Inny film o Klerze

Jeszcze przed premierą mówiło się dużo o filmie „Kler” Wojciecha Smarzowskiego, szkoda że nie mówi się tyle o filmie „Tu się żyje” Kingi Dębskiej. Smarzowski skupia się w swoich filmach na tym, co w ludziach niskie i podłe. Dębska, znana jako reżyserka dobrze przyjętego przez publiczność i krytykę filmu obyczajowego „Moje córki kro-wy”, szuka natomiast w ludziach światła. Także w ludziach, którzy nie radzą sobie z rzeczywistością czy cierpią.

Po pokazie „Moich córek…” w Wilnie do reżyserki zgłosiła się siostra Michaela Rak, polska zakonnica pracująca na Litwie, która przy wsparciu litewskiego i polskiego Kościoła utworzyła kilka lat temu pierwsze hospicjum w tym kraju. Wcześniej przez długie lata tworzyła hospicja w całej Polsce, a także na Białorusi, w Rosji, a nawet w Niemczech. Siostra Michaela zaproponowała Dębskiej zrobienie filmu dokumentalnego o wileńskiej placówce, która nosi imię bł. ks. Michała Sopoćki. I film powstał. W poniedziałek odbyła się w Wilnie premiera „Tu się żyje”, na której było także wielu przedstawicieli litewskiego Kościoła, państwa i społeczeństwa. Tak się buduje mosty między narodami i promuje polską kulturę, a przede wszystkim – człowieczeństwo.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Ekonomia dla palantów

– Wiecie, po co studiujecie ekonomię? – miał zwyczaj pytać swoich studentów jeden z profesorów SGGW. – Po to, aby w naukowy sposób wytłumaczyć, dlaczego wasze prognozy się nie sprawdziły – udzielał z satysfakcją odpowiedzi.

Ekonomia nie jest nauką ścisłą i nigdy nie będzie. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to spytajcie go, jaki wpływ na gospodarkę ma szara strefa i na ile ją obecnie szacuje. Odpowiedzi dobrej na to nie ma, ale pominięcie tak istotnego czynnika (a to tylko jeden z przykładów) sprawia, że nie można nigdy mówić o 100-proc. pewności. Można więc śmiało oświadczać, że każdy, kto ogląda programy ekonomiczne, traci czas. Ten, kto słucha polskich ekonomistów, robi to podwójnie. Nie wierzycie? To cofnijcie się do stycznia 2016 r., kiedy Standard & Poor’s obniżyło rating dla Polski. Przez trzy dni szarlatani od ekonomii młotkowali rząd. Oczywiście najśmieszniejsi byli ci z opozycji. Ryszard Petru wieścił, że rating w perspektywie dwóch lat zostanie nam jeszcze obniżony. Ekspert od złodziejskiej prywatyzacji Janusz Lewandowski niemal płacząc, mówił o pożarze wiarygodności spowodowanym konfliktem o Trybunał Konstytucyjny. Leszek Balcerowicz grzmiał o antypatriotycznej postawie i dodawał: „Odpowiedzialny rząd zwiększa odporność na zagrożenia zewnętrzne, nieodpowiedzialny rząd zwiększa te zagrożenia”. Jak rozumiem, teraz Petru, Rostowski, Balcerowicz i spółka będą chwalić rząd za rozsądek i wyważenie na arenie międzynarodowej, bo S&P właśnie rating dla Polski podniosła. Czy któremuś z nich przejdzie to przez gardło? Oczywiście, że nie. Nadal będą wykładać swoją ekonomię dla palantów, ale tym razem będą tłumaczyć, że wszystko jest zasługą... ciężkiej pracy milionów obywateli. A ja mam spokój, bo ratingi mam tam, gdzie kończą się plecy. Pamiętam bowiem, że na dzień przed upadkiem bank Lehman Brothers miał najwyższe kategorie ze wszystkich. S&P nigdy nie wytłumaczyło, jak to było możliwe.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl