Czas miernot i kreatur

Wielka afera korupcyjna w konsulacie w Łucku, dzieci z Kresów bez wakacji w Polsce, padające gazety na Wschodzie, bulwersujące lekceważenie Powstania Warszawskiego – ujawniane przez nas w ostatnich dniach fakty pokazują skalę upadku polskiej dyplomacji za czasów Radosława Sikorskiego. To staczanie się rozpoczęło się od rezygnacji z niepodległościowej polityki prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

„W Polsce dzisiejszej można rozstrzeliwać nie tylko jednostki ludzkie, lecz razem z ludźmi reprezentowane przez nich idee” – pisał w 1937 r. Włodzimierz Bączkowski. Redaktor naczelny wspieranego przez MSZ „Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” miał na myśli śmierć Tadeusza Hołówki, lidera prometeistów, orędownika współpracy z narodami pragnącymi uwolnić się od sowieckiej dominacji, zastrzelonego w 1931 r. Stwierdzał on, że – szczególnie po śmierci marszałka Piłsudskiego – wielu dawnych współpracowników Hołówki zaczęło rezygnować z tych ideałów „ze względów karierowych”. W dyplomacji nastał czas „miernot, wychowanków ducha zaborów, kreatur »galicyjskich«, moskiewskich, człowieczków ze szkoły hakaty, pomniejszycieli Rzeczypospolitej”.

Gorzkie słowa Bączkowskiego były może trochę krzywdzące dla ówczesnej polskiej dyplomacji, która lepiej lub gorzej, ale jednak broniła polskiej niepodległości i honoru. Idealnie pasują za to do czasów Radosława Sikorskiego.

Koledzy ze studiów Siergieja Ławrowa

Siły dawnych układów w dyplomacji dowodzi fakt, że nawet po zwycięstwie PiS-u w 2005 r. Jarosław Kaczyński zdecydował, iż nie rozpocznie rządów od radykalnych zmian w MSZ, by nie prowokować od razu furiackiego ataku mediów. Przez ponad pół roku szefem MSZ w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza był akceptowalny dla salonu Stefan Meller.

Dopiero gdy szefową polskiej dyplomacji została Anna Fotyga, Kaczyński wypowiedział słowa „Odzyskaliśmy MSZ”. Co do skali spodziewanych ataków lider PiS się nie mylił. W mediach rozpoczął się dziki koncert ataków na Fotygę, a pełne podziwu dla feministek tytuły bez najmniejszych skrupułów przystąpiły do kreowania wizerunku „głupiej baby”.

Siła tych ataków wynikała z faktu, że znaczna część dyplomacji od dziesięcioleci opanowana jest przez wielopokoleniową postkomunistyczną sitwę bliską środowiskowo „Gazecie Wyborczej”. Wśród owych dyplomatów roi się od absolwentów sowieckiego MGIMO, czyli osławionego Moskiewskiego Państwowego Instytut Stosunków Międzynarodowych.

Minister Anna Fotyga zapoczątkowała stopniowe pozbywanie się absolwentów MGIMO jako słabo przydatnych do prowadzenia niepodległościowej polityki, w tym wspierania niezależności i zbliżenia z Zachodem naszych wschodnich sąsiadów.

Zarzucanie wszystkim z nich związków agenturalnych byłoby grubą przesadą. Co nie zmienia faktu, że ich „kolegami” uczelnianymi byli Siergiej Ławrow czy Siergiej Jastrzembski oraz komuniści z krajów Trzeciego Świata. Wielu z nich podejmowało po studiach pracę w KGB. Notabene obecnie rektorem MGIMO jest Anatolij Torkunow, szef Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych.

Absolwent MGIMO i Smoleńsk

Za Radosława Sikorskiego rezygnacji z niepodległościowej polityki towarzyszyło zablokowanie zmian personalnych zapoczątkowanych za Fotygi. W 2007 r. szefem kadr w MSZ został Roman Kowalski, absolwent MGIMO. W 2009 r. konsulem generalnym w Kazachstanie został Wiesław Osuchowski, kształcony w Moskwie działacz organizacji komunistycznych. Sikorski przedstawił też Sejmowi kandydata na ambasadora w Armenii, absolwenta MGIMO, Zdzisława Raczyńskiego. Do Vancouver Sikorski wysłał innego absolwenta moskiewskiej uczelni, Krzysztofa Czaplę.

Afery ujawnione przez nas w ostatnich tygodniach pokazują, jak komunistyczna przeszłość dyplomatów łączy się z brakiem wrażliwości na tradycje patriotyczne i lekceważeniem dla spraw zwykłych Polaków.

W sierpniu 2010 r. informowaliśmy o pięknym geście mieszkańców węgierskiej miejscowości Tatabánya, którzy jako pierwsi odsłonili tam pomnik ofiar Smoleńska. Na miejscu byli węgierscy dyplomaci, mieszkańcy Tatabánya, węgierskie wojsko, Polonia. Nie pojawili się... przedstawiciele polskiej ambasady. Czy można nie łączyć tego faktu z tym, że ambasadorem na Węgrzech jest dziś wspomniany Roman Kowalski, absolwent MGIMO? Jak jego obecność na tej placówce ma się do deklaracji Donalda Tuska, że rządowi zależy na polsko-węgierskiej przyjaźni?

Wczoraj informowaliśmy o skandalicznym zachowaniu polskiej wicekonsul w Hamburgu Karoliny Kowalskiej, przez której niemal godzinne spóźnienie Polacy nie mogli uczcić o godzinie „W” bohaterów Powstania Warszawskiego i AK przy ich mogile. Tak się składa, że to ten sam konsulat, który mimo próśb nie pomógł polskiemu małżeństwu z Bytomia, walczącemu o swoje dzieci z niemieckim Jugendamtem.

Z kolei tygodnik „Gazeta Polska” opisał, jak w Łucku wizy do strefy Schengen do Francji, Danii czy Niemiec dostawały osoby trudniące się nierządem, objęte zakazem wjazdu do tych krajów. Obywatele ukraińscy byli zmuszani do płacenia „haraczu” za załatwienie wiz. Przez granicę przewożono nielegalnie ukraińskie dzieci. Według informatorów „GP” w konsulacie RP w Łucku na Ukrainie działała szajka kierowana przez byłych esbeków.

Dzieci ofiarami ocieplenia relacji z Putinem

Gdy minister Sikorski ogłaszał rezygnację Polski z ambicji jagiellońskich, czyli w praktyce zapowiadał porzucenie przez nasz kraj swoich sojuszników na Wschodzie, mało kto podejrzewał, jak daleko zabrnie, prowadząc tę politykę.

Dziś w imię polsko-rosyjskiej przyjaźni i zadowolenia Putina cierpią polskie dzieci, które od lat przyjeżdżały do nas na wakacje. Potomkowie polskich zesłańców mogli w ten sposób podtrzymywać związki z ojczyzną. W tym roku nie przyjechały. Pieniędzy może zabraknąć również na stypendia dla uczniów i studentów. Działalność zawieszają też polskie gazety. Tymczasem chęć finansowania niektórych z nich zgłaszają już grupy prokremlowskie.

Niektórzy autorzy spolegliwej polityki zagranicznej już dziś odnoszą korzyści finansowe z tego tytułu. Nie tylko tej wschodniej. 26 kwietnia 2012 r. Radosław Sikorski odwołał swojego pierwszego zastępcę, Mikołaja Dowgielewicza. Był on jednym z architektów spolegliwej polityki wobec Berlina i Brukseli. Co skłoniło będącego przed 40-tką polityka, niegdyś asystenta Bronisława Geremka, cieszącego się wsparciem Salonu, do rezygnacji z pracy w MSZ? Lepsza propozycja. 30 marca 2012 r. został wicegubernatorem Banku Rozwoju Rady Europy. Objęcie tej znakomicie wynagradzanej posady nie byłoby możliwe bez zgody Niemiec.

Hrabina i prosta kobieta

Gdy czytałem w artykule „Esbecka szajka pod okiem Sikorskiego” w „GP” o tym, jak w polskim konsulacie w Łucku ubiegający się o wizę biedni petenci musieli płacić haracze po 400–500 euro, przypomniała mi się pewna scena.

„Uważam się dzisiaj bardziej za ambasadora Polaków niż Polski” – te słowa wypowiedział we wrześniu 1939 r. ambasador RP w Rzymie Bolesław Wieniawa-Długoszowski. „Drzwi mego gabinetu są otwarte o każdej porze, dla każdego, dosłownie każdego obywatela polskiego, który życzy sobie mnie widzieć. Nie będę tu robił różnicy, czy to będzie prosta kobieta, czy pani hrabina” – pouczył polski personel dyplomatyczny. Dziś na prawdziwą polską dyplomację nawiązującą do jej pięknych tradycji musimy niestety poczekać.


Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Ryanair ma poważne kłopoty. „Nikt nie…

Ryanair ma poważne kłopoty. „Nikt nie…

Komisja Europejska nie może ukarać Polski

Komisja Europejska nie może ukarać Polski

Czarnecki i doradcy Trumpa

Czarnecki i doradcy Trumpa

Trump zaoszczędził budżetowi 645 mln dol.

Trump zaoszczędził budżetowi 645 mln dol.

Silne trzęsienie ziemi w Meksyku WIDEO

Silne trzęsienie ziemi w Meksyku WIDEO

Dorota Kania UJAWNIA: Działania Fundacji „Niezłomni” budzą sporo kontrowersji

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Litwa, Ejszyszki, czerwiec 2017 r. Przy mogiłach obok kościoła kilka osób rozkopuje ziemię i robi sobie zdjęcia. Odjeżdżają po niedbałym zasypaniu grobów. Wkrótce okazuje się, że byli to przedstawiciele Fundacji „Niezłomni” im. Zygmunta Szendzielarza ps. Łupaszka, której działalność niemal od początku jej powstania w 2013 r. budzi kontrowersje. W rozmowie z Dorotą Kanią w programie „Koniec Systemu” dr Jacek Pawłowicz - dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych podkreśla, że to właśnie IPN, a nie fundacja powinien zajmować się wydobywaniem szczątków „Żołnierzy Wyklętych”. Jego zdaniem to właśnie „osoba prof. Szwagrzyka jest absolutnym gwarantem tego, że wykonywane prace są profesjonalne i transparentne ”, czego nie można powiedzieć o działaniach wspomnianej fundacji.

Poniżej publikujemy rozmowę Doroty Kani z dr. Jackiem Pawłowiczem - dyrektorem Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie.

Fundacja „Niezłomni” zajmuje się wydobywaniem, ekshumacjami i poszukiwaniami szczątków żołnierzy wyklętych. Zarzucają oni, że IPN jest ich naturalnym przeciwnikiem, że szkaluje ich dobre imię. Jak to jest dokładnie? Dlaczego to IPN powinien zajmować się wydobywaniem szczątków „wyklętych”?
Ustawa to zwyczajnie nakazuje. Poza tym zespół poszukiwawczy prof. Krzysztofa Szwagrzyka jest doskonale przygotowany do swojej pracy. W zespole znajdują się najlepsi w kraju antropologowie, archeologowie i specjaliści z innych dziedzin. Sama osoba prof. Szwagrzyka jest absolutnym gwarantem tego, że wykonywane prace są robione w sposób bardzo profesjonalny. Proszę pamiętać, że chodzi tu o nie było co. Mówimy o wydobywaniu szczątków polskich bohaterów. Krzysztof Szwagrzyk już od kilkunastu lat zajmuje się poszukiwaniami ofiar zbrodni komunistycznych.
 
2003 r. pierwsze poszukiwanie bestialsko zamordowanych polskich bohaterów przez zespół prof. Szwagrzyka.
Od samego początku tymi poszukiwaniami zajmował się prof. Szwagrzyk, który jeszcze przed powstaniem IPN odnosił sukcesy w badaniu zbrodni komunistycznych i odnajdywaniu ofiar. W momencie kiedy powstał IPN był on naturalną osobą do tego, by kierować tymi poszukiwaniami.
 
Wspomniana fundacja zajmuje się kwestowaniem i zbieraniem funduszy. Zawsze gdy do gry wchodzą pieniądze pojawiają się wątpliwości, czego nie można powiedzieć w kierunku IPN, który jest prawnie usankcjonowany i publicznie finansowany.
Według mojej wiedzy nie potrzeba prowadzić żadnych zbiórek na poszukiwania, ponieważ fundusze na prowadzenie badań IPN posiada i wydaje je w sposób nad wyraz uczciwy.
 
Pytam dlatego, że właśnie na terenie Muzeum Żołnierzy Wyklętych niegdyś aresztu śledczego przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie byli po wojnie przetrzymywani żołnierze wyklęci. Będą również tam wznowione prace?
Tak będzie to już trzeci etap prac na terenie byłego aresztu śledczego, które prowadzi IPN. W tym roku przed wakacjami były prowadzone prace w dołach śmierci z okresu Powstania Warszawskiego, gdzie Niemcy wymordowali więźniów Mokotowa.
 
Skąd wiedza, że akurat tam właśnie znajdują się doły śmierci?
Ta wiedza była znana historykom, chociażby z relacji kilku osób, które w tamtym czasie uciekły z mokotowskiego więzienia. Trzeba było jednak te informacje sprawdzić i dokładnie zlokalizować położenie wspomnianych dołów. Na Mokotowie były 3 wielkie rowy, do których byli wrzucani na oczach kolegów patrzących z cel ciała zamordowanych. Te doły śmierci zostały ekshumowane w roku 1945, natomiast podczas naszych ostatnich ekshumacji znaleźliśmy tam szczątki ludzkie. Pojawiały się przez lata informacje, że podczas zwykłych prac budowlanych na terenie Mokotowa znajdowane są fragmenty ciał. Z ziemi wystają czaszki i kości, ale mimo to żadne organy nie rozpoczęły czynności w kierunku sprawdzenia pochodzenia tych szczątków. Wydobyte szczątki podobno były palone, ale te informacje nie mają żadnego oficjalnego potwierdzenia. Prace IPN i zespołu prof. Szwagrzyka mają na celu potwierdzić te informację, albo odnaleźć szczątki pomordowanych
 
Udało się już coś odnaleźć?
Tak to jest nieprawdopodobna historia, ponieważ w przestrzeni, która jest badana gdzie kiedyś znajdował się wielki dół śmierci z okresu Powstania Warszawskiego odnaleziono szczątki ludzkich ciał
 
Czy to znaczy, że ciała musiały znaleźć się w tym dole już po roku 1945?
Absolutnie tak, ponieważ odnalezione szczątki leżały mniej więcej w połowie głębokości jaką miał ten rów.
 
Czyli jak dobrze rozumiem zasypano ten grób powstańczy, po czym go częściowo rozkopano i chowano w nim kolejne szczątki ofiar nowego już reżimu.
Myślę, że głównym powodem tego jest fakt, iż była tam miękka niedawno naruszona ziemia. Nie trzeba było głęboko kopać i pospiesznie w nocy można było załatwić sprawę. Odnaleziony człowiek był wrzucony do dołu śmierci jakoś bokiem głową w dół. Zespół badawczy odnalazł tylko połowę jego ciała, ponieważ reszta została rozkopana przez koparkę.
 
Czy zachowały się jakieś rzeczy, które pozwolą zidentyfikować do kogo należy to ciało?
Jedyną nadzieją są badania genetyczne. Od najbliższego poniedziałku rozpoczyna się kolejny etap prac. Ponownie wchodzą historycy z biura poszukiwań, aby kopać i poszukiwać dalej. Do tej pory został zbadany tylko nieduży fragment przestrzeni, o której wiemy, że znajdowały się tam doły śmierci. Przed nami jest jeszcze kilka miesięcy prac, aby sprawdzić całą przestrzeń więzienia mokotowskiego również w miejscach gdzie wiemy na pewno, że nie było tam egzekucji niemieckich.


Materiał dotyczący działania Fundacji „Niezłomni” ukazał się w programie „Koniec systemu”, który jest emitowany w każdy wtorek o g. 21.30 na antenie Telewizji Republika – powtórki środa oraz niedziela. Odcinki tego programu można obejrzeć na stronie www.telewizjarepublika.pl oraz na Facebooku: Koniec systemu.
 
Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”:

 

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Ryanair ma poważne kłopoty. „Nikt nie może liczyć na taryfę ulgową”

/ JanClaus; pixabay.com / Creative Commons CC0

Włoski Urząd Lotnictwa Cywilnego wezwał w trybie pilnym przedstawicieli linii Ryanair w związku z odwołaniem przez nią w tym kraju 700 lotów. Włoskie media podają, że urząd uświadomi przewoźnikowi powagę sytuacji, w jakiej znaleźli się pasażerowie.

Z zapowiedzi wynika, że w trakcie spotkania podjęte też zostaną rozmowy na temat poszukiwania takich rozwiązań obecnej sytuacji, aby najmniej odbiły się one na podróżnych, którzy dowiadują się obecnie, że ich loty zaplanowane na wrzesień i październik zostały odwołane.

Rezygnację z lotów firma tłumaczy problemami wynikającymi z urlopów członków załóg.

- Nikt nie może liczyć na taryfę ulgową. Pasażer to obywatel, który ma swoje prawa, chronione przez przepisy. Zatem jeśli Ryanair je złamał, zapłaci za tego konsekwencje - oznajmił minister transportu Graziano Delrio, komentując zaistniałą sytuację.

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl