Nie boję się pałowania

Rząd wypycha ludzi i związek zawodowy Solidarność na ulicę. Nasze działania jako komisji krajowej od początku były pokojowe, merytoryczne. Zbieraliśmy podpisy pod referendum, braliśmy udział w debacie emerytalnej i wykorzystywaliśmy wszystkie możliwości dialogu, jakie daje państwo prawa - z Piotrem Dudą, przewodniczącym Solidarności, rozmawiają Samuel Pereira i Dawid Wildstein.

Nie wpuścili Pana do Senatu na posiedzenie dotyczące reformy emerytalnej. Wygląda na to, że władza już nie tylko nie uwzględnia głosu społecznego w swoich planach, ale nie pozwala na jego istnienie w przestrzeni publicznej.

Jestem wolnym człowiekiem, ale jak widać tylko w teorii – do parlamentu wejść mi nie wolno. Kolejnym krokiem na tej drodze jest delegalizacja związków zawodowych. W końcu stoją one władzy na drodze do realizacji projektów, w których człowiek jest tylko przedmiotem. W rzekomo wolnym, demokratycznym państwie nie wpuszczono do Sejmu i Senatu nie tylko przedstawiciela Solidarności, ale przede wszystkim reprezentanta przynajmniej dwóch milionów obywateli, którzy się podpisali pod wnioskiem o referendum. To pogwałcenie elementarnych zasad demokracji. Tym bardziej przykro mi, że stoi za tym Bogdan Borusewicz, kiedyś bohater Solidarności.

Skąd ta ostentacja?

Władzy się wydaje, że może wszystko. Doskonale wiadomo, że ponad 80 proc. Polaków nie chce, aby ustawa emerytalna została przegłosowana, podpisana i weszła w życie. Dlatego wybrano pośpiech i metodę pracy nad ustawą nie merytoryczną, ale starą metodę Donalda Tuska „policzmy głosy". Władza nic sobie nie robi z obywateli, bo wie, że ma większość i może sobie przegłosować nawet to, że mamy nie tylko przejezdne, ale i w pełni ukończone autostrady. Tyle że rzeczywistość prędzej czy później dochodzi do głosu. Polacy zresztą już sobie wyciągają z tego wszystkiego wnioski, wystarczy zobaczyć, jaki jest ich stosunek do rządu. Tymczasem zaufanie do Solidarności rośnie i dzieje się tak nie tylko dlatego, że prowadzimy „walkę z 67". To jest przede wszystkim walka o to, by władza traktowała swoich obywateli z szacunkiem, a nie z pogardą.

Rządzący traktują obywateli jako tych, którzy przeszkadzają w polityce?

Wydaje się, że rządzący chcą zepchnąć obywateli do getta, bo im przeszkadzają. Mam jednak nadzieję, że to się nie uda. To w ogóle cecha charakterystyczna dzisiejszej władzy. Donald Tusk już przy okazji ACTA, leków refundowanych czy właśnie ustawy 67 chciał, żeby społeczeństwo podchodziło do tych spraw biernie, a wszystko rozstrzygnęło się w sejmowych kuluarach. Jednak okazało się, że są ludzie, którzy staną w obronie pracowników. To jest oczywiste zadanie związku zawodowego. Dla Solidarności to najważniejsza sprawa, bo dotycząca czasu pracy Polaków. To jest nasz żywotny interes i jej nie odpuścimy.

Z tym rządem nie da się dyskutować?

Nie. Spójrzmy prawdzie w oczy – to ten rząd wypycha ludzi i związek zawodowy Solidarność na ulicę. Nasze działania jako komisji krajowej od początku były pokojowe, merytoryczne. Nie spadliśmy z nieba 11 maja przed Sejm. Wcześniej zbieraliśmy podpisy pod referendum, braliśmy udział w debacie emerytalnej i wykorzystywaliśmy wszystkie możliwości dialogu, jakie daje państwo prawa. Niestety kolejne nasze działania, propozycje były ignorowane. Rządzących cechowało nastawienie „możecie zrobić, co chcecie, a my i tak zrobimy swoje". Ale gdy wyczerpuje się możliwość dialogu, wtedy przenosi się on na ulicę – tam nas właśnie wypychają. A my będziemy dalej walczyli o nasze prawa, które są gwałcone.

Solidarność czuje się dziś jak na wojnie?

Jeżeli zostaniemy do tego zmuszeni, to wrócimy na ulicę. Ustawa 67 to ważna sprawa, ale w związku z nią pojawiły się inne, takie jak umowy śmieciowe młodych ludzi. Przy debacie emerytalnej wyszło, że wiele osób, mając 27, 30 lat, jest już po 7 latach pracy i nie ma ani jednej składki emerytalnej.

A co z mistrzostwami Euro? To ukochane dziecko premiera, sedno i cel jego polityki.

Widzimy, jakie są nastroje społeczeństwa. Reprezentujemy ludzi i nie przeszkodzą nam w tym żadne piarowe zagrywki premiera. Naszej walki nie przykryje ani Euro 2012, ani igrzyska w Londynie. To nie jest tak, że przyjdzie lato, potem wrzesień i ludzie zapomną. Będziemy przypominali, powtarzali jak mantrę, aż w końcu liczba 67 pochłonie Platformę Obywatelską i ten rząd. Zobaczą panowie, będą ją długo wspominali. Ze strony Solidarności deklaracja jest prosta: na czas mistrzostw nie zawieszamy swojej działalności. Euro 2012 to nie jest żadna świętość, która jest nadrzędna wobec losu Polaków. Niech politycy składają sobie apele, my funkcjonujemy jak zawsze, jesteśmy w pracy.

Czy czuł Pan kiedykolwiek, by władza do tego stopnia oderwała się od społeczeństwa?

Nie, nie przypominam sobie niczego podobnego w ciągu ostatnich 10 lat. Wszyscy widzą, że posłowie głosują, tak jak chce szef partii, a przecież to my, nie on, ich wybieramy. Mamy niecały rok po wyborach, a politycy już odwracają się od wyborców. Wielokrotnie przychodzimy do biur poselskich, rozmawiamy, przekonujemy, że 80 proc. społeczeństwa jest przeciwko ustawie, a oni i tak robią, jak każe im szef partii. Hanna Gronkiewicz-Waltz uważa Warszawę za swój prywatny folwark. Sejm to zdaje się już prywatny dom marszałek Kopacz, a Senat jest rezydencją letnią marszałka Borusewicza. Nie pamiętam takiego rozdziału między władzą a społeczeństwem. To wszystko idzie w złym kierunku. Donald Tusk być może uważa, że to jest jego ostatnia kadencja, wie, że ucieknie z tonącego okrętu gdzieś na jakieś stanowisko i jest mu w związku z tym wszystko jedno. Ale dziwię się szeregowym posłom Platformy i Ruchu Palikota, bo może się okazać, że dla nich będzie to ostatnia kadencja w polityce w ogóle.

Będą Was pałować?

Ja się pałowania nie boję. Jest mi za to niezmiernie przykro, że grozi nim Lech Wałęsa, pierwszy przewodniczący Solidarności. Podpisał się on pod postulatami sierpniowymi, ale ich nie zrealizował. Za to dziś chce nas pałować. Nie chcę dalej komentować tych słów, by się nie zniżać do poziomu byłego prezydenta.

Do jakiej granicy może dojść ten konflikt? Może dojść do demonstracji, zadym z policją?

Z pewnością nie możemy doprowadzić do sytuacji, że po drugiej stronie, przeciw nam, będzie policja, bo to są nasi bracia i siostry, tacy sami obywatele jak my. Uchwalenie ustawy mundurowej to było spałowanie policji przez posłów PO, Ruchu Palikota i PSL-u. Czy mamy spełnić marzenie obecnej władzy i bić się z policją, podczas gdy członkowie rządu będą się przyglądali? Nie tędy droga, to polityków musi boleć, nie obywateli.

Wejdzie Pan w politykę?

Więcej osiągam jako przewodniczący Solidarności niż jako polityk.


Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Policja sięga po terminale. Za mandat zapłacimy kartą

/ policja.pl

Jak się dowiedzieliśmy trwa wyposażanie radiowozów Policji w terminale płatnicze POS. To element Programu upowszechniania płatności bezgotówkowych w administracji publicznej, realizowanego przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii oraz Krajową Izbę Rozliczeniową (KIR). Od lutego już w każdym radiowozie patrolu drogowego za mandat będziemy mogli zapłacić kartą płatniczą lub Blikiem.

W efekcie nowelizacji Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia, która weszła w życie we wrześniu 2017 r., grzywnę nałożoną mandatem karnym będzie można zapłacić w formie bezgotówkowej. Osoba, która taki mandat otrzyma, zdecyduje o wyborze formy płatności  
i będzie mogła wykonać płatność za mandat kartą płatniczą lub Blikiem, z wykorzystaniem terminala POS. Do obsługi płatności bezgotówkowych w terminalach POS w Policji w ramach Programu wybrana została firma Centrum Elektronicznych Usług Płatniczych eService  
Sp. z o.o.  

- Polacy coraz chętniej płacą za zakupy, wykorzystując cyfrowe instrumenty płatnicze. Jestem pewien, że to samo będzie dotyczyło kierowców, którzy – jeśli przekroczą przepisy – będą zmuszeni zapłacić za mandat. Dobrze działająca infrastruktura płatnicza w Policji wpłynie na komfort kierowców oraz wyznaczy kierunki rozwoju nowoczesnego e-państwa. Polska, na drodze do nowoczesnej administracji zasługuje na to, aby wykonać kolejny krok naprzód i stać się Polską cyfrową w wielu obszarach, także tych, które znajdują się poza administracją, acz znacząco ułatwiają obywatelom życie. Uruchomienie płatności bezgotówkowych w Policji drogowej to kolejny etap procesu digitalizacji administracji publicznej – mówi Dariusz Marcjasz, wiceprezes Zarządu KIR. – KIR, jako kluczowy podmiot infrastruktury polskiego systemu płatniczego, jest aktywnym uczestnikiem działań służących promocji i podnoszeniu poziomu obrotu bezgotówkowego  w gospodarce - podkreśla Tadeusz Kościński, wiceminister przedsiębiorczości i technologii.

Możliwość zapłaty mandatu bezgotówkowego to znaczne ułatwienie dla sprawców wykroczeń.  

- Często policjanci spotykali się z pytaniem, zwłaszcza od osób, które na co dzień płacą kartą, dlaczego mandatu nie mogą zapłacić od razu, na miejscu. Zdarzały się sytuacje, że policjanci z obcokrajowcami jechali do bankomatu lub na pocztę po gotówkę, aby uiścić grzywnę, co było kłopotliwe i czasochłonne. Płatności bezgotówkowe znacznie usprawnią pracę policjantów  i skrócą przebieg kontroli - zaznacza mł. insp. Mariusz Ciarka, Rzecznik Prasowy Komendanta Głównego Policji.

Oprócz możliwości płacenia kartą i telefonem, dotychczasowe sposoby, jak regulowanie kary przelewem lub wpłatą gotówkową na poczcie, będą wciąż dostępne. Obcokrajowcy nadal będą zobligowani do regulowania mandatu na miejscu wykroczenia w złotówkach, jednak teraz, oprócz formy gotówkowej, będą mieli również do wyboru płatność kartą płatniczą.

Źródło: niezalezna.pl, clearcom.pl, kir.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl