Czarne chmury nad polskim Kościołem

Z diecezji w całej Polsce docierają informacje, że systematycznie spada liczba powołań zarówno kapłańskich, jak i zakonnych. Oczywiście nie jest tak źle jak w krajach Europy Zachodniej, ale wyraźnie gorzej niż jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu.

Przyczyn tego stanu rzeczy jest co najmniej kilka. Na pewno problemem jest formacja dzieci i młodzieży, a odpowiadają za to nie tylko katecheci i duchowni, lecz także rodziny i całe ich otoczenie. Drugi problem jest taki, że w dorosłość w Polsce wchodzą roczniki niżu demograficznego. Kolejny – współczesnemu młodemu mężczyźnie trudniej niż kiedyś podjąć decyzję o kapłaństwie, nawet jeśli jest głęboko wierzący. To wymaga charakteru i skupienia, a współczesny świat pełen jest „rozpraszaczy” i całej masy innych „atrakcyjnych opcji”. Może też po prostu za mało, jako polscy katolicy, modlimy się o powołania. Tak czy inaczej nie ma co się oszukiwać. Trendy są negatywne, a w połączeniu z badaniami religijności młodzieży jest się czym martwić. Tymczasem powiedzenie sobie, że jest problem, to już połowa sukcesu. I dobrze, że hierarchowie polskiego Kościoła głośno o nim mówią.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Pozostało dno dna

Od mniej więcej 15 lat działacze PZPN robią wszystko, aby piłka nożna nie była sportem powszechnym. Gdy współtworzyłem „Błyskawicę” Lucień w 1999 r., to koszty funkcjonowania amatorskiego klubu były minimalne. Wystarczyło mieć kilkunastu zapaleńców, stroje, jako takie boisko i już można się było bawić. Koszt meczu to w sumie około 200 zł, bo tyle brał jeden sędzia za pogwizdanie. Jak przyjeżdżał, do pomocy brał osoby z drużyny.

Po dwóch latach ktoś doszedł do wniosku, że jeden sędzia sobie nie poradzi. Wymyślono, że potrzeba trzech, co spowodowało potrojenie kosztów. W następnym sezonie PZPN stwierdził, że konieczny jest obserwator, który miałby kontrolować standardy. Kolejna stówka. Później doszły wymogi licencyjne. Przez lata „się ślizgaliśmy”, bo nasze boisko miało 98 metrów na 43 metry, co zdaniem PZPN było dyskwalifikujące. Innym problemem był też brak płotu oddzielającego kibicowskie ławki od boiska. Aby więc awansować o dwie klasy rozgrywkowe, trzeba było wybudować nowe boisko i trybunę z sektorem dla gości. Wśród wymogów licencyjnych pojawiło się też posiadania drużyn juniorów.

Potem się okazało, że Stefan Zbieg, który przez 10 lat nas trenował, nie może dalej tego robić, bo nie ma kierunkowego wykształcenia. Trzeba było zatrudnić osobę z papierem. I tak rok po roku. Nigdy tego nie liczyłem, ale dziś sądzę, że koszty funkcjonowania najmniejszej drużyny w strukturach PZPN-u wzrosły blisko 10-krotnie. Często zbyt dużo, aby się w to bawić. Piłka nożna przestała być sportem amatorów. W efekcie tej profesjonalizacji poziom polskiej ligi jest taki, że mistrz naszego kraju zbiera baty u siebie od mistrza Luksemburga. Pewnie rozwiązaniem jest dalsza profesjonalizacja.

Na dziś jednak największym piłkarskim wydarzeniem w Polsce tego roku wydaje się być mecz „Dno dna” pomiędzy drużyną „Ulubionej” a „Kartofliskami”. To jest prawdziwa piłka. 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl