Jak to jest z Trójmorzem i Niemcami

Strona polska zgodziła się na udział przedstawicieli Berlina na trójmorskim szczycie, ale w charakterze obserwatora, a nie uczestnika.

Zacieśniająca się współpraca pomiędzy państwami Trójmorza jest bezdyskusyjnym sukcesem Polski. Dziś ten sojusz traktowany jest jako oczywisty filar naszej aktywności międzynarodowej. Warto jednak pamiętać, iż dwa lata temu z okładem wcale tak nie było. Porozumienie rodziło się w bólach, wspólne interesy wcale nie były jasne dla wszystkich, a dodatkowo trwał zmasowany atak zewnętrzny, którego celem było unicestwienie tego programu i skompromitowanie go, by w przyszłości do niego nie powracano. Po stronie atakującej stała przede wszystkim dyplomacja niemiecka (o rosyjskiej aktywności nie wspominam, bo dla Czytelników „GP” jest oczywista). Berlin wywierał silną presję na poszczególne państwa, starając się zmusić je do wycofania się z Trójmorza. Z kolei w mediach trwał festiwal ośmieszania tego sojuszu czy wręcz przedstawiania go jako chorą alternatywę dla współpracy Polski z Niemcami czy Francją. W tej ostatniej aktywności celowali rzecz jasna politycy totalnej opozycji, wzmacniani „autorytetami” dyplomacji III RP. Dziś można jednak powiedzieć, iż pomysł unicestwienia Trójmorza spalił na panewce. I to dzięki konsekwentnej, ale też bardzo sprytnej pracy naszej dyplomacji oraz – warto podkreślić tę rolę szczególnie – działaniom prezydenta Andrzeja Dudy.

Polityka międzynarodowa głowy państwa, w przeciwieństwie do krajowej, jest głęboko przemyślana, rozważna i co najważniejsze skuteczna. I właśnie sojusz państw naszego regionu jest tego doskonałym przykładem, bo nasz kraj bez wątpienia scala go i stoi na straży jego trwałości. Od kilku tygodni widać wyraźnie zmianę polityki Berlina wobec Trójmorza. Niemcy uznały, że to nie jest byt sezonowy, a ich siła jest za słaba, by rozczłonkować go poprzez presję na poszczególne – przede wszystkim uznawane za proniemieckie – stolice. Zmieniły zatem taktykę i teraz chcą stać się członkiem sojuszu. Z oczywistych względów wymaga to zmiany taktyki działania dyplomacji RP. Inaczej reaguje się na akcje negatywne, a inaczej na działania, które prezentowane są jako chęć współpracy. Właśnie z takich powodów strona polska zgodziła się na udział przedstawicieli Berlina na trójmorskim szczycie – ale w charakterze obserwatora, a nie uczestnika. Dziwić może krótkowzroczność części komentatorów, którzy odczytali tę decyzję jako okazanie słabości czy wręcz podporządkowania. Prawda jest bowiem taka, iż Rzeczpospolita jako jedyna nie zareagowała pozytywnie na chęć przystąpienia Niemiec do sojuszu. Nawet więcej – mimo przychylnych deklaracji zdecydowanej większości krajów Trójmorza utrzymała swe veto i zgodziła się jedynie na status obserwatora. Jeśli tę informację zestawi się z wiedzą o ścisłym współdziałaniu pomiędzy naszą a amerykańską dyplomacją w kwestiach dotyczących także Trójmorza, to można przypuszczać, że i ta decyzja była przedmiotem konsultacji. Apeluję zatem o niewyciąganie pochopnych, a często wręcz nieprawdziwych wniosków z obecności przedstawicieli niemieckich na spotkaniu państw trójmorskiego regionu. Ona świadczy o wysokiej pozycji Polski i naszej skuteczności, a nie odwrotnie.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Początek demontażu komunizmu

Pierwszą pielgrzymkę do Polski w 1979 r. Jan Paweł II chciał rozpocząć od Nowej Huty – sztandarowego projektu budownictwa socjalistycznego, wzoru do naśladowania dla przyszłych pokoleń urbanistów stalinowskiego „miasta bez Boga”. Opatrzność Boża sprawiła, że 17 września 1978 r. kard. Karol Wojtyła w Sanktuarium Krzyża Świętego w Mogile koło Nowej Huty wygłosił swoją ostatnią homilię jako biskup i metropolita krakowski.

Do Nowej Huty chciał przyjechać za rok. Jednak ówczesne komunistyczne władze zgodziły się jedynie na odprawienie mszy św. właśnie w Mogile. W homilii wygłoszonej w ogrodzie klasztornym w Sanktuarium Krzyża Świętego w Krakowie-Mogile do 150 tys. mieszkańców Nowej Huty powiedział: „Kiedy w pobliżu Krakowa budowana była Nowa Huta, może nie uświadamiano sobie, że powstaje ona przy krzyżu, przy tej relikwii, którą wraz z prastarym opactwem cysterskim odziedziczyliśmy po czasach piastowskich”. Wtedy jeszcze nie zdawano sobie sprawy, że to, co Lenin rozpoczął w 1917 r. w Piotrogrodzie, a Stalin kontynuował w Jałcie, Jan Paweł II zaczął demontować w Nowej Hucie.

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl