Czekając na listy z Rosji

  

Piszę ten tekst jeszcze przed rozstrzygnięciem środowego meczu Anglia–Chorwacja. Niezależnie jednak od tego, która z drużyn przeszła do finału kończącego się w najbliższą niedzielę mundialu w Rosji, pewne jest jedno – wbrew chęciom i staraniom Moskwy nie udało się uniknąć podtekstów politycznych.

Nic tu nie można zobaczyć bez ceremonii i bez przygotowań. Pójść gdziekolwiek wtedy, kiedy ma się na to ochotę, to rzecz niemożliwa. Jeżeli trzeba przewidzieć zawczasu, gdzie nas poniesie fantazja, lepiej nie mieć fantazji, w końcu trzeba na to przystać, żyjąc tutaj. Rosyjska gościnność najeżona formalnościami utrudnia życie nawet najbardziej uprzywilejowanym cudzoziemcom, jest godziwym pretekstem, by krępować ruchy podróżnych i ograniczać swobodę ich obserwacji. Czyni się nam rzekomo honory kraju i dzięki tej uciążliwej grzeczności obserwator nie może obejrzeć żadnych miejsc ani zbadać żadnych rzeczy bez przewodnika. Ponieważ nigdy nie bywa sam, trudniej mu oceniać samemu, i właśnie tego tu chcą. Aby wjechać do Rosji, trzeba zostawić na granicy wraz z paszportem swoją wolną wolę” (Astolphe de Custine, „Listy z Rosji: Rosja w 1839 roku”).

Trudno jest okłamywać cały świat. Jeszcze trudniej zaprosić do siebie na miesiąc cały świat i próbować go okłamywać. Ta sztuka niemal w stu procentach udaje się Federacji Rosyjskiej, która od początku mundialu przekonuje miliardy ludzi, że jest cywilizowanym krajem. Kłamstwo jest od setek lat narodowym sportem kolejnych władców tego państwa, nie ma więc tu zdziwień, że i w trakcie mundialu wygrywają w tej specyficznej dyscyplinie, bo na Puchar Świata w piłce nożnej szans już nie mają.

Docierające do nas relacje z Rosji są utrzymane w podobnym tonie. Widzimy zadowolonych kibiców z wielu krajów, którzy przebrani w przygotowane specjalnie dla nich czapki uszanki w barwach narodowych świętują kolejny tydzień upływający pod znakiem sportowych zmagań. Egzotycznie wyglądający kibice z Ameryki Południowej, Francuzi, Azjaci – korowód przewijający się przez Rosję od Petersburga do Soczi ma być dowodem na doskonałą organizację mundialu.

Podobne są komentarze „ekspertów”. Zbigniew Boniek dziękujący po rosyjsku za znakomitą atmosferę podczas zgrupowania polskiej reprezentacji w Soczi, komentator Dariusz Szpakowski z zapałem godnym lepszej sprawy ekscytujący się poczynaniami rosyjskiej reprezentacji i wspominający czasy Związku Sowieckiego. Wreszcie korespondencje dziennikarzy sportowych, którzy w triumfalnym tonie opisują sukces organizacyjny, jakiego FIFA dokonała wraz z Władimirem Putinem i zastępami jego ludzi.

Busem przez front

Dziennikarzy sportowych możemy zostawić w spokoju. Nie mają obowiązku znać się na bieżącej sytuacji politycznej, choć ta w Rosji jest oczywista. Podobnie kibice, którzy z najdalszych zakątków świata przybyli do kraju „wódki, pięknych kobiet i białych niedźwiedzi” – oni również raczej utwierdzą się w tych stereotypach. Zadbały o to władze Rosji. O tym, że nie dla wszystkich może to się skończyć najwyżej bólem głowy po suto zakrapianej imprezie, przekonała się grupa kibiców ze Szwajcarii, która podróż do Rostowa nad Donem postanowiła odbyć busem, którego pokierowali przez wschodnie okupowane przez Rosję tereny Ukrainy. Mało brakowało, a trafiliby wprost na linię przebiegającego przez Donbas frontu. Szwajcarzy nie mieli pojęcia o toczącej się wojnie. Zapewne nie słyszeli także, jak skończyła załoga i pasażerowie malezyjskiego samolotu MH17, dla których podróż nad Donbasem skończyła się spotkaniem z wystrzeloną z okupowanego terytorium rosyjską rakietą BUK.

Ta sytuacja pokazuje, że w świadomości, jak funkcjonuje Federacja Rosyjska, jesteśmy raczej odosobnieni. Jeśli ludzie z Europy Zachodniej nie słyszeli o pochłaniającej każdego dnia ofiary rosyjskiej agresji na Ukrainę, to jak możemy znaleźć porozumienie z naszymi partnerami na Zachodzie w sprawach oczywistych jak wywiązywanie się z obowiązkowego przekazywania 2 proc. budżetu na obronność czy konieczności instalacji w Polsce stałych baz USA? To zresztą temat na osobny tekst.

Podobnie na osobną analizę zasługuje iście faryzejska postawa głów europejskich państw, które nie unikają pokazywania się w lożach honorowych moskiewskich stadionów. Korowód przywódców ciągnie nad Moskwę i Wołgę, uwiarygodniając w oczach świata prezydenta Władimira Putina i premiera Dmitrija Miedwiediewa. Oprócz koronowanych głów Hiszpanii i Belgii widzieliśmy już Emmanuela Macrona, a nawet rzekomą orędowniczkę Trójmorza – chorwacką prezydent Kolindę Grabar-Kitarović. Ta ostatnia nie szczędziła sobie uścisków z Miedwiediewem podczas wygranego przez jej narodową reprezentację meczu z Rosją. Wszystko w atmosferze sportowego święta.

Sportowego święta, które ni stąd, ni zowąd postanowił zepsuć chorwacki piłkarz, przypominając światu o konflikcie trawiącym pogranicze Ukrainy i Rosji. Domagoj Vida po zwycięstwie nad Rosją wspólnie z członkiem kadry Ognjenem Vukojeviciem nakręcił 10-sekundowy film, w którym zadedykował zwycięstwo drużynie kijowskiego Dynama i całej Ukrainie. „Chwała Ukrainie” – dodał.

Choć ten okrzyk w Polsce kojarzy się krwawo za sprawą tego, że wykorzystywali go w latach II wojny światowej nacjonaliści z UPA, dziś za naszą wschodnią granicą stał się zawołaniem odnoszącym się do patriotyzmu i mobilizującym w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę. Taka potwarz nie mogła więc przejść niezauważona. Rosjanie postawili na nogi FIFA, a bohater meczu stał się wrogiem numer jeden w Rosji. FIFA odesłała do domu Vukojevicia i nałożyła na niego 15 tys. euro kary, z którym to rachunkiem wrócił do domu. Rosjan przeprosiła chorwacka federacja piłkarska, a piłkarza pokochali niebiorący udziału w mundialu Ukraińcy. Oberwało się od nich samej FIFA, której profile w mediach społecznościowych zostały dosłownie zalane negatywnymi komentarzami i ocenami.

Nie wszystkim wolno patrzeć

O tym, że nie będzie łatwo pokazać prawdziwe oblicze Rosji, może świadczyć przypadek reportera Onetu Marcina Wyrwała. Znamy się jeszcze z czasów korespondencji z okupowanego przez Rosjan Doniecka. Wyrwał był obecny nie tylko tam, ma na koncie także udział we wszystkich większych imprezach sportowych ostatnich lat. W czasie igrzysk olimpijskich w Brazylii nadawał ze slumsów w Rio i opisywał tamtejsze trudne warunki życia w cieniu olimpijskiego ognia. W tym roku chciał pojechać do Rosji, by pokazać tamtejszą rzeczywistość towarzyszącą mistrzostwom. – Chciałem zrobić materiały okołomundialowe, pokazać, jak wygląda dzisiejsza Rosja. Niestety, okazało się, że nie jestem mile widziany. Oficjalnie poinformowano mnie, że moje zdjęcie we wniosku wizowym było wadliwe. To oczywiście pretekst, bo wypełniałem w życiu setki takich wniosków – mówi „Codziennej” dziennikarz. – Zapewne znając moje wcześniejsze materiały, obawiano się, że mógłbym pokazać inny obraz Rosji niż ten oficjalny. Faktem jest, że planowałem spotkać się m.in. z Aleksiejem Nawalnym (jeden z rosyjskich opozycjonistów – przyp. red.). O tym jednak nikt nie wiedział – dodaje.

Podobny los spotkał niemieckiego dziennikarza Hajo Seppelta, który swego czasu ujawnił aferę dopingową w rosyjskim sporcie. Mężczyźnie najpierw odmówiono wizy, następnie po fali krytyki władze Rosji się ugięły. Sam dziennikarz po ostrzeżeniach służb specjalnych zdecydował jednak, że ostatecznie do Rosji się nie wybierze. Innym przykładem może być Sławomir Dębski, szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, którego pod koniec maja cofnięto z moskiewskiego lotniska. I on miał zapewne zbyt dużą wiedzę o realiach w Rosji, by pozwolono mu przyglądać się spektaklowi dla niewyrobionego widza.

Rolę pożytecznych dla Rosji pełnią także gwiazdy i gwiazdki, które pojawiają się w kolejnych odcinkach mundialu. Diego Maradona dał popis karczemnego zachowania, kiedy wyraźnie nietrzeźwy obrażał wulgarnymi gestami kibiców Nigerii po wygranym przez jego Argentynę meczu. Maradona zresztą chyba polubił wschodnie klimaty, bo w tym samym czasie pojawił się na Białorusi, gdzie wspierał Dynamo Mińsk, którego jest... prezesem. Oczywiście nie za darmo – za każdy mecz otrzyma 11 tys. euro.

Spokojniej niż „Boski Diego” zachowywał się Mick Jagger, który na wtorkowy mecz Belgii z Francją dotarł chyba prosto z koncertu w Warszawie, przed którym Lech Wałęsa „informował go o zagrożeniu dla demokracji”. Orędownikiem demokracji Jagger chyba nie jest, sądząc po tym, jak świetnie bawił się na meczu w Petersburgu. To zresztą nieistotne. Ważne, że dla Kremla tego typu obrazki są bezcenne.

Kokoszniki i chuligani

Obrazkiem rodem z potiomkinowskiej wioski okazała się sytuacja z 1/8 finału Hiszpania–Rosja, kiedy operator pokazał trójkę rosyjskich fanów w ludowych czepkach (tzw. kokoszniki), którzy z pasją zajadali się hot dogami. Zdjęcie wesołej trójki obiegło świat. Dopiero później okazało się, że trójka rzekomych „prawdziwych Rosjan” to nie mieszkańcy zauralskiej wioski, ale Dmitrij Gnatiuk, jego żona Inna Kaleńska i kuzyn Jurij. I choć nazwiska nic nie mówią czytelnikom, to nie są to ludzie przypadkowi – Gnatiuk to jeden z właścicieli firmy piarowskiej IMA, która obsługuje kampanie wyborcze Kremla, i niestroniąca od nagannych praktyk czarnego PR. Tego, że są to ludzie nieprzyzwoicie bogaci jak na rosyjskie warunki, nie trzeba dodawać. Tak jak tego, że nie przypadkiem pojawili się na ekranach milionów telewizorów. Dość powiedzieć, że na ich naturalność nabrał się także wyżej podpisany.

Zapewne z tego samego powodu gdzieś rozpłynęła się armia rosyjskich chuliganów znanych z bandyckich wybryków jak ten z Euro w 2016 r., kiedy dosłownie zmasakrowali angielskich fanów. Rosyjscy pseudokibice, którzy jeszcze przed mundialem odgrażali się m.in. Polakom i Anglikom, wybrali wakacje lub seanse przed telewizorem. Czy skłoniła ich do tego perswazja Federalnej Służby Bezpieczeństwa? Pozostaje się tylko domyślać.

Czekając na de Custine’a

Łódzki historyk dr Mikołaj Mirowski zwrócił tymczasem uwagę na to, kogo na mundialu zabrakło. „Jest taka drużyna, na której meczu nie zobaczycie nikogo, nikogo ważnego, żadnego nadmuchanego oficjela, nawet przysłowiowego syna stryjka wujka żony z trzeciego małżeństwa... Bo zwyczajnie nie wypada, bo jak mawiał Herbert – to kwestia smaku... W każdym razie tą drużyną jest... Anglia” – napisał na Facebooku. Zarówno skandal z próbą otrucia Siergieja Skripala, jak i ostatnie ponowne zatrucie się brytyjskich obywateli przez nowiczoka, produkowaną jedynie w Rosji truciznę, skutecznie ochłodziło i tak nie najlepsze stosunki między Londynem i Moskwą. Wielka Brytania nie może jednak liczyć na solidarność europejską. Czy to przez bycie (w związku z brexitem) swoistym enfant terrible, czy też przez hipokryzję, która pozwala przywódcom z Europy deklarować sankcje i twardą politykę wobec Moskwy, a jednocześnie ściskać się z Rosjanami – nieważne. Istotne jest tylko to, co widać. A widać fikcję, którą Kreml chce urzeczywistnić.

Oczywiście jednocześnie Moskwa nie rezygnuje ze swojej stałej działalności. Jak podają prowadzone przez Ukraińców statystyki strony „Futbol we Krwi” z 10 lipca br. (dzień meczu Francja–Belgia, gdzie gościli Macron i Jagger), był to 27. dzień mundialu, „w tym czasie rosyjskie siły okupacyjne 671 razy złamały reżim zawieszenia broni w obwodzie donieckim i ługańskim, z których 121 – z ciężkiej broni zabronionej przez ustalenia w Mińsku. W tym czasie w wyniku działań wojennych zginęło 13 ukraińskich żołnierzy, a 52 żołnierzy i ośmiu cywilów zostało rannych” – czytamy.

Po kończącym się w najbliższą niedzielę mundialu srogi kac zostanie jednak także samym Rosjanom. W momencie gdy wygrywali z Arabią Saudyjską (5:0), pojawiła się informacja, że władze postanowiły podwyższyć wiek emerytalny (z 60 do 65 lat dla mężczyzn i z 55 do 63 lat dla kobiet). Nie pomogły protesty i argumentacja, że w wielu regionach Rosji ludzie średnio nie dożywają takiego wieku. Premier Miedwiediew zapowiedział również podniesienie podatku VAT w 2019 r. z 18 proc. do 20 proc.

To wszystko to zaledwie wgląd pod starannie przygotowywaną plandekę, jaką władzom w Moskwie udało się na miesiąc przykryć rosyjską rzeczywistość. Kto wie, może wśród przebywających teraz na mundialu reporterów i obserwatorów jest jednak ktoś, kto niczym wspomniany na początku Astolphe de Custine, francuski pisarz i podróżnik, pokaże obraz Rosji, który ta bardzo chce ukryć przed światem? Jak pisał wspomniany autor w 1832 r.: „Dla nich [Rosjan] pozory są wszystkim, a pozory u nich kłamią bardziej niż u innych. Toteż ktokolwiek ośmiela się unieść rąbek zasłony, traci na zawsze reputację w Petersburgu”.

Czy ktokolwiek się odważy stracić reputację?

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl