Odkryjemy ofiary Michnika?

Za chwilę na „Łączce” warszawskiego Cmentarza Wojskowego na Powązkach rozpocznie się drugi etap ekshumacji ofiar komunistycznych bestii. Wszystko wskazuje na to, że wśród ekshumowanych będą też ci, których na śmierć skazał Stefan Michnik.

O „wyzwoleniu”, gdy teren „Łączki” był poza murem nekropolii, do bezimiennych dołów śmierci stalinowscy oprawcy zrzucili ok. 400 mężczyzn – polskich patriotów. Wśród zamordowanych sowieckim strzałem w tył głowy w areszcie przy ul. Rakowieckiej byli: Andrzej Czaykowski, Zefiryn Machalla i Karol Sęk. Naturalne jest pytanie: kto ich zamordował? Odpowiedź jest świetnie udokumentowana. To ofiary Stefana Michnika – niejedyne zresztą. Zadajmy drugie pytanie: czy te morderstwa to prywatna sprawa byłego sędziego wojskowego, do których nie ma zamiaru wracać – jak bezczelnie oświadczył w programie „Bliżej” Jana Pospieszalskiego?

Proces majora Zefiryna Machalli odbywał się w listopadzie 1951 r. Przed obliczem przysposobionego do zawodu na przyspieszonych kursach prawniczych Michnika stanął przedwojenny oficer, żołnierz Września. Michnik nie dopuścił do procesu obrońcy. Wyrok: kara śmierci. Podczas ostatniego widzenia z żoną major mówił, że jest niewinny, że zeznania zostały na nim wymuszone. Został rozstrzelany 10 stycznia 1952 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie.

Zofia Machalla długo nie mogła uwierzyć w śmierć męża. Przez następne lata walczyła o jego dobre imię i zapewnienie minimum egzystencji dwójce dzieci. Proces mjr. Machalli to chyba najsłynniejsza sprawa z udziałem Michnika, zakończona wyrokiem śmierci. Ale jego ofiarami byli również członkowie AK, NSZ-etu, WiN‑u, działacze niepodległościowi. Żołnierzy niepodległości skazywał za szpiegostwo, próby obalenia przemocą ustroju, spisek w wojsku.

Kiedy go grzebali, był tam śmietnik

Pracę w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie Stefan Michnik rozpoczął 27 marca 1951 r. Już dwa tygodnie później skazał na dożywocie żołnierza Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Stanisława Bronarskiego ps. Mirek. On też ma symboliczny grób na „Łączce”. W lipcu 1951 r. Michnik skazuje na karę śmierci mjr. Karola Sęka, przed wojną szefa kontrwywiadu RP w Wilnie i Siedlcach (doprowadził do schwytania wielu agentów sowieckich i niemieckich), żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych, po wojnie komendanta Okręgu Podlaskiego NZW. – Aby złamać ojca, UB aresztowało też mamę. Pisałem do Bieruta, aby wypuścił rodziców. Mama dostała dwa lata, ale wyszła po pół roku, na skutek amnestii – mówi Jan Sęk, który w chwili stracenia ojca miał 12 lat (jego siostra 10), a w wolnej Polsce uzyskał sądowe anulowanie komunistycznego wyroku. – Nie jestem żądny krwi, ale Michnik powinien trafić do więzienia. Ojciec nie ma nawet grobu, tylko tablicę na „Łączce”. Kiedy go grzebali, był tam śmietnik – dodaje. Karola Sęka stracono 7 czerwca 1952 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie.

„Święcie przekonany”

Innego majora AK, Andrzeja Czaykowskiego, żołnierza Września, cichociemnego, dowódcę batalionu „Ryś” i „Oaza-Ryś” w Powstaniu Warszawskim, odznaczonego za bohaterstwo krzyżem Virtuti Militari, skazał na karę śmierci Stefan Michnik razem z innym krwawym sędzią – ppłk. Mieczysławem Widajem. Dowodów na działalność szpiegowską nie przedstawiono. Mord sądowy miał miejsce 30 kwietnia 1953 r., już po śmierci Stalina. 10 października 1953 r. Michnik uczestniczył w egzekucji AK-owca w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Czaykowski został prawdopodobnie zrzucony do dołu śmierci na „Łączce”.

Stefan Michnik dostąpił nawet zaszczytu orzekania w sprawie, którą prowadziła inna bestia w wojskowym mundurze – prokurator Helena Wolińska. Tadeuszowi Jędrzejkiewiczowi (oskarżonemu o działalność kontrrewolucyjną w Szkole Morskiej w Gdyni) udało się jednak ujść z życiem – mimo dwukrotnej kary śmierci wyrok złagodzono mu do 10 lat więzienia. Był „święcie przekonany o winie oskarżonego na podstawie przeprowadzonych na rozprawie dowodów” – tak o roli Michnika w procesie redaktora naczelnego „Przeglądu Kwatermistrzowskiego”, płk. Romualda Sidorskiego, mówił wspomniany już Mieczysław Widaj. Michnik zignorował fakt, że Sidorski nie przyznał się do rzekomej działalności szpiegowskiej. Wyrok: 12 lat pozbawienia wolności. 22-letni Edward Staniewski, AK‑owiec, po wojnie zaangażowany w antykomunistyczne harcerstwo, w lutym 1952 r. został skazany na siedem lat więzienia. Po latach wspominał: – Przewodniczący sądu był obwieszony medalami jak choinka, do tego dwóch bardzo młodych asesorów ze stopniami podporucznika. Potem dowiedziałem się, że jednym z nich był Stefan Michnik, mój równolatek.

Dyktatura proletariatu

W 1969 r. Stefan Michnik wyjechał do Szwecji. Chciał uciec do USA (w Nowym Jorku od 1956 r. mieszkał jego brat Jerzy), ale ze względu na swoją komunistyczną przeszłość nie dostał wizy. Oprócz pracy bibliotekarza na uniwersytecie w Uppsali szybko zyskał uznanie polskiej emigracji: współpracował z Wolną Europą, publikował – pod pseudonimem Karol Szwedowicz – w paryskiej „Kulturze”. Tak jak Helena Wolińska manifestował swoje poparcie dla „Solidarności”. I jak tu dziś ścigać takiego opozycjonistę? Rozumie to najwyraźniej wojskowy sąd w Warszawie, który w sierpniu 2009 r. stwierdził, że Michnika nadal chroni sędziowski immunitet! Później Szwecja odmówiła ekstradycji stalinowskiego zbrodniarza, uzasadniając, że zarzuty się przedawniły.

Stefan Michnik nigdy nie przyznał się do winy, nigdy nie przeprosił swoich ofiar i ich rodzin. Dziś ma czelność twierdzić, że przeszłość jest jego prywatną sprawą. Wydawał wyroki, bo „takie były rozkazy przełożonych” (to ograna śpiewka większości komunistycznych zbrodniarzy). Szwedzkiemu dziennikowi „Dagens Nyheter” powiedział kiedyś: „Wierzyłem, że służę swojemu krajowi. Dziś widzę, że zostałem oszukany”. 

W 1956 r., podczas narady partyjnej, Michnik mówił trochę inaczej: „Nam wtedy imponowało powiedzenie o zaostrzającej się walce klasowej i nieprawdę powie ten, kto by twierdził, że wtedy z niechęcią rozpatrywał te sprawy. [...] Muszę przyznać, że kiedy dostałem pierwszy raz poważną sprawę, to nosiłem ją przy sobie i starałem się, żeby mi tej sprawy nie odebrano”. Wcześniej, w 1949 r. w podaniu o przyjęcie do Oficerskiej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza w Jeleniej Górze Michnik napisał: „Do OSP chcę wstąpić dlatego, że szkoła ta kształci tych, którzy będą realizować dyktaturę proletariatu w praktyce”.

Zaszkodzić Adamowi

Istnieje jedna rzecz, której Stefan Michnik jest pewien – jego ściganie ma zaszkodzić naczelnemu „Wyborczej”. To oczywiście przekonało szwedzkie media i sąd. I drugi argument – o polskim antysemityzmie – dlatego Polska „przyczepiła się” też do Heleny Wolińskiej i komendanta powojennych komunistycznych obozów – Salomona Morela. Michnika broni oczywiście drugi Michnik. Swego czasu „GW” napisała: „Zaliczono go [Stefana – T.P.] do sędziów, których należy ukarać jedynie służbowo [...] i nie wszczynać przeciw nim postępowania karnego”. Chodzi o raport tzw. komisji Mariana Mazura, powołanej w 1956 r. do „zbadania przejawów łamania socjalistycznej praworządności”. Wszystko fajnie, ale Adam zapomniał wyjaśnić, że komuniści z rzeczonej komisji nie chcieli wsadzać innych komunistów do więzień. Taka była gomułkowska „odwilż”. A ponadto raport Mazura stworzono na podstawie ubeckich papierów, a podobno Adam Michnik nigdy ich nie uznawał. Ale gdy chodzi o brata...

Autor jest publicystą, szefem działu opinie „Super Expressu”, autorem książek o zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2”, „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Jak służby Tuska pracowały dla Ruska

Kontrwywiad to taka policja, zajmująca się wyłapywaniem i tropieniem specjalnego rodzaju bandytów: szpiegów, kretów, szpicli i zdrajców działających na rzecz wrogich Polsce państw. Dwaj byli szefowie wojskowego kontrwywiadu, panowie Pytel i Nosek, od kilku dni stoją pod nowymi zarzutami, dotyczącymi nielegalnej współpracy kontrwywiadu, którym kierowali, z następcą KGB, czyli Federalną Służbą Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.

Sprawa jest tajna i opinia publiczna nie posiada zbyt wielu informacji na temat jej natury. Gdyby jednak poszperać w ogólnodostępnych źródłach – choćby stronach internetowych polskiego sejmu – można znaleźć garść intrygujących pytań dotyczących relacji pomiędzy Służbą Kontrwywiadu Wojskowego kierowaną przez panów Pytla i Noska, a następcami Feliksa Dzierżyńskiego z dzisiejszej FSB. Oto kilka kwestii, o które w interpelacji z 22 lutego 2013 r. pytał premiera Tuska poseł PiS Marek Opioła: Wykorzystanie rosyjskich satelitów do przesyłania polskich danych wojskowych. Wykorzystanie „rosyjskich samolotów z rosyjską obsługą” do transportu... oficerów operacyjnych SKW. Spotkania kierownictwa SKW z przedstawicielami rosyjskich służb specjalnych w Krakowie i w Moskwie. Wizyty przedstawicieli rosyjskich służb specjalnych w centrali polskiego kontrwywiadu wojskowego przy ulicy Oczki w Warszawie. Budowa niejawnego kanału łączności pomiędzy SKW a rosyjskimi służbami specjalnymi bez wiedzy ministra obrony narodowej oraz prezesa Rady Ministrów. Brak osłony radiokontrwywiadowczej Belwederu, centrali Ministerstwa Obrony Narodowej i hotelu, w którym mieszkają członkowie rządu, znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie rosyjskich stacji nasłuchowych. Bezkarny wyjazd z Polski zidentyfikowanych rosyjskich szpiegów w 2009. Doprowadzenie do zapoznania się rosyjskich służb specjalnych ze stopniem rozpracowania wspomnianych wyżej szpiegów przez polskie służby. Niewykrycie siatki szpiegowskiej, którą obsługiwali wyżej wymienieni, co mogło prowadzić do wniosku, że osoby te „nadal współpracują z rosyjskim wywiadem”. „Brak reakcji SKW na informacje o planowanym porwaniu samolotu” jednego z państw UE przed 10 kwietnia 2010 r. Wysłanie do Smoleńska „tylko jednego oficera operacyjnego SKW” pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem wraz z pisemną z informacją o jego pracy w wojskowym kontrwywiadzie, „co zaowocowało jego dekonspiracją i natychmiastowym odesłaniem do kraju”. Brak podjęcia działań sprawdzających autentyczność nagrań z wieży kontroli lotów w Smoleńsku, jakie przekazane zostały do Polski „przez współpracowników rosyjskich służb specjalnych”. Zapoznanie najwyższych urzędników państwowych z wyżej wymienionym materiałem, bez dokonania jakiejkolwiek formy sprawdzenia jego autentyczności. Brak podjęcia jakichkolwiek działań w związku z tragedią smoleńską, a także „prowadzenie inwigilacji prokuratora za oficjalne kontakty z oficerem łącznikowym USA”. 

Ten powalający rejestr zaniechań, który umożliwił rosyjskim specsłużbom poznanie polskich tajemnic i działań, ułatwiając infiltrację polskiego systemu bezpieczeństwa przed 10 kwietnia 2010 r. oraz całkowita bierność ówczesnych władz po tym dniu nie doczekały się żadnej odpowiedzi ze strony adresata, czyli premiera Donalda Tuska. Odpowiedział natomiast ówczesny minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. Jego zdaniem kwestie podniesione przez Opiołę miały być elementem „współpracy międzynarodowej” SKW, ale jako takie miały mieć charakter niejawny, odmówił więc szczegółowego odniesienia się do nich. Jednak pięć dni po Sienkiewiczu w sprawie wypowiedział się kto inny. Na stronach Kremla do dzisiaj widnieje umieszczone tam 20 maja 2013 r. rozporządzenie Władimira Putina, który nakazuje „na uzgodniony z rosyjskim MSZ” „wniosek FSB Rosji”... podpisać umowę pomiędzy FSB a polską Służbą Kontrwywiadu Wojskowego. Zarzuty, które mają dzisiaj byli szefowie SKW, są poważne. Współpracowali bowiem z następcami KGB, zanim podpisana została jakakolwiek umowa. Jednak najbardziej żałosne jest to, że ludzie, którzy mieli łapać ruskich szpiegów – de facto przyznają, że otwierali im szeroko drzwi do Polski. A jedyną ich linią obrony jest kłamstwo, że rzekomo mieli to robić legalnie. 
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl