niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
29 czerwca 2017

Od mowy nienawiści do więźniów politycznych. Kibole, czyli podludzie

Dodano: 06.01.2013 [13:55]
Od mowy nienawiści do więźniów politycznych. Kibole, czyli podludzie - niezalezna.pl
foto: Tomasz Hamrat
„Dla kiboli kazałbym uruchomić ponownie piece w Auschwitz" – pisze internauta Nexus69. „Proponuję zagazować bydło, bo to jedyna metoda. Ale zapomniałem... obrońcy praw człowieka, katolicy..." – to komentarz pod artykułem o kibolach na portalu Gazeta.pl. „Kibolskie bydło (...). Nie mają głów, ale łby, nie mają szyj, ale karki" – to już nie anonimowy internauta, ale Tomasz Lis.

Przedwczoraj sąd przedłużył Piotrowi Staruchowiczowi areszt o kolejne trzy miesiące. Oznacza to, że spędzi w nim – bez wyroku – 11 miesięcy. Ilu jest w Polsce mniej znanych kibiców aresztowanych z powodu wyssanych z palca lub przesadzonych zarzutów? Nie mam wątpliwości, że setki. I nikt o nich się nie upomina. Dlaczego? Operacja medialna, mająca doprowadzić do uczynienia z nich podludzi, trwała latami. Użyto do tego klasycznej „mowy nienawiści" – że odwołam się do modnego określenia – na gigantyczną skalę.

Tak Polska stała się krajem więźniów politycznych, choć wielu z nich nie interesowało się ponadprzeciętnie polityką. To polityka zainteresowała się nimi – władza uznała ich środowisko za miejsce wylęgania się postaw stanowiących dla niej zagrożenie.

Chcę opisać, jak przebiegł proces odczłowieczania i pozbawiania praw kibolskiego wroga władzy.

My, kibole – pisali o sobie dziennikarze „Gazety Wyborczej"

Zaczęło się niewinnie. Od zmiany znaczenia słowa „kibol". Poniżej kilka starszych cytatów z „GW".

9 czerwca 2001 r. Juliusz Kubel, publicysta „GW" i przyszły radny PO, proponuje na jej łamach utworzenie nowego hymnu Lecha Poznań ze słowami, które odnosi także do siebie: „Z tobą, Lechu, są kibole i na dobre, i na złe".

31 marca 2005 r. dziennikarz „GW" Jakub Lisowski publikuje tekst „Najlepsi kibice w Polsce". Chwali szczecińską publiczność: „Najliczniejsza, najbarwniejsza, najspokojniejsza, najgłośniejsza i piekielnie wymagająca. Coś o tym wiem, bo sam byłem kibolem".

27 marca 1998 r. „GW" pisze entuzjastycznie: „Nie masz kibola nad Angola". Mili kibole to nauczyciele angielskiego z zielonogórskich szkół.

19 maja 2003 r. prezes Polonii Warszawa, mecenas Andrzej Lew-Mirski, pozytywnie prezentowany w „GW", mówi: „Zdecydowanie jestem bardziej kibolem niż prezesem".

Tak, w tamtych latach słowo „kibol" nie oznaczało bandyty, ale człowieka zarażonego pasją kibicowania. Zamiast o kibolach, media pisały o chuliganach oraz pseudokibicach. Różnica? By kogoś tak nazwać, trzeba było zarzucić mu coś konkretnego, np. udział w bójce.

Dziś epitet „kibol" tego nie wymaga. Z jednej strony funkcjonuje jako synonim słowa „bandyta". Z drugiej – kibolami są też ci, którzy wywieszają patriotyczne oprawy, śpiewają przyśpiewki, odpalają race, jeżdżą na mecze wyjazdowe.

Proste? Pisarz Józef Mackiewicz pisał o tym zjawisku w komunizmie: „Odbierz ludziom pierwotny sens słów, a otrzymasz właśnie ten stopień paraliżu psychicznego, którego dziś jesteśmy świadkami. To jest w swej prostocie tak genialne, jak to zrobił Pan Bóg, gdy chciał sparaliżować akcję zbuntowanych ludzi, budujących wieżę Babel: pomieszał im języki".

Wylansowanie zbitki „kibol-bandyta" skutkuje paraliżem psychicznym – nikt poważny nie będzie bronił kiboli.

Kibole jak robole z Solidarności

Jak zwrócił uwagę bp Marian Florczyk, słowo „kibol" ma podobny wydźwięk, jak w ustach komunistycznych kacyków słowo „robol" w odniesieniu do Solidarności. Po jego upowszechnieniu rozpoczął się festiwal tysięcy newsów o przestępstwach kiboli – od morderstw po wykroczenia. Kibice Jagiellonii zdębieli, gdy po zatrzymaniu grupy prostytutek dowiedzieli się, że były one... kibolami ich klubu.

Same konfabulacje? Nie. Przecież zdanie „Czytelnicy »Gazety Wyborczej« mordują staruszki" też jest prawdziwe. Wśród morderców staruszek są ludzie, którzy kiedyś czytali „GW". To skala kampanii upodabnia ją do komunistycznych i nazistowskich nagonek.

Jak słusznie zwrócił uwagę prof. Andrzej Waśko, zaniepokojenie salonu kibicami rozpoczęło się 2 kwietnia 2005 r. – w dniu śmierci Jana Pawła II. Marsze po tym wydarzeniu powstały spontanicznie w środowisku kibiców. Establishment dostrzegł, że coś przeoczył. Wcześniej traktował ich jak nieszkodliwy margines. Odtąd – jako niekontrolowaną przez siebie wylęgarnię postaw politycznie niepoprawnych.

O znaczeniu słowa-klucza „kibol" w propagandzie powie nam wiele analiza ilościowa, której łatwo dokonać, posługując się wyszukiwarką archiwum „GW". Od 1989 r. do 2 kwietnia 2005 r. słowo „kibol" pojawiało się w „GW" średnio ok. 23 razy w roku. Tymczasem średnia za okres po 2 maja 2005 r. to ok. 419 razy w roku. Niemal 20 razy częściej!

Bysiorek z brzuchem piwnym 
jak zdegenerowane uszy Żydów


„Uszy u Żydów są jakby zdegenerowane, nieproporcjonalnie wielkie i odstające, albo odwrotnie, malutkie i pokręcone" – pisał autor broszury „Poznaj Żyda".

„Zapluty karzeł reakcji" – tak przedstawiała żołnierza AK propaganda komunistyczna.

W propagandzie totalitaryzmów wróg musi być odrażający fizycznie. „Tępy bysiorek z brzuchem piwnym" – napisał Paweł Smoleński w „GW" o Krzysztofie Markowiczu, szefie stowarzyszenia Wiara Lecha. Przypisał on Markowiczowi cechy nieprawdziwe. Nie jest „bysiorkiem z brzuchem piwnym", bo jest chudy jak szczapa. Tępota? Ma wyższe wykształcenie, obdarzony jest zmysłem złośliwej ironii, co każdy może sprawdzić, czytając jego komentarze.

Dlaczego Smoleński kłamie? W propagandzie „GW" kibol musi być odrażający estetycznie. Richard Chapple w książce „Soviet Satire of the Twenties" pisze o tym, jakie funkcje pełni ten rodzaj odczłowieczania wroga – cechy somatyczne charakteryzują go pod względem mentalnym. Karol Alichnowicz w książce „Miejsce dla kpiarza" odnosi badania Chapple'a do propagandy stalinowskiej. „Do pokoju wszedł nieduży, tęgi człowiek o jasnych, okrutnych oczach i czerwonym, mięsistym nosie" – cytuje tekst propagandysty. „Cechy charakterologiczne – m.in. okrucieństwo – są łatwo czytelne. Opis fizjonomiczny prezentuje zatem jego odrażające właściwości fizyczne, które upodabniają go do zwierzęcia" – podkreśla Alichnowicz. Porównanie kibiców do zwierząt pojawia się w mediach nagminnie.

Jak dowodzi w „Polityce" dr Michał Bilewicz, kibice kierują się najniższymi instynktami: „Większość członków grup kibicowskich pochodzi z niedużych miast bądź blokowisk na obrzeżach wielkich aglomeracji, gdzie jest mnóstwo samotnych mężczyzn, bo dziewczęta wyjechały na studia albo do pracy w dużym mieście. W społecznościach, w których brakuje kobiet, staje się normą, iż swoje interesy wyraża się w sposób agresywny. Badania pokazują, że dzieje się tak u ludzi, ale też u fok, jaszczurek".

Co na to GUS? W Warszawie mieszka o 140 tys. więcej kobiet niż mężczyzn. A w Łodzi o 90 tysięcy. Tymczasem kibice warszawskich i łódzkich drużyn należą do najbardziej potępianych w mediach.

Określenie „mowa nienawiści" wprowadziły do obiegu środowiska lewackie. Ale także według ich definicji, kampania przeciw kibolom wyczerpuje ją modelowo. Są to „wypowiedzi (ustne i pisemne) i przedstawienia ikoniczne, lżące, oskarżające, wyszydzające i poniżające grupy i jednostki z powodów po części przynajmniej od nich niezależnych – takich jak (...) przynależność do »naturalnej« grupy społecznej, jak mieszkańcy pewnego terytorium, reprezentanci określonego zawodu, mówiący określonym językiem".

Rafał Stec pisał wprost 9  grudnia 2007 r. o „kampanii »Gazety« o oczyszczenie stadionów z kibolskiej mentalności". Słowo „oczyszczenie" było ważne w propagandzie NSDAP. Alexander B. Rossino w książce „Hitler uderza na Polskę" pisze o planie „»oczyszczenia« nowego niemieckiego Wschodu z ludzi określanych jako rasowo i kulturalnie niżsi".

Ciągłość chwytów komunistycznej propagandy pokazuje zaś przykład Jerzego Urbana, który mówił o „demagogicznej dziczy" w Solidarności z 1980 r., zaś w 2011 r. atakował PiS, które „przytula się do dziczy, jaką są kibice".

„Gazeta Wyborcza": karać za udzielenie wywiadu

„GW" powołująca się na tradycje opozycji demokratycznej wyzbywa się demokratycznych przekonań w stosunku do kiboli. 12 marca 2009 r. Michał Szadkowski cieszył się: „Nadzieję daje nowa ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych. Według niej za wniesienie rac kibol będzie mógł (...) nawet trafić do więzienia".

Rafał Stec proponował 15 lipca 2007 r., by karać kibiców za... udzielanie wywiadów: „Jeśli knajpy selekcjonują gości, to dlaczego na stadion wpuszczać tych, którzy jeszcze mają czystą kartotekę, ale negatywnie wpływają na innych? Np. udzielając skandalicznych wywiadów?".

Zaś Jacek Sarzało 13 grudnia 2008 r. pisał o kibicach Lecha: „Taki sam z was produkt do odrzutu jak z kiboli Legii z »żylety«".

Słowa mają swoje konsekwencje. Konsekwencją tamtych są dziś ludzie w więzieniach.
Opinie użytkowników
Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl