Czerwony aparatczyk Piechociński

Dekomunizację nazywał prześladowaniami, po obaleniu rządu Jana Olszewskiego żądał odpowiedzialności karnej oraz Trybunału Stanu dla autorów lustracji. Trudno temu się dziwić, bo Janusz Piechociński był wcześniej czołowym aparatczykiem organizacji partnerskiej sowieckiego Komsomołu, której aktyw szkolił się w ZSRS. A przy Okrągłym Stole reprezentował władzę.

Nadzieje, że młodszy o siedem miesięcy od Waldemara Pawlaka Janusz Piechociński odmieni Polskie Stronnictwo Ludowe, nie mają niestety realnych podstaw. Wynika to z rodowodu politycznego nowego wicepremiera, byłego aparatczyka Związku Młodzieży Wiejskiej (ZMW) – organizacji, której sowieckie powiązania, a także wywodzące się z lat 80. biznesy mają kluczowe znaczenie dla późniejszych losów PSL.

1992 – prześladowane ofiary dekomunizacji będą ukrywały się w lasach

6 czerwca 1992 r., dwa dni po obaleniu rządu Olszewskiego, 32-letni poseł Janusz Piechociński mówi z trybuny sejmowej o lustracji: „W wyniku nieodpowiedzialnych działań skrzywdziliśmy Polskę i Polaków”. Domaga się „ustalenia osób, które te listy sporządzały” i „ukarania tych, którzy doprowadzili do upublicznienia tych list, z pociągnięciem ich do odpowiedzialności karnej włącznie”. Grozi też odpowiedzialnością gazetom, które ujawniły, kto jest na listach.

4 lipca przemawia po raz kolejny: „Podeptaliśmy zasady prawa, zdrowego rozsądku i godność państwa”. Stwierdza też, że działalność kierownictwa MSW „miała znamiona prowokacji politycznej, a jej autorzy powinni odpowiadać przed Trybunałem Stanu”.

Z kolei 5 września atakuje zwolenników ustaw dekomunizacyjnych: „Ponownie przygotujemy ułomny akt, który może spowodować kolejną falę krzywd, zamętu i nieporozumień”. Stwierdza, że siły wywodzące się z Solidarności „chcą brać rewanż, w majestacie prawa tworzyć bezprawne akty”. I dramatycznie dodaje: „Jeszcze raz warto podziękować strażakom, że ugasili pożar w lesie. Ta część Polaków, która będzie prześladowana, będzie miała się gdzie schować”. Kpi też z posła Macieja Srebry z ZChN: „Nie chcemy, aby pan wystawiał na próbę swoje uczucia religijne i nie każemy panu rzucać się na szyję wybranemu I sekretarzowi KC, ale prosimy pana, aby w dyskusji próbował pan pohamować chociaż nienawiść”.

Wiejski aktyw szkolony w Sowietach

Skąd u młodego polityka tak zaangażowane wypowiedzi w obronie komunistów? Wszystko wyjaśnia jego błyskotliwa kariera w ZMW, organizacji, której wizerunek należy w III RP do najbardziej zmistyfikowanych. „ZMW jako jedyna organizacja powstała po sierpniu 1980 r. nie została ani zawieszona, ani rozwiązana po wprowadzeniu stanu wojennego” – chwalił się 11 kwietnia 1982 r. na łamach pisma „Zarzewie” towarzysz Waldemar Świrgoń, najmłodszy w historii sekretarz KC PZPR, a jednocześnie szef ZMW. Organizacja ta z czasów PRL błędnie bywa kojarzona jako młodzieżowa przybudówka ZSL. To nieprawda, trzech kolejnych szefów ZMW z lat 80. działało w PZPR. ZMW zrzeszała zarówno działaczy PZPR, jak i ZSL. Piechociński był w drugiej połowie lat 80. jednym z ważniejszych jej aparatczyków, zasiadał w jej Zarządzie Krajowym i był przewodniczącym Krajowej Rady Akademickiej ZMW.

Czym zajmowała się ZMW za czasu awansów Piechocińskiego? Pisał o tym jej organ, pismo „Zarzewie” 15 marca 1987 r.: „Najważniejszym partnerem ZMW jest Wszechzwiązkowy Leninowski Komunistyczny Związek Młodzieży. Współpraca ta ciągle rozszerza się (...) obejmuje wymiany grup studyjnych, wspólne seminaria, wymianę doświadczeń z zakresu działalności organizacyjnej w środowisku wiejskim, szkolenia dla aktywu”.

Mamy też relację z takiego szkolenia. „Riazań powitał nas bardzo uroczyście i serdecznie. Na Dworcu Wschodnim zebrali się licznie riazańscy komsomolcy. »Niech żyje niezłomna radziecko-polska przyjaźń« – głosił w języku polskim napis na ogromnym transparencie. Dziewczęta w ludowych rosyjskich strojach wręczyły kierownictwu naszej grupy bochen chleba” – relacjonował Mieczysław Alaba, dziennikarz „Zarzewia”.

Stan wojenny był początkiem biznesowego imperium obecnego PSL. To wtedy pojawił się pomysł powołania spółki Agrotechnika. Prof. Jadwiga Staniszkis pisze o niej w książce „Postkomunizm. Próba opisu”: „Powstała w Polsce pierwsza duża spółka nomenklaturowa, Agrotechnika” (znaleźli się w niej Waldemar Świrgoń i Waldemar Pawlak)”.

Życzliwy ZMW „Przegląd Techniczny” opisywał w 1986 r., jak w ich powstanie zaangażowany był aparat władzy PRL: „Po drodze konieczne było anulowanie kilku starych przepisów, stworzenie nowych”. Jak pisał „Wprost”, w Agrotechnice znaleźli się ludzie związani ze służbami specjalnymi PRL. Dzięki koneksjom w polityce i służbach Agrotechnika uzyskała gigantyczne kredyty. Montowane przez nią komputery trafiały m.in. do ZSRS.

Wicepremier: chciałem legalizacji NZS, NZS: nic nam o tym nie wiadomo

W tygodniku „Wprost” (nr 8/2010) Piechociński, od 1987 r. także aktywista ZSL, pytany o swoje zasiadanie przy Okrągłym Stole po stronie komunistycznej, zapewniał: „Siedziałem jeden dzień, bo jak powiedziałem w podstoliku młodzieżowym, że chcemy rejestracji NZS bez żadnych dodatkowych warunków, to następnego dnia kierownictwo ZMW musiało mnie wycofać”. Tymczasem Andrzej Sosnowski, przedstawiciel NZS przy podstoliku młodzieżowym, mówi, że nie pamięta takiej wypowiedzi. – Tamta strona prezentowała jednolite stanowisko negatywne, takie wystąpienie na pewno zostałoby zapamiętane – stwierdza. Także Andrzej Celiński, dziś prezes Partii Demokratycznej, mówi, że podczas obrad podstolika nie było takiego wystąpienia. – To był jedyny podstolik, który zakończył się brakiem porozumienia właśnie ze względu na sprawę legalizacji NZS – wspomina. Dodaje, że żaden ślad wystąpienia Piechocińskiego nie pojawia się w pięciotomowej publikacji o Okrągłym Stole wydanej w 2004 r., opracowanej na zlecenie kancelarii Aleksandra Kwaśniewskiego.

W rozmowie z nami wicepremier Piechociński podtrzymał swoje twierdzenie: – Mówiłem o tym na spotkaniu strony rządowej, powtórzyłem też publicznie do kamer „Teleexpressu”. Wypowiedź ta nie ukazała się, a ja następnego dnia zostałem zastąpiony przez ZMW inną osobą.

Piechociński: Bartoszcze musiał odejść, bo chciał zdekomunizować PSL

W 1989 r. przyszłość polityczna ZSL była niepewna. Weterani przedwojennego PSL utworzyli tzw. PSL wilanowskie. ZSL zmieniło z kolei nazwę na PSL „Odrodzenie”. Ale 5 maja 1990 r. odbył się kongres zjednoczeniowy PSL. Przestraszeni postkomunistyczni działacze postanowili skryć się za plecami Romana Bartoszcze – opozycjonisty z Solidarności rolniczej.

Nie na długo. O usunięciu Bartoszcze „GW” pisała: „Do końca nie wiadomo, co stało się późnym popołudniem 19 czerwca 1991 r., gdy do gabinetu prezesa PSL na Grzybowskiej dostała się grupa 20 działaczy ZSL pod wodzą Romana Jagielińskiego. Jedni mówią, że Bartoszcze został usunięty siłą. Inni – że dobrowolnie wyszedł”. Po zjeździe z 29 czerwca władzę w PSL przejęli – uznając, że już można – działacze ZMW. Piechociński mówił o Bartoszcze w „GW”: „Walczył z własną partią. Miał jeden pomysł na umocnienie swej pozycji – zdekomunizować PSL”.

Ciąg dalszy po tych kluczowych dla losów PSL wydarzeniach z lat przełomu znamy. Waldemar Pawlak w kolejnych rządach swoje postkomunistyczne powiązania stawiał zawsze wyżej od interesu Polski. Udział w obaleniu rządu Olszewskiego, podpisanie skrajnie niekorzystnego dla Polski kontraktu gazowego z Rosją, wprowadzenie przez Pawlaka do władz ABW swojego kolegi z pokoju w akademiku, byłego esbeka Zdzisława Skorży – te decyzje pokazywały, czym naprawdę jest PSL. Niestety, nic nie wskazuje, by rządy Piechocińskiego oznaczały tu jakąkolwiek jakościową zmianę.

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Polska ofensywa

Grudniowy szczyt Rady Europejskiej w Brukseli w ostatni piątek był debiutem nowego premiera Rzeczypospolitej na arenie międzynarodowej. Oczywiście szef rządu w Warszawie nie jest na europejskich salonach postacią anonimową, bo przez przeszło dwa lata regularnie uczestniczył w Ecofin, czyli strukturze grupującej ministrów finansów krajów członkowskich UE.

Jako pierwszy w historii szef resortu finansów rządu RP zaproszony został na posiedzenie Eurogrupy, która zrzesza ministrów finansów krajów strefy euro. Teraz wystąpił w nowej roli i zaczyna do niej przyzwyczajać partnerów i z naszego regionu Europy, i ze starej Unii. Na szczycie omawiane były sprawy dla Polski bardzo ważne w trzech obszarach. Pierwszy to polityka obronna. Drugi – polityka społeczna, edukacja i kultura. Wreszcie trzeci – polityka imigracyjna.

Jeśli chodzi o działania Unii Europejskiej w obszarze obrony, dla Polski szczególnie istotne jest zapewnienie komplementarnego, uzupełniającego charakteru działań UE wobec NATO i współpracy w ramach Paktu Północnoatlantyckiego krajów członkowskich Unii. Szczególnie istotna dla nas jest flanka wschodnia, stąd też będziemy kontynuowali nie tylko współpracę z Amerykanami w kontekście zwiększania ich obecności wojskowej w Polsce oraz z Brytyjczykami również stacjonującymi w naszym regionie Europy. Zresztą w tym tygodniu w stolicy RP ma być premier Theresa May wraz z ministrami spraw zagranicznych, obrony i kanclerzem skarbu w ramach cyklicznych corocznych konsultacji międzyrządowych polsko-brytyjskich, co ustawia relacje Warszawa–Londyn na wyjątkowym poziomie.

PESCO – nie tylko dla Berlina i Paryża

Formuła PESCO – unijnej polityki obronnej, przyjęta była przez stronę polską z oporami i zastrzeżeniami. Zgłaszał je zwłaszcza resort Antoniego Macierewicza. Formalnym wyrazem tych wątpliwości był też specjalny list ministrów spraw zagranicznych i obrony rządu RP, który skierowany został do wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej i odpowiedzialnej za politykę zagraniczną i bezpieczeństwo Federiki Mogherini. List ten zyskał rangę oficjalnego polskiego stanowiska dołączonego do dokumentu końcowego PESCO.

Publicystycznie można podsumować, że nie chcemy, aby z jednej strony beneficjentem ekonomicznym tejże polityki były wyłącznie niemieckie i francuskie fabryki przemysłu obronnego, a z drugiej, aby PESCO wiązało politycznie ręce krajom członkowskim Unii w ich relacjach zewnętrznych, choćby z Rosją.

Jednak jest jeszcze jeden aspekt funkcjonowania PESCO. Chodzi o kwestie stricte ekonomiczne, choć oczywiście związane z polityką. Rzecz w tym, aby unijne środki przeznaczone na politykę obronną szły nie tylko do niemieckich i francuskich fabryk związanych z przemysłem obronnym, lecz żeby również Polska była beneficjentem tych zamówień. Chodzi więc o zapewnienie tych zamówień i inwestycji dla polskiego przemysłu zbrojeniowego. Dodatkowo będzie to też wsparcie dla polskich małych i średnich firm (MŚP) oraz polskich przedsiębiorstw o średniej kapitalizacji (mid-cap) w sektorze obronnym. Dla polskiego ucha brzmi wręcz fenomenalnie to, że Unia Europejska wreszcie chce się bronić i że pacyfistyczne mrzonki wyrzucane są na śmietnik. Jest jednak rzeczą fundamentalną, czy spore unijne dotacje przeznaczone będą na rozkręcenie francuskich i niemieckich fabryk, czy też jednak odpowiednio duży kawałek tego obronnego tortu będzie przeznaczony dla Polski i naszego przemysłu obronnego.

„Nie” dla ideologicznych furtek

Drugi wymiar ostatniego szczytu w Brukseli to polityka społeczna, kultura i edukacja. Polska wspiera proklamację europejskiego filaru praw socjalnych oraz wyniki szczytu społecznego. Jednak rząd RP mocno podkreśla, że nowe rozwiązania muszą być transparentne i opierać się na pewnym konsensusie. Jednocześnie chcemy egzekwować zapisane w traktacie lizbońskim – jak on by się nam nie podobał – prerogatywy i kompetencje państw członkowskich UE. Europejski filar praw socjalnych jest wyłącznie „mapą drogową”, gdy chodzi o wspieranie rynków pracy oraz ochrony socjalnej. Z jego sugestii czy rozwiązań polski rząd może skorzystać, ale nie musi, bo politykę społeczną prowadzi kraj członkowski, a nie jest to kompetencją Unii Europejskiej. Niektóre natomiast sformułowania filaru wykraczają dalece poza prerogatywy Unii. Nie może on być nigdy w przyszłości wykorzystywany przez Komisję Europejską jako swoista furtka legislacyjna do kreowania nowych obowiązków w obszarze polityki społecznej. Jego zapisy mogą być przyjęte wyłącznie dobrowolnie przez poszczególne państwa członkowskie. Oczywiste, że potrzebne podnoszenie standardów socjalnych w krajach UE musi się odbywać w sposób naturalny, a nie z góry narzucony przez Brukselę. Te standardy muszą być zakorzenione w ekonomicznych możliwościach poszczególnych krajów tworzących Unię. Próby legislacyjne i pozalegislacyjne ze strony Komisji Europejskiej, próbujące normować np. równowagę między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów nie muszą być traktowane przez członków UE jako konieczne do wykonania. Podobnie kwestie dostępu do ochrony socjalnej, czasu pracy, informacji dla pracowników. Żadna z 20 głównych zasad i praw sformułowana przez europejski filar praw socjalnych nie może być potraktowana przez państwa tworzące UE na zasadzie „kopiuj, wklej”.

Polska jest przeciwna ujednolicaniu szkolnych programów nauczania w krajach UE. Uważamy, że należy współpracować na bazie sprawdzonych instrumentów i form, a nie tworzyć nowe, które mogłyby ograniczać kompetencje państw członkowskich, i też np. uczelni wyższych. Takich „furtek ideologicznych” w obszarze legislacyjnym nie chcemy. A decyzje o konkretnych kierunkach działania w zakresie kultury i edukacji muszą zapadać po dyskusjach i uzgodnieniach wewnątrz Unii.

Konsensus w polityce migracyjnej

Wreszcie polityka imigracyjna. Polska będzie kontynuowała działania w zwalczaniu imigracji do krajów Unii Europejskiej u jej źródeł. Powinniśmy pomagać krajom, z których imigranci wyjeżdżają do Europy, a nie obywatelom tych krajów, którzy tutaj, do Europy, głównie w celach ekonomicznych, przybędą. Rzeczpospolita – jak ostatnio pisał „Financial Times” – jest jednym z liderów, jeśli chodzi o przyjmowanie imigrantów i stabilizowanie sytuacji imigracyjnej w Europie. To nasz kraj przyjął w 2016 r. ok. 60 proc. (sic!) całej nowej imigracji zarobkowej do UE. Przede wszystkim dzięki zaakceptowaniu obecności obywateli Ukrainy – 70 proc. wszystkich pozwoleń na pracę w Unii to pozwolenia wydane przez Polskę Ukraińcom (!).

Polska – to oficjalne stanowisko rządu Mateusza Morawieckiego – w polityce imigracyjnej będzie żądać przyjmowania przez UE tylko rozwiązań akceptowalnych przez wszystkie kraje członkowskie. Będziemy nadal zdecydowanie sprzeciwiali się wszystkim obowiązkowym mechanizmom „redystrybucji” uchodźców. Deklarujemy też wsparcie dla tzw. zewnętrznego wymiaru polityki imigracyjnej, czyli chcemy pomagać u źródła, a nie już potem, gdy kolejne setki tysięcy imigrantów znajdą się w Europie.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl