicie" przyznała w lutym 2012 r. Gazeta Wyborcza. Narracja o winie pilotów lansowana była od samego początku „Smoleńsk to bardzo blisko Moskwy, to 700 km, to dobre lotnisko, w ogóle nie wiem co się mogło stać" mówił kilkanaście minut po katastrofie na antenie tvn24 rosyjski korespondent Władimir Kirianow, redaktor naczelny "Rosyjskiego Kuriera Warszawy".

5. Matactwo
To podstawowy zarzut w stosunku do Rosji ws. katastrofy. Jak ujawnił Edmund Klich, to właśnie szefowa MAK, Tatiana Anodina narzuciła polskiemu rządowi działanie według 13 załącznika do konwencji chicagowskiej, przez co okoliczności tragedii podlegały zapisom o lotach cywilnych, nie wojskowych. Premier Donald Tusk uległ jej i decyzja o 13 załączniku spowodowała, że do dziś Rosja nie ma powodu, by przekazać Polsce dowody, a śledztwo zostało Polsce odebrane. Wbrew zapowiedziom prezydenta Dymitra Miedwiediewa nie doszło do "wspólnego śledztwa polskich i rosyjskich prokuratorów", a sam Donald Tusk rozmowę z prezydentem Dymitrem Miedwiediewem, podczas której ustalano szczegóły współpracy nazwał „kondolencyjną, w sensie pozytywnym bardzo emocjonalną".

W dniach 10 i 12 kwietnia rosyjscy śledczy przesłuchali Pawła Plusina i Wiktora Ryżenkę oraz meteorologa i kilka innych osób (min. szeregowych żołnierzy z ochrony) obecnych na lotnisku w czasie katastrofy. W ręce polskich śledczych dostały się oryginalne wersje rosyjskich protokołów, jednak z czasem zapisy zeznań były przeprawiane, a ich treść zmieniana. Zmiany dotyczyły min. faktu wizyty u lekarza, której nie było oraz odległości w jakiej stracono z ekranu radiolokatora echo radarowe tupolewa.

W lipcu 2010 strona rosyjska działając na podstawie artykułu 166 kodeksu postępowania karnego Federacji Rosyjskiej zobligowała stronę polską do uznania kwietniowych zeznań Plusnina i Ryżenki za nieważne.

Anulowanie zeznań motywowano błędem w zapisie godziny przesłuchania kontrolerów - mieli być oni przesłuchani w tym samym czasie przez tego samego śledczego. Protokoły sierpniowych zeznań kontrolerów przysłane przez stronę rosyjską różniły się od tych kwietniowych w wielu kluczowych kwestiach. Rozbieżności miały dotyczyć widoczności podawanej polskiej załodze (nie zaniżano widoczności), obecności innych osób na wieży (tym razem Krasnokutskiego nie było na stanowisku kierowania lotami) oraz procedur jakim podlegali kontrolerzy (w sierpniu cywilnych, a nie jak w kwietniu, wojskowych).

To tylko podstawowe "faktyczne rosyjskie winy". Panie ministrze, kiedy Pan i rząd Donalda Tuska odważy się o nich powiedzieć publicznie i przystąpić do działania mającego na celu ukaranie winnych?

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Bankierzy zarejestrowani jako TW, minister od Buzka, laurka w "GW"... Cała prawda o GetBack

/ piviso

  

"Gazeta Wyborcza" próbuje dziś połączyć aferę upadającej firmy windykacyjnej GetBack z prawicą: przede wszystkim z Kornelem Morawieckim, premierem i konserwatywnymi mediami. Tymczasem były prezes GetBack rozwijał swą karierę u bankierów zarejestrowanych jako tajni współpracownicy, a jego firmę chwaliły takie "prawicowe" pisma jak "Puls Biznesu", "Forbes' czy... "Gazeta Wyborcza".

O prezesie (do niedawna) GetBack Konradzie Kąkolewskim można przeczytać (portal strefainwestora.pl):

W wieku 19 lat, jako jeden z najmłodszych pracowników trafia do firmy consultingowej KPMG. Tutaj przechodzi twardą szkołę życia korporacyjnego. Pracuje po 16 godzin dziennie. Miesięcznie wyrabia nawet 90 godzin nadliczbowych. [...] Po tych doświadczeniach znajduje pracę w banku Citi Handlowy, gdzie odpowiada za wprowadzanie MSR-ów (Międzynarodowych Standardów Rachunkowości). Tutaj poznaje Cezarego Stypułkowskiego, aktualnego Prezesa mBanku, od którego bardzo wiele się uczy.

W innym miejscu ("Forbes") czytamy:

W 1999 roku do przejścia do banku nakłonił go prezes Handlowego Cezary Stypułkowski. W wieku 24 lat Kąkolewski zaczął kierować 400-osobowym zespołem. – Pamiętam go jako bardzo energetycznego, szybkiego człowieka, który ciągle coś chciał zmieniać, czegoś szukał i parł do przodu – opowiada Cezary Stypułkowski, dziś prezes mBanku. Ówczesny prezes Handlowego stał się jego mentorem. Kąkolewski przeszedł za nim do PZU. 

Szczególnie ciekawy jest ten fragment:

[Kąkolewski] poczuł, że nadszedł czas, by wreszcie zrealizować swoje prawdziwe marzenie i ruszyć w podróż dookoła świata. [...]Żeby to osiągnąć, razem z żoną Małgosią kupili motory. Chiny przemierzali na rowerze, Mongolię konno,a w dżunglę na Borneo zapuścili się samodzielnie, tylko z plecakami i latarką. Nie obyło się też bez trudnych momentów, tak jak wtedy, gdy w tajdze doszło do bijatyki, bo ich przewodnik Mongoł upił się i zaatakował ich w nocy. Albo kiedy zostali uwięzieni przez maoistów w Nepalu. Z więzienia wyszedł dopiero dzięki pomocy Cezarego Stypułkowskiego. 

Kim jest Stypułkowski? Od 1981 r. był doradcą Ministra ds. Reform Gospodarczych w Urzędzie Rady Ministrów. W 1985 r. został doradcą prezesa Konsultacyjnej Rady Gospodarczej. W latach 1987–1988 doradca premiera oraz sekretarz Komitetu Rady Ministrów ds. Reformy Gospodarczej. Z dokumentów IPN wynika że w 1988 r. Stypułkowski został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa pseudonim „Michał”.

Stypułkowski to niejedyny bankier, z jakim związany był Kąkolewski. Zacytujmy "Forbesa":

W krótkich przerwach od rozwijania firmy [Kąkolewski] udzielał się jako doradca na rynku finansowym. W ten sposób trafił do grupy Leszka Czarneckiego. Najpierw pracował przy przejęciu Alianz Banku (dziś Idea Bank), potem wylądował w założonym w 2012 roku GetBacku. Wciągnęło go.

To właśnie z grupy kapitałowej Czarneckiego wywodzi się GetBack. W 2016 r. Czarnecki sprzedał spółkę, ale w czerwcu 2017 r. "Gazeta Prawna" donosiła:

GetBack w dalszym ciągu łączą jednak biznesowe powiązania z firmami ze stajni Czarneckiego. Ma kredyty w Getin Noble i Idea Banku. W Noble Funds TFI (w tym roku połączył się z Open Finance, innym TFI kontrolowanym przez Czarneckiego) „zaparkowano” fundusze inwestycyjne. W niektórych z nich GetBack zainwestował własne pieniądze i ma całość lub część certyfikatów, w innych – tak jak w OFWD – odgrywa jedynie rolę firmy zarządzającej portfelem inwestycyjnym danego funduszu obejmującym wierzytelności.

Czarneckiego trudno kojarzyć z prawicą. Z materiałów IPN wynika, że w wieku 18 lat podpisał on zobowiązanie do współpracy z SB jako TW „Ernest”, a dwa lata później - w 1982 r. - do współpracy z wywiadem PRL. W 1983 założono mu teczkę jako kontakt operacyjny o pseudonimie Ternes. Bankier przyznał się do podpisania zobowiązania, nie potwierdził jednak przekazywania SB informacji.

Dodajmy, że w radzie nadzorczej GetBack zasiadała jeszcze kilka tygodni temu Alicja Kornasiewicz (ZSL, Unia Demokratyczna, Unia Wolności), wiceminister skarbu w rządzie Jerzego Buzka. W 2015 r. Kornasiewicz została odznaczona przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski - "za wybitne zasługi w działalności na rzecz rozwoju gospodarki wolnorynkowej, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju działalności państwowej i publicznej".

GetBack chwalony był przez mainstreamowe pisma. Jak pisał w kwietniu 2016 r. "Puls Biznesu":

W 2016 r. spółka zdobyła wyróżnienia we wszystkich konkursach organizowanych przez Instytut Europejskiego Biznesu zajmujący się analizą sytuacji finansowej firm i banków na kontynencie europejskim. GetBack został wyróżniony tytułami: Gepard Biznesu 2015, Potęga Biznesu 2015, Efektywna Firma 2016 oraz Mocna Firma Godna Zaufania — Strong Company 2016. [...] Dotychczasowe sukcesy i dynamiczny rozwój GetBacku stwarzają bardzo dobrą perspektywę dalszego umacniania pozycji spółki na rynku oraz uzyskania przez nią kolejnych znakomitych wyników.

"Forbes" w 2017 r. zachwycał się:

Od dwóch miesięcy stworzona przez niego [Kąkolewskiego] firma windykacyjna jest prawdziwą gwiazdą.

W tym samym roku "Gazeta Wyborcza" informowała:

GetBack jest zyskownym przedsięwzięciem – w zeszłym roku miał 200 mln zł czystego zysku (w 2015 r. było 120 mln zł, zaś w 2014 r. – tylko 45 mln zł). To oznacza, że firma odzyskuje więcej pieniędzy, niż wydaje na zakupy pakietów długów. [...] warunki oprocentowania i terminu spłaty obligacji są zachęcające. Trzy lata to termin krótszy niż np. emisje Kruka. A oprocentowanie jest wyższe – Kruk ostatnio emitował obligacje przy oprocentowaniu WIBOR plus 3,15-3,3 proc., Best przy oprocentowaniu 3,3 proc. powyżej WIBOR-u, a GetBack płaci aż 4,4 proc. powyżej WIBOR-u, który dziś wynosi 1,7 proc.

No więc jak to jest z tą "aferą" prawicy, o której pisze dziś dziennik Adama Michnika? 
 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl