Były sternik polskiego tenisa wspomina Radwańską i... liczy, że wróci ona na korty

Zdjęcie ilustracyjne / fot. pixabay.com

  

"Bez wątpienia to ogromna strata dla polskiego tenisa" - tak skomentował decyzję Agnieszki Radwańskiej o zakończeniu kariery sportowej były prezes Polskiego Związku Tenisowego Jacek Muzolf. Jak zaznaczył, w pełni rozumie wybór zawodniczki.

Muzolf liczył, że najlepszą polską tenisistkę zobaczy jeszcze w przyszłorocznych turniejach i nie ukrywał zaskoczenia tą nagłą decyzją.

"Dochodziły mnie słuchy, że być może to oficjalne zakończenie odbędzie się podczas Australian Open albo na Wimbledonie. Bez wątpienia to ogromna strata dla polskiego tenisa" - powiedział.

Jak dodał, w pełni rozumie decyzję Radwańskiej, która wycofuje się z zawodowego sportu z powodów zdrowotnych.

"Jeśli jednak prawdą jest to, że jedną stopę ma zmasakrowaną, a druga też już jej doskwiera, to w sumie się nie dziwię. Jeśli nie może normalnie trenować i biegać, to jest to słuszna decyzja. Przecież jej tenis oparty jest przede wszystkim na bieganiu, świetnym poruszaniu się po korcie i wykorzystywaniu siły rywalek. Jeśli zabierze się jej nogi, to nie jest w stanie podjąć walki z przeciwniczkami. W tej sytuacji nie ma sensu kontynuowania kariery, gdy nie jest się zdrowym"

- podkreślił.

Były sternik PZT przypomniał, że przez wiele lat Radwańska była podporą reprezentacji, która dzięki niej osiągała sukcesy.

"Udało nam się awansować do grupy światowej, a gdy jej zabrakło, ciężko nam było wygrywać mecze. Zresztą od międzynarodowej federacji otrzymała nagrodę za to, że zawsze dzielnie broniła barw swojego kraju. Była jedną z nielicznych, jak nie jedyną tenisistką z topu, która nigdy nie odmawiała udziału w tych rozgrywkach. Dzięki Agnieszce kibicie w Polsce mieli wreszcie komu kibicować na największych turniejach, mogli się z nią identyfikować, trzymała nas w napięciu niemal podczas każdego Wielkiego Szlema"

- stwierdził Muzolf.

Jego zdaniem, do pełni szczęścia zabrakło Radwańskiej zwycięstwa właśnie w Wielkim Szlemie. W 2012 roku w finale na kortach Wimbledonu przegrała z Amerykanką Sereną Williams.

"Myślę, że jeszcze bliżej było rok później. Do pełni szczęścia zabrakło jej pokonania w półfinale Wimbledonu Sabine Lisicki. Wówczas w finale spotkałaby się z Marion Bartoli, która bała się Agnieszki jak ognia. W jej karierze zabrakło też dobrego występu na igrzyskach olimpijskich. Z drugiej strony przez wiele lat nie wypadła z czołowej dziesiątki i nie schodziła poniżej jakiegoś poziomu. Nie miała też dłuższej przerwy w grze. Inne tenisistki rodziły dzieci, chorowały, miały kontuzje czy inne kryzysy. A ona cały czas była w tym tourze, a przecież nie ma postury herosa" - ocenił.

Muzolf uważa, że ciężko będzie znaleźć następczynie Radwańskiej. Obecnie w rankingu WTA o siedem pozycji niżej (na 82. miejscu) plasuje się Magda Linette.

"Mam nadzieję, że Linette czy Iga Świątek podtrzymają ten ogień dla polskich kibiców. Liczę, że będziemy mogli oglądać nasze zawodniczki w turniejach Wielkiego Szlema. 17-letnia Iga jest na dobrej drodze i jeśli będą ją kontuzje omijać, ma szansę dołączyć do czołówki. Zdaję sobie sprawę, że awans Polek do najlepszej dziesiątki jest raczej w sferze marzeń. Tym bardziej, że coraz więcej pojawia się Chinek czy Rosjanek, które niekoniecznie występują pod swoją flagą" - zaznaczył.

Były prezes PZT, który obecnie pełni funkcję kierownika sekcji tenisowej poznańskiego AZS-u, po cichu liczy, że Radwańska w niedalekiej przyszłości jeszcze wróci na korty.

"Są sportowcy, którzy nie jeden raz kończyli kariery i wracali do sportu. Łudzę się, że Agnieszka po roku czy dwóch poczuje ten głód tenisa, a jej stopy pozwolą wrócić do sportu. W tenisie często bywały takie sytuacje. Martiny Hingis nie było tak długo, że ludzie zdążyli o niej zapomnieć. A ona wróciła i była numerem jeden w deblu"

- podsumował Muzolf.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Okrzyki "Narodowa Hajnówka" faszystowskie? Sąd uznał absurdalne argumenty Bodnara

Adam Bodnar / fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

  

Prokuratura będzie musiała podjąć umorzone dochodzenie w sprawie m.in. propagowania rasizmu i faszystowskiego ustroju państwa podczas tegorocznego Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce – uznał tamtejszy sąd, uwzględniając zażalenie Rzecznika Praw Obywatelskich.

Jednocześnie sąd odroczył na 7 dni pisemne uzasadnienie swego postanowienia.

III Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych przeszedł ulicami Hajnówki (podlaskie) pod koniec lutego. Organizowany przez środowiska narodowe, m.in. przez ONR, od pierwszej edycji wzbudza emocje, ponieważ upamiętnia m.in. kpt. Romualda Rajsa "Burego", którego oddział niepodległościowego podziemia spacyfikował zimą 1946 r. kilka wsi z okolic Bielska Podlaskiego, zamieszkanych przez prawosławną ludność białoruską.

Pobliska Hajnówka w dużej części zamieszkana jest właśnie przez mniejszość białoruską. W ubiegłym roku władze miasta chciały marszu prawnie zakazać, ostatecznie sąd uchylił zakaz.

Po tegorocznej edycji, zawiadomienie dotyczące bezczynności policji, która miała nie reagować na faszystowskie symbole i okrzyki w trakcie marszu, złożył podlaski poseł Nowoczesnej Krzysztof Truskolaski. Zgłoszenie, dotyczące m.in. możliwości popełnienia przestępstwa publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa, znieważenia mieszkających w Hajnówce osób wyznania prawosławnego przez gloryfikowanie "Burego" oraz pochwalanie jego przestępstw, skierował z kolei Rzecznik Praw Obywatelskich.

Oba te wątki Prokuratura Rejonowa w Białymstoku umorzyła, uznając, że czyny, o których była mowa, nie zawierały znamion czynu zabronionego. W pierwszym wątku (braku działań policji) postanowienie jest już prawomocne. W związku z drugim rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar złożył w październiku zażalenie, które dzisiaj sąd w Hajnówce uwzględnił i uznał, że należy sprawę zwrócić prokuraturze do prowadzenia dalszego postępowania.

W zażaleniu rzecznik podnosił, że w ocenie dowodów były błędy, analiza zebranych w sprawie materiałów... była wybiórcza i nie uwzględniała kontekstu całego wydarzenia, np. miejsca organizacji marszu. - Postanowienie o umorzeniu pomija fakt, że wznoszenie okrzyków o skrajnie nacjonalistycznym charakterze (np. "Narodowa Hajnówka") w miejscowości zamieszkałej przez osoby utożsamiające się m.in. z narodowością białoruską czy ukraińską ma wyjątkowo wrogi wydźwięk wobec przedstawicieli mniejszości narodowych – argumentował Adam Bodnar.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl