Dziękujemy Wam, Węgrzy!

Z zawołaniem „Éljen Lengyelország” (Niech żyje Polska) umierał w powstańczym szpitalu w Zwierzyńcu węgierski hrabia, major Edvárd Nyáry. Pół godziny przed śmiercią w pełni świadomie przyjął katolicyzm (był wcześniej kalwinem), aby spocząć na naszej ziemi w wierze swoich polskich braci, z którymi walczył w Powstaniu Styczniowym. Był jednym z blisko czterystu Węgrów, którzy przyszli nam z pomocą w 1863 r.Udział bratanków znad Dunaju w tej walce wpisuje się w długą, wspólną wielowiekową tradycję naszych narodów. Kształtowała się ona od pokoleń, żeby wspomnieć św. Kingę, Ludwika Węgierskiego, św. Jadwigę, Władysława Warneńczyka, Władysława Jagiellończyka, Barbarę Zápolyę, Stefana Batorego, gen. Józefa Bema. Rok 1863 był jej kolejną kartą, a potem przyszły następne... Dzisiaj piszemy jej współczesną odsłonę i nie zostawimy Węgrów samych w ich zmaganiach z brukselskim molochem o coraz wyraźniejszym, totalistycznym obliczu.

Przecież ostatnie słowa majora Nyáry’ego: „Niech żyje Polska” tyle razy słyszeliśmy przed rokiem w Budapeszcie 15 marca – w dniu węgierskiego święta narodowego – podczas Wielkiego Wyjazdu na Węgry. Podobnie jak krótkie – często wypowiadane ze łzami w oczach – „köszönöm” (dziękujemy). I jeszcze te serdeczne, ciepłe uściski dłoni. Jakże realnego wymiaru nabrała tego dnia plastyczna wizja logo Wielkiego Wyjazdu… – serca utworzonego ze splecionych rąk w polsko-węgierskich barwach. A potem entuzjastycznie przyjęte słowa premiera Orbána: „Niech Bóg błogosławi Polskę! Za wolność naszą i waszą! [wypowiedziane również po polsku]. To było zawołanie Polskiego Legionu, które i dziś uznajemy za aktualne”.

„Dusza niespokojna i szlachetna”

Viktor Orbán mówił o legionach polskich z lat 1848–1849, wspierających Węgrów w ich walce o niepodległość. W tym oddziale dowodzonym przez gen. Józefa Bema, bohatera obu narodów, walczył młody, osiemnastoletni porucznik huzarów Edvárd Nyáry. „Jedna z tych dusz niespokojnych, a jednak szlachetnych, których tyle ta epoka namnożyła, mieszających się do każdej walki, w której szło o wolność ludów”. Już w marcu 1863 r. dotarł do Galicji z siedemnastoma uzbrojonymi kawalerzystami, aby wesprzeć polskie powstanie. Bił się w partii Leszka Wiśniewskiego – dowódcy na Wołyniu, a następnie na początku lata uczestniczył w nieudanej wyprawie na Radziwiłłów. W końcu trafił do oddziału Marcina „Lelewela” Borelowskiego. Ten „oceniając niepospolite zdolności i nadzwyczajną odwagę Nyáry’ego, powierzył mu dowództwo nad oddziałem kawalerii, którą aż do samej śmierci dowodził i niemałe usługi w wyprawach »Lelewela« oddawał. Niezmordowanym też był w pełnieniu służby; nieraz odbywał rekonesanse po 12 godzin i ledwie z jednego objazdu przyjechał i trochę wypoczął, znowu łączył się z nowym oddziałkiem i ruszał nieraz na całą noc dla przepatrzenia okolicy” – pisał historyk powstania Zygmunt Kolumna.

Dzielnie stawał w zwycięskiej bitwie pod Panasówką, kiedy prowadził „świetne szarże konnicy”, a w końcu ruszył w pościg za uciekającymi rosyjskimi dragonami i wtedy „zapędziwszy się zbytecznie, ubrany w biały płaszcz z czerwonym kołnierzem, dostaje postrzał w brzuch i przeniesiony do Zwierzyńca do karczmy, życie tam zakończył w nocy” – notował Walery Przyborowski. major Nyáry został pochowany w oddzielnej mogile obok kilkudziesięciu powstańców na zwierzynieckim cmentarzu. Dzisiaj stoi tam poświęcony mu kopijnik (rzeźbiony drewniany obelisk), niejedyny na powstańczych mogiłach, oraz dwujęzyczna tablica z napisem: „Tu spoczywa major Nyáry, bohater spod Panasówki, jeden z czterystu ochotników węgierskich powstania styczniowego”. Co roku odbywają się w tym miejscu polsko-węgierskie uroczystości. W partii Marcina „Lelewela” Borelowskiego bił się nie tylko mjr Nyáry. Jego szefem sztabu był również Węgier – baron ppłk Wallisch „w granatowej bluzie ze złotym kołnierzem”, wymienia się też oficera Rotony’ego.

Kampania oddziału Borelowskiego „Lelewela” zakończyła się jego śmiercią w bitwie pod Batorzem. Jeden z jej uczestników wspominał, jak zwożono z pobojowiska rannych, a „poległych, których było 30, obdartych do naga przez Moskali”, grzebano na cmentarzu. „Między tymi poległymi był także jeden Węgier, dobity przez Moskali. Trumny pułkownika Lelewela i jego szefa sztabu Wallischa złożono obok siebie w jednym grobie”. Na cmentarzu w Batorzu też spotkamy dzisiaj węgierski kopijnik. Z kolei w bitwie pod Mełchowem, tej, w której stracił nogę późniejszy św. Brat Albert – Adam Chmielowski, na jednym ze skrzydeł dowodził węgierski rotmistrz Albert Esterházy „Otto”. Poległ trafiony przez Moskali w głowę. Jego nazwisko, oprócz innych Węgrów, znajduje się na cokole słynnego pomnika Szymona Wizunasa Szydłowskiego, chorążego ziemi witebskiej w powstańczej kwaterze „na górce” Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. Nie byli to na pewno jedyni Węgrzy biorący udział w powstaniu. Niestety, wielu nazwisk już nie poznamy…

„Węgrzy, chodźcie z nami, pójdziemy za Polakami”

Kilkadziesiąt lat później Węgrzy znów przyszli nam z pomocą. Podczas wojny z bolszewikami zaproponowali pomoc 30-tysięcznego korpusu kawalerii. Na jego przemarsz nie zgodzili się Czesi. Dotarły jednak pociągi z amunicją. Prosto z rozładowywanych wagonów trafiały na front Bitwy Warszawskiej, podczas gdy wiele europejskich państw czekało na naszą klęskę, gotowych – jak zrewoltowane Niemcy – z otwartymi rękami witać bolszewików.

Po wrześniowej klęsce 1939 r., kiedy ulegliśmy niemiecko-sowieckiej agresji, gościnna ziemia węgierska przyjęła dziesiątki tysięcy polskich, wojskowych uchodźców. Symbolami tej wojennej polsko-węgierskiej przyjaźni pozostali m.in. premier Pál Teleki, József Antall, płk Zoltan Baló, ks. Béla Varga czy gimnazjum w Balatonboglár. Niespełna dwie dekady później w roku 1956 – biało-czerwone flagi na ulicach Budapesztu i słowa młodego poety Győrgy Gőmőriego: „Wszyscy Węgrzy, chodźcie z nami, pójdziemy za Polakami”. A w Polsce konwoje z krwią i lekarstwami dla ofiar rozjeżdżanego sowieckimi czołgami powstania… „Siostro, otwieraj żyły igłą zimną jak lód, bierz dla tych, co konają moją żywą krew...” – pisał w wierszu Tadeusz Kubiak, a Zbigniew Herbert: „Stoimy na granicy wyciągamy ręce i wielki sznur z powietrza wiążemy bracia dla was…”

Długo można by wymieniać postacie, wydarzenia, a dzisiaj choćby węgierską kaplicę w łagiewnickim sanktuarium Bożego Miłosierdzia… To z okazji jej otwarcia bł. Jan Paweł napisał, że „przychodzą na myśl właśnie sięgające wieków braterstwo i duchowa wspólnota narodów polskiego i węgierskiego”. To z tej wspólnoty braterstwa i ducha, w Budapeszcie zbudowano pomnik ofiar katyńskiego ludobójstwa, a w mieście Tatabánya już cztery miesiące po tragedii 10 kwietnia 2010 r. stanął pomnik jego ofiar.

Nie będziemy kolonią i niewolnikami!

W swoim przemówieniu 15 marca 2012 r. premier Orbán mówił, że dzisiaj naród węgierski jest spadkobiercą powstania 1848 r., a „polityczny i duchowy program tamtego roku brzmiał następująco: nie będziemy kolonią! Program i pragnienie Węgrów w roku 2012 brzmi: nie będziemy kolonią!” i kontynuował: „żyjemy wierszem wolności Węgrów: Na Boga Węgrów przysięgamy, przysięgamy, że już więcej nie będziemy niewolnikami! [S. Petőfi]”.

I dalej Viktor Orbán pytał ok. 250 tys. (to tak jakby do Warszawy przyjechało nas około miliona) zgromadzonych w Budapeszcie rodaków w dniu święta narodowego: „Cóż jednak moglibyśmy powiedzieć my, dzisiejsi Węgrzy, naszym rodakom roku 1848? Czy jesteśmy jeszcze wierni tamtej przysiędze? Czy Węgrzy są dziś wolni? Czy wolny jest ten Węgier, który tonie w długach? Czy wolny jest ten Węgier, dla którego własny dom pozostaje tylko marzeniem? Czy wolny jest ten Węgier, który po trzykroć zastanowi się, czy ma przyjąć nowe dziecko? Czy wolny jest ten Węgier, który od lat nie znajduje pracy? Czy wolny jest ten Węgier, którego dziecko chodzi głodne? Czy wolny jest ten kraj, gdzie ze 100 forintów podatku 90 idzie do wierzycieli?...”. A dzisiaj? Co my, Polacy 2013 r., powiedzielibyśmy naszym rodakom sprzed 150 lat? Czy jesteśmy wierni ich „przysiędze wolności”? Co usłyszeliby od nas przybyli tu walczyć „za wolność naszą”: major Nyáry, ppłk Wallisch, rtm. Esterházy…?

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Co zrobić z tym Nitrasem?

O Nitrasie znów jest na chwilę głośno. Na posła została nałożona kolejna kara finansowa. Tym razem polityk Platformy Obywatelskiej dostał po kieszeni za chamskie wrzaski i ciągłe zakłócanie sejmowego wystąpienia premiera Morawieckiego. I tak sobie pomyślałem, czy to słuszna droga? Jasne. Tacy politycy robią z sejmu cyrk, a właściwie chlew, bo jednak cyrk wymaga i pewnych umiejętności, i żelaznej dyscypliny.

Ale serio, co nam da ukaranie Nitrasa? Powiedzmy sobie szczerze. Ten Nitras to jak na poziom PO wyjątkowo nijaki typ. Może stąd ta jego furia i kompulsje? Jego koledzy z partii chociaż coś osiągnęli. Są sławni, mają się czym pochwalić.

Brejza prawie zginął od niedopałka wrzuconego do klopa TOI TOI. Szczerba zdołał utknąć w kiblu i to tak widowiskowo, że pół Polski wciąż mu to pamięta. Nawet taka Kinga Gajewska dała się światu poznać jako ekspertka od historii, zwłaszcza Konstytucji 3 maja. Cóż, jaka partia, takie dokonania jej posłów. Na tym tle wyczyny Nitrasa bledną. Czym może się poszczycić? Katarem? Nie on jeden cierpi na chroniczne przeziębienie. I akurat jego dopadła karząca ręka sprawiedliwości? Co gorsza, dopadła jego portfel, a wiadomo – walka o demokrację to jedno, a możliwość częstego jedzenia sushi i biegania po drogich klubach nocą to drugie. I patrząc tak na zbolałą minę posła, jak i słysząc jego płaczliwe wypowiedzi, zaczynam się bać, że ze strachu o forsę Nitras gotów jest wejść na wyższy poziom ewolucji i zejść z drzewa. I co właściwie nam to da? Ja szanuję Nitrasa. Za lata żelaznej konsekwencji w byciu pajacem w sejmie. Za to, że całym sobą pokazuje ofertę pewnej opcji politycznej – chlew, chamstwo i zadyma. Będzie świetnym kandydatem na prezydenta Szczecina, zapewniając od razu zwycięstwo swojemu konkurentowi. No i można pokazywać go nastolatkom jako przykład tego, do czego może prowadzić zbyt częsty katar. Taki Nitras się przydaje i robi wiele dobrego dla społeczeństwa. Dlatego naprawdę chciałbym, żeby pozostał dalej sobą. Nie próbujmy proszę go zmieniać. A Państwo co sądzicie? 
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl