Wybory w Rosji. Już tysiące naruszeń

Olga Alehno

Szefowa działu „świat” w „Gazecie Polskiej Codziennie”. W tygodniku „Gazeta Polska” kieruje działem „Światowa prasa o Polsce”.

Kontakt z autorem

  

Niezależni obserwatorzy niedzielnych wyborów prezydenckich w Rosji, monitorujący głosowanie dla projektu RosWybory Aleksieja Nawalnego, odnotowali już ponad 2,7 tys. przypadków złamania prawa wyborczego.

Liczba skarg wpływających do centrum analityczno-informacyjnego RosWyborów w Moskwie rośnie z każdą godziną. Do godz. 15.30 czasu moskiewskiego (13.30 czasu polskiego) odebrano tam prawie 6 tys. telefonów z różnymi skargami. Sami obserwatorzy zanotowali 2712 naruszeń.

Wśród tych naruszeń są przypadki wrzucania do urn wyborczych dodatkowych kart do głosowania oraz „karuzeli”, tj. wielokrotnego głosowanie tych samych ludzi, wożonych autobusami od jednego lokalu wyborczego do drugiego.

Faktów łamania prawa wyborczego jest więcej, niż podczas grudniowych wyborów parlamentarnych - ocenił Nawalny, znany adwokat, bojownik z korupcją i bloger. Najwięcej takich zdarzeń - jak przekazał - ma miejsce w Moskwie i Petersburgu.

Głosowanie dla RosWyborów śledzi około 20 tys. obserwatorów. Portal Nawalnego współpracuje z niezależnymi organizacjami pozarządowymi, zajmującymi się monitorowaniem naruszeń prawa wyborczego w Federacji Rosyjskiej, w tym ze stowarzyszeniami Gołos i Obywatel Obserwator.

Centralna Komisja Wyborcza (CKW) ze swej strony podała, że wpłynęły do niej 64 skargi, dotyczące różnych aspektów głosowania - od wydawania kart po pracę komisji wyborczych.

Według CKW, jedna osoba została zatrzymana. Przedstawiła ona zaświadczenie o prawie do głosowania poza miejscem zamieszkania wystawione na inne nazwisko.

35-letni Nawalny jest jednym z przywódców społeczeństwa obywatelskiego w Rosji. Znany jest przede wszystkim jako bojownik o przejrzystość w biznesie. Od kilku lat nabywa mniejszościowe udziały w koncernach i bankach kontrolowanych przez państwo, a następnie - uzyskawszy jako akcjonariusz dostęp do dokumentów - w swoim blogu ujawnia wykryte w nich nieprawidłowości.

Uruchomił też poświęcony korupcji portal RosPil.

O Nawalnym stało się głośno w 2010 roku, gdy określił rządzącą Jedną Rosję mianem „partii oszustów i złodziei”, a także rozpisał konkurs na najlepszy plakat wyborczy wymierzony przeciwko tej kierowanej przez premiera Władimira Putina formacji.

Wielu uważa Nawalnego za poważnego kandydata na przyszłego prezydenta Rosji.



Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Za błąd w sztuce medycznej lekarz dostał rok w zawieszeniu i grzywnę

/ Darko Stajanovic

  

Na rok więzienia w zawieszeniu i 15 tys. zł grzywny skazał we wtorek sąd białostockiego lekarza – specjalistę z zakresu chirurgii klatki piersiowej, oskarżonego o narażenie życia 67-letniej pacjentki, u której wystąpiło pooperacyjne krwawienie z tętnicy.

Takiej kary domagała się prokuratura; obrona chciała uniewinnienia, ewentualnie warunkowego umorzenia postępowania. Wyrok Sądu Rejonowego w Białymstoku jest nieprawomocny.

Śledczy zarzucili chirurgowi z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, że w czerwcu 2016 roku, jako osoba, na której ciążył obowiązek opieki nad pacjentką przez wdrożenie właściwego postępowania medycznego, nie rozpoznał objawów krwawienia tętniczego do jamy opłucnowej (po operacji przeprowadzonej przez innego lekarza) i nie podjął na czas decyzji o powtórnym zabiegu operacyjnym.

W ocenie prokuratury opartej o opinie biegłych, oskarżony – na podstawie dostępnego obrazu klinicznego pacjentki i posiadanej wiedzy medycznej – powinien i mógł wcześniej rozpoznać objawy powikłań operacyjnych. Dlatego śledczy zarzucili lekarzowi narażenie pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.

Mimo reoperacji kobieta, która trafiła do szpitala z podejrzeniem nowotworu płuc, zmarła wskutek niewydolności wielonarządowej, która rozwinęła się "w przebiegu długotrwałego wstrząsu krwotocznego spowodowanego znaczną utratą krwi w okresie po pierwotnej operacji".

Uznając winę lekarza, sąd odwoływał się w uzasadnieniu wyroku do opinii biegłych, którzy analizowali poszczególne etapy leczenia pacjentki w szpitalu. Zwracał uwagę, iż nie podważyły tej opinii (uzupełnionej też ustnie na rozprawie) żadne inne dowody (m.in. zeznania świadków). Wyjaśnienia oskarżonego, który do zarzutów nie przyznał się, sąd uznał za polemikę z ustaleniami biegłych.

Kwalifikacja do leczenia, wybór metody operacyjnej i sam zabieg były przeprowadzone prawidłowo - ocenili biegli. Zwracali też w opinii uwagę, że krwawienie w operowanym miejscu może mieć miejsce również przy prawidłowo przeprowadzonym zabiegu i wliczone jest w tzw. zwykłe ryzyko leczenia, ale powinno być znacznie wcześniej rozpoznane, niż miało to miejsce w tej sprawie i powinno być inaczej leczone.

Za "niewystarczające i niepoprawne" uznali leczenie zachowawcze, polegające na podawaniu leków i przetaczaniu preparatów krwi. Porównali je do próby dolewania płynu do dziurawego naczynia. Wskazali też czas, w którym - w ich ocenie - były względne, a potem już bezwzględne przesłanki do reoperacji, jako jedynej możliwości zatamowania krwawienia. Przyjęcie przez lekarza postawy wyczekującej przez kolejnych 12 godzin było "błędnym postępowaniem medycznym prowadzącym do eskalacji istniejącego stanu niebezpiecznego dla pacjentki" - ocenili biegli.

Zaznaczyli, że wcześniejsze przeprowadzenie reoperacji dawało szanse na całkowite wyleczenie pacjentki, ale też nie wskazali na związek przyczynowo-skutkowy między błędnym postępowaniem lekarza a zgonem; chodzi o to, iż nie było pewności, czy gdyby oskarżony szybciej zrobił reoperację (którą ocenili jako prawidłowo przeprowadzoną), kobieta by przeżyła przy założeniu, że zabiegi w obrębie klatki piersiowej obarczone są "istotnym ryzykiem niepowodzenia".

W uzasadnieniu wyroku sędzia Aneta Kamieńska zwracała uwagę, że oskarżony jest doświadczonym lekarzem, "od którego wymagane jest profesjonalne postępowanie, wolne od wszelkich zaniedbań". "Ale też stanowcze, konkretne, w sytuacjach zagrożenia życia czy też zdrowia człowieka (...) Lekarz w takich sytuacjach nie może się wahać, nie może tłumaczyć swojego zachowania brakiem opinii innych, nieobecnych lekarzy. Z drugiej zaś strony, nie może przerzucać takiej odpowiedzialności na te osoby, co usiłował czynić oskarżony" - mówiła sędzia.

Przypominała, że lekarzem dyżurnym na oddziale był wówczas oskarżony i - jak zaznaczyła sędzia - to na nim ciążył obowiązek podjęcia "konkretnych działań leczniczych w odpowiednim do tego czasie". "Postawa wyczekująca w tym konkretnym przypadku, działa na niekorzyść oskarżonego" - dodała Aneta Kamieńska.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl