Kto psuje demokrację?

Posłowie i senatorowie 550 lat polskiego parlamentaryzmu postanowili obejść w sposób charakterystyczny dla swoich partii. PiS i Kukiz’15 wzięli więc udział w całym posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego. Platforma obraziła się i nie przyszła, zaś politycy Nowoczesnej i PSL łaskawie przyszli do namiotu, w którym zorganizowano uroczystość, zaśpiewali hymn i wyszli.

Show na użytek telewizji i zagranicznych gości można więc uznać za udany, zaś politycy, zwłaszcza ludowcy, pozostają w przekonaniu, że zachowali się jak trzeba. Tymczasem PO wraz z Nowoczesną miały własne obchody. Zważywszy na tematykę wystąpień mówców na tej imprezie, można by uznać, że opozycja świętuje jakąś rocznicę związaną z Prawem i Sprawiedliwością, to ta partia była bowiem głównym tematem dla Radosława Sikorskiego, Bronisława Komorowskiego i innych. Było to na tyle nużące, że sam były prezydent swoim zwyczajem zdrzemnął się w pierwszym rzędzie. Tymczasem Grzegorz Schetyna to podzielenie święta na opozycyjne i państwowe tłumaczył niezgodą na… dzielenie parlamentarzystów, jakiego rzekomo dokonywać ma PiS. Impreza miała jeszcze swój ciąg dalszy na warszawskich ulicach, gdzie skromna grupa opozycyjnych celebrytów, w której poza politykami mogliśmy zobaczyć też Zbigniewa Hołdysa i uczestników niedawnych protestów rodzin osób niepełnosprawnych w Sejmie, prowadziła rozmowy z warszawiakami. Tłumów nie było, szału też, ale i tak jedna z posłanek opozycji uznała, że to właśnie tam trwało „prawdziwe Zgromadzenie Narodowe”.

Duda tak, ale…

Jednak prawdziwe Zgromadzenie Narodowe odbyło się tego dnia na dziedzińcu Zamku Królewskiego, kto zaś się z niego na własne życzenie wykluczył, ten wskazał jedynie, że nie czuje się częścią wspólnoty, do której tak często się przecież odwołuje. Nie pierwszy raz zresztą, bowiem i podczas obchodów 1050-lecia chrztu Polski politycy opozycji mieli bardzo poważny dylemat, czy wysłuchać orędzia prezydenta podczas wyjazdowej sesji ZN, czy je zbojkotować.

Tym razem nie było już żadnych wątpliwości i swoje okolicznościowe przemówienie Andrzej Duda wygłosił do bardzo szerokiego, lecz pozbawionego przedstawicieli PO, Nowoczesnej i ludowców grona. Szkoda, ponieważ były to słowa mocne, ważne i w bardzo dużym stopniu do nich właśnie skierowane. Warto zauważyć, że, przynajmniej w sferze werbalnej, mieliśmy powrót Andrzeja Dudy z czasów sprzed prezydenckich wet oraz rozmijania się w wielu sprawach z nastrojami wyborców Prawa i Sprawiedliwości. W piątek prezydent był zdecydowany, energiczny i stanowczy. Omawiając historię parlamentaryzmu polskiego, nie uciekał od współczesnych wyzwań i powinności stojących przed Sejmem i Senatem. Bronił prawa osób wybranych przez obywateli do sprawowania władzy, do decydowania i wprowadzania nawet daleko idących zmian w ramach programu wyborczego. Co więcej, przedstawił je nie tylko jako przywilej, ale wręcz obowiązek. „Podważanie tych zasad jest zaś sprzeczne z samymi podstawami demokracji przedstawicielskiej. Podmywa fundamenty parlamentaryzmu i w żadnym przypadku nie służy dobru państwa i nie służy dobru społeczeństwa. Łamie podstawowe zasady demokracji” – powiedział prezydent. Niestety adresaci tej lekcji wybrali akurat wagary.

Ciekawe, na ile ten fragment wystąpienia, dla nas przecież oczywisty, jest elementem podkreślenia lub odnowienia relacji Andrzeja Dudy z jego naturalnym politycznym zapleczem. Tydzień temu w rozmowie z tygodnikiem „Sieci” Jarosław Kaczyński zadeklarował, że według niego Duda będzie kandydatem PiS w wyborach prezydenckich w 2020 r. Zaznaczył jednak, że potrzebne będą decyzje odpowiednich ciał partyjnych. We wzajemnych relacjach prezydenta i PiS wydarzyło się w ciągu ostatniego roku, dokładniej zaś od wet w sprawach reformy sądownictwa, wiele złego. Nie pozostało to bez wpływu na wyborców, co widać nie tylko w tekstach niektórych rozczarowanych publicystów, lecz i w żywych dyskusjach w mediach społecznościowych. Wydaje się jednak, że obie strony są na siebie skazane. PiS nie znajdzie mającego równie duże szanse kandydata do Pałacu Prezydenckiego, a Andrzej Duda równie mocnego zaplecza politycznego. Jednak samo to, że trzeba pisać o tym w kontekście kalkulacji i braku alternatyw, jest mało budujące, zwłaszcza w kontekście szczerego entuzjazmu i zaangażowania z kampanii wyborczej w 2015 r.

Jaki kontra nijaki (Trzaskowski)

Do końca pierwszej kadencji Andrzeja Dudy wciąż zostało jednak sporo czasu, natomiast zbliżające się wybory samorządowe budzą coraz więcej emocji. Również tutaj możemy zobaczyć, jak „demokratyczna”, przynajmniej w sferze własnych deklaracji, opozycja demokrację rozumie.

O ile w parlamencie mamy odmawianie prawa do wypełniania przez rządzących zobowiązań wobec wyborców, o tyle w kampanii samorządowej pojawia się coraz wyraźniej element zwykłej, już nie tylko werbalnej, lecz jak najbardziej dosłownej przemocy. Gdy się okazało, że na spotkania z Patrykiem Jakim mieszkańcy Warszawy stawiają się tłumnie, zaś wysiłki stałej, lecz lotnej brygady przeciwników nie wystarczają, by zdominować i zakrzyczeć dyskusję, zaczęli oni doprowadzać do przepychanek. W internecie krążą filmy, na których widać fizyczne napaści na zwolenników Jakiego, w których biorą udział osoby często widywane w towarzystwie znanych polityków opozycji, nieraz parlamentarzystów. Ci zaś do tych napaści w żaden sposób się nie odnoszą, nie dostrzegając w brutalizacji życia publicznego żadnego problemu. I choć weekend upłynął nam głównie na kpinach z nadętego narcystycznego wpisu Rafała Trzaskowskiego, który wspominając prof. Bronisława Geremka, skupił się na wykazywaniu własnej wyjątkowości, nie możemy zapominać, że brzydkie cechy charakteru kandydata PO to tylko jeden z problemów. Platforma jest w Warszawie gwarantem interesów mafii reprywatyzacyjnej, zaś kompromitujące decyzje i podejrzane interesy dałoby się znaleźć zapewne również w każdej innej dziedzinie, za jaką odpowiada warszawski ratusz. Miasto walczy z komisją weryfikacyjną, więc i z Patrykiem Jakim, wszelkimi metodami.

Skoro zaś tkwimy w samym środku historii o korupcji, gangsterach i wielkich pieniądzach, przemoc jako element politycznej walki nie jest wcale trudna do wyobrażenia. Jaki stał się dla wielu osób wrogiem nr 1, zaraz po prezesie PiS, ponieważ ośmielił się nie tylko rzucić wyzwanie warszawskiej sitwie, lecz i zdobyć popularność, która czyni jego wygraną w wyborach o wiele mniej abstrakcyjną (choć wciąż jednak trudną do wyobrażenia), niż kilka miesięcy temu. Z drugiej strony jest też ciekawym zjawiskiem, że wielu osobom czy mediom wszystkie przywołane zjawiska i wydarzenia z udziałem politycznego zaplecza Rafała Trzaskowskiego nie przeszkadzały, ale nad autokompromitacją z portretem Geremka w tle nie mogły przejść do porządku dziennego. Zauważenie słabości medialnej rzekomo znakomitego przecież medialnie kandydata może go kosztować kilka kolejnych punktów procentowych.

A w terenie…

Warto odnotować również to, co się stało w Krakowie. Dogadany już z opozycją prezydent Jacek Majchrowski, całkowicie pewny swojej reelekcji, zerwał porozumienie, uznając PO i Nowoczesną za obciążenie, a nie atut swojej kampanii. Upokorzeni tym działacze i tak będą musieli poprzeć go w drugiej turze, wcześniej zaś powalczyć o najwyżej trzecie miejsce. Podobnie może się stać również w Gdańsku, choć tu od razu było wiadomo, że tym razem PO nie postawi na Pawła Adamowicza.

 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Targowica walczy z demokracją

Mamy do czynienia z otwartą próbą zmiany ustroju w Polsce. Zamiast demokracji postkomuna – licząc na wsparcie zagranicy – usiłuje wprowadzić system rządów sprawowanych przez grupę sędziów (oraz liderów postkomunistycznych elit), niekontrolowanych demokratycznie. Mówiąc wprost, to starcie o demokrację w Polsce. Nie o jej kształt, lecz o nią samą.

Postkomuna, ludzie totalnej opozycji, to obóz, który mechanizmy demokratyczne usiłuje zdławić lub unieważnić – recytując przy tym raz po raz hasła „konstytucja” i „praworządność”, niczym pierwsi sekretarze w PRL i ich propagandyści. Często jej wybitni przedstawiciele są tymi samymi ludźmi, którzy legitymizowali reżim Jaruzelskiego – jak prof. Ewa Łętowska, powołana przez niego na fasadową wtedy funkcję rzecznika praw obywatelskich. 

Walka z wolą wyborców trwa od zwycięstwa obozu Dobrej Zmiany – totalna targowica w praktyce nie uznaje wyniku wyborczego i stara się różnymi metodami odebrać legitymację większości, która objęła rządy w 2015 r. Nieuznawanie wyników wyborów, próba odebrania prawa do dokonywanie reform i zmian przez partię, której wyborcy powierzyli rządy, jest działaniem wprost przeciw konstytucji i demokracji. Mówił o tym m.in. prezydent Andrzej Duda podczas swojego wystąpienia na 550-lecie polskiego parlamentaryzmu:

„Bo to naród jest suwerenem w Rzeczypospolitej. Obywatele wybierają swoich reprezentantów ze względu na ich postawy i przekonania. Dlatego nie można odmawiać zwycięskiej większości prawa do realizacji jej programu. Spełnianie zapowiedzi wyborczych jest nie tylko przywilejem, ale jest obowiązkiem względem obywateli. Podważanie tych zasad (…) podmywa fundamenty parlamentaryzmu i w żadnym przypadku nie służy dobru państwa i nie służy dobru społeczeństwa; łamie podstawowe zasady demokracji”. 

Tyle że postkomuna wcale nie uważa narodu za suwerena, powiedziano to zresztą oficjalnie. Prof. Małgorzata Gersdorf, przemawiając w Sejmie, oświadczyła, że „nie kto inny jest suwerenem, a konstytucja”, a „naród wypowiedział się w konstytucji”, i na tym w opinii elit systemu III RP kończy się rola narodu jako suwerena. Prof. Gersdorf, mówiąc to, dała świadectwo mentalności postkomunistycznego establishmentu, który w system III RP wprowadził bezpieczniki blokujące w razie klęski wyborczej wolę narodu. Jednym z takich bezpieczników był porządek medialny, który miał służyć interesom politycznym i biznesowym, kontrolujący rynek opinii i respektujący zasady cenzury – on runął dzięki internetowi i mediom niezależnym. 

Znacznie bardziej przewidywalne i konkretne były bezpieczniki ograniczające demokrację usytuowane w systemie sądownictwa. I tak Trybunał Konstytucyjny otrzymał moc uchylania każdej ustawy przegłosowanej przez parlament i zaakceptowanej przez prezydenta. Skład trybunału przynajmniej ma mandat demokratyczny – kolejnych sędziów wybierały kolejne parlamenty. Tak często przedstawiani w mediach postkomuny jako „niezależni” sędziowie TK byli nominatami partyjnymi: Andrzej Rzepliński czy Stanisław Biernat – PO, Ewa Łętowska czy Leszek Garlicki – SLD. 

Tymczasem sądownictwo, a przede wszystkim Sąd Najwyższy, było poza kontrolą demokratyczną. To dlatego tak wielu sędziów SN to członkowie dawnej PZPR i ludzie wywodzący się z sądownictwa komunistycznego – mandatu demokratycznego nie mają żadnego. I trzeba powiedzieć, że zasady demokratycznego państwa lekceważą. Sędziowie Sądu Najwyższego ogłosili, że zawieszają stosowanie przepisów ustawy, mimo że nie mają do tego żadnych prawnych czy konstytucyjnych podstaw. W obronie własnych stanowisk łamią konstytucję i odwołują się do zagranicy, licząc na pomoc. To próba unieważnienia decyzji wyborców z 2015 r. i zatrzymanie wolnościowych zmian, za którymi opowiedzieli się Polacy. Postkomuna do usankcjonowania tego zamachu na demokrację używa swoich stałych narzędzi – jej media niezwykle agresywnie (nawet jak na styl, do którego nas przyzwyczaiły) występują w obronie tego zamachu na państwo.    

Nie mam wątpliwości, że i tę próbę puczu przegrają. Jednak warto wiedzieć, że pod hasłami „w obronie wolnych sądów” i „konstytucji” kryją się w istocie siły niedemokratyczne, ludzie, którzy z demokracją otwarcie dziś walczą, którzy usiłują wszelkimi sposobami zdławić możliwość wolnego samostanowienia Polaków. Jest więc dokładnie odwrotnie, niż przedstawia się w mediach postkomuny i sufluje zachodnim tytułom – to PiS jest obozem demokratycznym, a totalna opozycja próbuje mechanizmy demokracji zablokować lub zneutralizować. 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl