Widzowie walczą o „Cristiadę”

mat. prasowe; cristiada.pl

Jan Pospieszalski

Muzyk, aranżer i kompozytor, dziennikarz, publicysta.

Kontakt z autorem

Niechętne nam Multikino pod presją widzów musiało się zgodzić na pokazy filmu „Cristiada”. Wystarczy, by widzowie się zorganizowali i wyszli z inicjatywą. Jesteśmy otwarci na każde kino - mówi Barbara Ziembicka, dyrektor FT Films w rozmowie z Janem Pospieszalskim. 
 
Dlaczego zdecydowała się Pani dystrybuować film „Cristiada”?
Znaleźliśmy ten film w sieci. Doszliśmy do wniosku, że jest bardzo wartościowy, może pogłębić wiarę praktycznie każdego, kto go obejrzy. Jak się okazało, nikt w Polsce nie domagał się praw do tego filmu. A pamiętajmy, że to film z dużym hollywoodzkim rozmachem, świetną muzyką i obsadą.

Premiera odbyła się kilka tygodni temu. Chyba trudno powiedzieć, by film osiągnął sukces?
W pierwszy weekend „Cristiadę” obejrzało 3,5 tys. widzów. To mało, ale po pierwszym tygodniu ta liczba wzrosła o 80 proc. Zaczęliśmy od ośmiu kin, w tej chwili mamy 108. Jest wyraźna tendencja wzrostowa.

Ma Pani poczucie, że miał być przemilczany?
Zdecydowanie. Zresztą zachowanie kin, do których zwróciłam się z propozycją współpracy, jest tego przykładem. Multikino przytrzymało nas przez kilka tygodni, po czym otrzymałam jednozadaniowy komunikat, że nie są zainteresowani. Jedyną siecią, która weszła i szybko zdecydowała się na współpracę z nami, był Helios.

Jak ludzie w małych miejscowościach mogą wpłynąć na to, żeby film pojawił się w kinach w ich okolicy?
Wystarczyłoby, żeby zwrócili się do swoich kin, a kierownictwo kina do nas. Jesteśmy otwarci na każdą placówkę. Film pokazujemy nawet w malutkich kinach. Jesteśmy przygotowani na to, by wyświetlać go też w niewielkich domach kultury.

Czy do zorganizowania pokazu potrzeba zorganizowanej grupy? Tak jak w Bełchatowie, gdzie Klub „Gazety Polskiej” zamówił film i wyświetla go w lokalnym kinie licealistom.
W wypadku Multikina czy kin Cinema City musi to być zorganizowana grupa - kilkadziesiąt osób. W wypadku małych kin nie. Zgłaszały się do mnie kina, w których były zgłoszenia pięciu, sześciu osób.

Ale czy grupa może być na tyle silna, by przekonać np. niechętne Multikino?
Oczywiście! Już tak się stało. W Multikinie w Rumi miał być jeden pokaz w ostatnią niedzielę. Jednak zgłosiło się na niego tyle osób, że szefostwo kina zdecydowało się zrobić trzy seanse. Może być tak, że pod wpływem widzów kino zorganizuje jeden pokaz, później kolejne i być może „Cristiada” znajdzie się w stałym repertuarze. W Zabrzu, z inicjatywy wydziału duszpasterskiego gliwickiej kurii, zorganizowano listy w kościołach, potem takie listy były wysyłane do kin. Zadziałało!

Co powinny zrobić te osoby, które narzekają, że jest cenzura i za mało jest w filmach wątków chrześcijańskich?
Powinny dać świadectwo swojej wiary i wyjść z inicjatywą pokazania „Cristiady”. Można zwrócić się do nas bezpośrednio. Oprócz profesjonalnych kopii cyfrowych mamy też tradycyjne kopie analogowe, które można wyświetlać w kinach starego typu. Czekamy na mejle i telefony. Poinstruujemy chętnych, jak to zrobić.

„Cristiada” to nie tylko świadectwo wiary. Nie dość, że pokazuje męczeństwo i bohaterską postawę wyznawców Jezusa Chrystusa, to odkłamuje kompletnie przemilczany fragment historii, gdy w latach 20. krwawa meksykańska władza walczyła z chrześcijanami. Czy ten film może być interesujący dla ludzi zdystansowanych do Kościoła?
Naturalnie. Scenariusz filmu jest oparty na faktach. Historia przez wiele lat była przemilczana nie tylko w Polsce, ale i w samym Meksyku. Władze wstydziły się tematu. Producent filmu José Pablo Barroso sprawił, że film jest nie tylko dobrą lekcją wiary, ale również historii.

Barroso przyjął Pani zaproszenie i odwiedził Polskę.
Był u nas tydzień temu. To naprawdę święty człowiek. Nie tylko promował „Cristiadę”, ale też opowiadał o swoim najnowszym projekcie - filmie o św. Maksymilianie Kolbe. Z kolei 12 maja przylatuje do Polski Mauricio Kuri, który przywiezie ze sobą relikwie błogosławionego José Sáncheza del Río. W planach młodego aktora są spotkania w: Rzeszowie, Krakowie, Poznaniu, Toruniu, Częstochowie i Warszawie. Mam nadzieję, że to także wpłynie na wzrost zainteresowania filmem. Dystrybucja „Cristiady” jest dla mnie bardzo ważna, tym bardziej że część zysków, tak dużą jak tylko zdołam, przeznaczę na film o św. Maksymilianie Kolbe. Już widziałam fragmenty tego filmu i jestem nim zachwycona. Chciałabym, aby i Polacy mieli swój udział w tej produkcji.

Mimo tylu przeciwności Pani się nie poddaje.
Przez cały czas pracy przy „Cristiadzie” odczuwam wyjątkową opiekę Pana Boga. Dziękuję też „Gazecie Polskiej Codziennie” za wsparcie dzieła, którego się podjęliśmy. Choć marne z nas narzędzia w rękach Boga, zrobimy wszystko, by nie zawieść zaufania, którym nas obdarzył.

Co dla nas, Polaków, ten film może wnieść uniwersalnego?
Na pewno to, że należy walczyć o swoją wiarę bez względu na to, jakie będą tego konsekwencje. Czy to w latach 20. w Meksyku, czy pod koniec XXI w. w Polsce. Obrona wiary jest obroną prawa do wolności.

Patronat medialny nad pokazami filmu w Polsce objął m.in. portal niezalezna.pl
 
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Niespodziewany zwrot w sprawie Alfiego Evansa? Ojciec chłopca przekazał istotną informację

Tom Evans / screen TVP Info

Ojciec Alfiego Evansa zapowiedział dziś, że rodzina będzie współpracowała z lekarzami ze szpitala Alder Hey w Liverpoolu nad dalszym planem opieki nad dzieckiem. Zmieniając ton wcześniejszych wystąpień publicznych, zaapelował też do mediów o prywatność.

W trakcie konferencji prasowej przed szpitalem Tom Evans ocenił, że jego i jego partnerki życie "zostało wywrócone do góry nogami w wyniku intensywnej uwagi poświęconej Alfiemu i jego sytuacji", i przyznał, że "ma świadomość napięcia, jakie wywołały niedawne wydarzenia".

Zmieniając dotychczasowy ton wystąpień publicznych, ojciec dwulatka zaapelował do mediów o prywatność i podkreślił, że "on, Kate (matka dziecka) i Alder Hey chcą zbudować relację; most, po którym będzie można przejść na drugą stronę".

Wbrew wcześniejszej ostrej krytyce oraz zapowiedzi pozwu prywatnego przeciwko lekarzom, dziś Tom Evans podziękował "pracownikom Alder Hey na każdym poziomie za ich godność i profesjonalizm w tym, co musiało być także dla nich niezwykle trudnym okresem".

- W interesie Alfiego będziemy pracowali z opiekującym się nim zespołem lekarzy w celu zapewnienia naszemu chłopcu godności i komfortu, którego potrzebuje

- powiedział.

Rodzina jest "bardzo wdzięczna i bardzo docenia wsparcie, które otrzymaliśmy z całego świata, w tym od Włochów i Polaków, którzy nam kibicowali, poświęcając swój czas i wspierając nas w tej niezwykłej walce" - oświadczył ojciec dziecka.

Podczas wtorkowej rozprawy przed Wysokim Trybunałem jeden z lekarzy tłumaczył, że musiałoby dojść do "olbrzymiej zmiany podejścia" rodziców, aby medycy mogli rozważyć przeniesienie chłopca do domu lub hospicjum. Sędzia Anthony Hayden podkreślił wówczas, że Alfie "powinien otrzymać opiekę w ostatnich dniach czy godzinach, jakkolwiek długo to będzie trwało, w hospicjum, w domu lub na szpitalnym oddziale", prosząc zespół medyczny szpitala o to, aby "kreatywnie i ambitnie, nawet jeśli to daremna nadzieja, rozpatrzył wszystkie opcje".


Przebywający w szpitalu w Liverpoolu od grudnia 2016 r. Alfie Evans cierpi na ciężką, niezdiagnozowaną dotąd chorobę neurologiczną. W poniedziałek wieczorem został odłączony od aparatury podtrzymującej życie, ponieważ opiekujący się nim zespół medyczny, który reprezentuje przed sądem interesy chłopca, ocenił, że zmiany w mózgu pozbawiły go zmysłów wzroku, słuchu, smaku i czucia, a dalsza terapia "nie jest w jego najlepszym interesie" i może być nie tylko "daremna", ale także "nieludzka".

W środę brytyjski sąd apelacyjny odrzucił apelację rodziców od wtorkowej decyzji sądu niższej instancji o zaprzestaniu podtrzymywania chłopca przy życiu i braku zgody na przewiezienie go do Włoch. Wcześniej włoskie MSZ zdecydowało o pilnym nadaniu mu włoskiego obywatelstwa i zapewniło o gotowości przewiezienia go do kraju w dowolnym momencie. Starania o uratowanie dziecka znana placówka pediatryczna podjęła na polecenie papieża Franciszka, który 18 kwietnia przyjął na audiencji ojca Alfiego.

Sprawa Alfiego Evansa spotkała się z żywym odzewem w Polsce. Wsparcie dla dwulatka i jego rodziny zadeklarował m.in. prezydent Andrzej Duda. Od środy trwają manifestacje w obronie chłopca przed ambasadą Wielkiej Brytanii w Warszawie. Dziś modlitwę różańcową w jego intencji zapowiedziało stowarzyszenie Krucjata Młodych, natomiast o godz. 22 rozpoczął się milczący protest zorganizowany przez Fundację Mamy i Taty. Temat dwulatka został też poruszony - na wniosek wicepremier Beaty Szydło - podczas dzisiejszego posiedzenia rządu.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl