5 sierpnia 1944 roku rozpoczęła się rzeź Woli

Pomnik „Polegli Niepokonani” na Cmentarzu Powstańców Warszawy. Spoczywa pod nim nawet do 12 ton ludzkich prochów zebranych m.in. z miejsc straceń na Woli

  

Od początku okupacji Warszawa była uznawana przez Niemców za centrum polskiego oporu. Generalny Gubernator Hans Frank w grudniu 1943 r. zapisał w swoim dzienniku „Mamy w tym kraju jeden punkt, z którego pochodzi wszystko zło: to Warszawa. Gdybyśmy nie mieli Warszawy w Generalnym Gubernatorstwie, to nie mielibyśmy 4/5 trudności, z którymi musimy walczyć. Warszawa jest i pozostaje ogniskiem zamętu, punktem z którego rozprzestrzenia się niepokój w tym kraju”.

Rozkaz Adolfa Hitlera o nakazujący zrównanie miasta z ziemią został doprecyzowany przez Reichsfuhrera SS Heinricha Himmlera:

każdego mieszkańca należy zabić (w tym również kobiety i dzieci), nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy.

Wykonanie tego zadania zlecono SS-Obergruppenfuhrerowi i generałowi policji Erichowi von dem Bach-Zelewskiemu, któremu podporządkowano oddziały Wehrmachtu, SS i policji. 4 sierpnia wieczorem do Warszawy dotarły nowe siły niemieckie przeznaczone do stłumienia powstania. Było to 1700 żołnierzy kolaboracyjnej formacji RONA, batalion pułku SS „Dirlewanger”, bataliony SS i Wehrmachtu przysłane z Poznania oraz 608. pułk piechoty płk. Schmidta i batalion słuchaczy szkoły oficerskiej w Poznaniu. Siły te uzupełniało kilka kompanii niemieckiej policji zebranych z różnych miast Kraju Warty. Dowództwo objął gen. mjr policji Heinz Reinefarth – pisze Maciej Żuczkowski z Biura Badań Historycznych IPN.

SS-Gruppenführer Reinefarth wraz z żołnierzami 3 Pułku Kozaków

Rano 5 sierpnia Niemcy nacierali w kierunku centrum Warszawy, głównie wzdłuż ulic Wolskiej i Górczewskiej. Rozpoczęto masakrę ludności cywilnej na Woli. Początkowo mordowano w mieszkaniach, piwnicach, na podwórzach kamienic i na ulicach. Podpalano domy, a uciekających ludzi zabijano seriami karabinów maszynowych. Po południu taktykę zmieniono. Spędzono wszystkich do kilku wyselekcjonowanych miejsc i tam dokonywano rzezi.

Największe masowe egzekucje miały miejsce: w pobliżu hal warsztatów kolejowych przy ul. Moczydło (według różnych szacunków zamordowano tam od około 4,5 do nawet 12 tys. osób), na cmentarzu prawosławnym (kilkaset osób), w parku Sowińskiego (około 1,5 tys. osób), w Fabryce Obić i Papierów Kolorowych Józefa Franaszka (pomiędzy 4 a 6 tys. osób), oraz w fabryce „Ursus” (pomiędzy 6 a 7,5 tys. osób).

Wszędzie leżały trupy, wysokości co najmniej mojego wzrostu i to na całym podwórzu. Odniosłam wrażenie, że mogło tam być ponad 6000 zabitych.

– zeznawała po wojnie Wanda Lurie, zw. Polską Niobe. Podczas rzezi zamordowano trójkę jej dzieci, ona sama ciężko ranna, przeleżała pod trupami trzy dni. Była w ciąży, jej syn Mścisław urodził się dwa tygodnie później.

Niewiele pamiętam z dzieciństwa oprócz strachu. Nauczyłem się mówić dopiero jako pięciolatek. Do dziś boję się ciemności. Panikuję na widok munduru.

– opowiadał w wywiadzie dla „Polska The Times”.

Inny świadek, Jan Grabowski, ocalały z mordu koło kuźni przy ul. Wolskiej 124, opowiadał:

          5 sierpnia 1944 r. wpadło na podwórze naszego domu przy ul. Wolskiej 123 ok. 100 żandarmów niemieckich, ustawili się szpalerem aż do kuźni, która mieściła się w głębi ul. Wolskiej nr 124, prawie naprzeciwko naszego domu... Wyszedłem razem z żoną Franciszką, córką Ireną l. 4 i synem Zdzisławem, Jerzym 5 mies. Na placu przed kuźnią padł rozkaz, by wszyscy położyli się na ziemi. Z naszego domu grupa wynosiła ok. 500 osób. Gdy ja z rodziną doszedłem, na placu już leżeli ludzie.
          Gdy już leżałem, zobaczyłem, iż jest ustawiony na podstawie karabin maszynowy... w odległości ok. 5-10 m. Niemcy zaczęli strzelać z karabinu maszynowego i karabinów ręcznych, a także rzucać granaty w tłum leżących ludzi... Po jakimś czasie strzelanina ustała, zobaczyłem, iż Niemcy przypędzili nową grupę ludzi... strzelanina trwała z przerwami na dobijanie co najmniej 6 godzin... Po mnie żandarm trzy razy przeszedł butami, sam ranny nie byłem, ale żona i dzieci zostały zamordowane. Słyszałem jak żandarm mówił, by zabić mego 5 miesięcznego synka, który płakał, poczym posłyszałem strzał i dziecko ucichło... Leżąc udawałem zabitego... Gdy robotnicy noszący trupy przyszli, by i mnie zabrać, wtedy wstałem, wziąłem z nimi trupa do noszenia i robiłem to, aż do zakończenia roboty. Trupy nosiliśmy na dwie kupy... aż do zmroku. Jeden stos miał długość ok. 20 m., drugo 15 m., szerokość ok. 10 m, wysokość ok. 1,5 m. W dalszym ciągu za noszącymi trupy chodzili żandarmi i dobijali jeszcze żyjących...

Warszawiacy zgromadzeni w miejscu jednej ze zbrodni, 1 listopada 1945

Dokładna liczba ofiar zbrodni niemieckich popełnionych na Woli w pierwszych dniach sierpnia 1944 r. pozostaje nieznana. Współcześnie szacuje się ją jednak na pomiędzy 38 a 65 tys. osób.

„Nie mogę tego wymazać z pamięci...” – fragmenty relacji świadka historii Stanisława Macieja Kicmana, mieszkańca Woli w Warszawie:

https://www.youtube.com/watch?time_continue=1&v=euG9vk4HFP8

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: ipn.gov.pl, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Kolejne taśmy ujrzały światło dzienne. Tym razem PSL narzeka na... swoich działaczy!

/ Patryk Luboń/Gazeta Polska

  

Portal tvp.info ujawnił rozmowę do której doszło w restauracji "Sowa i Przyjaciele" 30 stycznia 2014 roku. Dialog prowadzą Waldemar Pawlak i Władysław Kosiniak-Kamysz. Co ciekawe, narzekają na... kadry PSL. „Nie chcą się uczyć” – to najbardziej znamiennie słowa z podsłuchanej rozmowy.

Poniżej treść rozmowy, którą ujawnia portal tvp.info:

Waldemar Pawlak: Na KUL-u przygotowywaliśmy i robiliśmy jeszcze tam […] taką właśnie możliwość doskonalenia dla tej naszej wyższej kadry politycznej. Niestety to tam potem…

Władysław Kosiniak-Kamysz: Niestety, chęci naszych kolegów…

Waldemar Pawlak: Nie chcą się uczyć.

Władysław Kosiniak-Kamysz: Nie chcą. Kształcenie ustawiczne się nie przyjęło.


Waldemar Pawlak: Trzeba cały czas próby podejmować. […] żeby na przykład, którzy właśnie są w tym klubie politycznym, na pewno w wojewódzkim czy w tym krajowym, złapali trochę takiego szerszego spojrzenia na politykę. […] Przełożenia tych wielkich wartości – dobro wspólne, zasada solidarności, […] na taką praktykę działania. I pokazałem to na przykładzie straży pożarnej, gdzie, jak się wydaje, że takie tam […] podstaw […] żywy przykład wdrożenia zasady pomocniczości, gdzie rady, które może załatwić organizacja społeczna, nie musi załatwiać ani gmina, ani państwo. To była dobra okazja, żeby dla tych ludzi, to głównie była kadra urzędnicza, a tam niektórzy z nich kandydowali z PSL i ten poziom wojewódzki […] województwa lubelskiego. Natomiast myślę, że to jest zadanie, które jest przed nami, bo takiego szkolenia wyższej kadry dowódczej to nam brakuje.
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: tvp.info, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl