We Francji o „rosyjskim zamachu” w Smoleńsku

  

We francuskim miesięczniku o profilu zbliżonym do „Nowego Państwa” ukazała się rozmowa z Arturem Dmochowskim, dziennikarzem Gazety Polskiej i Codziennej, zatytułowana „Tragedia smoleńska – Rosyjski zamach”. Wywiad przeprowadził Olivier Bault.

„Nouvelles de France” rozmawia z polskim dziennikarzem konserwatywnym, Arturem Dmochowskim, który kontestuje oficjalną wersję katastrofy smoleńskiej. Teza ta, powszechna w Polsce, w mediach francuskich publikowana jest po raz pierwszy:

Okazało się ostatnio, że jednak nie było żadnych dowodów na to, że piloci lądowali pod naciskiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A sprawa zdawała się być prosta i wyjaśniona, jeśli wierzyć temu, co mówiono we francuskich mediach. Czyżby po dwóch latach od katastrofy nadal nieznane były przyczyny i przebieg tego zdarzenia?
Wszystkiego o katastrofie smoleńskiej jeszcze nie wiemy, natomiast wiemy coraz więcej. Przede wszystkim, że wersja oficjalnie przedstawiona przez Rosjan jest całkowicie fałszywa. Przeczy jej wiele  faktów. Okazuje się, że Rosjanie ogłosili swoje tezy bez uzasadnienia, oparli je na wybiórczych i nieobiektywnie dobranych dowodach, pominęli wszystko, co przeczyło ich tezom, słowem było to pseudośledztwo, które miało jedynie propagandowo uzasadnić i rozpropagować w mediach z góry określoną tezę o polskiej winie.

Ale jak to jest, że nadal tylu rzeczy nie wiadomo, skoro mówiono, że współpraca w śledztwie miedzy Polakami a Rosjanami była wzorcowa?
To, że rząd Tuska oddał im bezwarunkowo śledztwo można określić najłagodniej jako ogromny błąd polityczny, ale wielu uważa, że właściwsze byłoby słowo zdrada. Polska straciła bowiem w rezultacie, być może bezpowrotnie, dostęp do kluczowych dowodów, z których wiele zostało po prostu zniszczonych, uszkodzonych lub być może sfałszowanych. Nie zabezpieczono np. wraku samolotu, który od dwóch lat niszczeje w Smoleńsku. Co więcej, był on niszczony już na miejscu katastrofy. Polscy dziennikarze dotarli do filmów, prawdopodobnie zrobionych prywatnie przez rosyjskich żołnierzy, pracujących przy przewożeniu wraku. Widać na nich, jak wybijają oni okna w kadłubie, tną go piłami tarczowymi i rozrywają maszynami budowlanymi!
Natomiast polska prokuratura prowadzi wewnętrzne śledztwo w Polsce, które jednak ma ograniczone znaczenie, gdyż opiera się jedynie na dowodach, które Rosjanie zechcą nam udostępnić. A współpraca z nimi daleka jest od wzorowej, gdyż przekazali oni do Polski jedynie małą część dowodów, a to co przekazali często budzi wątpliwości. Choćby tak podstawowe dokumenty jak opisy sekcji zwłok. Właśnie przeprowadzono ekshumacje ciał dwóch ofiar i okazało się, że sekcje prowadzone w Moskwie były pozorowane: nie badano w rzeczywistości organów wewnętrznych, nie przeprowadzono żadnych szczegółowych analiz, które mogłyby przybliżyć odpowiedź na pytanie o przebieg katastrofy.

Dlaczego tak się stało, że Polacy zostali w dużej mierze wykluczeni z tego tak ważnego dla nich śledztwa? Czy Rosjanie chcieli coś ukryć? Czy polskim władzom było to na rękę? Bo przecież nie szukali wsparcia u sojuszników?
Wszystko wskazuje na to, że polskiemu rządowi nie zależy na ujawnieniu prawdy, a wręcz przeciwnie – na uniemożliwieniu dotarcia do niej . To smutne, ale rząd Donalda Tuska zachowuje się jak rząd kolonialny, pracujący bardziej na rzecz metropolii, a nie swojego narodu. Dlatego postępuje w sposób w normalnych warunkach kompletnie niezrozumiały: oddaje śledztwo w ręce najważniejszego podejrzanego, czyli władz rosyjskich, a nie zwraca się w ogóle do sojuszników, czyli NATO, o udział i pomoc.
Rosjanie postępują w sposób całkowicie racjonalny: mają wiele do ukrycia, gdyż prawdopodobnie to oni doprowadzili do katastrofy, toteż wykorzystują słabość rządu w Warszawie i rozgrywają sprawę śledztwa na swoich warunkach.

Skoro polski rząd nie dążył do wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy, sugeruje Pan, że chciał coś ukryć?
Wiele wskazuje na to, że władze polskie wzięły udział, być może nie do końca świadomie, w planie, który doprowadził do tragedii. Podstawowe znaczenie miało bowiem doprowadzenie do rozbicia narodowych obchodów 70 rocznicy zamordowania 20 tys. polskich jeńców wojennych . Chodziło o wyodrębnienie prezydenta Kaczyńskiego i grona jego najbliższych współpracowników. Władze polskie, współdziałając z Rosjanami zorganizowały 7 kwietnia osobne uroczystości z udziałem premierów Tuska i Putina, na które nie dopuściły prezydenta Kaczyńskiego.
Dlatego, kiedy poleciał on tam 10 kwietnia, wśród 96 osób na pokładzie, byli z nim wszyscy jego najważniejsi dawni i obecni współpracownicy –  elita polskiej opozycji i prawicy, dowództwo armii (szefowie wszystkich rodzajów sił zbrojnych – zginęło tam 7 generałów, więcej niż Polska straciła podczas II wojny światowej), szefowie instytucji państwowych nominowani przez prezydenta (m.in. Banku Narodowego)… i tym ludziom polski rząd nie zapewnił żadnej ochrony. To zapewne trudno będzie zrozumieć czytelnikowi francuskiemu, ale na samolot, którym leciała elita państwa, na lotnisku w Smoleńsku nie czekał ani jeden członek Biura Ochrony Rządu!

No dobrze, ale jak to możliwe, że tyle najważniejszych osób w państwie wsiada do jednego samolotu i leci razem na lotnisko, które na dodatek nie spełnia norm bezpieczeństwa  i na którym panuje tak fatalna pogoda?
Lotnisko spełniało wszystkie normy – przecież 3 dni wcześniej lądował na nim Putin i Tusk. Co więcej, kilka godzin po katastrofie, jakby chcą cynicznie zademonstrować swoje poczucie bezkarności, również wylądował na nim Putin.
Natomiast rzeczywiście błędem był wspólny lot tak znacznej grupy najważniejszych osób w państwie. Zostało to przez Rosjan bezwzględnie wykorzystane.

Według oficjalnego raportu była mgła, piloci źle odczytywali wysokość, za późno padła komenda o odejściu i samolot zahaczył o drzewo, w wyniku czego lewe skrzydło zostało urwane, samolot odwrócił się i rozbił na plecach, stąd taki rozmiar katastrofy i takie rozproszenie jego części. Czy chociaż to zostało ustalone bez cienia wątpliwości?
To wszystko nie tak. W pana pytaniu z faktami zgadza się jedynie to, że była mgła. Dlatego zresztą, zgodnie z normalną w takich wypadkach procedurą, skoro Rosjanie nie zamknęli lotniska i nie skierowali TU-154 na lotnisko zapasowe,  piloci zeszli na tzw. wysokość decyzji, czyli 100 metrów, aby sprawdzić, czy są warunki do lądowania. To co nastąpiło później znamy jedynie częściowo.

Chyba nie sugeruje Pan, że to mógł być zamach?
Owszem sugeruję. Jednym z kluczowych momentów katastrofy było sprowadzenie TU-154 na wysokość 100 metrów przez rosyjską kontrolę lotu. Było to prawdopodobnie  niezbędne, aby mógł nastąpić ciąg zdarzeń zakończony zniszczeniem samolotu. Wszystkie dane wskazują bowiem niezbicie, że właśnie od wysokości 100 metrów samolot zaczął zachowywać się tak, jak gdyby załoga straciła nad nim kontrolę.
Rozkaz sprowadzenia samolotu był o tyle dziwny, że wcześniej zarówno obecni na wieży kontroli w Smoleńsku, jak i inne osoby zaangażowane w naprowadzane polskiego samolotu byli przekonani, że wobec pogorszenia warunków atmosferycznych lądowanie jest niemożliwe. Uzgodniono nawet, że najlepszym lotniskiem zapasowym w tej sytuacji będzie podmoskiewskie Wnukowo.
Nieoczekiwanie jednak dowodzący operacją generał Bienediktow polecił sprowadzenie polskiego TU-154. Ten rozkaz wywołał nawet opór kontrolerów lotu, ale ich krótki spór z dowództwem został szybko przecięty rozkazem, zachowanym w nagraniu z czarnej skrzynki: „Doprowadzamy do 100 metrów, 100 metrów i koniec rozmowy!”
A co stało się później, już mniej więcej wiadomo. Najpierw samolot nieoczekiwanie zaczął nurkować, aż znalazł się kilka metrów nad ziemią. Nie wiemy jedynie co ściągnęło go tak nisko. Najbardziej prawdopodobne wydaje się zdalne przejecie kontroli nad systemem sterowniczym lub autopilotem.
Jednak dowódca, kpt. Protasiuk, zdołał go po mistrzowsku wyprowadzić z doliny przed lotniskiem, ale wtedy, ok. 300 m przed początkiem pasa startowego tupolew eksplodował tuż nad drzewami. Czy dosięgła go naprowadzana radiowo rakieta z głowicą paliwową, czy może ładunek był ukryty wewnątrz konstrukcji, kiedyś się być może tego dowiemy…

No dobrze, ale kto chciałby zabić prezydenta Kaczyńskiego i dlaczego? Bo nawet jeśli przebieg śledztwa i scena katastrofy, które Pan opisuje budzą wiele wątpliwości i nie pozwalają wykluczyć tezy, że to mógłby być zamach, potrzebna jest motywacja.
Czy istniały motywy, dla których  Putinowi mogło zależeć na śmierci prezydenta Polski? To obszerny temat, ale nie wdając się w szczegóły – tak, gdyż prezydent Kaczyński stanowił jedyną przeszkodę na drodze do dominacji Rosji w Europie Środkowej. Prowadził aktywną politykę w celu zbudowania sojuszu państw regionu – od Bałtyku po Morze Czarne. Dlatego widoczna była, okazywana nawet publicznie, niechęć władz Rosji wobec Lecha Kaczyńskiego.
Było rzeczą wiadomą, że jego polityka dążąca do podkreślania niezależności Polski i troski o nasze interesy budziła w Moskwie nieprzyjazne reakcje. A już zorganizowanie wyprawy prezydentów 4 krajów Unii Europejskiej do Gruzji w sierpniu 2008 roku, które uratowało ten kraj przed bliskim zajęciem przez Armię Rosyjską, było dla Kremla kamieniem obrazy i wywołało nieskrywaną wrogość Putina.
W tej sytuacji fakt, iż lotnisko w Smoleńsku miały zabezpieczać wyłącznie służby rosyjskie, jest skandaliczny. Używając języka znanego z literatury kryminalnej oznaczało to po prostu „wystawienie” Lecha Kaczyńskiego i całej polskiej delegacji.

Gdyby to był zamach, zwłaszcza jeśli, jak Pan sugerował, doszło do wybuchu samolotu, czy naprawdę można by to ukryć? Przecież w pobliżu lotniska Siewiernyj, są rosyjskie silosy z rakietami balistycznymi, więc Amerykanie monitorują ten teren ze swoich satelitów. Mieliby zdjęcia wybuchu?
Zapewne tak. Sądzę, że w Waszyngtonie znają prawdziwy przebieg katastrofy. Jednak w sytuacji, gdy Obama prowadził politykę „resetu” z Rosją, ujawnianie tego nie byłoby mu na rękę. A dodatkowo jeszcze strona, która teoretycznie powinna być najbardziej zainteresowana, czyli polski rząd, w ogóle nie zwróciła się o pomoc do sojuszników.
Co więcej, wojskowy prokurator, prowadzący śledztwo został od niego odsunięty i ukarany za kontakty z władzami amerykańskimi. A prokuratura nie dopuściła do udziału w sekcji zwłok dwóch ekshumowanych ofiar najwybitniejszego na świecie patologa, prof. Michaela Badena, którego specjalnie w tym celu zaprosiły do Polski rodziny ofiar. Kuriozalnie zabrzmiały słowa jednego z prokuratorów, który odmawiając rodzinom zgody użył argumentu, że: „Rosja to wielkie mocarstwo”. I tłumaczył się dosyć histerycznie:„ja wiem, że wy myślicie, że jestem na usługach obcego mocarstwa, ale to nieprawda".

Z tego co Pan mówi, dawne służby komunistyczne zachowały duże wpływy w Polsce?
Niestety tak. Wystarczy zauważyć, że za organizację wizyty w Smoleńsku odpowiadał niejaki Tomasz Turowski, wiceambasador polski w Moskwie. Był on w latach 80 jednym z najcenniejszych komunistycznych agentów w Watykanie. Ten człowiek jest prawdopodobnie w posiadaniu jednych z największych tajemnic naszych czasów, gdyż jest jedynym, który był w samym centrum dwóch najważniejszych zamachów ostatnich dekad: 19 lat przed katastrofą w Smoleńsku, 13 maja 1981, znajdował się na Placu św. Piotra w Rzymie w chwili, gdy Ali Agca próbował zabić Jana Pawła II.

http://www.ndf.fr/poing-de-vue/10-04-2012/telechargez-gratuitement-nouvelles-de-france-davril#.T61bYlI9DKd



Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Wicepremier Beata Szydło o kłamstwach ws. Polexitu: Polska była, jest i będzie w Europie

Beata Szydło / twitter.com/Dariusz Lasocki

  

- Polska była, jest i będzie w Europie. Nie zmienią tego nawet polscy politycy, którzy kłamią mówiąc o Polexicie - powiedziała wicepremier, szefowa Komitetu Społecznego Rady Ministrów Beata Szydło.

W Szeligach pod Warszawą odbywa się konwencja PiS. Poza premierem bierze w niej udział m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński. Podczas konwencji zostaną podsumowane trzy lata działalności ugrupowania oraz przedstawione zostaną plany na przyszłość.

"Jesteśmy dumni, że jesteśmy Europejczykami. Polska była, jest i będzie w Europie i nikt i nic tego nie zmieni. Nawet ci polscy politycy, którzy ciągle kłamią, krzycząc o jakimś Polexicie. Czas, żeby wreszcie zrozumieli, że Polska jest, była i będzie w Europie"

- oświadczyła Szydło.

Jak podkreśliła, przyszłość powinna być budowana na czterech niezbywalnych dla każdego człowieka wolnościach. "Tych wolnościach, które stały się również podstawą naszej wspólnoty europejskiej. Wolności do poglądów, wolności słowa, wolności do wyznawanej wiary, wolności od niedostatku i wolności od strachu. Cztery wolności, które powinny być przynależne każdemu człowiekowi. Zastanówmy się, czy tak jest, czy każdy tymi wolnościami może się cieszyć" - powiedziała wicepremier.

Szydło mówiła podczas konwencji Prawa i Sprawiedliwości, że pod rządami tej partii w Polsce "wiele się zmieniło". "Zmieniło się dlatego, że Polacy wybrali ludzi, a przede wszystkim wybrali program, który dał możliwość czerpania z wolności i budowania dobrej przyszłości dla nas wszystkich" - podkreśliła.

Dodała, że podczas ostatnich wyborów parlamentarnych Polacy odsunęli od władzy tych, którzy "nie rozumieją, że Polska to wspólna sprawa" oraz że trzeba "pochylać się nad najsłabszymi".

Według niej, aby realizować ten cel potrzeba "uczciwych ludzi, którzy dotrzymują słowa, mają program i plan". "Znakiem firmowym Prawa i Sprawiedliwości, rządu Zjednoczonej Prawicy jest dotrzymywanie słowa" - oświadczyła.

Szydło oceniła, że Platforma Obywatelska w czasie swoich rządów nie dotrzymała złożonych obietnic. Jak mówiła, podczas jednej z kampanii wyborczych partia ta zobowiązała się nie podnosić wieku emerytalnego, jednak po dojściu do władzy został on podwyższony.

Wskazała, że PiS obiecywało z kolei powrót do niższego wieku emerytalnego i dotrzymało słowa. "Wyrównujemy szanse, dajemy możliwość realizacji marzeń. To jest wspaniałe i to jest piękne. To jest nasz wspólny sukces" - oświadczyła wicepremier.

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl