Jubileusz koronacji cudownego obrazu w Studziannie. Kard. Dziwisz o najważniejszych wyzwaniach cywilizacyjnych

Bazylika w Studziannie-Poświętnem / By Mezd21 - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=20455244

  

W Sanktuarium Świętej Rodziny w Studziannie-Poświętnem (Łódzkie) odbyły się dziś uroczystości 50-lecia koronacji obrazu Matki Bożej Świętorodzinnej. Mszy św. przewodniczył kardynał Stanisław Dziwisz.

Pół wieku temu koronacji obrazu dokonali prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński, ówczesny metropolita krakowski kardynał Karol Wojtyła i bp Piotr Gołębiowski, administrator diecezji sandomierskiej, na terenie której znajdowała się wówczas świątynia.

Zwracając się do wiernych, kardynał Dziwisz przypomniał, że towarzyszył 50 lat temu kardynałowi Wojtyle w ówczesnych uroczystościach. Teraz wraca tu po latach. Jak mówił, rok 1968 zaowocował w kościele polskim wyjątkowo licznymi koronacjami obrazów Matki Bożej.

- W akcie koronacji wizerunków Najświętszej Marii Panny wyrażamy naszą osobistą i zbiorową wdzięczność za to wszystko, co wniosła i dalej wnosi w życie całego kościoła

 – mówił.

Zwrócił uwagę, że pół wieku temu kościół w Polsce i jego hierarchowie zmagali się z totalitarną i bezbożną ideologią komunistyczną, która nie widziała miejsca dla Boga w życiu człowieka i narodu. Dlatego – według niego – każde polskie sanktuarium maryjne, na czele z jasnogórskim, stawało się miejscem obrony i umacniania wiary, ewangelicznych wartości.

Mówiąc o sanktuarium w Studziannie-Poświętnem podkreślił, że znajduje się w niej niezwykły obraz, pokazujący Świętą Rodzinę przy posiłku.

- Stół scala rodzinę, jest symbolem jej jedności i wzajemnego wsparcia

 – powiedział.

Według kardynała, mówiąc o życiu Świętej Rodziny, nie sposób nie odnieść się do dnia dzisiejszego. Jak tłumaczył, w naszym kraju żyje wiele dobrych rodzin, będących "wspólnotami miłości i życia, w których dorasta nowe pokolenie Polek i Polaków".

Można jednak zauważyć symptomy wskazujące na kryzys rodziny. Niepokoi duża liczba rozwodów, brakuje małżonkom sił, aby dochować sobie wierność i ocalić miłość, którą obiecali sobie aż do śmierci. Niepokoi mała liczba rodzących się dzieci, zawieranie nieformalnych związków.

- Dlatego tak ważną sprawą jest pomoc rodzinom. Jest to zadanie otwarte cały czas dla kościoła, szkoły, dla ludzi sprawujących władzę

 – dodał kard. Dziwisz.

Hierarcha zwrócił uwagę, że "dziś stajemy wobec poważnych wyzwań cywilizacyjnych". Takim wyzwaniem jest obrona życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Takim wyzwaniem jest obrona istoty małżeństwa, które jest związkiem między kobieta a mężczyzną.

- Żadnego innego związku nie godzi się nazywać małżeństwem

 – powiedział. Podkreślił, że rodzina jest najważniejszą, niezastąpioną wspólnotą dla każdego człowieka przychodzącego na świat.

Do uczestników uroczystości list przesłał premier Mateusz Morawiecki. Napisał m.in., że Święta Rodzina stanowi wzór dla chrześcijańskich rodzin. Obraz matki Boskiej Świętorodzinnej pokazuje rodzinę jako miejsce rozwoju duchowego i wzajemnej służby.

- Rodzina znajduje się wśród wartości stanowiących fundament polskiej tradycji i kultury

 – wskazał premier.

Zwrócił uwagę, że rząd nie ustaje w wysiłkach, by polską rodzinę rozumieć i wspierać. Podkreślił, że rodzina jest wielka wartością Polski i dobrodziejstwem narodu.

List odczytał szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski.

Trzydniowe uroczystości 50-lecia koronacji obrazu Matki Bożej Świętorodzinnej rozpoczęły się już w piątek otwarciem wystawy kopii malarskich "Sztuka ku chwale Boga". Zorganizowano "sentymentalne" kino plenerowe "Powróćmy do tamtych chwil". W programie wydarzenia są również koncerty i występy oraz wspólna modlitwa. Obchody zakończy niedzielny Apel Jasnogórski.

Cudowny obraz Matki Boskiej Świętorodzinnej (Studziańskiej) znajduje się w głównym ołtarzu barokowej bazyliki św. Filipa Nereusza i św. Jana Chrzciciela. Świątynia wraz z innymi budynkami tworzy - pochodzący z XVIII wieku - zespół klasztorny Filipinów w Studziannej-Poświętnem.

Obraz przedstawia Świętą Rodzinę spożywającą wieczerzę. Został namalowany na płótnie w pierwszej połowie XVII w. Nie wiadomo, kto jest jego autorem ani nie jest znana data jego powstania. Rozgłosu przysporzyły mu cuda, których doznawali pielgrzymi i rycerze modlący się przed nim przed ważnymi bitwami.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Czy ORP Orzeł odnajdzie się w pobliżu Szkocji?

Po włączeniu w skład brytyjskiej 2. Flotylli Okrętów Podwodnych ORP Orzeł otrzymał numer burtowy 85A.

  

W niedzielę z Gdyni wyruszyła piąta już wyprawa w poszukiwaniu wraku zaginionego w maju 1940 r. okrętu wojennego ORP „Orzeł”. Kilkuosobowa grupa chce przebadać ok. 600 km2 dna Morza Północnego w pobliżu wybrzeży Szkocji. Rejs potrwa 14 dni.

Bardzo na to liczymy, że ta piąta ekspedycja będzie zarazem ostatnią, a następne wyprawy będą miały już tylko bardziej charakter inwentaryzacyjny.

– powiedział jeden z organizatorów wyprawy, Tomasz Stachura.

We wtorek rano w porcie Thyboron w Danii, poszukiwacze przesiądą się na trzydziestometrowy kuter rybacki. Jednostka, dzięki wsparciu Instytutu Morskiego w Gdańsku, zostanie wyposażona w profesjonalne urządzenia poszukiwawcze, takie jak echosonda wielowiązkowa (MBES), umożliwiająca badanie dna morskiego w paśmie o szerokości nawet do 400 m.

Od początku przychylamy się do hipotezy, że ORP Orzeł został zatopiony omyłkowo i przypadkowo przez brytyjski samolot. Naszym zdaniem właśnie „friendly fire" jest najbardziej prawdopodobną z ośmiu wersji zaginięcia okrętu. I ta hipoteza jest jak najbardziej do sprawdzenia. Bo są takie hipotezy, których w żaden sposób nie można dziś udowodnić, jak chociażby najechanie okrętu na minę.

– dodał Stachura.

Członkowie ekspedycji chcą przebadać około 600 km kw. dna morskiego na obszarze znajdującym się ok. 120 mil morskich na wschód od szkockiego portu Rosyth oraz 200 mil od wybrzeży Danii. Tam bowiem miał nastąpić atak przeprowadzony 3 czerwca 1940 r. przez brytyjską maszynę Lockheed Hudson. Pilot, w wyniku błędnej identyfikacji okrętu podwodnego, który został uznany za niemieckiego U-Boota, miał zrzucić na sojuszniczego Orła trzy 250-funtowe bomby, prawdopodobnie powodując jego zatopienie.

To już piąta wyprawa pod hasłem „Santi odnaleźć Orła” (Santi to nazwa firmy, której szefem jest Stachura, będącej sponsorem przedsięwzięcia ). W trakcie trzech wypraw – w 2014, 2015 i 2017 r. – przeczesano za pomocą sonarów trzy wytypowane obszary dna Morza Północnego w pobliżu angielskich wybrzeży. Z kolei w 2016 r. poszukiwania prowadzono u wybrzeży Holandii, a ich rejon wyznaczono w oparciu o hipotezę zakładającą, iż ORP Orzeł został zatopiony przez niemiecki okręt.

Przed ekspedycjami z serii Santi odbyło się kilka innych wypraw mających na celu odnalezienie wraku Orła. Część z nich prowadziła Marynarka Wojenna działająca wspólnie z kilkoma innymi instytucjami, w tym z Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku. Wszystkie dotychczasowe wyprawy zakończyły się fiaskiem.

W środę w tygodniku GP ukaże się dodatek poświęcony polskiej marynarce. O walce Orła i innych okrętów pisze Tomasz Panfil. Z kolei o kształtowaniu się floty handlowej i turystycznej będzie można przeczytać w artykule Piotra Dmitrowicza.

Źródło: dzieje.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl