Tajemnice Adama M.

W sprawie mieszkań Adama Michnika, które zakupił dla niego w ramach umowy powiernictwa znany architekt Michał Borowski, pojawia się wiele pytań, na które redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” nie chce odpowiedzieć. Przez całe lata Adam Michnik uchodził za osobę, której nie interesują pieniądze i nie ma nawet akcji Agory – wydawcy „GW”. Nie chciał odpowiedzieć na pytania dotyczące jego majątku ani dlaczego nie kupił mieszkań sam, tylko dał pieniądze swojemu przyjacielowi, czyli Michałowi Borowskiemu.

Architekt kupił te lokale na własne nazwisko, ale dla Adama Michnika, co jest prawnie dopuszczalne. Dlaczego szef „Gazety Wyborczej” uciekł się do takiej ekwilibrystyki, zamiast pójść do notariusza i we własnym imieniu kupić mieszkania? Co chciał ukryć Adam Michnik, którego gazeta tak chętnie prześwietla swoich przeciwników, a zwłaszcza działania Centralnego Biura Antykorupcyjnego w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości? Czytając artykuły na ten temat, widać, że chodzi w nich o zdeprecjonowanie działań CBA oraz jego szefów. A klasycznym tego przykładem jest sprawa ataków na CBA w czasie, gdy trwało śledztwo, które ujawniło przedziwne transakcje naczelnego „GW”.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Ekonomia dla palantów

– Wiecie, po co studiujecie ekonomię? – miał zwyczaj pytać swoich studentów jeden z profesorów SGGW. – Po to, aby w naukowy sposób wytłumaczyć, dlaczego wasze prognozy się nie sprawdziły – udzielał z satysfakcją odpowiedzi.

Ekonomia nie jest nauką ścisłą i nigdy nie będzie. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to spytajcie go, jaki wpływ na gospodarkę ma szara strefa i na ile ją obecnie szacuje. Odpowiedzi dobrej na to nie ma, ale pominięcie tak istotnego czynnika (a to tylko jeden z przykładów) sprawia, że nie można nigdy mówić o 100-proc. pewności. Można więc śmiało oświadczać, że każdy, kto ogląda programy ekonomiczne, traci czas. Ten, kto słucha polskich ekonomistów, robi to podwójnie. Nie wierzycie? To cofnijcie się do stycznia 2016 r., kiedy Standard & Poor’s obniżyło rating dla Polski. Przez trzy dni szarlatani od ekonomii młotkowali rząd. Oczywiście najśmieszniejsi byli ci z opozycji. Ryszard Petru wieścił, że rating w perspektywie dwóch lat zostanie nam jeszcze obniżony. Ekspert od złodziejskiej prywatyzacji Janusz Lewandowski niemal płacząc, mówił o pożarze wiarygodności spowodowanym konfliktem o Trybunał Konstytucyjny. Leszek Balcerowicz grzmiał o antypatriotycznej postawie i dodawał: „Odpowiedzialny rząd zwiększa odporność na zagrożenia zewnętrzne, nieodpowiedzialny rząd zwiększa te zagrożenia”. Jak rozumiem, teraz Petru, Rostowski, Balcerowicz i spółka będą chwalić rząd za rozsądek i wyważenie na arenie międzynarodowej, bo S&P właśnie rating dla Polski podniosła. Czy któremuś z nich przejdzie to przez gardło? Oczywiście, że nie. Nadal będą wykładać swoją ekonomię dla palantów, ale tym razem będą tłumaczyć, że wszystko jest zasługą... ciężkiej pracy milionów obywateli. A ja mam spokój, bo ratingi mam tam, gdzie kończą się plecy. Pamiętam bowiem, że na dzień przed upadkiem bank Lehman Brothers miał najwyższe kategorie ze wszystkich. S&P nigdy nie wytłumaczyło, jak to było możliwe.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl