Płock potrzebuje nowych inwestorów – mówi Wioletta Kulpa, kandydatka PiS na prezydenta Płocka

/ niezalezna.pl

  

Dobrze prosperujące firmy to większe wpływy z podatków, które można przeznaczyć na poprawę jakości życia mieszkańców Płocka. Niestety, dzisiaj inwestorom bardziej opłaca się inwestować w innych miastach w Polsce. Chcę to zmienić – z Wiolettą Kulpą, kandydatką PiS na stanowisko prezydenta Płocka, rozmawia Maciej Pawlak.

Czy Pani zdaniem władze Płocka mają pomysł na przyciągnięcie nowych inwestorów, tak, by w najbliższych latach mogła powstać w mieście większa liczba nowych miejsc pracy - oprócz pracy w PKN Orlen czy Case New Holland (CNH) Industrial Polska? Co władze miasta zrobiły w tym kierunku przez ostatnie dwie kadencje sprawowania urzędu prezydenta przez p. Nowakowskiego?
Płock potrzebuje nowych inwestorów, nowych podmiotów gospodarczych. Mamy Płocki Park Przemysłowo-Technologiczny, umowa o jego utworzeniu została podpisana jeszcze w kadencji samorządowej 2002-2006. Tylko że ta instytucja nie spowodowała powstania nowych miejsc pracy na taką skalę, jakiej wszyscy oczekiwali. Oczekiwaliśmy utworzenia w Płocku zakładu produkcyjnego, który generowałby dużą liczbę różnorodnych, nowych miejsc pracy. Ale pod tym względem przez ostatnie lata nic nie ruszyło. Owszem, powstawały na terenie PPP-T  firmy spedycyjne, ale niewielkie, zatrudniające po kilka, kilkanaście osób. Dlatego konieczne jest podjęcie konkretnych kroków. Obecny prezydent Nowakowski obiecywał nam wiele rzeczy, wyjeżdżał na międzynarodowe targi gospodarcze, m.in. do Chin czy Holandii. Mieliśmy nadzieję, że zaowocuje to nowymi kontaktami gospodarczymi i nowymi miejscami pracy. Nic takiego, niestety, nie nastąpiło.

Z pewnością to były atrakcyjne dla ich uczestników wycieczki…
Zapewne ma pan rację, bo żaden nowy pracodawca nie podjął niestety decyzji, aby otworzyć działalność gospodarczą w Płocku. Może pan prezydent nie potrafił zachęcić nowych inwestorów, a może sam nie jest przekonany do tego, że nasze miasto jest dobrym miejscem na biznes?

Jakie działania w tym kierunku powinny być wówczas podjęte, np. gdyby Pani była prezydentem Płocka co Pani by wówczas zrobiła?
Przede wszystkim dobra współpraca na rzecz rozwoju Płocka  i tworzenie jak najlepszych warunków dla przedsiębiorców. Mówiąc o współpracy myślę też o dużych firmach. Mamy zlokalizowany w Płocku duży zakład pracy - PKN Orlen, a także PERN, Case New Holland, Mostostal Płock i parę innych. Dobra współpraca może spowodować przyciągnięcie do Płocka inwestorów, którzy będą współpracować również z dużymi firmami. Więcej dobrze prosperujących firm, to choćby większe wpływy z podatków, które można przeznaczyć na poprawę jakości życia mieszkańców. Niestety dzisiaj bardziej opłaca im się inwestować w innych miastach w Polsce. To musi się zmienić.

Co miasto (ew. we współpracy z władzami samorządowymi województwa mazowieckiego) robi, by lepiej je skomunikować za pomocą dobrej jakości dróg - z resztą kraju?
Dużym problemem hamującym rozwój nowych podmiotów z innych rejonów Polski, które miałyby zainstalować się u nas, jest złe skomunikowanie Płocka z resztą kraju. Mieliśmy, co prawda, „swojego”, pochodzącego z naszego regionu, premiera, Waldemara Pawlaka. Mieliśmy marszałka Senatu, Adama Struzika, obecnego marszałka województwa mazowieckiego. Mieliśmy parlamentarzystów z Płocka, którzy szczycili się, że mają wpływy. Ale nigdy, na przestrzeni tych lat, nie pomyślano o budowie obwodnicy wokół miasta i drogi szybkiego ruchu, która miałaby połączyć nas z Warszawą. Dzieli nas od stolicy ok. 100 km, a obecna trasa Płock - Warszawa to gehenna dla kierowców, szczególnie w poniedziałki, kiedy przejazd nią trwa nawet trzy godziny. Wyremontowanie tej trasy na odcinkach leżących w granicach miasta niewiele pomoże, potrzebna byłaby współpraca wszystkich samorządów gmin czy powiatów, przez które ona przebiega, żeby wspólnie zawalczyć o dobrą komunikację z Warszawą. Nie widzę jednak chęci takiej współpracy. Brak nowoczesnej sieci drogowej odstrasza potencjalnych inwestorów. I nikt do tej pory nie podejmował zdecydowanych kroków, by cokolwiek w tym kierunku zrobić i spowodować, by droga szybkiego ruchu lub szybka kolej powstała. Od kilku kadencji marszałek Struzik mami nas obietnicami połączenia kolejowego Płock-Modlin. Niestety, jest to typowa „kiełbasa wyborcza”, która pojawia się w każdej kolejnej kampanii. Po wyborach temat znika na kolejne cztery lata. Gdyby nie fakt, że brak połączenia ze stolicą na początku XXI wieku jest sprawą dość dramatyczną dla mieszkańców Płocka, można by rozpatrywać ją w kategoriach ponurego żartu ze strony PSL, które najwyraźniej na tym postulacie postanowiło opierać każdą swoją kampanię wyborczą…

A gdy kampania minie znów temat będzie „zapomniany”...
Właśnie. Mieliśmy niedawno sesję Rady Miasta Płocka, zaproszono m.in. marszałka Struzika i chciano wywrzeć presję na radnych Płocka, by pisali apele do władz państwowych, aby wspierały go w pozyskiwaniu środków na rozwój lotniska w Modlinie. Tylko, że nikt przy tym nie wspominał o budowie kolei łączącej Płock z Modlinem, tylko o połączeniu Modlina z Warszawą! Czyli płockich radnych pan marszałek chciał wykorzystać do walki o interesy Warszawy czy Modlina, a może bardziej - gminy Nowy Dwór Mazowiecki. Zaiste, chytry plan, tylko że my chcemy przede wszystkim służyć mieszkańcom naszego miasta.

To o tyle dziwne, że - w związku z rządowymi planami budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego - przyszłość lotniska w Modlinie nie jest pewna ...
To jest tylko pozornie dziwne. Jeśli przeanalizujemy wnikliwie tę sytuację zobaczymy, że w ten sposób chciano nas wmanipulować w konflikt między udziałowcami spółki. Radni PSL, którzy byli inicjatorami tego apelu, zaprosili na naszą sesję nadzwyczajną tylko wygodnych dla nich przedstawicieli spółki kierującej lotniskiem w Modlinie, reprezentujących jedynie 35-procentową mniejszość udziałowców. Był burmistrz Nowego Dworu Mazowieckiego oraz marszałek Struzik. Natomiast nie zaproszono na tę sesję - o co zwróciliśmy się, jako radni PiS - udziałowców, mających większość w spółce, których reprezentanci chcieli się wypowiedzieć. Umowa o funkcjonowaniu portu lotniczego w Modlinie jest tak stworzona, że na wszelkie działania inwestycyjne muszą wyrazić jednogłośnie zgodę wszyscy udziałowcy.

Tak czy inaczej bezpośrednio z Płockiem nie ma to nic wspólnego...
Takie działania absolutnie nie służą naszemu miastu. Natomiast na ostatnią sesję Rady Miasta udało mi się zaprosić Marcela Klinowskiego, członka zespołu Doradczego Pełnomocnika Rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego, by przedstawił przy tej okazji korzyści, jakie dawałoby Płockowi uruchomienie Centralnego Portu Komunikacyjnego w Baranowie. Okazało się, że inwestycja ta otwiera ogromne możliwości rozwoju naszego miasta, zarówno w kontekście linii kolejowej, łączącej Płock z Warszawą, Łodzią i Gdańskiem, jak i komunikacji drogowej, która będzie stanowiła drogę szybkiego ruchu. W ten sposób powstaną także zupełnie nowe możliwości komunikowania się Płocka z dużymi miastami w Polsce. Powinniśmy się więc skupić na planach rządu, bo na nie będą przede wszystkim generowane środki finansowe, a budowa CPK stanowi jeden z jego priorytetów. Zresztą, nawet koalicja rządząca obecnie w Płocku nie miała wobec tej inwestycji żadnych argumentów przeciw.

Dlaczego decyzja o zakupie miejskich autobusów hybrydowych w Płocku zapadła tak późno? Czy ich odbiór, planowany na jesień br., nie ma związku ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi, w których kandydatem PO na prezydenta Płocka jest obecny, urzędujący prezydent Andrzej Nowakowski?
Oczywiście, że można było pomyśleć o tym wcześniej. Tak, jak o wielu innych inwestycjach, których realizacja zamieniła teraz Płock w jeden wielki plac budowy. Miasto jest obecnie sparaliżowane komunikacyjnie, bo rozkopano równocześnie trzy ważne arterie drogowe. Tak się dzieje, gdy na rozwój miasta patrzy się z perspektywy wyborów, a nie z perspektywy potrzeb jego mieszkańców. Jak by tego było mało, równocześnie budowane są ścieżki rowerowe. Oczywiście to wspaniale, że płocczanie będą mogli poruszać się po mieście ekologicznym środkiem transportu, jakim jest rower, szkoda tylko, że budowa ścieżek w wykonaniu pana prezydenta jest tak mało ekologiczna. Mieszkańcy zwracają bowiem uwagę na to, że nagminnie wycinane są w mieście drzewa! Tymczasem i bez tej wycinki znajdujemy się na szarym końcu najbardziej zazielenionych miast w naszym kraju. Notabene złożyłam do władz miasta interpelację, chcąc się dowiedzieć, ile drzew wycięto, a ile w ich miejsce powstało nasadzeń. Wracając do pańskiego pytania: tak, potwierdzam, że wiele inwestycji opóźnianych jest specjalnie, po to, by właśnie po wakacjach, przed zbliżającymi się wyborami, dokonać uroczystego przecięcia wstęgi z udziałem aktualnych władz miasta. Tak, by mieszkańcy nie zapomnieli, że dana inwestycja została przeprowadzona przez obecnego prezydenta. Ale przecież trzeba przy tym patrzeć, skąd wzięły się na nią środki, że tak naprawdę wiele z nich zostało pozyskanych w obecnej unijnej perspektywie finansowej, przez obecny rząd PiS. I to dzięki jego staraniom można było zrealizować wiele inwestycji w kraju, w tym także w Płocku. Zadłużenie Płocka w 2018 roku sięga już 600 mln zł, tylko w tym roku zaplanowany został kredy w kwocie 100 mln, a dług w przeliczeniu na 1 mieszkańca przekroczył już 4.000 zł.

Czy władze miasta miały coś wspólnego z niedawnym tzw. czarnym protestem pod bramami PKN Orlen w związku z domniemaną awarią w tej firmie, która miała skutkować przedostaniem się do atmosfery zanieczyszczeń, przekraczających normy środowiskowe? Jaki ten protest odniósł skutek?
Protest, który pan wspomina, był z pewnością najwcześniej zorganizowaną konferencją prasową pana prezydenta w całej historii jego dwóch kadencji sprawowania władzy w mieście. Orlen jest największym pracodawcą w Płocku. Zatrudnia ponad 4 tys. osób, mieszkańców miasta oraz gmin ościennych. W blisko miliardowym budżecie miasta niemal ćwierć miliarda zł, a więc ¼ budżetu pochodzi z podatków, płaconych przez Orlen. To m.in. dzięki tym środkom prezydent Nowakowski może realizować w mieście inwestycje. Popatrzmy np. na Płock z lat 60., gdy dopiero zapadła decyzja o budowie Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych. Wówczas miasto liczyło ok. 40-50 tys. mieszkańców, dzięki fabryce rozrosło się niemal trzykrotnie. Przed 2015 r., gdy w kraju rządziła koalicja PO-PSL, prezydent Nowakowski nie występował przeciwko Orlenowi. Może się bał, a może miał świadomość, że jego partyjni koledzy nie liczyli się z tak małym graczem, jak prezydent 100-tysięcznego miasta? Za to bardzo się pan Nowakowski uaktywnił od 2016 r., gdy zaczął atakować firmę zamiast prowadzić z nią dialog. Już dziś widać, że podstawą jego kampanii wyborczej będą ataki na Orlen uzasadniane rzekomą troską o mieszkańców.  Trudno dopatrywać się logiki innej niż wyborcza, gdy z jednej strony pan prezydent wykpiwa wszelkie CSR-owe działania Orlenu dla mieszkańców Płocka, z drugiej zaś domaga się od koncernu dofinansowania budowy stadionu, placu zabaw, obwodnicy, remontów dróg itd.

Co zrobiłaby Pani dla miasta w pierwszej kolejności, gdyby została Pani wybrana na prezydenta Płocka?
Dla mnie najważniejsze jest stworzenie dobrych dróg, łączących Płock z innymi miastami. Musimy też przygotować takie warunki dla przedsiębiorców, żeby chcieli tu inwestować pieniądze i tworzyć nowe zakłady, które będą kolejną siłą napędową w rozwoju naszego miasta. Nie sposób pominąć również kwestii poprawy opieki zdrowotnej. Często nasi mieszkańcy muszą jeździć do szpitali w innych miastach, by skutecznie się leczyć. Narzekają, że w Płocku brakuje specjalistów w wielu dziedzinach medycyny. To zadanie także dla władz miasta, choćby dlatego, że szpital Św. Trójcy jest jego własnością (mamy ograniczone pole działania w drugim szpitalu - wojewódzkim, który podlega marszałkowi województwa).

Aby Płock mógł dynamicznie się rozwijać chciałabym doprowadzić do wybudowania w Płocku trzeciej przeprawy mostowej, która wyprowadziłaby transport substancji niebezpiecznych poza centrum miasta. O trzecim moście w Płocku mówi się już od dawna, niestety parę lat temu został on wykreślony ze strategii rozwoju miasta właśnie przez pana Nowakowskiego. Dziś, biorąc pod uwagę dobrą współpracę z rządem w związku z ogłoszeniem programu Mosty+, uważam, że mamy dużą szansę na budowę nowego mostu. Nie zapominam jednak także o tych mniejszych przedsięwzięciach: budowie uliczek osiedlowych - tam gdzie są jedynie gruntowe, często przy tym pozbawione kanalizacji, m.in. na Osiedlu Wyszogrodzka, które jest bardzo często zalewane przy większych opadach deszczu. Mamy, też jako radni PiS, wiele innych pomysłów. Będziemy się starali wcielać je w życie. Na przykład chcielibyśmy wprowadzić bezpłatną komunikację miejską w Płocku. Byłby to jeden z elementów, który pomógłby zahamować odpływ mieszkańców z miasta. Obserwujemy bowiem, że coraz mniej młodych ludzi w nim zostaje. Po wyjeździe na studia już tutaj nie wracają. Przez to Płock się starzeje i trudno jest mu się rozwijać. Bez młodych ludzi, z energią i pomysłami, którzy znaleźliby w mieście warunki do rozwoju zawodowego, przyjazny klimat do prowadzenia własnego biznesu i założenia rodziny – Płock będzie stopniowo tracił na znaczeniu. A zdecydowanie na to nie zasługuje.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie Dodatek Mazowiecki,

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

„Kler” Smarzowskiego niczym „Klątwa”? Subtelność młota pneumatycznego. NASZA RECENZJA

"Kler" od piątku w kinach / fot. Bartosz Mrozowski/Kino Świat/mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl i \"Gazety Polskiej\".

Kontakt z autorem

  

O „Klerze” Wojciecha Smarzowskiego powiedziano i napisano wiele, jeszcze na długo przed premierą. I nic dziwnego - film, który przełamuje tabu i z subtelnością młota pneumatycznego dokonuje wiwisekcji na polskim Kościele, nie mógł przejść bez echa. Niestety, podobnie jak Frljiciowi w „Klątwie”, tak Smarzowskiemu w „Klerze” o żadne katharsis nie chodzi. A szkoda.

Tytułowy kler ukazany w filmie wedle wizji Wojciecha Smarzowskiego dopuszcza się wszystkich siedmiu grzechów głównych, przed którymi wiernych przestrzega katechizm. Zgodnie z hasłem promującym „Kler” - „nic co ludzkie, nie jest im obce”. Księża w „Klerze” nadużywają alkoholu (obraz zaczyna się od sceny wyścigów w piciu wódki), są gnuśni, pyszni i unoszą się gniewem. Zazdroszczą kolegom z seminarium, knują przeciw sobie, są zaślepieni chciwością i rozpustni do tego stopnia, że nie mogąc pohamować najniższych popędów, dopuszczają się niewybaczalnych nadużyć i wykorzystują słabość i niewinność nieletnich, o płomiennym romansie z gospodynią z plebanii nie wspominając. Słynący ze swojej bezkompromisowości Smarzowski nie daje kościelnym dostojnikom taryfy ulgowej - i podobnie jak wcześniej w „Drogówce”, punktuje z precyzją skalpela i subtelnością młota pneumatycznego wszystkie najgorsze przywary i stereotypy środowiska.

Głównych bohaterów, księży Kukułę (Arkadiusz Jakubik), Trybusia (Robert Więckiewicz) i Lisowskiego (Jacek Braciak) poznajemy podczas suto zakrapianej alkoholem kolacji. Kapłani siedzą „w cywilu” - bez sutann i koloratek - i wesoło drinkują, na zmianę ścigając się w piciu wódki na czas i rywalizując w odgadywaniu przytaczanych losowo fragmentów Biblii. W tle akompaniuje im Kazik Staszewski i jego „Maria ma syna”. Gdyby nie te nawiązujące do kościelnej rzeczywistości elementy, widz nie miałby pojęcia, że ci najwyraźniej świetnie bawiący się, pijani mężczyźni to księża. Kapłani, którzy za chwilę pójdą spowiadać, udzielać ostatniego namaszczenia i rozdawać wiernym Ciało Chrystusa.

Dopiero, gdy akcja przenosi się do parafii każdego z nich, wszystko wraca do „normy”. A „norma” u Smarzowskiego jawi się wprost zatrważająco: kapłani żyją rozpustnie - ks. Trybuś ma romans z mieszkającą na plebanii Hanką (Joanna Kulig) i wyłudza od wiernych ciężkie pieniądze, rzekomo należące się za udzielanie sakramentów, ks. Kukuła udaje się na podejrzane schadzki z jednym z ministrantów, a ks. Lisowski okazuje się wyrachowanym karierowiczem, który za cenę kariery w Watykanie i staranne ukrycie swoich własnych grzechów nie cofnie się przed niczym - z łapówkami, szantażem i tuszowaniem zbrodni włącznie.

Patologie przedstawiane przez Smarzowskiego nie są niczym nowym. Reżyser porusza temat pedofilii w Kościele (trzeba przyznać, że klimat filmu ciekawie wpisuje się w tło ujawnionych niedawno skandali seksualnych podczas niedawnej wizyty papieża Franciszka w Irlandii - stąd „Kler” zyskuje szczególny wydźwięk), finansowych przekrętów dotyczących hierarchów wysokiego szczebla, walki wewnętrznych frakcji - w których króluje dostojnik o jakże znamiennym nazwisku - arcybiskup Mordowicz (Janusz Gajos), i ogólnej „zgnilizny moralnej” panującej w strukturach kościelnych (dostaje się nawet siostrom zakonnym). I o ile w pierwszej połowie filmu przedstawiane przez Smarzowskiego przywary dostarczają niezłej dawki humoru, o tyle to, co dzieje się później, a zwłaszcza finał, stopniowo ścierają z twarzy widza rozbawienie, które ustępuje miejsca przerażeniu, obrzydzeniu i załamaniu tym, co właśnie mu zaserwowano. W tym kontekście „Kler” nie jest i nie może być poważną diagnozą kondycji polskiego katolicyzmu. Za dużo tu subiektywizmu, chęci zaszokowania i ekstrapolowania mimo wszystko marginalnych patologii na cały organ kościelny.

W tym sensie „Kler” nie jest w stanie wierzącym i praktykującym katolikom - zarówno tym „zwykłym”, jak i osobom duchownym, zaszkodzić. Podobnie jak „Twarz” Małgorzaty Szumowskiej jest pastiszem parodiującym mentalność polskiej prowincji, podczas gdy kompletnie nie oddaje jej prawdziwej - nomen omen „twarzy” - tak „Kler” Smarzowskiego do pewnego stopnia w prześmiewczy sposób bierze na muszkę i odbija w krzywym zwierciadle największe grzechy Kościoła. I jako taki, spełnia swoje zadanie - spuszcza powietrze z tematu, który w konserwatywnej, pozostającej w silnym związku z religią Polsce, wciąż budzi kontrowersje, pokazując, że dla filmowca nie ma tematów tabu.

Problem pojawia się w momencie, gdy Smarzowski próbuje uderzać w moralizatorski ton i usiłuje kamerą „wymierzać sprawiedliwość” kościelnym grzechom. Już od pierwszych kadrów da się odczuć, że „Kler” nie jest manifestem zatroskanego o losy Matki Kościoła wiernego. Smarzowski, jako zdeklarowany ateista, z definicji nie jest w stanie ująć ogromnej złożoności Kościoła jako świętej wspólnoty grzeszników (zresztą z tych słów reżyser w bezpośredni sposób w filmie kpi), stąd jego „diagnoza” siłą rzeczy naznaczona będzie skrajnym subiektywizmem i perspektywą zewnętrznego obserwatora. Perspektywą, którą wszyscy wierzący powinni wziąć pod uwagę - bo choć trudną, to przecież wartościową (wedle zasady, że „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”), ale za nic w świecie nie mogącą pretendować to poważnej oceny środowiska kościelnego.

Smarzowski, niczym Oliver Frljić w „Klątwie” nie stawia na dialog i konstruktywną dyskusję, ale na wstrząśnięcie widzem, wywołanie jak największej kontrowersji. Pół biedy, jeśli ta kontrowersja miałaby czemuś służyć. Tutaj - nad czym osobiście ubolewam - szansę na uczciwy dialog zmarnowano.

Podobnie jak w niedawnym filmie braci Ludwiga i Paula Shamassianów pt. „Gniew”, również dotyczącym nadużyć seksualnych wśród duchownych, Smarzowski po całkiem niezłym, zniuansowanym wstępie, dochodzi do brutalnego finału utopionego w morzu dosłowności i agresji (swoją drogą zakończenia obu filmów są niemal identyczne, czyżby Smarzowski zainspirował się fatalnym finałem „Gniewu”?).

Gdyby nie ta - siląca się na wiarygodną diagnozę - otoczka, film można być uznać za całkiem udany. Historia, choć momentami nieco przydługa i nużąca, prowadzi do nieoczekiwanych rozwiązań. Największym atutem filmu jest jednak obsada - Gajos w roli brzuchatego, rozpustnego arcybiskupa Mordowicza, czy Braciak i Więckiewicz jako upadli kapłani, spisują się wprost doskonale. Na ich tle błyszczy Arkadiusz Jakubik w roli ks. Kukuły. Choć wydawałoby się, że wszechobecność aktora (tylko w zeszłym roku mogliśmy go oglądać w aż sześciu popularnych tytułach) mogłaby w końcu „zamęczyć” widza i ostatecznie wpłynąć na odbiór granych przez niego postaci, to po raz kolejny okazuje się, że Jakubik to sprawdzona marka. Kiedy wydaje się, że roli nie da się zagrać lepiej niż w „Jestem mordercą” Pieprzycy, przychodzi „Wołyń” Smarzowskiego. Potem jeszcze bardziej poruszająca kreacja w „Cichej Nocy” Domalewskiego, i tak oto dochodzimy do „Kleru”, w którym Jakubik przekonuje nas, że właściwie nie ma na świecie roli, z którą by sobie nie poradził. Tutaj nie tylko sobie „radzi”, ale wzbudza względem swojego bohatera coś, czego brakuje w przypadku pozostałych - współczucie. I to chyba jeden z niewielu ukłonów w kierunku twórców „Kleru” - za to, że potrafili zasygnalizować, że zło nie bierze się znikąd: za prawie każdą patologią stoi trauma, a katem - ofiara.

„Kler” to film, po którym najprawdopodobniej nie zostanie nic, oprócz kontrowersji i paru skandali (niestety, skutecznie podsycanych przez konserwatywne media, a zwłaszcza - o zgrozo! - przez publicystów, którzy filmu jeszcze nie widzieli). „Kler” po prostu uczestniczących w życiu Kościoła katolików oburzy (i słusznie!), a antyklerykałów tylko utwierdzi w ich przekonaniach.

Cóż, nie bez kozery, w środowisku coraz częściej mówi się - niejako z przymrużeniem oka i trochę złośliwie, że Wojciech Smarzowski coraz bardziej przypomina w swoich „diagnozach” Patryka Vegę, twórcę „Botoksu”, i tylko czekać, aż weźmie na celownik kolejne grupy społeczne i opisze je według kolejnego, „bezkompromisowego” i przewidywalnego scenariusza. Niemniej jednak film warto zobaczyć, nie tylko ze względu na znakomitą obsadę, ale przede wszystkim po to, by choć na chwilę opuścić swoją „światopoglądową strefę komfortu” i skonfrontować przekonania z wizją tak daleką od naszej własnej. Chociażby po to, by się z nią nie zgodzić.

„Kler” (reż. Wojciech Smarzowski, dystrybucja Kino Świat) wejdzie do kin w piątek 28 września.

Uwaga! W najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska" odpowiedź Piotra Lisiewicza na film "Kler". "Gazeta Polska" - od środy w kioskach!

 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl