Polscy żołnierze zagrożeni

  

Specjalne systemy do wykrywania skażeń chemicznych i radioaktywnych używane przez polskich żołnierzy w Afganistanie nigdy nie przeszły pozytywnie testów wymaganych przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Przez niecałe dwa lata MON wydało na naprawy tych wadliwych urządzeń ponad 2 mln zł.

Według nieoficjalnych informacji „Gazecie Polskiej Codziennie” decyzję o wprowadzeniu systemu do wykrywania skażeń chemicznych i radioaktywnych Cherdes podjął ówczesny dyrektor Departamentu Polityki Zbrojeniowej MON, a obecny szef Inspektoratu Uzbrojenia gen. Andrzej Duks.

Urządzenia zaprojektowane i wykonane przez firmę Pimco zostały zainstalowane na kołowych transporterach opancerzonych produkowanych w Wojskowych Zakładach Mechanicznych w Siemianowicach. Siłom zbrojnym sprzedaje je polski potentat zbrojeniowy Bumar.

Około 115 transporterów z wyposażeniem trafiło do Afganistanu. Wtedy okazało się, że cherdesy psują się na potęgę. Potwierdziła to nawet kontrola przeprowadzona w Afganistanie przez Pimco. Jak przed miesiącem pisała „Codzienna”, ponad połowa urządzeń do wykrywania skażeń była niesprawna.

Meldunki składane w MON przez przedstawicieli sił zbrojnych, a dotyczące wadliwości urządzeń do wykrywania skażeń pozostawały jednak bez echa. W tej sytuacji szef Obrony przed Bronią Masowego Rażenia gen. Ryszard Frydrych zwrócił się oficjalnie do szefa Sztabu Generalnego gen. Mieczysława Cieniucha. Informował go o nieprzydatności cherdesów w warunkach bojowych. Mało tego, przestrzegał, że w związku z ciągłymi naprawami pogwarancyjnymi wojsko może zostać oskarżone o niegospodarność. Z pisma, do którego dotarła „Codzienna”, wynika, że od stycznia 2010 r. do września 2011 r. wojsko wydało 2,16 mln zł. Naprawy kolejnych zepsutych cherdesów oszacowano na ok. 3 mln zł.

Ostatecznie pod koniec ub.r. resort obrony wycofał się z montowania systemów do wykrywania skażeń chemicznych i radioaktywnych Cherdes II na rosomakach. Zaprzestał również pogwarancyjnych napraw tych urządzeń. Jak przyznaje wiceszef MON Czesław Mroczek, główną przyczyną były bardzo wysokie koszty w tym zakresie. Jednorazowa naprawa przekraczała nawet połowę wartości nowego urządzenia.

Ministerstwo Obrony nie odpowiada na pytania „Codziennej”, dlaczego zakupiono sprzęt, który nie przeszedł pozytywnie testów wymaganych przez resort. Prokuratura wojskowa w Warszawie prowadzi dochodzenie, w którym pojawia się wątek związany z dostawą cherdesów.

Wyjaśnienia sprawy domagają się posłowie opozycji. Marek Opioła (PiS) z sejmowej komisji obrony zwraca uwagę, że śledztwo w tej sprawie trwa już dość długo, a wniosków nie widać. A szaf klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak podkreśla, że niesprawny sprzęt niesie zagrożenie dla życia żołnierzy. – Prezydent, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, chętnie fotografuje się z żołnierzami, a powinien przede wszystkim dbać o ich bezpieczeństwo – mówi.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Rosja ingeruje we francuskie protesty? Pojawia się coraz więcej kontrowersji

/ protest we Francji; zdjęcie ilustracyjne / twitter.com/@Brevesdepresse/printscreen

  

Coraz głośniej mówi się o możliwej ingerencji Rosji w trwające we Francji protesty, które przyjmują coraz bardziej ostrą formę. W sieci pojawia się sporo kontrowersyjnych materiałów. Już wczoraj francuskie władze zarządziły pilną weryfikację niektórych kont na Twitterze, które mają mieć powiązania z Rosją i rozprzestrzeniać fake newsy na temat demonstracji we Francji. To wszystko, co dzieje się wokół protestów, mnoży pewne teorie.

Francuskie włądze zapowiedziały weryfikację wielu kont w mediach społecznościowych. Przypuszcza się, że około 200 kont na Twitterze aktywnie rozprzestrzenia tzw. fake news i nagłaśnia treści mające na celu eskalację napięć społecznych nad Sekwaną. W ocenie brytyjskiego dziennika "The Times" fałszywe konta na Twitterze są kontrolowane przez rosyjskie służby specjalne, które podsycają atmosferę wokół francuskich protestów. 

Zadanie sprawdzenia najbardziej agresywnych z punktu widzenia cyberbezpieczeństwa kont powierzono Sekretariatowi Generalnemu ds. Obrony i Bezpieczeństwa (SGDSN).Eksperci wojskowi i policyjni z tego ośrodka zajmowali się kontami, na których pojawiły się szczególnie drastyczne zdjęcia osób - domniemanych uczestników ruchu "żółtych kamizelek" - które rzekomo zostały ranne w sobotnich starciach z policją.

[polecam:http://niezalezna.pl/249381-rosyjskie-sluzby-podsycaja-protesty-we-francji-wladze-zapowiedzialy-walke-z-fake-newsami]

W sieci pojawiają się również liczne kontrowersyjne materiały. Należy do nich m.in. filmik, na którym do ubranych w żółte kamizelki pada w języku rosyjskim komenda "nazad" (pol. odwrót):

Ponadto Twittera dość szybko obiegło zdjęcie opublikowane po raz pierwszy przez kanał WarGonzo, na których dwóch mężczyzn ubranych w żołte kamizelki trzyma flagę prorosyjskiej Donieckiej Republiki Ludowej, oderwanego od Ukrainy terytorium rządzonego przez separatystów.  

Według ukraińskiej agencji Informacyjnej UNIAN mężczyźni to Francuzi, którzy odwiedzali Donbas. Jeden z nich miał uczestniczyć jako "obserwator" w odbywających się w Donieckiej Republice Ludowej listopadowych wyborach, a drugi znany ma być m.in. jako autor prorosyjskich tekstów w niektórych francuskich mediach.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Twitter, Facebook, PAP, niezalezna.pl, unian.info

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl