Czarnecki: rośnie nowy świat – stary tonie w kryzysie

White House (Joyce N. Boghosian)/ na zdj. "Marine One" - prezydent Obama leci do Białego Domu.

Ryszard Czarnecki

Polityk, historyk, dziennikarz. Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Kontakt z autorem

Chińskie powiedzenie – i przekleństwo – „obyś żył w ciekawych czasach”, jak ulał pasuje do międzynarodowej sytuacji w mijającym 2012 r. oto subiektywny przegląd najważniejszych wydarzeń.

Działo się wiele: wybory w najważniejszych krajach świata, narastające konflikty w różnych częściach globu, grożące wojnami nie tylko lokalnymi, wreszcie ociężałość Unii Europejskiej, uparcie zajętej głównie sobą – to wszystko będzie miało istotne znaczenie dla najbliższej (i nie tylko najbliższej) przyszłości.

USA: nihil novi, czyli radość w Moskwie

Wydarzenie nr 1 to wybory w USA. Powtórne zwycięstwo Obamy spowodowało, że linię polityki zagranicznej Białego Domu, a więc też – niestety – stosunek do Rosji, Europy i naszej części Starego Kontynentu, można określić starą maksymą „nihil novi sub sole”. Dla nas to rzeczywiście źle, że pod amerykańskim słońcem nic się nie zmieni. John Kerry w butach Hillary Rodham Clinton może być tylko przyjemniejszą twarzą tego samego kursu polityki międzynarodowej Waszyngtonu. Oznacza to smutek w Warszawie, choć nie mówię tu o kancelariach prezydenta czy premiera, tylko o środowiskach myślących kategoriami polskiej racji stanu, w Wilnie czy Rydze, ale radość w Moskwie. Zmiany, ale tylko personalne, zaszły w najliczniejszym kraju świata i jednocześnie wciąż najszybciej się rozwijającym, czyli w Chinach. Ale tam wszystko przebiegło zgodnie z planem Biura Politycznego i w wypadku Pekinu również możemy mówić, że „nic nowego pod słońcem”.

Realna zmiana władzy nastąpiła zaś po grudniowych wyborach w Japonii. W Kraju Kwitnącej Wiśni do władzy wrócili ci, którzy po II wojnie światowej rządzili niemal zawsze, czyli partia liberalno-demokratyczna. W polityce zewnętrznej stosunek Japonii do Rosji czy Chin będzie równie nacjonalistyczny jak dotąd, czyli strzegący własnego interesu.

Rosną mocarstwa regionalne

Największe mocarstwo regionalne w Ameryce Południowej – Brazylia – mimo tegorocznych kłopotów natury korupcyjnej najbliższych współpracowników poprzedniego prezydenta, charyzmatycznego Luisa da Silvy (bo oczywiście on sam nic nie wiedział o nielegalnym finansowaniu własnej partii...), pozostało ekonomicznym tygrysem Ameryki Łacińskiej. Dla Polski może być wzorem, jak prowadzić narodową politykę gospodarczą, rozwijać własny przemysł, a nie tylko usługi, promować narodowe marki i sprzedawać samoloty na cały świat.

Indie – największa demokracja świata, kraj, z którego wysyłam ten tekst – kończą rok poważnymi zamieszkami wewnętrznymi. Nie skorzystałem z oficjalnych rad, by tu nie przyjeżdżać. Ciekawość, jak radzi sobie subkontynent, okazała się silniejsza. Na naszych oczach Nowe Delhi staje się mocarstwem już nie tylko w skali regionalnej. Być może gdyby Indie były dyktaturą na wzór chiński, szybciej stałyby się pierwszoplanowym graczem. Ale nie są. Tu wszystko trwa dłużej. Problemy wewnętrzne: duży margines nędzy, kontrasty społeczne, petryfikacja starych układów poprzez system kastowy, napięcia religijne, hermetyczny system polityczny, oraz zewnętrzne: nieustanny konflikt z Pakistanem, owocujący zamachami terrorystycznymi w samych Indiach, nie mogą zasłonić prawdy o tym kraju. Za jakiś czas będzie to światowe mocarstwo. Zapewne szybciej niż później.

Eurosolidarność– slogan dla naiwnych Unia Europejska pogrążona jest w kryzysie nie tylko i nie głównie ekonomicznym, lecz także instytucjonalnym oraz – co pewnie ważniejsze – w kryzysie moralnym. W mijającym roku mieliśmy kilka rzekomo „przełomowych szczytów” UE. Każdy kończył się fiaskiem, tak jak ten ostatni, listopadowy, w sprawie nowego budżetu Unii na lata 2014–2020. Kryzys jest faktem, ale jest on traktowany przez naszych sąsiadów przede wszystkim jako wygodny pretekst do zwiększenia faktycznej roli Berlina. Niemcy, podobnie jak Polska w latach 2005–2007 (i po części do roku 2010) grają powyżej tego, co „mają w kartach”. I grają skutecznie. Zakres decyzji, na który formalnie mają już lub wkrótce będą miały wpływ, rośnie szybko i systematycznie. Bruksela, mając fałszywą skądinąd alternatywę: dotychczasowy paraliż decyzyjny albo dominację ekonomiczno-polityczną jednego państwa członkowskiego, wybiera to drugie.

Unia fiskalna czy bankowa są jak płatne euroautostrady, z których myto będzie pobierał Berlin. Ale jednocześnie w tejże Unii wzrastają wpływy rosyjskie. Zarówno stricte biznesowe, jak i polityczne. Więcej: Moskwa staje się równoprawnym punktem odniesienia. Skoro prezydent Cypru, komunista Dimitris Christofias wymienia Lenina jako jedną z dwóch największych osobistości XX w., a dzieje się to na początku cypryjskiej prezydencji w UE, to trudno o wyrazistszy symbol.A przecież nie tylko o symbole chodzi. W roku 2012 Moskwie udało się ostatecznie dopiąć projekt South Stream – Gazociągu Południowego.Wprawdzie centroprawicowy rząd Bułgarii odwlekał decyzję o przystąpieniu do tej inwestycji, ale skoro z Moskwą od dawna kolaborował w tej sprawie Rzym, to trudno się dziwić Sofii. Państwa nowej Unii, w tym niestety i Węgry (także w innych kwestiach), obserwowały, jak zachowuje się wobec planów Rosji stara Unia i wzięły z niej przykład.

Po zbudowaniu przez Federację Rosyjską wraz z Niemcami Nord Streamu trudno mieć pretensje do pozostawionych sam na sam z Kremlem unijnych nowicjuszy. Założyciele EWG sprawili bowiem, że europejska solidarność okazała się sloganem z czytanek dla naiwnych.

Bezradność Brukseli

W wypadku Federacji Rosyjskiej wpływy ekonomiczne przekładają się może bardziej niż w wypadku krajów Zachodu na zwiększanie wpływów politycznych. W ostatnich latach strefa wpływów Putina w państwach UE istotnie wzrosła, mimo że Rosja ekonomicznie słabnie. Oddawanie pola kolosowi na glinianych nogach przez Baracka Obamę, Angelę Merkel, Nicolasa Sarkozy’ego i innych oraz uwiarygodnianie tego przez José Barroso czy Hermana Van Rompuya jest na dłuższy dystans poważnym błędem politycznym – nawet jeśli na krótką metę owi przywódcy, ich rządy, a nawet ich państwa będą z tego czerpały jakieś zyski biznesowe (rzadziej polityczne).

Moskwa, jak Berlin, licytuje wyżej niż ma w politycznych kartach. W Europie i na świecie Rosji pozwala się na znacznie więcej, niż nakazuje to zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy. Duet Putin-Miedwiediew jest beneficjentem resetu w relacjach z USA i relatywnie dobrych cen eksportowanych surowców. Krajom nowej Unii pozostaje żywić nadzieję, że osłabiona, ociężała Unia Europejska nie stanie się w 2013 r. jeszcze bardziej bezradna wobec ambicji kremlowskich graczy
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Złote Lwy dla "Cichej nocy" Piotra…

Złote Lwy dla "Cichej nocy" Piotra…

Bombowce USA u wybrzeży Korei Północnej

Bombowce USA u wybrzeży Korei Północnej

YouTube odblokował film IPN-u!

YouTube odblokował film IPN-u!

Pomnik generała Sosabowskiego odsłonięty w…

Pomnik generała Sosabowskiego odsłonięty w…

Demonstracja przeciw reformie Macrona

Demonstracja przeciw reformie Macrona

Tomasz Sakiewicz: Dzisiaj Polska ma własne zdanie i to nam się opłaca

Tomasz Sakiewicz; fot. Igor Smirnow/Gazeta Polska

Do Polski dołączają elity tych krajów, które chcą coś zmieniać. Polska i Węgry nie są samotne. Stajemy się liderem bardzo poważnych procesów, które są z korzyścią dla Polski - ocenił Tomasz Sakiewicz w Programie "Minęła 20" na antenie TVP Info.

Polska była trudnym pacjentem przez osiem lat, bo gwałtownie rósł dług publiczny. Bezrobocie było strukturalnie niedobre, bo dotyczyło młodych ludzi, którzy wyjeżdżali za granicę. Gdyby nie wyjazd młodych ludzi, to pewnie bezrobocie byłoby dwukrotnie wyższe. Niewielki wzrost odbywał się kosztem zadłużenia, bez bogacenia się ludzi

- ocenił redaktor naczelny "Gazety Polskiej".

Dzisiaj, co może jest najważniejsze, wzrost jest nie tylko dobry, bo jest wysoki, ale ludziom przybywa w kieszeniach, zaczynają być wydawane pieniądze na infrastrukturę

- mówił.

To wszystko zdrowieje. Bo Polska stała się graczem gospodarczym. Bo tak chciała. (...) Dzisiaj do Polski dołączają elity tych krajów, które chcą coś zmieniać. To nie jest tak, że Polska i Węgry są tu samote. W sprawie imigrantów wygląda na to, że Europa zmienia zdanie

- dodał.

Jeżeli chodzi o sojusz strategiczny z USA, to nigdy się nie spodoba Francji czy Niemcom, ale to w tej sprawie Polska przewodzi. To Polska sprowadza USA do Europy. My stajemy się liderem bardzo poważnych procesów, które są z korzyścią dla Polski. Dzisiaj mamy własne zdanie i nam się to opłaca

– powiedział Tomasz Sakiewicz.

Źródło: Igor Smirnow/Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Złote Lwy dla "Cichej nocy" Piotra Domalewskiego 

twitter.com/FPFFGdynia

"Cicha noc", intymna opowieść o rodzinie podczas zjazdu świątecznego w reżyserii debiutanta Piotra Domalewskiego, została uznana najlepszym filmem 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Tegorocznych laureatów ogłoszono w sobotę w gdyńskim Teatrze Muzycznym.

Nagrodę wręczył wicepremier, minister kultury prof. Piotr Gliński, przewodniczacy jury Konkursu Głównego Jerzy Antczak oraz dyrektor Festiwalu Leszek Kopeć.

"Cicha noc" to jeden z 17. filmów prezentowanych w Konkursie Głównym podczas tegorocznego Festiwalu. Intymna opowieść o rodzinie podczas zjazdu świątecznego to pełnometrażowy debiut reżysera, który w Gdyni pokazał także krótkometrażowe "60 kilo niczego".

Film opowiada o pracującym w Holandii Adamie (Dawid Ogrodnik), który niespodziewanie wraca do rodzinnego domu na Boże Narodzenie. Jego celem nie jest jednak tylko zjedzenie kolacji z najbliższymi. Adam w powrocie ma swój cel - cel, który może zmienić jego dalsze życie oraz życie jego rodziny, w której sukces jednego staje się sukcesem wszystkich.

"Cicha noc" to film w filmie. Świat widzimy w nim zarówno z perspektywy kamery prowadzonej przez Piotra Sobocińskiego juniora, jak i okiem bohaterów, rejestrujących przedstawione wydarzenia, czyli przygotowania do kolacji wigilijnej. Filmowa rzeczywistość to obraz prowincji borykającej się z wiecznym niedostatkiem, niezmiennym brakiem perspektyw. Stała jest dla nich także emigracja - doświadczył jej ojciec Adama, jego brat, doświadcza jej i on sam. Z kolejnych podróży mężczyźni przywożą łupy - mikrofalówkę, wieżę audio. To właśnie te przedmioty - zarówno jak pożyczony samochód, którym Adam zajeżdża przed dom - stają się faktycznym obrazem ich statusu.

W obsadzie "Cichej nocy" znaleźli się m.in. Tomasz Ziętek, Arkadiusz Jakubik, Maria Dębska oraz Tomasz Schuchardt.

Film, który został nagrodzony Złotymi Lwami - czyli Grand Prix Festiwalu - w piątek został wyróżniony także przez akredytowanych w Gdyni dziennikarzy.

Krytyk filmowy Łukasz Maciejewski komentując decyzję dziennikarzy przypomniał, że przez wiele lat patrzyliśmy i mówiliśmy z podziwem o kinie rumuńskim.

Jego fenomen polegał na tym, że ze zwykłych sytuacji, bardzo niefotogenicznych i mało filmowych, najlepsi twórcy rumuńscy potrafili stworzyć uniwersalny świat. (...) W Polsce mieliśmy problem z zamknięciem koherentnej prostej historii w czterech ścianach, i opowiedzeniem jej tak, że sprawiała wrażenie thrillera

 - powiedział Maciejewski.

"W +Cichej nocy+ jest podobnie. To film o samym życiu, opowiedzianym nie z dominującej perspektywy, która na dużym ekranie pokazuje głównie otoczenie wielkomiejskie i klasę średnią. W +Cichej nocy+ widzimy inny rodzaj wnętrz, inny rodzaj relacji międzyludzkich. To bardzo ciekawe, bardzo szczere i bardzo wprost" - dodał.

Maciejewski zwrócił także uwagę, że u nagrodzonego reżysera zobaczymy niezwykle wiarygodne aktorstwo. "On wiedział kogo zaprosić do udziału w filmie. Domalewski obsadził przecież chociażby Agnieszkę Suchorę, na co dzień aktorkę Teatru Współczesnego w Warszawie, która od wielu lat nie pojawiała się na ekranie. Domalewski prócz tego przywrócił na ekran Elżbietę Kępińską, czy Pawła Nowisza. Zagrali piękne, głębokie role. „Myślę, że potrzebny był do tego dryg reżysera - byłego aktora, który pokazał, że rozumie innych aktorów" – podkreślił Maciejewski.

Prócz tego "Cicha noc" była bezsprzecznym triumfatorem festiwalowych nagród pozaregulaminowych, przyznawanych przez sponsorów i partnerów wydarzenia.

Film wejdzie na ekrany kin 24 listopada.

Źródło: PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl