Ofiary powojennych zbrodni w białostockim lesie

arch. ZMS Akademii Medycznej w Białymstoku

  

Na cmentarzu wojskowym w Białymstoku odbyła się uroczystość upamiętniająca ofiary zbrodni komunistycznych. Szczątki tych osób zostały przed laty ekshumowane ze zbiorowej mogiły w lesie k. Olmont i przeniesione na ten cmentarz. Trzy osoby z ośmiu udało się zidentyfikować.

Po apelu pamięci poświęcone zostały groby zidentyfikowanych osób: Czesława Guzieniuka ps. „Gałąź”, Konstantego Kuźmickiego oraz Piotra Tomaszyckiego ps. „Gałązka”. W uroczystości wzięli udział ich bliscy, przedstawiciele władz, służby mundurowe, harcerze. Potem przejechano do Olmont (w podbiałostockiej gminie Juchnowiec Kościelny), gdzie w miejscu zbiorowej mogiły została odsłonięta i poświęcona tablica w hołdzie

Żołnierzom podziemia antykomunistycznego oraz działaczom organizacji niepodległościowych bestialsko pomordowanym przez funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji w latach 1944-56, rozstrzelanym i skrycie pogrzebanym w lesie pod Olmontami.

Uroczystość zorganizował IPN we współpracy ze stowarzyszeniem „Olmonty” oraz wójtem Juchnowca Kościelnego.

Jak podaje IPN, w 1946 roku teren leśny położony między Białymstokiem, Olmontami i Hryniewiczami był miejscem wykonywania wyroków śmierci, orzeczonych m.in. przez białostocki sąd wojskowy. Dostępne przekazy wskazują również na dokonywane tam zabójstwa (bez wyroków sądowych) w 1945 roku przez NKWD, oraz późniejsze – przez UB. Latem i jesienią 1946 roku grzebano tam też zwłoki ofiar z więzienia karno-śledczego w Białymstoku oraz Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w tym mieście.

O ekshumację z bezimiennej mogiły leśnej zabiegał społeczny komitet. Przeprowadzono ją we wrześniu 1996 roku. Odnalezione wówczas szczątki ośmiu osób (ze śladami postrzałów w tył głowy) przewieziono i pochowano na cmentarzu wojskowym w Białymstoku.

O historii tych poszukiwań mówił w czasie piątkowej uroczystości Tadeusz Waśniewski, jeden z inicjatorów powołania komitetu. Przypomniał, że informacja o zbiorowej mogile w lesie koło Olmont pojawiła się w raportach AK, które otrzymał na początku 1996 roku od ówczesnego kapelana Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego. Kilka miesięcy później udało się to miejsce odnaleźć. Mówił też, że mimo niechęci ówczesnych władz, prace ekshumacyjne udało się przeprowadzić, a szczątki ostatecznie przenieść i pochować na cmentarzu wojskowym w Białymstoku. Wymieniał nazwiska osób, dzięki którym udało się te prace przeprowadzić, m.in. lekarzy medycyny sądowej, którzy zabezpieczyli szczątki ale też dziennikarzy, którzy relacjonowali te wydarzenia.

Jak mówił Waśniewski, las koło Olmont to „mały białostocki Katyń”.

Doły pozostałe po ziemiankach II Armii WP, która stacjonowała w lesie, stały się dołami śmierci dla żołnierzy niezłomnych, wyklętych przez polskich i rosyjskich komunistów.

– dodał.

W 2013 roku ze szczątków pochowanych na cmentarzu wojskowym w Białymstoku pobrany został materiał do badań DNA, by można było podjąć próbę ich identyfikacji. Prace zostały przeprowadzone w ramach śledztwa pionu śledczego białostockiego oddziału IPN. Dotąd udało się zidentyfikować trzy osoby.

Oczywiście trwają jeszcze prace, żeby ustalić tożsamość kolejnych. Mamy nadzieję, że to się stanie i będziemy mogli zidentyfikować wszystkich.

– powiedział Jarosław Schabieński, naczelnik biura upamiętniania walk i męczeństwa IPN w Białymstoku.

Podkreślał też znaczenie działań, przy odkrywaniu lokalnej historii, partnerów społecznych.

Młodzi uczestnicy walk o wolną Polskę, w przeddzień stulecia odzyskania niepodległości, przywracani są pamięci pokoleń dzięki działaniom IPN. To oni są symbolem męczeństwa pokoleń Polaków, którzy powiedzieli „nie” komunistycznej władzy przywiezionej na sowieckich czołgach w 1944 roku.

– napisał w liście do uczestników uroczystości prezes Instytutu Jarosław Szarek.

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: dzieje.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Dorota Kania UJAWNIA: Kim naprawdę jest znany pisarz Vincent V. Severski?

zdjęcie ilustracyjne / Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Autor powieści szpiegowskich. Ekspert. Celebryta. I jednocześnie pochodzący z resortowej rodziny esbek ścigający opozycję w latach 80. Tak najkrócej można scharakteryzować Vincenta V. Severskiego, a właściwie Włodzimierza Sokołowskiego, używającego pseudonimu, którym posługiwał się w komunistycznej bezpiece. Kulisy resortowej przeszłości niezwykle popularnego w ostatnim czasie pisarza ujawniła w najnowszym odcinku programu „Koniec Systemu” Dorota Kania.

W rozmowie z Dorotą Kania, specjalista ds. służb specjalnych, Piotr Woyciechowski zwrócił uwagę, że autor popularnych ostatnio powieści szpiegowskich to w rzeczywistości pochodzący z resortowej rodziny esbek ścigający opozycję w latach 80.  
 
Co ciekawe, przez wiele lat na temat Vincenta V. Severskiego niewiele było wiadomo. Pytany, dlaczego przez tyle lat, tak trudno było dotrzeć do jego akt, Piotr Woyciechowski tłumaczy, że ma to związek z informacjami pochodzącymi ze zbioru zastrzeżonego.

- Jest to dyskusja o zbiorze zastrzeżonym i jego funkcji, które pełnił w strukturze III RP – jako pewien rodzaj polisy ubezpieczeniowej. (…) Ta funkcja na szczęście się skończyła w ubiegłym roku, w wyniku noweli, dzięki której ostatecznie zlikwidowano tę instytucję. IPN nie prowadzi osobnego zbioru archiwaliów po organach bezpieczeństwa państwa komunistycznego. One podlegają teraz ujawnieniu i badaniom przez historyków. Pracowałem w jednostce cywilnej, w wyodrębnionym gabinecie ministra Antoniego Macierewicza. Wtedy oczywiście te zbiory były zastrzeżone. Nie mieliśmy dostępu do tych materiałów, które sukcesywnie były wyodrębniane ze zbioru zastrzeżonego – już od roku 2006/2007, kiedy śp. Janusz Kurtyka rozpoczął ten proces. Jeżeli mieliśmy dostęp to jedynie do fragmentarycznych treści dotyczących głównie protokołów zniszczeń. Jeżeli chodzi o teczki pracowników zewnętrznych, funkcjonariuszy SB piony wywiadowczego, to były one przed nami niestety zamknięte - mówił na antenie Telewizji Republika Piotr Woyciechowski.  

W dalszej części rozmowy Woyciechowski mówi wprost, że jednostka, w której działał Severski, a właściwie Włodzimierz Sokołowski pełniła rolę policji politycznej. Pracę zaczął w 1982 r. w Wydziale XI Dep. I MSW (dywersji ideologicznej).

- Zło czy też ferment, który Włodzimierz Sokołowski wprowadza do przestrzeni opinii publicznej swoją twórczością, to jest założycielskie kłamstwo, które polega na tym, że departament pierwszy był wyodrębnioną służbą, która [...] nawet stawała w niektórych momentach w opozycji do Związku Sowieckiego. W tej zakłamanej twórczości pojawiają się dwie postaci – najbardziej płodne byłych funkcjonariuszy. Jest to Włodzimierz Sokołowski oraz płk. Piotr Wroński. Są to koledzy, którzy być może nawet przy jednym biurku siedzieli. Różnica między nimi jest taka, że płk. Wroński swoją twórczością przyznaje, że służył w aparacie represji państwa komunistycznego w istocie zbrodniczej organizacji. Natomiast Włodzimierz Sokołowski mówi: „Nie, ja służyłem w wyidealizowanej jednostce, która zawsze broniła państwa polskiego” - wyjaśnia Piotr Woyciechowski.  

W rozmowie z Dorotą Kanią Woyciechowski dzieli się swoimi ustaleniami na temat tak długo skrywanej przeszłości Włodzimierza Sokołowskiego, w tym do danych na temat jego rodziców.

 - Dotarłem do tych materiałów. Ojciec Włodzimierza – Aleksy Sokołowski - to jest czysty Sowiet. Wiemy, że po zakończeniu operacji Ostrej Bramy, kiedy zaaresztowano żołnierzy AK i wywieziono ich na Wschód do Łagrów rozpoczyna się jego niesamowicie aktywna kariera. Sowiet – to określenie oczywiście umowne, które ma symbolizować to, że był on gorliwym komunistą i był opisywany w dokumentach wojskowych jako człowiek absolutnie lojalny wobec Związku Sowieckiego. Nie wiadomo co Aleksy robił w czasach działań bojowych w Wilnie. Na ten temat nie mamy wiedzy. Jednak wiemy, że po zakończeniu działań od 1945 roku bardzo szybką ścieżkę awansu otrzymuje w Ludowym Wojsku Polskim jako młody żołnierz. Był szefem wojsk chemicznych w śląskim okręgu wojskowym. W latach 70’ był szefem Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Chemicznych. W czasie stanu wojennego jako lojalny członek partii zostaje komisarzem kilku zakładów przemysłowych w Warszawie, a następnie Urzędu Wojewódzkiego w Skierniewicach. To właśnie w stanie wojennym, kiedy Aleksy Sokołowski jest komisarzem jego syn Włodzimierz wstępuje do służb bezpieczeństwa. Problem polega na tym, że ten rodzaj nepotyzmu jest całkowicie transparentny dla Rosjan. Ci ludzi są całkowicie przezroczyści dla Rosjan. Ta funkcjonalność oparcia służb na układzie rodzinnym nie zabezpiecza konspiracji, hermetyczności tego środowiska. Wszystko dlatego, że ojcowie tych funkcjonariuszy, którzy wstąpili w latach 80’ są doskonale znani Rosjanom – mówił na antenie Telewizji Republika Piotr Woyciechowski.  

Więcej na temat tajemnic wokół postaci Vincenta V. Severskiego w artykule Doroty Kani, w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.

[polecam:http://niezalezna.pl/245481-nowy-numer-tygodnika-gazeta-polska-a-w-nim-specjalny-dodatek]

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika, Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl