Problemy stare jak świat

Wiedzą Państwo, co wciąż pozostaje niezmienne? Oczywiście natura ludzka. Żołnierze króla Dariusza I Wielkiego dzierżący w dłoniach oszczepy, chroniący głowy brązowymi szyszakami i maszerujący w skórzanych sandałach przez pustynię byli mentalnie tacy sami jak ich dzisiejsi następcy uzbrojeni w najnowocześniejsze karabinki, z goglami noktowizyjnymi na hełmach i działający na cybernetycznym polu walki. Jedni i drudzy narzekali na duże trudy marszu i zbyt małe racje żywnościowe.

Wiedzę o problemach wojów wielkiego Persa posiadłem na zajęciach z historii wojskowości prowadzonych przez płk. prof. dr. hab. Kazimierza Adamka, jednego z najlepszych wykładowców, u jakich dane było mi studiować, a perypetie codzienności znam z autopsji, bo oczywiście sam narzekałem na trudną marszrutę i mikroskopijne posiłki serwowane przez kucharzy. Przez 25 wieków nic się nie zmieniło. Dotyczy to nie tylko armii, gdyż podobne problemy towarzyszą wymiarowi sprawiedliwości. Opowieść Herodota o skorumpowanym sędzim Sisamnesie, którego inny władca Persji żyjący w czasach Dariusza, król Kambyzes II, nakazał obłupić ze skóry i stracić za wydanie wyroku po wzięciu łapówki, uświadamia nam, że mimo upływu czasu wciąż trapią nas problemy stare jak świat.

Życzliwi sędziowie

Problemy stare jak świat nie ominęły sędziego Sądu Najwyższego (SN) Henryka Pietrzkowskiego. Właściwie to sędzia sam starannie tych problemów poszukał, prowadząc bardzo dwuznaczne, nagrane przez CBA rozmowy z Bogusławem Moraczewskim, sędzią Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA). Moraczewski zwrócił się kilka lat temu do Pietrzkowskiego z koleżeńską prośbą o recenzję wstępnego szkicu skargi kasacyjnej, która miała zostać złożona w miejscu orzekania „recenzenta”, czyli w SN. Wytworzony dokument okazał się kompletnym bublem prawnym, więc uczynny pan Henryk rozpoczął praktycznie dyktowanie koledze Bogusiowi jego poprawne brzmienie. Pomijając fakt, że dwaj sędziowie parali się nie swoją robotą, gdyż żaden z nich nie był stroną w sprawie, a dodatkowo rozstrzygnięcie miało zapaść w miejscu pracy Pietrzkowskiego, to nie sposób nie dostrzec całkowitej indolencji i nieznajomości przepisów prawa, jaką wykazał się Moraczewski.

Słuchając rozmowy dwóch panów, można odnieść wrażenie, że sędzia NSA ślęczy jak uczniak nad zeszytem i starannie przenosi na papier całkowicie niezrozumiałe dla siebie frazy, które de facto nie były zbyt zawiłe prawnie nawet dla laika. „Sędziowskie dyktando” nigdy nie ujrzałoby światła dziennego, gdyby nie podsłuchy, które założono na ich telefonach. Dzięki tym podsłuchom dowiedzieliśmy się również, że Pietrzkowski poprosił swojego współpracownika z SN, sędziego Jana Górowskiego, którego wyznaczono do rozpatrzenia sprawy, o „życzliwość”, czyli o rozstrzygnięcie korzystne dla strony składającej wyprodukowane kolektywnie pismo procesowe.

Trudno wyobrazić sobie bardziej ewidentne dowody na złamanie prawa, lecz myli się ten, kto sądzi, że Pietrzkowski aktualnie pracuje w kamieniołomach z wieloletnim wyrokiem więzienia na karku. Zapewniam Państwa, że sędzia Henryk ma się wyśmienicie i niedawno opowiadał jednej z dziennikarek stacji głoszącej całą prawdę całą dobę o tym, jak w Polsce przebiega łamanie konstytucji.

Mistrzowie w łamaniu

Łamanie konstytucji stało się naszym narodowym sportem od listopada roku 2015, czyli od początku sprawowania władzy przez rząd Beaty Szydło. Wówczas sprawa rozbijała się o sędziów Trybunału Konstytucyjnego (TK) wybranych „na zapas”, niezgodnie z prawem, w zdominowanym przez koalicję PO/PSL Sejmie. Jego liberalni parlamentarzyści, czując zbliżający się wyborczy armagedon, postanowili zbudować sobie na bazie TK swoisty szaniec, mający w krótkim czasie zapewnić im powrót do władzy. Do końca życia nie zapomnę frazy „trzech prawidłowo wybranych sędziów”, którą posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz wdrukowywała mi do głowy przez wiele miesięcy, żądając od prezydenta Andrzeja Dudy ich zaprzysiężenia. Były demonstracje, wrzaski, krzyki, palenie świec, zapowiedzi pociągnięcia decydentów do odpowiedzialności i jawne pogróżki. Co z nich dziś zostało? Dosłownie nic.

Czasem w stacji telewizyjnej z niebieskim kołem w logo pojawi się były prezes TK Andrzej Rzepliński, ale ponieważ trudno nazwać go złotoustym mówcą, wygłaszane przez niego mądrości bardziej widza irytują, niż interesują. Jestem przekonany, że w przypadku SN będzie podobnie, więc protesty z tym związane nie powinny nikogo zbytnio martwić. Martwić za to może zachowanie w przeszłości niektórych osób towarzyszących prezes Małgorzacie Gersdorf.

Małgorzacie Gersdorf, udającej się rankiem 4 lipca br. do budynku SN, którego, jak twierdzi, jest wciąż gospodarzem, towarzyszył Franciszek Jagielski. Pan Franciszek, związany z firmą ochroniarską Farmazon, znany jest z bywania na demonstracjach stowarzyszenia Obywatele RP oraz grubiańskiego zachowania w stosunku do reporterów telewizji publicznej, których kilka miesięcy temu obrzucił inwektywami i wulgarnie im groził połamaniem kończyn górnych. Jagielskiego, popularnie zwanego Farmazonem, trudno było w tłumie nie dostrzec choćby ze względu na jego brodę czy charakterystyczne odzienie i wyposażenie przypominające ekwipunek policjantów z pododdziałów antyterrorystycznych (AT). Swój en­tourage pan Farmazon skompilował z przybraną miną à la twardziel z amerykańskich filmów, i tak torował drogę w tłumie pani prezes. Podczas oglądania opisanego powyżej obrazu zastanawiałem się, na kim miał on wywrzeć wrażenie? Chyba jedynie na licealistkach rysujących w zeszycie serca przebite strzałą, bo zapewniam, że faktycznego starcia z funkcjonariuszami parającymi się zwalczaniem terroru nie życzę nawet Farmazonowi, którego większą sympatią nie darzę. Kilkanaście lat temu miałem okazję trenować z tymi panami wejście do pomieszczenia w celu unieszkodliwienia bardzo złych osób symulowanych przez ciężkie manekiny zapaśnicze i od tamtego momentu obiecałem sobie solennie, że zrobię wszystko, aby nigdy żadnego z dżentelmenów nie zdenerwować. Nie wiem, kto organizował demonstrację mającą zwrócić uwagę społeczeństwa na faktyczny czy teatralny heroizm prezes Gersdorf, ale oceniam, że był to amator z krótką ławką kadrową, gdyż postać Jagielskiego kojarzy się bardzo negatywnie.

Z Kramkiem pod ramię

Bardzo negatywnie była odebrana także obecność innego uczestnika porannego protestu – Bartosza Kramka. Pan Kramek zasłynął latem roku 2017 opublikowaniem tekstu nawołującego do buntu przeciwko władzy. Przypomnijmy: władzy wybranej w demokratycznych wyborach. Był również bardzo aktywny podczas protestu nazwanego później astrosurfingiem. Nie jestem przekonany, czy właśnie on powinien towarzyszyć prezes Gersdorf, jestem natomiast pewien, że potrzebujemy dobrze działającego wymiaru sprawiedliwości.

Niestety niezbędna okazała się potężna ingerencja polityków, bowiem zapewnienie sprzed dekad złożone przez prof. Adama Strzembosza, że środowisko sędziowskie samo się oczyści, okazało się funta kłaków warte. Przecież demokracji dziś broni przywołany sędzia Pietrzkowski, były I sekretarz POP PZPR przy Sądzie Rejonowym w Łodzi, a prezesem Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych SN jest Józef Iwulski, osobnik, który w stanie wojennym wydawał wyroki na opozycjonistów. Nie rozstrzygam, kto ma rację w sporze, bo nie mam do tego kompetencji. Sprawę można skonkludować smutną parafrazą dialogu filmowego: „Graliśmy uczciwie: ty oszukiwałeś, ja oszukiwałem – wygrał lepszy”, a na marne pocieszenie dodam, że obecnie znów rozstrzygamy problemy stare jak świat.

Howgh!

Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Samotnik. Nałogowy kawosz i czytacz politycznych newsów. Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Trójmorze ograniczy rosyjskie wpływy?

Amerykanie od czasów Ronalda Reagana wspierają dywersyfikację źródeł dostaw gazu do Europy, i to nie po to, żeby sprzedawać swoje węglowodory, bo w latach 80. ich po prostu nie mieli, ale dlatego, że uznają, iż wpływy energetyczne Rosji w Europie przekładają się na jej wpływy polityczne. W tym kontekście gospodarczy projekt Trójmorza jawi się jako narzędzie zmniejszenia wpływów rosyjskich w regionie z użyciem także m.in. wsparcia amerykańskiego.

Z tym zastrzeżeniem, że poza Polską mało kto w Trójmorzu chciałby przyjąć kurs antyrosyjski, zatem musimy mieć ofertę atrakcyjną ekonomicznie i taką pod pewnymi warunkami może być gaz skroplony (LNG) z USA. A zatem nie sprawa polityczna, ale ekonomiczna skupi kraje Trójmorza wokół amerykańskiego LNG, pod warunkiem że cena będzie atrakcyjna. O to zabiegają m.in. Polacy, którzy rozmawiają o umowach terminowych na dostawy tego gazu. W przyszłości dzięki infrastrukturze, jak np. gazoport w Świnoujściu, pomocy Komisji Europejskiej, która wspiera rozwój rynku LNG w Europie, dzięki Trójmorzu może będziemy w stanie rozprowadzać ten surowiec na cały region.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl