Frustraci i kot Targalskiego

Film z nagraniem kota Lisia i jego właściciela dr. Jerzego Targalskiego – chyba w takiej kolejności, bo powszechne jest przekonanie, że Lisio ukradł show – robi furorę na całym świecie. Miliony odsłon, pozytywne komentarze i zachwyty wywołały frustrację u niektórych dziennikarzy „Gazety Wyborczej”.

Widać to szczególnie po wulgarnych wpisach, które pojawiły się w sieci. Koty dr. Targalskiego są stałymi bywalcami cyklicznego programu pt. „Geopolityczny tygiel” nadawanego w każdy piątek na antenie TV Republika. Naukowiec komentuje zagraniczne wydarzenia tygodnia (i nie tylko), które są później cytowane przez zagraniczne media. I to chyba najbardziej boli rezydentów z Czerskiej. Bo to nie ich opinie, ich widzenie świata jest komentowane, ale politologa mającego konserwatywne poglądy. Doktor Jerzy Targalski jest od lat solą w oku Adama Michnika i jego podwładnych. A ich wulgarne komentarze na temat naukowca pokazują, jak nisko można upaść. Nie dość, że galopujący spadek sprzedaży „Gazety Wyborczej” przyprawia ich o nieustający stres, to na dodatek odwieczny wróg okazał się prawdziwą gwiazdą. Wygląda na to, że kot Lisio okazał się tajną bronią dr. Targalskiego.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

POstkomuna walczy z internetem

Trudno o bardziej spektakularne „samozaoranie” polityków Platformy Obywatelskiej niż przypadek głosowania nad ACTA 2. W lipcu mówią, że są „przeciw”. We wrześniu głosują karnie „za”. W jednym są konsekwentni – w czynach zawsze działali przeciw wolności słowa.

To oczywiście kolejny raz, gdy PO nie dotrzymuje słowa i ma za nic deklaracje wobec wyborców. Ale tym razem dzieje się to w środku kampanii wyborczej, gdzie POstkomuna rozpaczliwie walczy o wiarygodność w oczach własnych ludzi – te wybory zdecydować mogą w dłuższej perspektywie o jej być albo nie być. I właśnie w takim momencie demonstruje pogardę dla własnych słów i głosuje za cenzurą w internecie. Konsternację, jaka zapanowała w obozie postkomunistycznym z tego powodu, dobrze ilustruje zachowanie jego mediów – albo ani słowa o głosowaniu nad ACTA2, tak jak zrobiły to „Fakty” TVN, albo informowanie o „dyrektywie”, która chroni artystów i twórców. Nigdzie, w żadnej gazecie, radiu czy telewizji, na żadnym portalu obozu postkomuny nie znajdzie się dokładnego omówienia zagrożeń, jakie niesie ta wprowadzana głosami PO dyrektywa. Zresztą to bardzo wstydliwa dla polityków PO sprawa – ludzie, którzy chętnie recytują hasła o wolności, swobodach obywatelskich itp., zagłosowali za rozwiązaniami, które wprowadzą poważne ograniczenia wolności słowa w internecie. Robią to zresztą nie po raz pierwszy – rząd Tuska już w 2012 roku usiłował wprowadzić ACTA, po protestach musiał się wstydliwie z tego wycofywać. Warto przypomnieć, że Donald Tusk wtedy opowiadał, iż zostanie utworzona karta praw podstawowych użytkownika internetu. Jej nieistnienie i obecne głosowanie nad ACTA 2 europosłów postkomuny to składowe najważniejszych cech funkcjonowania Platformy – składania pustych obietnic i głębokiego lekceważenia zwykłych ludzi. No i oczywiście nie należy zapominać o kłamstwie i manipulacji. Przy okazji ACTA 2 politycy opozycji cytowali odpowiedź ministra cyfryzacji na interpelację posła Pudłowskiego jako rzekomą akceptację rządu dla dyrektywy. Tyle że ta opinia dotyczyła kompromisowych propozycji zmian dokumentu zaproponowanych przez Bułgarię podczas jej prezydencji w UE. Uwzględniały one polskie uwagi i zaproponowane zmiany. To, co zostało przegłosowane teraz przez Parlament Europejski, jest z nimi sprzeczne. ACTA 2 niesie kilka bardzo poważnych zagrożeń dla wolności w sieci. Artykuł 13 nakazuje filtrowanie treści – także w komentarzach – pod kątem praw autorskich. To ograniczy wolność tworzenia na przykład memów, ale też oznacza dodatkowe, wysokie koszty funkcjonowania portali i stron internetowych. Duzi sobie poradzą, mniejsi niekoniecznie. Artykuł 11 dotyczy praw pokrewnych dla wydawców prasowych – koncerny medialne będą z nich korzystać tak jak twórcy. Odwołania, cytaty, przeróbki będą ograniczone restrykcjami, wszystkie przeróbki, także komentarze w mediach społecznościowych zawierające treści z jakiegoś portalu czy wydawnictwa, będą mogły być ścigane z tytułu praw pokrewnych wydawców. Linki do treści w internecie także się zmienią – nie będą mogły zawierać nagłówka czy fragmentu treści, do którego odsyłają. Co więcej, za linkowanie treści chronionych prawami wydawców trzeba będzie płacić – portale będą musiały zawierać umowy licencyjne z wydawcami na linkowanie ich treści. Dotyczyć to będzie także youtuberów – prócz opłacenia licencji na linkowanie będą też musieli wykupić licencję umożliwiającą tworzenie materiałów do sieci. Paranoja? Owszem – w trosce o prawa autorskie i ochronę interesów twórców parlament europejski opowiedział się za drastycznym ograniczeniem wolności wypowiedzi i kreacji w sieci. To ma sens w wymiarze ochrony status quo – dyrektywa chroni wielkich graczy i zdecydowanie ogranicza nowych, małych. Po wejściu w życie ACTA 2 internet, jaki znamy dziś, zniknie. Za tym właśnie opowiedzieli się politycy PO – bojący się jak ognia wolności słowa, niezależności debaty i… wynikającej z niej wielkiej zmiany postaw politycznych Polaków, która w końcu zmiecie POstkomunę ze sceny politycznej. Tego się boją – słusznie – na serio. Choć na razie i w tej sprawie – opisu zjawiska i strachu przed nim – wprowadzają w błąd opinię publiczną. Próbują nam właśnie wmówić, że prezydent Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie nie dlatego, że Polacy postawili na zmianę i odsunięcie od władzy nieudolnych i nieuczciwych polityków, lecz dlatego, że rzekomo opłacone boty kompromitowały szlachetnego Bronisława Komorowskiego. Że żadnej zmiany w postawach politycznych Polaków by nie było, gdyby nie sztuczki w internecie. Argumentacja ta jest nic niewarta – choćby konfrontacja z kolejnymi sondażami demaskuje jej fałsz – zatem to gra na krótką metę. Choć nie jest wykluczone, że środowiska postkomunistyczne z „Gazetą Wyborczą” na czele naprawdę w to wierzą – nie znajdując żadnych racjonalnych powodów utraty poparcia. A to by oznaczało, że tytuł książki jednego z ich ideologów – Marcina Króla „Byliśmy głupi” – powinni zamienić na czas teraźniejszy.  

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl