Niesamowita przygoda polskiego fotografa: pieszo wędruje z Walii do Polski

/ fot. pixabay

  

Hasło „Go home Polish”, które zobaczył kilka lat temu na murze w Cardiff, stało się dla fotografa Michała Iwanowskiego inspiracją do wyruszenia z końcem kwietnia w podróż między jego dwoma domami – Polską i Walią. Dokumentowana przez niego piesza wyprawa przez Europę to projekt artystyczny.

Interesuje mnie kwestia tożsamości we współczesnej Europie, to jak przyjmujemy Innego. Sam mam dwa domy. Osobiście nigdy nie spotkałem się z wrogością jako cudzoziemiec, a podczas tej wyprawy doświadczam życzliwości, ale wiemy, że takie sytuacje mają miejsce, szczególnie w obliczu brexitu

– powiedział PAP Iwanowski. 

Cała Europa jest poorana doświadczeniami migracji. Mówimy: go home Polish, biała Polska, biała Europa, a wciąż żyją wśród nas ludzie, którzy też musieli opuścić swój dom. Musimy o tym wiedzieć, w tej historii nie może być białych kartek

 – dodał. 

Na swojej trasie we francuskiej Dunkierce był świadkiem, jak umundurowani funkcjonariusze szukali w zbożu, a potem legitymowali współczesnych uchodźców, prawdopodobnie z Afryki i Bliskiego Wschodu.

Byli zwyczajnie ubrani, mieli walizki, mogli być wzięci za turystów, jak ja. Mnie tymczasem nikt nie legitymował, może dlatego, że jestem białym mężczyzną?

- powiedział Iwanowski. 

Obecnie jest już we wschodnich Niemczech, z powodu panujących tam upałów przeżył ostatnio poważny kryzys.

Zasłabłem, rzuciłem plecak i usiadłem na skraju drogi. Czułem się strasznie złamany, myślałem: aha, to tak się ludzie poddają. W upale prędko skończyła mi się woda, jadłem tylko dzikie czereśnie rosnące przy drodze. Po półtorej godzinie ruszyłem jednak szukać wody, miałem na ten dzień zaplanowany nocleg i coś mnie tam ciągnęło

– opowiadał. 

W miejscu, gdzie nocował, spotkał 94-letnią kobietę, wysiedloną po wojnie ze Smolca na Dolnym Śląsku.

Opowiadała mi, jak szły z matką w korowodzie ludzi, od stycznia do maja, czasem w 30-stopniowym mrozie, kiedy do jedzenia dostawali zamarznięty chleb. Pewnego dnia jej matka siadła przy drodze na kamieniu i powiedziała, że dalej nie idzie, nie ma siły. Cecylia powiedziała jej, że będzie ją tak długo bić po twarzy, aż wstanie i pójdzie dalej. Poszła, przeżyły tę drogę. Cecylia nigdy nie wróciła do Smolca, ale pamięta swój dom i płacze, kiedy go wspomina

– powiedział Michał Iwanowski. 

Bohaterami jego dających do myślenia zdjęć, dokumentujących wyprawę i publikowanych na fotograficznym serwisie społecznościowym są napotkani na trasie ludzie, obiekty – pokazywane często z nietypowej perspektywy, przyroda, a także on sam. Każdemu towarzyszy krótka historia. Napotkanych ludzi pyta o to, co znaczy dla nich dom, dzieli się z nimi swoją opowieścią. Wystawy dokumentujące tę artystyczną podróż zostaną otwarte 21 września jednocześnie w Warszawie i Caernarfon w Walii.

To będzie zdrowa, zbalansowana dieta ludzkich doświadczeń

 – zapowiada Iwanowski. Projekt został sfinansowany przez Arts Council of Wales, instytucję kultury walijskiego rządu, wspierającą rozwój sztuki w Walii.

To kolejna artystyczna wędrówka Iwanowskiego. W 2013 r. przeszedł pieszo z rosyjskiej Kaługi do Wrocławia drogą, którą w 1945 r. pokonał jego dziadek, uciekając z bratem z sowieckiego obozu. Na jej podstawie powstała wystawa, prezentowana w wielu miastach, oraz książka pt. „Clear of people” (Z dala od ludzi). 

Michał Iwanowski urodził się w 1977 r. w Świebodzicach, jest absolwentem anglistyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Po studiach wyjechał do Walii, obecnie żyje i pracuje w Cardiff. Ma obywatelstwo polskie i brytyjskie. W swoich pracach porusza tematykę pamięci i jej relacji z obrazem fotograficznym. W 2009 r. otrzymał nagrodę Emerging Photographer, przyznawaną przez kanadyjską Magenta Foundation. Obecnie poza projektami artystycznymi, Iwanowski prowadzi zajęcia praktyczne w Ffotogallery w Cardiff. Jego prace były prezentowane na wielu wystawach w Polsce oraz Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Grecji, Litwie, Holandii, Hiszpanii, Gruzji i Australii.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

To przeraża Donalda Tuska. Oj... tych kilka faktów popsuje humor „Królowi Europy”

/ Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

W rozmowie z naszą reporterką poseł Iwona Arent z PiS zwraca uwagę na to, że Donald Tusk doskonale wie, jak wyglądało państwo polskie za rządów jego ekipy z PO-PSL. To właśnie ta wiedza panicznie przeraża byłego premiera. „Dzisiaj my to rozliczamy i dlatego jest strach przed rozliczeniem. Donald Tusk boi się rozliczenia” - podkreśla poseł Iwona Arent.

Według poseł Arent posiedzenia komisji ds. Amber Gold pokazują wyraźnie, że to za czasów rządów Donalda Tuska i ekipy PO-PSL doprowadzono do sytuacji, w której nagminnie dochodziło do wszelkiego rodzaju nadużyć.

- Te komisje śledcze, które dzisiaj funkcjonują, pokazują, że za czasów Donalda Tuska - on był odpowiedzialny jako premier za funkcjonowanie instytucji państwowych i urzędów - one nie funkcjonowały. Doprowadzały do sytuacji, gdzie ludzie mogli prać brudne pieniądze, mogli nie płacić podatków. Wychodzi na to, że w Gdańsku był raj podatkowy. Nie trzeba było jechać na Cypr czy gdzieś indziej szukać, tylko w Gdańsku wystarczyło. Za to odpowiedzialny jest tak naprawdę Donald Tusk – mówi polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Odnosząc się z kolei do lamentu przedstawicieli „nadzwyczajnej kasty” w związku z reformą sądownictwa, poseł Iwona Arent przypomina, jak wyglądała sędziowska niezależność w czasach rządów PO-PSL.

- Sąd i prokuratury były niezależne. Sędziowie byli niezależni, a w piłkę nożną - jak Lechia Gdańsk grała - to regularnie spotykał się pan premier ówczesny Donald Tusk z sędziami, z prokuratorami razem w VIP-owskim sektorze sobie siedzieli. Tak wyglądały wtedy te niezależne właśnie sądy. Przypomnijmy Sędzia Milewski - „Sędzia na telefon”, który wykonywał polecenia - wydawało mu się, że to była osoba od premiera Donalda Tuska... Tak wyglądało państwo polskie za czasów rządów Tuska. Dlatego dzisiaj... to co powiedział Donald Tusk, to nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać, bo to pokazuje degrengoladę ówczesnej władzy, a dzisiaj my to rozliczamy i dlatego jest strach przed rozliczeniem. Donald Tusk boi się rozliczenia – uważa poseł Iwona Arent.


ZOBACZ CAŁĄ ROZMOWĘ:

 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl