Zdecydują, jak traktować zwierzęta hodowlane

Prosiaczki / pixabay.com/Alexas_Fotos

  

Kalifornijczycy przy okazji wyborów 6 listopada zagłosują w referendum na temat traktowania zwierząt hodowlanych. W Kalifornii łączy się często z wyborami głosowanie ws. propozycji przedstawionych przez władze stanowe lub będących inicjatywą obywatelską.

Wprowadzona tym razem do kart wyborczych propozycja przewiduje m.in. zakaz trzymania trzody chlewnej, kur i innych zwierząt hodowlanych w klatkach.

Kalifornijska "Propozycja 12" jest jednym z setek postulatów, które z inicjatywy wyborców w poszczególnych stanach zostaną poddane pod głosowanie w wyborach 6 listopada: od zniesienia zmian na czas letni i zimowy ("Propozycja 7" w Kalifornii) przez legalizację sprzedaży marihuany do celów rekreacyjnych w stanach Dakota Północna i Michigan, po możliwości dopuszczenia sprzedaży marihuany w celach medycznych w stanach Utah i Missouri.

Amerykańska konstytucja nie przewiduje możliwości przeprowadzenia referendum obejmującego wszystkich wyborców na terenie całych Stanów Zjednoczonych.

Jednak prawo stanowe w 26 stanach pozwala na rozstrzygnięcie wielu zagadnień – w ramach demokracji bezpośredniej - na poziomie stanowym czy lokalnym za pomocą "inicjatyw wyborczych" zwanych także m.in. "ballot measures" (środkami wyborczymi), "initiative measures" (sposobami wyborczymi) lub "ballot propositions" (propozycjami wyborczymi).

Aby jakieś zagadnienie zgłoszone w ramach inicjatywy wyborców zostało poddane plebiscytowi (referenda są organizowane z inicjatywy stanowych kongresów), w tych 26 stanach, które stosują taką formę demokracji bezpośredniej, pomysłodawcy muszą zebrać określoną liczbę podpisów od uprawnionych do głosowania mieszkańców stanu. W Kalifornii potrzeba do tego ok. 366 tys. podpisów, w niewielkim stanie Maryland trzeba zebrać ok. 52 tys. podpisów, a w rzadko zaludnionej Alasce tylko ok. 32 tys. podpisów.

"Propozycja 12" dopisana w Kalifornii do karty wyborczej, formalnie nazwana "Ustawą o zapobieganiu okrucieństwu wobec zwierząt hodowlanych" (Prevention of Cruelty to Farm Animals Act) przewiduje wprowadzenie w Kalifornii zakazu sprzedaży kurzych jaj i mięsa od zwierząt, które są hodowane w klatkach i małych zamkniętych pomieszczeniach.

"Propozycja 12" określa "okrutne warunki" hodowli w przypadku, gdy na jedno cielę przypada w oborze mniej niż 43 stopy kwadratowe (ok. 4 m kw.), na jedną świnię w chlewie mniej niż 24 stopy kwadratowe (ok. 2,2 m kw.), a na jedną kurę nioskę mniej niż 144 cale kwadratowe (ok. 929 cm kw.).

W przypadku zatwierdzenia "Propozycji 12" w wyborach 6 listopada "nowy metraż" dla zwierząt hodowlanych będzie obowiązywał od 1 stycznia 2020 r.

Ponieważ Kalifornia z 40 mln mieszkańców jest najludniejszym stanem i tym samym największym rynkiem na produkty spożywcze, zaaprobowanie "Propozycji 12" może zdaniem ekspertów spowodować wzrost cen tych produktów w całych Stanach Zjednoczonych.

Dlatego ta, wydawałoby się, marginalna propozycja ma znaczenie nie tylko dla hodowców w Kalifornii, ale też w całym kraju i dla eksporterów mięsa na rynek amerykański.

Przyjęcie takiej propozycji w Kalifornii będzie miało wpływ na hodowlę w całych Stanach Zjednoczonych, np. świnie hodowane w stanie Illinois nie będą mogły być trzymane w klatkach, jeśli ich mięso będzie przeznaczone na rynek w Kalifornii.

Ken Manschhoff, były prezes Narodowej Rady Producentów Wieprzowiny, uważa że zwolennicy "Propozycji 12" mylą prawa zwierząt z dobrymi warunkami hodowli zwierząt. Manschhoff wskazał, że maciory w okresie ciąży przez ok. 100 dni są trzymane w wąskich klatkach, aby ani one, ani inne maciory nie zagryzły nowonarodzonych prosiąt.

- Zasadniczo moim zdaniem zwierzęta nie mają takich samych praw jak ludzie. Uważam, że to rolnicy, hodowcy, weterynarze, farmerzy są najlepszymi opiekunami zwierząt. Istnieje różnica pomiędzy prawami zwierząt a dobrem zwierząt 

– powiedział Manschhoff w wywiadzie dla telewizji CNBC.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Dorota Kania UJAWNIA: Kim naprawdę jest znany pisarz Vincent V. Severski?

zdjęcie ilustracyjne / Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Autor powieści szpiegowskich. Ekspert. Celebryta. I jednocześnie pochodzący z resortowej rodziny esbek ścigający opozycję w latach 80. Tak najkrócej można scharakteryzować Vincenta V. Severskiego, a właściwie Włodzimierza Sokołowskiego, używającego pseudonimu, którym posługiwał się w komunistycznej bezpiece. Kulisy resortowej przeszłości niezwykle popularnego w ostatnim czasie pisarza ujawniła w najnowszym odcinku programu „Koniec Systemu” Dorota Kania.

W rozmowie z Dorotą Kania, specjalista ds. służb specjalnych, Piotr Woyciechowski zwrócił uwagę, że autor popularnych ostatnio powieści szpiegowskich to w rzeczywistości pochodzący z resortowej rodziny esbek ścigający opozycję w latach 80.  
 
Co ciekawe, przez wiele lat na temat Vincenta V. Severskiego niewiele było wiadomo. Pytany, dlaczego przez tyle lat, tak trudno było dotrzeć do jego akt, Piotr Woyciechowski tłumaczy, że ma to związek z informacjami pochodzącymi ze zbioru zastrzeżonego.

- Jest to dyskusja o zbiorze zastrzeżonym i jego funkcji, które pełnił w strukturze III RP – jako pewien rodzaj polisy ubezpieczeniowej. (…) Ta funkcja na szczęście się skończyła w ubiegłym roku, w wyniku noweli, dzięki której ostatecznie zlikwidowano tę instytucję. IPN nie prowadzi osobnego zbioru archiwaliów po organach bezpieczeństwa państwa komunistycznego. One podlegają teraz ujawnieniu i badaniom przez historyków. Pracowałem w jednostce cywilnej, w wyodrębnionym gabinecie ministra Antoniego Macierewicza. Wtedy oczywiście te zbiory były zastrzeżone. Nie mieliśmy dostępu do tych materiałów, które sukcesywnie były wyodrębniane ze zbioru zastrzeżonego – już od roku 2006/2007, kiedy śp. Janusz Kurtyka rozpoczął ten proces. Jeżeli mieliśmy dostęp to jedynie do fragmentarycznych treści dotyczących głównie protokołów zniszczeń. Jeżeli chodzi o teczki pracowników zewnętrznych, funkcjonariuszy SB piony wywiadowczego, to były one przed nami niestety zamknięte - mówił na antenie Telewizji Republika Piotr Woyciechowski.  

W dalszej części rozmowy Woyciechowski mówi wprost, że jednostka, w której działał Severski, a właściwie Włodzimierz Sokołowski pełniła rolę policji politycznej. Pracę zaczął w 1982 r. w Wydziale XI Dep. I MSW (dywersji ideologicznej).

- Zło czy też ferment, który Włodzimierz Sokołowski wprowadza do przestrzeni opinii publicznej swoją twórczością, to jest założycielskie kłamstwo, które polega na tym, że departament pierwszy był wyodrębnioną służbą, która [...] nawet stawała w niektórych momentach w opozycji do Związku Sowieckiego. W tej zakłamanej twórczości pojawiają się dwie postaci – najbardziej płodne byłych funkcjonariuszy. Jest to Włodzimierz Sokołowski oraz płk. Piotr Wroński. Są to koledzy, którzy być może nawet przy jednym biurku siedzieli. Różnica między nimi jest taka, że płk. Wroński swoją twórczością przyznaje, że służył w aparacie represji państwa komunistycznego w istocie zbrodniczej organizacji. Natomiast Włodzimierz Sokołowski mówi: „Nie, ja służyłem w wyidealizowanej jednostce, która zawsze broniła państwa polskiego” - wyjaśnia Piotr Woyciechowski.  

W rozmowie z Dorotą Kanią Woyciechowski dzieli się swoimi ustaleniami na temat tak długo skrywanej przeszłości Włodzimierza Sokołowskiego, w tym do danych na temat jego rodziców.

 - Dotarłem do tych materiałów. Ojciec Włodzimierza – Aleksy Sokołowski - to jest czysty Sowiet. Wiemy, że po zakończeniu operacji Ostrej Bramy, kiedy zaaresztowano żołnierzy AK i wywieziono ich na Wschód do Łagrów rozpoczyna się jego niesamowicie aktywna kariera. Sowiet – to określenie oczywiście umowne, które ma symbolizować to, że był on gorliwym komunistą i był opisywany w dokumentach wojskowych jako człowiek absolutnie lojalny wobec Związku Sowieckiego. Nie wiadomo co Aleksy robił w czasach działań bojowych w Wilnie. Na ten temat nie mamy wiedzy. Jednak wiemy, że po zakończeniu działań od 1945 roku bardzo szybką ścieżkę awansu otrzymuje w Ludowym Wojsku Polskim jako młody żołnierz. Był szefem wojsk chemicznych w śląskim okręgu wojskowym. W latach 70’ był szefem Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Chemicznych. W czasie stanu wojennego jako lojalny członek partii zostaje komisarzem kilku zakładów przemysłowych w Warszawie, a następnie Urzędu Wojewódzkiego w Skierniewicach. To właśnie w stanie wojennym, kiedy Aleksy Sokołowski jest komisarzem jego syn Włodzimierz wstępuje do służb bezpieczeństwa. Problem polega na tym, że ten rodzaj nepotyzmu jest całkowicie transparentny dla Rosjan. Ci ludzi są całkowicie przezroczyści dla Rosjan. Ta funkcjonalność oparcia służb na układzie rodzinnym nie zabezpiecza konspiracji, hermetyczności tego środowiska. Wszystko dlatego, że ojcowie tych funkcjonariuszy, którzy wstąpili w latach 80’ są doskonale znani Rosjanom – mówił na antenie Telewizji Republika Piotr Woyciechowski.  

Więcej na temat tajemnic wokół postaci Vincenta V. Severskiego w artykule Doroty Kani, w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.

[polecam:http://niezalezna.pl/245481-nowy-numer-tygodnika-gazeta-polska-a-w-nim-specjalny-dodatek]

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika, Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl