„Uskok” – do końca wierny Polsce

Kpt. Zdzisław Broński / Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce

  

Dziś wręczono w Pałacu Prezydenckim kolejne noty identyfikacyjne. Wśród odnalezionych jest kapitan Zdzisław Broński „Uskok”, który przez dziesięć lat walczył o wolną Polskę, najpierw przeciwko Niemcom, później przeciwko Sowietom. Pozostał po nim pamiętnik z lat 1941-1949, który jest wręcz unikatowym źródłem historycznym z tamtych czasów, ale też dramatycznym opisem wahań i rozterek człowieka, który do końca życia pozostał wierny wartościom w jakich został wychowany. To miejscami nie tylko opis walki zbrojnej, ale również duchowej, targającej „Uskokiem”.

Zdzisław Broński urodził się w 1912 r. w Radzicu Starym w powiecie lubartowskim. Ukończył szkołę powszechną i gimnazjum. W 1934 r. rozpoczął służbę wojskową w 50 Pułku Piechoty we Włodzimierzu Wołyńskim. Tuż przed wybuchem wojny pracował na rodzinnym gospodarstwie. Można powiedzieć, że był typowym przedstawicielem pokolenia wychowanego w II Rzeczpospolitej, dla którego fundamentem była tradycja i szacunek do historii. Tak pisał o powstańcach styczniowych i o swoim losie: „Oni mieli tyranów Moskali, a my mamy tyranów bolszewików. Niewiele się zmieniło. Pamiętam z jaką czcią i zaciekawieniem patrzyłem na spotykanych przed wojną weteranów. […] Widok siwych włosów, przygarbionych wiekiem postaci w granatowych uniformach przemawiał do mnie silniej niż wykłady historyczne w szkole. Albo to opowiadanie z tamtych czasów, które słyszałem od swego ojca, ojciec słyszał to znów od swego ojca, a mego dziadka. W tych terenach walczyli powstańcy. Ukrywali się po lasach, nocą przychodzili do wsi po żywność. Po walkach widywano rannych i spotykano świeże mogiły…”.

Przeciwko Niemcom

W trakcie kampanii wrześniowej Broński trafił do niemieckiego stalagu, z którego uciekł i jesienią 1940 r. wrócił w swoje strony. Niemal od razu angażuje się w działalność konspiracyjną, najpierw jest to Polska Organizacja Zbrojna, a następnie Armia Krajowa. Pod pseudonimem „Zdzich”, a później „Uskok” dowodzi plutonem w Radzicu Starym. Choć teren jest trudny to działalność partyzancka nabiera rozmachu „Ożywia się praca podziemna, wyroki sądów podziemnych na niektórych katach niemieckich i polskich zdrajcach, propaganda, ulotki, ostrzeżenia, sabotaż i dywersja” – notował. W trakcie akcji „Burza” w lipcu 1944 r. jego oddział liczący ok. 60 ludzi walczył z Niemcami m.in. w rejonie Ludwina w powiecie łęczyńskim. W tym czasie współpracował też z przybyłą na te tereny 27 Wołyńską Dywizją Piechoty AK. O jej żołnierzach, podstępnie rozbrojonych i aresztowanych przez Sowietów pod Skrobowem, pisał z nieskrywanym uznaniem: „Oni bili już wszystkich: Niemców za Oświęcim, Majdanek, Dachau… Ukraińców za mordowanie swych własnych rodzin i palenie wiosek polskich. I Sowietów za Syberię i Katyń. Zwłaszcza Sowietów, których poznali wcześniej od nas”. Wkrótce i „Uskok” miał na własnej skórze przekonać się co znaczy Armia Czerwona.

Na terenach tzw. Polski Lubelskiej kontrolowanej przez Sowietów i NKWD, gdzie instalowano system komunistyczny zapanował bezwzględny terror. „Jest faktem niezaprzeczalnym, że powodem powstania partyzantki były bezwzględne i krwawe metody komunistyczne” – pisał. Szybko pozbawił się złudzeń. W sierpniu 1944 r. nie widząc szans dalszej walki, rozwiązał swój oddział. Próbował wrócić do normalnego życia, ale widząc kolejne aresztowania i represje, czując, że i wokół niego zaciska się pętla, wraca do konspiracji.

Przeciwko czerwonej powodzi

Przestaje wierzyć w kolejne obietnice i amnestie ogłaszane przez komunistów. Nie może się pogodzić z czerwoną propagandą: „Nie przypuszczałem, że moje wysiłki w niesieniu pomocy Ojczyźnie będą traktowane jako praca dla Hitlera”. Wiosną 1945 r. „Uskok” odtwarza swój oddział partyzancki, który zostaje podporządkowany Delegaturze Sił Zbrojnych, a później organizacji Wolność i Niezawisłość. Jego działania wymierzone są w „nową władzę”. Likwiduje kapusiów, gorliwych milicjantów i funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Stara się chronić miejscową ludność przed represjami i terrorem. Stacza potyczki z oddziałami Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego. Do najgłośniejszych akcji należy m.in. rozstrzelanie 11 ubeków, milicjantów i pepeerowców w Spiczynie, w maju 1945 r.; opanowanie wspólnie z oddziałem Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” posterunku MO w Łęcznej i rozstrzelanie miejscowych kolaborantów; atak na Puchaczów, gdzie zabito 21 osób wybierając, jak zapisał „najbardziej winnych. Zrobiło to wrażenie na komunistach. Rozdmuchano ten fakt okropnie. Z naszego punktu widzenia była to robota może zbyt krwawa, ale konieczna”. Wzrost czerwonego terroru spowodował zmianę taktyki Brońskiego. Od 1947 r. ukrywa się w schronie wybudowanym pod stodołą u Wiktora i Katarzyny Lisowskich w miejscowości Dąbrówka (obecnie Nowogród). Oddział podzielony został na mniejsze grupy, a „Uskok” zbiera meldunki z okolicy i wydaje rozkazy.

Pętla

Niestety pętla wokół niego zaciskała się, czego zresztą miał świadomość. Pod datą 5 kwietnia 1949 zapisał : „Lawina nieszczęść nieubłaganie nas dosięga i pochłania ofiary”. To początek opisu akcji UB, które w nocy z 2 na 3 kwietnia otoczyło gospodarstwo państwa Zarzyckich, gdzie na spotkaniu obok „Uskoka” przebywali Stanisław Kuchciewicz „Wiktor” i Edward Taraszkiewicz „Żelazny”. Partyzantom po walce udało się ujść obławie. Ubecy aresztowali Zarzyckich, nie miało znaczenia to, że Stefania była w siódmym miesiącu ciąży. Poddano ją brutalnemu śledztwu, w więzieniu urodziła córkę i wkrótce zmarła. Władysław skazany został na 15 lat więzienia, na wolność wyszedł w 1956 r. Szczątki Stefanii Zarzyckiej odkryto w październiku 2017 r. „Została zidentyfikowana, moje DNA, mam Mamę, szczęście mnie otoczyło” – to słowa Magdaleny Zarzyckiej-Redwan, która przez całe lata – najpierw w więzieniu pod opieką zamkniętych tam kobiet, a potem w domu dziecka – żyła z odium „córki bandytów”. Podobnie zresztą jak urodzony w 1947 r. syn „Uskoka” – Andrzej Broński.

Zdrada

21 maja 1949 r. MO, UB i KBW otoczyło bunkier, w którym ukrywał się „Uskok”. Przez kilka godzin próbowano go namówić do poddania się, w końcu nie chcąc być wzięty żywcem kpt. Zdzisław Broński „Uskok” rozrywa się granatem. Zdradził go Franciszek Kasperek „Hardy”. Wydał on UB Zygmunta Liberę „Babinicza”, który po brutalnych torturach zdradził miejsce ukrywania się „Uskoka”.

Pod majową datą 1949 r. w pamiętniku Brońskiego znajduje się ostatni wpis: „Polska tonie w czerwonej powodzi… Istnieje przysłowie, że <tonący brzytwy się chwyta>, jakże ono obecnie pasuje do wielu Polaków! Toniemy – a nadzieja, której się chwytamy pozostaje niestety tylko przysłowiową brzytwą”.

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: tygodnik GP
Tagi

Wczytuję komentarze...

Pijany kierowca nie zatrzymał się do kontroli

/ sieradz.policja.gov.pl/

  

Do pięciu lat więzienia grozi 37-letniemu mężczyźnie, który po pijanemu kierował samochodem. Nie zatrzymał się do kontroli drogowej, a uciekając, uderzył w policyjny radiowóz. Po zatrzymaniu tłumaczył policjantom, iż miał nadzieję, że zdoła uciec.

O zdarzeniu poinformował Paweł Chojnowski z policji w Sieradzu. Jak wyjaśnił, w czwartek policjanci otrzymali anonimowe zgłoszenie, że w miejscowości Dębołęka kierowca samochodu osobowego marki daewoo lanos może być pijany.

Skierowany na miejsce patrol zauważył pojazd jadący w kierunku miejscowości Brzeźnio. Włączono sygnały dźwiękowe i świetlne, jednak kierowca auta nie zareagował i zaczął uciekać.

- Ponieważ uciekający samochód jechał "wężykiem", ścigający go policjant nabrał pewności, że kierująca nim osoba jest w stanie nietrzeźwym - tłumaczył Chojnowski.

W Brzeźniu na ul. Sieradzkiej daewoo lanos zatrzymał się przed skrzyżowaniem. W tym momencie radiowóz ominął go, stając z przodu i uniemożliwiając dalszą jazdę. Jednak kierowca ruszył, uderzając autem z niewielką prędkością w bok radiowozu. Policjant wysiadł z samochodu i dobiegł do mężczyzny uniemożliwiając mu dalszą jazdę. Okazało się, że 37-latek, mieszkaniec gminy Brzeźnio, miał 2,6 promila alkoholu w organizmie. Został zatrzymany, a siedząc w radiowozie zasnął. Resztę dnia i noc spędził w policyjnym areszcie.

W piątek usłyszał zarzuty niezatrzymania się do kontroli drogowej, a także prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwym. Mężczyzna przyznał się do winy, wyraził chęć dobrowolnego poddania się karze. Jak wyjaśnił, dzień wcześniej spożywał alkohol. Ponieważ następnego dnia rano "źle" się czuł, ponownie wypił niewielką ilość alkoholu.

Przyznał, że kiedy zauważył ścigający go radiowóz, wystraszył się kary, a ponadto pomyślał, że uda mu się uciec. Mężczyźnie grozi łącznie do 5 lat pozbawienia wolności.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl