Prowokacje i podniety

Opublikowanie przez niemiecko-szwajcarski portal Onet nagrań rozmów z udziałem premiera Morawieckiego, tuż przed wyborami, jest dosyć czytelnym ruchem politycznym. Chodzi o obniżenie oceny premiera.

Przyczynić się do tego ma fakt, że zna on kilka brzydkich słów. Jednak nie za bardzo to działa, czego dowodzą wciąż wysokie notowania PiS. Niebezpieczne jest co innego: próba rozgrywania wewnętrznych konfliktów. Publikacja Onetu mogła (w rezultacie) udowodnić, że część służb zwalcza własny rząd. Po sprawdzeniu drogi przekazania informacji widać, że jedynym źródłem wycieku taśm był sąd. Wcześniej nie spotkałem się z taką przychylnością sądu w rozdawaniu materiałów procesowych. Jednak życiorys sędziego wiele mógłby tu tłumaczyć. Nagrywanie zwierzeń ludzi związanych z dobrą zmianą będzie już pewnie stałym elementem walki wyborczej. Nie można się przed tym obronić, bo normalny człowiek mówi to, co myśli. Można się jednak na to uodpornić. Co innego gdy ktoś umawia nielegalne interesy, a co innego gdy dzieli się nawet najbardziej oryginalnymi przemyśleniami. Będą nam wciskali różne „bajery”, ale zdrowy rozsądek wystarczy, by odróżnić słowny lapsus od prawdziwego skandalu. Niech się podniecają, ale we własnym gronie.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Ekonomia dla palantów

– Wiecie, po co studiujecie ekonomię? – miał zwyczaj pytać swoich studentów jeden z profesorów SGGW. – Po to, aby w naukowy sposób wytłumaczyć, dlaczego wasze prognozy się nie sprawdziły – udzielał z satysfakcją odpowiedzi.

Ekonomia nie jest nauką ścisłą i nigdy nie będzie. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to spytajcie go, jaki wpływ na gospodarkę ma szara strefa i na ile ją obecnie szacuje. Odpowiedzi dobrej na to nie ma, ale pominięcie tak istotnego czynnika (a to tylko jeden z przykładów) sprawia, że nie można nigdy mówić o 100-proc. pewności. Można więc śmiało oświadczać, że każdy, kto ogląda programy ekonomiczne, traci czas. Ten, kto słucha polskich ekonomistów, robi to podwójnie. Nie wierzycie? To cofnijcie się do stycznia 2016 r., kiedy Standard & Poor’s obniżyło rating dla Polski. Przez trzy dni szarlatani od ekonomii młotkowali rząd. Oczywiście najśmieszniejsi byli ci z opozycji. Ryszard Petru wieścił, że rating w perspektywie dwóch lat zostanie nam jeszcze obniżony. Ekspert od złodziejskiej prywatyzacji Janusz Lewandowski niemal płacząc, mówił o pożarze wiarygodności spowodowanym konfliktem o Trybunał Konstytucyjny. Leszek Balcerowicz grzmiał o antypatriotycznej postawie i dodawał: „Odpowiedzialny rząd zwiększa odporność na zagrożenia zewnętrzne, nieodpowiedzialny rząd zwiększa te zagrożenia”. Jak rozumiem, teraz Petru, Rostowski, Balcerowicz i spółka będą chwalić rząd za rozsądek i wyważenie na arenie międzynarodowej, bo S&P właśnie rating dla Polski podniosła. Czy któremuś z nich przejdzie to przez gardło? Oczywiście, że nie. Nadal będą wykładać swoją ekonomię dla palantów, ale tym razem będą tłumaczyć, że wszystko jest zasługą... ciężkiej pracy milionów obywateli. A ja mam spokój, bo ratingi mam tam, gdzie kończą się plecy. Pamiętam bowiem, że na dzień przed upadkiem bank Lehman Brothers miał najwyższe kategorie ze wszystkich. S&P nigdy nie wytłumaczyło, jak to było możliwe.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl