Trump–Putin 3:1

Tezę, że spotkanie Donalda Trumpa z Władimirem Putinem w Helsinkach to druga Jałta, można włożyć między bajki. Poprzedzające je decyzje brukselskiego szczytu NATO podjęte z inicjatywy państw bukaresztańskiej dziewiątki (Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia i Bułgaria) i Stanów Zjednoczonych oznaczają wzmocnienie zdolności Sojuszu do obrony jego wschodniej flanki.

Deklaracja Putina o rozbieżności zdań z Trumpem co do Ukrainy nie pozostawia miejsca na dywagacje. Deklaracja amerykańskiego prezydenta co do nieuchronności rywalizacji gazowej z Rosją – również. Deklaracje obu prezydentów o niewszczynaniu wyścigu zbrojeń jądrowych to oczywistość, której wszyscy się spodziewali, a więc remis. Deklaracje Trumpa o zaufaniu do Putina w kwestii ingerencji Rosji w wybory w Stanach Zjednoczonych to użycie prezydenta Rosji jako argumentu w starciu z Demokratami. Zaproszenie Kremla do gry przeciw krajowej opozycji – to błąd. Wiemy z własnego tragicznego smoleńskiego doświadczenia, że to się źle kończy. Na szczęście Donald Trump twierdzi, że się przejęzyczył (słynne już „would” zamiast „wouldn’t”). Straty niewątpliwie będą, ale jest nadzieja na ich minimalizację.

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Ekonomia dla palantów

– Wiecie, po co studiujecie ekonomię? – miał zwyczaj pytać swoich studentów jeden z profesorów SGGW. – Po to, aby w naukowy sposób wytłumaczyć, dlaczego wasze prognozy się nie sprawdziły – udzielał z satysfakcją odpowiedzi.

Ekonomia nie jest nauką ścisłą i nigdy nie będzie. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to spytajcie go, jaki wpływ na gospodarkę ma szara strefa i na ile ją obecnie szacuje. Odpowiedzi dobrej na to nie ma, ale pominięcie tak istotnego czynnika (a to tylko jeden z przykładów) sprawia, że nie można nigdy mówić o 100-proc. pewności. Można więc śmiało oświadczać, że każdy, kto ogląda programy ekonomiczne, traci czas. Ten, kto słucha polskich ekonomistów, robi to podwójnie. Nie wierzycie? To cofnijcie się do stycznia 2016 r., kiedy Standard & Poor’s obniżyło rating dla Polski. Przez trzy dni szarlatani od ekonomii młotkowali rząd. Oczywiście najśmieszniejsi byli ci z opozycji. Ryszard Petru wieścił, że rating w perspektywie dwóch lat zostanie nam jeszcze obniżony. Ekspert od złodziejskiej prywatyzacji Janusz Lewandowski niemal płacząc, mówił o pożarze wiarygodności spowodowanym konfliktem o Trybunał Konstytucyjny. Leszek Balcerowicz grzmiał o antypatriotycznej postawie i dodawał: „Odpowiedzialny rząd zwiększa odporność na zagrożenia zewnętrzne, nieodpowiedzialny rząd zwiększa te zagrożenia”. Jak rozumiem, teraz Petru, Rostowski, Balcerowicz i spółka będą chwalić rząd za rozsądek i wyważenie na arenie międzynarodowej, bo S&P właśnie rating dla Polski podniosła. Czy któremuś z nich przejdzie to przez gardło? Oczywiście, że nie. Nadal będą wykładać swoją ekonomię dla palantów, ale tym razem będą tłumaczyć, że wszystko jest zasługą... ciężkiej pracy milionów obywateli. A ja mam spokój, bo ratingi mam tam, gdzie kończą się plecy. Pamiętam bowiem, że na dzień przed upadkiem bank Lehman Brothers miał najwyższe kategorie ze wszystkich. S&P nigdy nie wytłumaczyło, jak to było możliwe.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl