Pranie brudnych pieniędzy w mateczniku PO

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

Od kilku tygodni politycy PO oraz ich sympatycy usiłują nas przekonać, że afera Amber Gold jest pokłosiem zaniedbań wymiaru sprawiedliwości. Prawda jest jednak taka, że ta afera dotyczy jak najbardziej partii rządzącej, a sam premier tkwi w tym skandalu po uszy – i to nie tylko z powodu syna. Dlatego do wyjaśnienia niezbędna jest komisja śledcza, ponieważ podległe premierowi instytucje i służby mogą być, delikatnie mówiąc, niezbyt chętne wyjaśnianiu sprawy.

Premier na konferencji prasowej transmitowanej przez niemal wszystkie polskie media publiczne stwierdził, że na Wybrzeżu (i nie tylko) wiedza, że Amber Gold jest podejrzaną firmą, a jej właściciel osobą karaną, była powszechna. Dlaczego w takim razie politycy PO i lokalni działacze z Gdańska, matecznika premiera, nie mieli żadnych oporów w kontaktach z szefem Amber Gold Marcinem P.? Dlaczego dobry znajomy Donalda Tuska – dyrektor lotniska w Gdańsku Tomasz Kloskowski – polecił do pracy Marcinowi P. syna premiera jako specjalistę od wizerunku? Dlaczego wreszcie w tej sprawie tak często pojawiają się bliscy współpracownicy szarej eminencji Platformy Obywatelskiej, czyli Jana Krzysztofa Bieleckiego? Z tymi pytaniami prędzej czy później będzie musiał zmierzyć się Donald Tusk, który tkwi w aferze Amber Gold po same uszy.

Nie tylko syn premiera

Marcin P. nie miał żadnego problemu z kontaktami z przedstawicielami urzędu miasta, którym rządzi PO, czy gdańskiego lotniska, którego właścicielem jest samorząd. Na otwarciu nowego terminalu na lotnisku im. Lecha Wałęsy minister transportu Sławomir Nowak w obecności kamer i fotoreporterów na tle reklam OLT Express chwalił przedsięwzięcie. Na bankiecie z okazji otwarcia terminalu politycy PO, m.in. marszałek Senatu Bogdan Borusewicz i prezydent miasta Paweł Adamowicz, bawili się wspólnie z przedstawicielami OLT. Czy wówczas nie przeszkadzało im, że jest to firma o podejrzanej proweniencji? Że jej właściciel oszukał wielu ludzi?

Amber Gold i linie lotnicze OLT Express okazały się dochodowym interesem. Tylko w pierwszym półroczu tego roku przez obydwie firmy przepłynęło setki milionów złotych, z których część – jak podejrzewa ABW – pochodziła z przestępstwa. Wszystko więc wskazuje na to, że przedsięwzięcie Marcina P. i jego mocodawców było klasyczną pralnią brudnych pieniędzy. Aby jednak mogła ona swobodnie funkcjonować, przedstawiciele Amber Gold musieli utrzymywać doskonałe kontakty z najważniejszymi osobami w Gdańsku. Z pewnością współfinansowanie filmu o Lechu Wałęsie oraz zapewnienie pracy Michałowi Tuskowi nie było jedynym powodem zaskakującej pobłażliwości instytucji państwowych wobec Amber Gold.

Dlatego jeżeli powstanie komisja śledcza, jednym z pierwszych jej zadań powinno być dogłębne wyjaśnienie związków Platformy Obywatelskiej z Marcinem P. i ludźmi, którzy za nim stali.

Premier marszczy brwi

Dziś Donald Tusk robi groźne miny i – jak przy każdej aferze, w którą uwikłani są politycy PO – zapowiada rozprawienie się z winnymi. Czy afera z Amber Gold zakończy się jak poprzednie? Jak afera hazardowa, która przy aprobacie i pomocy prorządowych dziennikarzy została zamieciona pod dywan. Istnieje szansa, że jednak nie, ponieważ prokuratura już prowadzi śledztwo w sprawie prania brudnych pieniędzy, a Marcinowi P. już postawiono zarzuty. Jedyne, co pozostaje Platformie, to jak najszybciej wyciszyć sprawę. Od skuteczności strategii przyjętej przez Tuska w sprawie Amber Gold będzie zależało nie tylko przetrwanie premiera, ale także całej PO. To przecież w Gdańsku skupia się cała władza Platformy, to tam zapadają najważniejsze decyzje. A dzisiaj jest już oczywiste, że Marcin P. nie mógł działać bez politycznego przyzwolenia.

Wszystkie ręce na pokład

Stąd rozpaczliwe próby podejmowane przez prorządowe media, by odwrócić uwagę od afery Amber Gold lub przynajmniej pokazać ją wyłącznie jako przykład nieudolności wymiaru sprawiedliwości. Najwyraźniej piarowcy premiera doszli do wniosku, że trzeba sięgnąć po wszystkie możliwe środki, czyli „wszystkie ręce na pokład”. W politykę tę wpisuje się powrót z niebytu Kazimierza Marcinkiewicza. Jeszcze kilka dni temu był nieuchwytny dla dziennikarzy, gdy próbowali się z nim skontaktować po tym, jak się okazało, że to on w 2006 r. jako zarządca komisaryczny miasta stołecznego Warszawy podjął niefortunną decyzję o lokalizacji stacji metra Powiśle nad samą Wisłą. Aż tu nagle pojawił się w mediach – oczywiście nie po to, by wytłumaczyć się ze swoich fatalnych posunięć jako zarządca m.st. Warszawy, lecz po to, by bronić syna premiera, całej Platformy Obywatelskiej i Lecha Wałęsy. „Prezydent Wałęsa nie ma z tym nic wspólnego, port lotniczy też mówi, że nie było specjalnych warunków zatrudnienia syna premiera. (…) Dziś używanie Michała Tuska do tej afery, wykorzystywanie jej przez polityków, jest nieprzyzwoite. (…) Nie sądzę, by sprawa miała charakter polityczny. Dotyczy głównie wymiaru sprawiedliwości” – mówił w wywiadzie dla Wirtualnej Polski Kazimierz Marcinkiewicz, który tradycyjnie zaatakował przy tej okazji PiS i CBA.

Mimo wspomnianych wysiłków politykom Platformy wciąż nie udało się sprowadzić afery Amber Gold tylko do kwestii zaniedbań wymiaru sprawiedliwości. Mało tego, na razie wszystko wskazuje na to, że sprawa wymknęła się obozowi władzy spod kontroli i nie zakończy się wraz z zatrzymaniem Marcina P. Dlatego w najbliższym czasie będziemy świadkami istnego wysypu zastępczych tematów i afer. Oczywiście spoza Platformy.


Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Znaleziono tułów bez głowy. To część…

Sprawą Autosanu zajmie się CBA i SKW

Premier Szydło na posiedzeniu ws. sytuacji…

Macierewicz w Kijowie. Spotka się z...

Niemcy niezdecydowani przed wyborami

Znaleziono tułów bez głowy. To część zwłok szwedzkiej dziennikarki

/ twitter.com/printscreen

Duńska policja podaje, że na podstawie badań DNA ustalono, iż pozbawiony głowy tułów wyrzucony na brzeg morza to część zwłok dziennikarki Kim Wall, która weszła na pokład łodzi podwodnej duńskiego wynalazcy Petera Madsena. Wtedy kobietę widziano po raz ostatni.

30-letnia szwedzka dziennikarka przygotowywała reportaż o Madsenie i 10 sierpnia weszła na pokład jego prywatnej łodzi podwodnej Nautilus w kopenhaskim porcie.

Następnego dnia bliscy kobiety zgłosili jej zaginięcie, a służby ratownicze rozpoczęły na morzu poszukiwania podwodnej łodzi Madsena. Tego samego dnia łódź awaryjnie wynurzyła się w pobliżu Kopenhagi, ale na pokładzie znajdował się jedynie właściciel. Został ewakuowany, a łódź zatonęła.

Straż przybrzeżna wydobyła 12 sierpnia łódź podwodną Madsena z dna morza w celu dokonania oględzin. Policja twierdzi, że łódź mogła zostać umyślnie zatopiona w celu zatarcia śladów.

Pozbawiony głowy tułów wyrzucony przez morze znalazł w poniedziałek rowerzysta na duńskiej wyspie Amager. We wtorek kopenhaska policja ujawniła, że zwłokom "celowo odcięto" ręce i nogi.

Śledczy Jens Moeller powiedział w środę dziennikarzom, że tułów był obciążony kawałkiem metalu, "zapewne po to, żeby utonął". Dodał, że na tułowiu policja znalazła ślady wskazujące, iż ktoś próbował wycisnąć z niego powietrze, aby opadł on na dno i nie wypłynął.

W łodzi podwodnej Madsena znaleziono zaschniętą krew dziennikarki. Materiał porównawczy do testów DNA pozyskano z jej szczotki do włosów i szczoteczki do zębów. Nurkowie poszukują pozostałych części ciała kobiety.

Madsen początkowo mówił śledczym, że Wall zeszła z łodzi podwodnej po kilku godzinach od wyruszenia w rejs i twierdził, że nie wie, co działo się z nią później. Potem zmienił jednak zeznania i oświadczył, że "na pokładzie doszło do wypadku", w którym dziennikarka zginęła i że "pochował" ją na morzu.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Rodacy ze Wschodu wracają do Polski

Wakacje dla Bohatera

Fiskus tworzy portal dłużników

Za miesiąc ruszy rejestr pedofilów

23 sierpnia - Europejski Dzień Pamięci…

Sprawą Autosanu zajmie się CBA i SKW

/ Lowdown; creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en

"Osoba odpowiedzialna za tę sytuację została zwolniona w trybie dyscyplinarnym. A CBA i SKW powiadomione" - poinformował na Twitterze wiceszef MON Bartosz Kownacki. W ten sposób odniósł się do informacji RMF FM, która dotyczyła wchodzącej w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej spółki Autosan.

Jak dowiedzieli się reporterzy RMF FM, wskutek opóźnienia władze Autosanu pozbawiły firmę szansy na zdobycie zamówienia od armii wartego prawie 30 mln zł. Chodzi o przetarg na autobusy dla wojska. Autosan starał się o start w przetargu, jednak jego ofertę odrzucono, bo została złożona 20 min. po czasie.

"Zarząd będzie dochodził roszczeń finansowych na drodze postępowania cywilnego" - zapowiedział wiceszef MON.

"Autosan czeka na rozstrzygnięcie przetargów, gdzie złożył najkorzystniejsze oferty na łączną ilość 27 szt. autobusów. W sumie ok. 50 szt."

- dodał Kownacki.

Według ustaleń RMF FM oferta sanockiej spółki była bardzo konkurencyjna - kosztowała o kilka milionów złotych mniej, jednak władze spółki w żaden sposób nie walczyły o umożliwienie udziału w postępowaniu, m.in. dlatego że nie skorzystały z prawa do odwołania.

W efekcie do przetargu wystartował tylko jeden dostawca - niemiecka firma MAN - i to ona wygrała postępowanie.

Jak podało RMF FM przetarg na autobusy dla armii w kwietniu tego roku ogłosiła 2. Regionalna Baza Logistyczna w Rembertowie. Postępowanie dotyczyło 16-miejscowych autobusów pasażerskich oraz takich, które mogą przewieźć minimalnie 47 osób. 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Dziennikarz zastrzelony przez nieznanych…

Groźnie za wschodnią granicą

Terroryści z Barcelony trafią do…

Powstanie film o Breiviku

11 osób w "golfie". W tym trzy w…

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl